11.3.10

Plaża w Costa da Caparica koło Lizbony

 
Dziś chciałabym zabrać Was w wirtualną podróż na najładniejszą plażę w okolicach Lizbony (przynajmniej moim zdaniem). Plaża w miejscowości Costa da Caparica zachwyca mnie nieustannie, wracam na nią bardzo często i robię niezliczone wręcz ilości zdjęć. Dziś pokażę Wam kilkanaście z nich. 
Widziałam wiele portugalskich plaż, ale ta jakoś jest najbliższa mojemu sercu, szczególnie poza ścisłym sezonem. Ustawione wzdłuż plaży kolorowe domki są wówczas prawie puste, tylko przy nielicznych widać ślady czyjejś obecności. Restauracje i bary są zamknięte. Jest bardzo cicho.
Ponieważ to miejscowość, w której przez cały rok mieszka wielu Portugalczyków, zawsze można spotkać kogoś na spacerze. Starszych i młodszych. Są gustownie ubrani panowie i kobiety w kolorowych sukienkach, narzucające na nie cieplejsze swetry. Wszyscy wystawiają twarze ku słońcu, łapiąc łapczywie wiosenne promienie.  
To miejsce jest jednym z powodów, dla których chciałabym kiedyś mieszkać w Lizbonie. W ciągu zaledwie pół godziny można uciec od zgiełku miasta. Od zmęczenia, nudnej pracy, wszelkich kłopotów. W miejsce całkowicie wakacyjne. Beztroskie. Idealne. 
Latem też jest wspaniale! Kolejka TRANSPRAIA jedzie powoli, mijając kolorowe domki, campingi, plaże nudystów, samotne łódki, czasem rybaków suszących sieci. 
Widoki są zachwycające, warto zapłacić tych kilka EUR za kilkunastominutową przejażdżkę. Plaża ma ponad 15 km długości, jest więc co podziwiać. 
W sezonie jest dość dużo ludzi, ale dzięki temu, że plaża jest ogromna, praktycznie nigdy nie ma tłoku, wystarczy tylko nieco oddalić się od głównego zejścia.
Jesienią czy wiosną, gdy nie ma plażowiczów opalających się w letnim słońcu, można obserwować psy goniące za patykami, małe skorupiaki przemykające po piasku i lepić babki.  
Ja lubię szukać muszelek. Są wielkie i piękne, zwykle niezniszczone.  Lubię też spacerować, łapać wiatr we włosy. Śmiać się i cieszyć chwilą. To jedno z moich Miejsc Magicznych. 
Trochę piasku, ręcznik w kolorowe paski, butelka wody, świeże owoce kupione na lokalnym targu. Do szczęścia nie trzeba nic więcej.
Wystarczy usiąść i patrzeć. Na ocean i jego fale, czasem ogromne i rozbijające się z łoskotem o brzeg, innym razem spokojne. Na ludzi, korzystających z chwili wolności od pracy i codziennych obowiązków.
Lubię tam wracać, także w marzeniach. Jeśli będziecie kiedyś w Lizbonie, wybierzcie się koniecznie i dajcie znać jak wrażenia

3 komentarze:

TOP