2015-03-27

Moje 3 ukochane miasta

 Kiedy spotykam się z Czytelnikami bloga lub rozmawiam ze znajomymi, którzy wiedzą, że
 lubię wyjeżdżać, często pada pytanie o moje 3 ukochane miasta. Często udzielałam różnych
  odpowiedzi, nigdy nie będąc jednak do końca pewna, czy mówię prawdę. Ostatnio zaczęłam
  się zastanawiać, co miasto musi mieć w sobie, by stało się tym moim ukochanym? Musi mi się
  podobać, to pewne. Przy czym nie musi być to jakieś oczywiste piękno, nie musi zachwycać
  każdego. Ważne, że zachwyca mnie. Musi mnie zaskakiwać - różnorodnością, detalami, tym,
    jak żyją mieszkańcy. Musi mieć ciekawą historię, pewien trudny do opisania charakter. Fajnie,
    jeśli miałoby detale, które tak lubię. Jest wiele miast, które są wspaniałe, majestatyczne, jednak
    nie wywołują szybszego bicia serca, nie śnią mi się w nocy, namawiając do powrotu. Ukochane
    miasto trudno opisać słowami czy zdjęciami, bo na papierze i w opowieści wydaje się, że ciągle
      czegoś brakuje, że jest w nich coś, co ciężko uchwycić. Muszę się w nim naprawdę dobrze czuć,
        jakbym była w domu, do którego wróciłam. Jakie są zatem moje 3 ukochane miasta w Europie?
       (dodam tylko, że bierzemy pod uwagę jedynie większe miasta, nie małe miasteczka czy całe regiony)

2015-03-22

17.03.2015 - St. Patrick's Day. Zielona parada w Galway

      Od bardzo dawna, gdzieś w głębi duszy, marzyłam o odwiedzeniu Irlandii w okolicach 17 marca, 
     gdy mieszkańcy hucznie obchodzą święto swojego patrona, Św. Patryka. W tym roku się udało!
      Przyleciałam kilka dni wcześniej do znajomych i postanowiłam zostać aż do tego wydarzenia.
       Spędzaliśmy razem leniwy czas, zupełnie bez pośpiechu. Pozwiedzaliśmy trochę zachód wyspy,
        okoliczne plaże i pojechaliśmy na Achill Island. O wszystkim opowiem w swoim czasie. Dzisiaj 
       skupię się wyłącznie na wtorkowej paradzie z okazji St. Patrick's Day. Parady odbywają się w
        każdym większym mieście i w wielu małych miasteczkach. My braliśmy udział w tej w Galway.
 Odbywała się ona już po raz 112 i zgromadziła tłumy mieszkańców miasta. Kto się dobrze 
     wsłuchiwał, mógł usłyszeć mnóstwo języków z różnych krańców świata, ale królował polski ;) 
  Przechadzając się wśród gapiów miałam chwilami wrażenie, że jestem w Polsce, bo niemal
    na każdym kroku słyszałam naszych rodaków. Nie ma się co dziwić, bo jesteśmy podobno 
     najliczniejszą z mniejszości narodowych na wyspie. W paradzie szli przedstawiciele polskich 
      sklepów Foodland oraz Polish Community Group i prezentowali się naprawdę bardzo fajnie.
  W mieście ustawiono barierki, przy których zainteresowane osoby zaczęły zajmować miejsca już 
    na kilka godzin przed paradą. Zaczęła się ona w okolicach Dominick Street a kończyła zaraz za   
   głównym placem Eyre Square. My staliśmy blisko mety, więc musieliśmy nieco dłużej poczekać.
 Mieliśmy szczęście, bo było ciepło i świeciło piękne słońce. Udało nam się znaleźć w miarę dobre
   miejsce, pozwalające zrobić niezłe zdjęcia. Po paradzie Dagmara zmartwiła mnie mówiąc, że nic nie
    widziała, dlatego zaczynam od relacji - mam nadzieję Kochana, ze chociaż trochę Ci to wynagrodzę.
 Na samej paradzie działo się dużo. Był prawdziwy mix kulturowy i artystyczny, muzycy, aktorzy,
 uczniowie wielu szkół, harcerze, lokalne organizacje. Razem 75 grup i to bardzo różnorodnych.
    Atmosfera pozytywna i kulturalna, dużo śmiechu i dobrego samopoczucia wśród uczestników.
    Bez agresji, niemiłych wydarzeń. Cytując portal kierunekorlandia.eu "Dzień ku czci św.Patryka
    łączy narody!". Najbardziej byłam zaskoczona faktem, jak mało śmieci leżało na chodnikach...
  Najbardziej podekscytowane były dzieci. Wiele z nich grało na różnych instrumentach, widać
   było, że mocno to przeżywają. W dzieciach jest tyle radości i beztroski, że aż się buzia cieszy.
     Były tańce, śpiewy, kolorowe stroje. Jedni postarali się bardziej, inni mniej, jak to zwykle bywa.
 Niektóre grupy robiły dobre wrażenie, miały pomysł na siebie, inne nieco znikały niezauważone.
 Wśród przedstawicieli społeczności "przyjezdnych" najlepiej wg mnie wypadli Polacy, może też 
   ze względu na to, że grupa była liczna, a sporo osób wystąpiło w tradycyjnych strojach. Brawo! 
    Dla mnie, tak zupełnie prywatnie, parada ta była idealnym zwieńczeniem kilku wspaniałych dni.
      Wśród obserwatorów małych i dużych panowała moda na dodatki w kolorach irlandzkiej flagi. 
    Do kupienia niemalże w każdym sklepie, na długo przed 17 marca. Już kilka dni wcześniej udało
    kupiłam za 5EUR zieloną kurtkę przeciwdeszczową w koniczyny, którą się już chwaliłam na FB.
   Za 1.5EUR nabyłam drogą kupna również widoczne poniżej koniczynki ozdobne na opasce ;)
 Po paradzie uczestnicy rozeszli się w różnych kierunkach - jedni do pubów na Guinnessa, inni nad
 rzekę, część osób została na placu. My jeszcze trochę pospacerowaliśmy obserwując otoczenie, a
 później wróciliśmy do domu, zabraliśmy psa i pojechaliśmy za miasto. Było wspaniale. Już tęsknię.

2015-03-19

Gdzie zjeść w Lizbonie? Polecane restauracje

      Jednym z najczęściej zadawanych przez Was pytań jest "Gdzie warto zjeść w Lizbonie?". Na blogu
      pojawiły się już dwa wpisy dotyczące kuchni portugalskiej (część I i część II), ale zawierały raczej
    ogólnie informacje, bez adresów. Postanowiłam zaprosić kilka osób, by wspólnie stworzyć wpis z
       miejscami, które polecamy. Jakiś punkt odniesienia na dobry początek :) Zapraszamy do lektury!

Ajka, czyli ja :) Autorka bloga i miłośniczka wszystkiego, co portugalskie.

  Restaurante "O Pardieiro"  
L. da Graça, 36
    Jeden z moich ulubionych lokali obiadowych w Lizbonie. Trafiłam tam przypadkiem kilka lat temu,
   już po porze lunchowej, gdy nie działała kuchnia, ale pomimo tego zostałyśmy zaproszone do środka
   i uraczono nas fantastycznym omletem z sałatką, świeżym pieczywem i winem. Od tego czasu bardzo
   często tam wracałam, głównie na ryby i zawsze byłam zadowolona. Opinie w Internecie są słabe, nie
      wiem dlaczego. Jedzenie jest tradycyjne, smaczne, w dobrej cenie i miłej atmosferze. Lubię tam jeść.
       Jadąc tramwajem 28 w kierunku Martim Moniz, należy wysiąść na przystanku Graça, iść przed siebie
       kilkanaście metrów, kierować się lekko na prawo i na rogu placu znajduje się niepozorna restauracja :)


Tasca da Sé
Rua Augusto Rosa 62
    Trochę komercyjny lokal, ale bardzo go lubię. Położony przy samej katedrze Sé, kilkanaście minut
    spacerem od Rossio, kilka od Praça do Comércio, można podjechać tramwajem 28 jadąc z dalszej
       części miasta. Lokalizacja super, mogłoby się wydawać, że to kiepski lokal turystyczny, ale tak nie jest.
       W środku jest skromnie, klimatycznie, pomieszczenie jest niewielkie, czasem trzeba podzielić się z kimś
      stolikiem - można porozmawiać, robi się przyjemna atmosfera, prawie jak u znajomych. Obsługa miła i
      serdeczna, bardzo pomocna. Jedzenie smaczne, w rozsądnych cenach. Świeże ryby, wino, przystawki
      wysokiej klasy. Chodzę tam, gdy chcę zjeść w sprawdzonym miejscu, blisko samego centrum miasta.



A Padaria Potuguesa 
     Kilka lokalizacji, wymienione na: www.padariaportuguesa.pt
      Sieciówka bardzo dobrej jakości. Nowoczesne wnętrze, sympatyczna obsługa, wypieki zawsze świeże,
    często jeszcze ciepłe. Idealne miejsce, gdy chcemy coś "złapać" na szybko i ruszyć dalej w drogę albo
      kupić coś rano na drugie śniadanie. Przepyszne bułki i chleby, ciastka maślane, portugalskie croissanty,
     ciastka półfrancuskie na słodko/słono, nadziewane empadas, boskie kokosowe bułeczki Pão de Deus,
     a także zupy, kanapki, sałatki, kawa i soki naturalne. Ciekawy asortyment, alternatywa dla pastelarii.


     Marzena & Goncalo Gregier-Franco, założyciele Smaków Portugalii - pierwszego i najlepszego sklepu
   ze smakołykami znad Atlantyku. Jak nikt znają się na konserwach, oliwach i produktach gourmet.


Cone à Portuguesa
Rua do Século 224
"Rożek po portugalsku" to zupełnie nowa forma przekąski - chlebowe rożki z rozmaitymi nadzieniami.
  Inspirowane są poszczególnymi regionami Portugalii i wykorzystują składniki dla nich charakterystyczne.
 Są nadzienia mięsne, z owocami morza, rybne, z dodatkiem regionalnych serów. Menu zmienia się co
jakiś czas, co nie pozwala znudzić się serwowanymi smakami. Smaczna i nowatorska idea. Nie jest to
     kopia czyjegoś pomysłu na biznes, tylko miejsce zaskakujące, oryginalne i przepełnione pasją założycieli.


Mercado de Campo de Ourique
Rua Coelho da Rocha 
  Lokalny targ w dzielnicy Campo do Ourique, jednej z najbardziej tradycyjnych dzielnic Lizbony.
  Zdecydowanie jeden z naszych ulubionych! Warto się tam wybrać jeśli chcemy poczuć, jak płynie
    prawdziwe życie stolicy. Targ powstał w 1934 roku, a w 2014 został odnowiony, utrzymując jednak
     pierwotny charakter miejsca zakupowego, połączonego z miejscem spotkań i wydarzeń kulturalnych.
      Do straganów z owocami, mięsem, warzywami i rybami dołączyło 20 „tasquinhas”(knajpek) o bardzo
      zróżnicowanej ofercie gastronomicznej: owoce morza, kanapki, tradycyjne dania portugalskie, sushi,
      klasztorne słodycze, wino, sery, lody i inne. To idealne miejsce dla szukających oryginalnych miejsc.


Café Lisboa
Tatro Nacional de São Carlos 
Largo de São Carlos, 23
 Chef José Avillez to bezsprzeczna gwiazda portugalskiej gastronomii odznaczona dwoma gwiazdkami
 Michelin (gdy pracował w Belcanto). Café Lisboa to jego najnowsza restauracja, zlokalizowana we
wspaniałych, XVIII wiecznych wnętrzach Teatru Narodowego São Carlos. Obsługa w lokalu jest 
   profesjonalna, nienarzucająca się, potrafiąca stworzyć przyjazną atmosferę. Byliśmy tam w czasie  
kolacji. W karcie tradycyjne dania w wersji haute cuisine. Zamówiliśmy nuggets z suszonego dorsza
 z majonezem czosnkowym, pastel Lisboa (rodzaj pieczonego pieroga), stek z serem i frytkami. Każde
 z dań obłędnie smaczne, idealnie doprawione. Na deser wybraliśmy mus czekoladowy z kwiatem soli.
  Tego się nie da opowiedzieć, tego trzeba spróbować! Ceny dań głównych 12,50-22,50 EUR. Warto!


     Krzysztof Gierak pojechał kilka lat temu na dwa miesiące do Lizbony i ... mieszka tam do dziś.
      Jest założycielem strony InfoLizbona.pl , na której możecie znaleźć mnóstwo informacji na temat
      zwiedzania tego pięknego miasta. W wolnym czasie Krzysiek pracuje również jako przewodnik.

 Casa da India
Rua do Loreto 49
       Wbrew pozorom nie jest to lokal z indyjską kuchnią! To mała. prosta i klimatyczna restauracja, która
       serwuje tradycyjne potrawy portugalskie. W menu zarówno ryby, owoce morza i mięsa, więc każdy
       znajdzie coś dla siebie. Ceny rozsądne (dania główne 6-9€). Zaletą Casa da India jest też lokalizacja,
        na granicy Bairro Alto i Chiado. Czasem trzeba trochę poczekać na wolny stolik, ale naprawdę warto.


ZamBeZe 
Calçada Marquês de Tancos 3
     Ciekawa restauracja połączona z barem. Ja lubię to miejsce przede wszystkim za położenie na małym
      punkcie widokowym, dzięki czemu z drinkiem w ręku można podziwiać cudowną panoramę Lizbony i
     Tagu. Obsługa nie należy do najlepszych, ale serwują dobre drinki a widok na dachy dzielnicy Baixa z
      Praça do Comércio i Mostem 25 kwietnia wynagradza wszystko. Warto tu zajrzeć wieczorem, przed
     samym zachodem słońca. Restauracja serwuje dania kuchni portugalskiej z wpływami afrykańskimi.


 Chiado Caffé
  Rua do Loreto 45
   Piekarnia, kawiarnia, bar, prosta restauracja - Chiado Caffé potrafi zaskoczyć swoją ofertą, a Wasze
   kubki smakowe na pewno polubią to miejsce. Piekarnia, bo przez cały dzień możemy zakupić różnego
    rodzaju pieczywo - zawsze świeże, zawsze smaczne, idealne na śniadanie. Do tego pyszna kawa, soki,
   duży wybór słodkości oraz kanapki. W porze lunchu do oferty dochodzą też domowe zupy. To proste
   miejsce, ale bardzo sympatyczne, z zawsze miłą i serdeczną obsługą. Polecam spróbować ciekawych
   w smaku pastéis de feijão, czyli babeczek fasolowych. Mają w ofercie także smaczne pastéis de nata.


      Kasia i Marek mieszkają aktualnie w Lizbonie i prowadzą ciekawego bloga Aqua de Coco

RDA 69 
Rua Regueirão dos Anjos 69

   To alternatywna stołówka – garaż. Jeśli lubicie wykwintne restauracje to nie jest miejsce dla Was! Jeśli
  jednak chcecie spróbować wegańskiego jedzenia za 3EUR (zupa + drugie danie) w garażu, w którym
   naprawiają rowery to zdecydowanie wpadajcie. Miejsce ma hipisowski i alternatywny klimat, jeśli nie 
     ma krzesła, można usiąść na krawężniku. Trzeba umyć po sobie talerzyk, jednak zawsze jest dużo osób,
   można poznać ciekawych ludzi i spędzić miło czas. Niekiedy mają w ofercie piwa z małych browarów
   w Lizbonie oraz smaczne wina własnej roboty . Otwarte od wtorku do piątku w czasie lunchu i kolacji.


São Cristóvão 
Rua de São Cristóvão 28-30
   Restauracja z kuchnią z Wysp Zielonego Przylądka z podśpiewującą właścicielką. Dla nas absolutnym
  hitem tego położonego w centrum miasta lokalu jest zestaw ryba + banan + fasola. Przepyszne danie!
  Dodatkowo właścicielka Maria, fanka Cesarii Evory, umili posiłek swoim wykonaniem "Sodade" lub
   innych piosenek (w piątki można trafić na jej znajomych grajków, a nawet na przypadkowe osoby
   wykonujące fado). Smaczna kuchnia, bardzo dobre desery a ofercie także pyszny likier. Polecamy!


Café Beira Gare
  Praça Dom João da Câmara (przy dworcu kolejowym Rossio)
  W tym miejscu się stoi, chociaż możesz usiąść, ale to oznacza, że zapłacisz więcej i zostaniesz uznany
  za turystę. Miejsce tanie i pełne Portugalczyków, gdzie największym hitem jest bifana (bułka z dużym
    kawałkiem wieprzowego mięsa). Dostępne wariacje z różnymi dodatkami, nawet z jajkiem! Polecamy
   też coxinha (brazylijskie kotleciki z kurczaka). Bifana – ok. 2.5 EUR, coxinha ok 1.5 EUR. Pycha!



    Dodatkowo polecam Wam kilka linków dotyczących restauracji w Lizbonie i nie tylko:

Restauracje w Lizbonie na fotolizbona.pl
    Rozsmakuj się w portugalskiej kuchni na fashionelka.pl
Restauracja Sol e Pesca na facetikuchnia.com.pl
Lizbona dla smakoszy na luzomania.pl
Smaki Lizbony na przepisyzpodrozy.pl
    Pastéis de Belém u Madame Edith i Pisane w Sewilli 
Wegetarianin w Portugalii na truskawkowepole.pl
Lizbona Jedzenie na eve-r-green.blogspot.com
Restauracje z owocami morza na infolizbona.pl
Relacja z Cervejaria Ramiro na dania-kontra-ania.blogspot.com/
   Subiektywny przewodnik Lizbona i Porto na adamantwanderer.com
 Polecane restauracje w Lizbonie na infolizbona.pl 
(jak znacie jeszcze jakieś inne to podeślijcie!)

  Jeśli macie do polecenia fajne lokale w Lizbonie, robiliście im zdjęcia i chcielibyście o nich
    opowiedzieć w tym wpisie, to podsyłajcie na ajka_k@wp.pl a ja będę go uaktualniać.

2015-03-11

Relacja - Kaziuki Wileńskie 2015

 O Kaziukach Wileńskich myślałam już od kilku lat, ale nigdy nie pasował mi termin. 
  Kiedy na początku roku dostałam od Ecolines propozycję kolejnej wspólnej podróży,
    nie wahałam się ani chwili. Weekend 7-8 marca miałam wolny, decyzja zapadła szybko.
      Nazwa jarmarku wywodzi się od imienia patrona Litwy, Św. Kazimierza, kanonizowanego
      w 1602 roku. Odbywa się on od 400 lat i przyciąga prawdziwe tłumy. Powiadają, że jest 
     to największe i najbarwniejsze święto miasta, a może nawet całego kraju. Robi wrażenie!
     Wyjechałyśmy z Warszawy w piątek o 22, więc tuż po 7 w sobotę byłyśmy już w Wilnie.
      Powolna kawa z croissantem w McDonald's (tylko to miejsce jest otwarte tak wcześnie),
    zmiana ubrań na czyste i około 8.30 mogłyśmy już wyruszyć w kierunku Ostrej Bramy.
    Spodziewałam się uśpionych ulic, więc zaskoczyło mnie, że były już rozstawiane stoiska
   na jarmarku. Odbywa się on na starówce, w kilku lokalizacjach: na placu Ratuszowym,
   ulicy Zamkowej, w okolicach katedry i na głównej ulicy śródmieścia - Alei Giedymina.
      Po godzinie 10, sprzedawcy byli już gotowi a pierwsze grupy turystów i miejscowych
     nieśmiało podchodziły oglądać oferowane towary. Muszę przyznać, że jestem bardzo
      pozytywnie zaskoczona jakością produktów sprzedawanych na Kaziukach, a przede
      wszystkim ogromnym wyborem wszystkiego. Byłam na kilku europejskich jarmarkach
       bożonarodzeniowych mając wrażenie, ze każdy sprzedaje to samo, z jakością bywało
         różnie, ceny niestety przyprawiały o silny zawrót głowy. W Wilnie było jednak inaczej.
          Nie wiem jak to się stało, ale przeoczyłam fakt, że Litwa 01.01.2015 wprowadziła Euro.
       Trochę bałam się, że będzie dużo drożej niż wcześniej, na szczęście różnice w cenach
        podstawowych produktów spożywczych i ceny w znanych mi knajpach nie podskoczyły
       jakoś gwałtownie. Chociaż w sklepach podane są ceny w litach i w euro, nie mogłam już
           zapłacić za nic w litewskiej walucie, która została mi z zeszłorocznego weekendu w Kownie.
           Co można było kupić na straganach? Dosłownie wszystko! Naturalne mydełka i kosmetyki,
           wyroby drewniane (meble, figurki, artykuły kuchenne), ceramikę (miski, dzbanki, kubki itp),
          wiklinowe koszyki, wspaniałe narzuty i koce, skarpety i czapki z wełny, piszczałki, zabawki.
      Były stoiska z antykami, kukiełkami, wielkanocnymi palemkami, z ręcznie szytymi strojami.
       Nie zabrakło jedzenia! Kupiłam przepyszny miód, fantastyczne cery, ukochany chleb litewski.
        Można było kupić pierniki, obwarzanki wiszące na sznurkach, chleby z bakaliami, sękacze, sezamki.
          Dla chętnych ekologiczne wędliny, kiełbasy i litewska słonina (moja babcia wysoko ją ceni).
         Widziałam mnóstwo budek z wędzonymi rybami, świetnie przyprawionymi, aromatycznymi.
          Wiele osób wystawiało własnej roboty przetwory (dżemy, chrzan, pasty, buraczki w słoiku).
           Na każdym kroku dostępny był kwas chlebowy, który bardzo polubiłam w minionym roku.
             Poza handlem, czas umilali uliczni grajkowie, zespoły. Pogoda - ładna, przedwiosenna,
             trochę słońca i wiatru, ale można już było spokojnie usiąść na ławce z herbatą w kubku.
             Podobno odbywały się różne pokazy teatralne, przemarsze i koncerty, ale musiałyśmy być
             w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie, bo wygląda na to, że nas te atrakcje ominęły.
         Od południa do wieczora na jarmarkach był tłum. Ludzie młodzi, starsi, całe rodziny,
            dzieci biegające od stoiska do stoiska namawiające rodziców na coraz to nowe zakupy.
        Byłyśmy w stanie spędzić na jarmarkach nie dłużej niż godzinę bez przerwy. Potem uciekałyśmy
          w boczne uliczki, puste, dające chwilę wytchnienia. Miałyśmy Literatų gatvę wyłącznie dla siebie!
        W niedzielę kupiłyśmy różne drobiazgi do zabrania do Polski i o 15.15 stawiłyśmy się na dworcu.
       Byłam zaskoczona, że w autobusie miałyśmy po dwa miejsca dla siebie! Jeździłam z Ecolines już
       kilka razy i za każdym razem było bardzo wygodnie: dużo miejsca na nogi, rozsuwane fotele, w
        telewizorku kilkanaście filmów do wyboru, nowe menu z kanapkami i daniami na ciepło. Podróż
          jak zwykle upłynęła komfortowo. Weekend minął bardzo szybko, aż szkoda było wracać do domu.