28.9.10

Algarve. W stronę Ferragudo

Po porannym relaksie na plaży postanowiłyśmy wybrać się do Ferragudo - niewielkiego miasteczka położonego po drugiej stronie rzeki Arade. Poszłyśmy spacerem do Portimão, tam złapałyśmy autobus EVA TRANSPORTES (główna korporacja działająca na wybrzeżu, która zapewnia dojazd absolutnie wszędzie) i po 10 minutach byłyśmy na miejscu. Ferragudo spodobało mi się od razu. 
Jest zupełnym przeciwieństwem Praia da Rocha. To naprawdę niesamowite, że na dwóch brzegach tej samej rzeki mogą leżeć tak różne miejscowości! Żadnych hoteli, dużych budynków. Tradycyjna zabudowa, wąskie uliczki, jasne kolory. 
Turystów niewielu, sklepów z pamiątkami czy plażowymi gadżetami tylko kilka i to w miarę przyzwoitych, oferujących niewiele towaru made in China.
Jeden placyk z barami i knajpkami serwującymi przekąski oraz zimne wino, a poza tym zwykłe, spokojne, portugalskie życie. W porcie rybacy suszyli sieci, segregowali ryby i owoce morza z porannego połowu. Łódki spokojnie unosiły się na wodzie w niewielkiej zatoce.
Uwielbiam zapach portów i świeżych ryb. W ogóle uwielbiam ryby, ale w Warszawie nie  jem ich często. Z tego powodu wyjeżdżając zazwyczaj wybieram noclegi tylko ze śniadaniami (albo i bez nich), gdyż  zamiast hotelowego mixu wszystkiego z niczym, zdecydowanie wolę grillowaną rybę zrobioną specjalnie dla mnie!
Klimat portów i ich nieśpiesznego życia jest niesamowity... Zbliżała się pora lunchu, więc od razu zwróciłam uwagę na małą restaurację A Ribeira, położoną tuż przy rzece, rybakach i wrzeszczących mewach.
Plastikowe krzesła, papierowe obrusy na stolikach i skromnie wyglądające wnętrze. Nie trzeba mnie nas było długo namawiać - po tylu latach jeżdżenia do Portugalii wiem, że takie miejsca są najlepsze!
Zamówiłam moją ulubioną rybę, peixe-espada. Pierwszy raz jadłam ją na Maderze i zakochałam się bez pamięci. Jest brzydka z zewnątrz, ale cudowna w środku. Biała, delikatna, po prostu obłędna w smaku - trzeba spróbować, aby zrozumieć o czym mówię!
W Portugalii jeszcze przed złożeniem zamówienia obsługa przynosi przystawki. Różnią się one w zależności od lokalu, chyba nigdy nie dostałam dwa razy tego samego. Zazwyczaj w ich skład wchodzą pyszny, świeży chleb z masłem oraz tradycyjne oliwki w zalewie na bazie oliwy. A reszta... czym tego dnia chata bogata! Małe rybki, lokalne sery, ciecierzyca lub fasola z suszonym dorszem i cebulką, mini pierogi z krewetkami, genialny marynowany czosnek, glazurowana marchewka, pieczarki w zalewie i wiele innych. Ku własnemu zdziwieniu, w trzech polskich publikacjach przeczytałam, że te przystawki sporo kosztują, więc lepiej ich w ogóle nie ruszać i udać, że się ich nie widzi, aby nie zapłacić...
Czy faktycznie są drogie? Zależy. Wiadomo, nie zje się wszystkiego i nie wszystko się lubi. Ale chleb, oliwki, ser i te wszystkie fasole są pyszne. Zwykle kosztują 3-5 EUR za osobę przy cenie dania głównego 8-15 EUR (górna granica zdarzała mi się na Algarve, w centrum czy na północy było znacznie bliżej niższej). Rozumiem, że można z nich zrezygnować, jeśli nie jest się głodnym, ale na danie główne trochę się czeka, a na wakacjach czas nie nagli. Może się wydawać, że tego jedzenia jest dużo, ale wszystko do podziału między 2-3 osoby.
Jeśli będziecie kiedyś w Ferragudo, musicie odwiedzić tę restaurację. Ryby świeżutkie, cieplutkie, dopieszczone. Pyszne startery, sałatki. Wybitnie smaczne białe vinho da casa. A to wszystko w miłej atmosferze i z serdeczną obsługą. Po jedzeniu pospacerowałyśmy jeszcze po miasteczku.
Ferragudo mnie szczerze urzekło. Postanowiłyśmy wrócić do Praia da Rocha na piechotę, żeby jak najbardziej opóźnić powrót do naszych wieżowców i spalić wielkie pajdy świeżego chleba. Ferragudo to zdecydowanie jeden z zachwytów tego wyjazdu. Miejsce, do którego się wraca!

10 komentarzy:

  1. No to nareszcie cos co zaspokoilo twoje wszystkie zmysly w pelni!
    Az zazdroszcze widokow, smakow i zapachow :)
    Zdjecia zachecaja rownie dobrze jak opis :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Również zazdroszczę chciałabym to przeżyć :)
    świeżą rybką nie pogardzę i widokami też się zachwycam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Najpierw przeczytałam i obeszłam się smakiem.
    Potem powiększyłam zdjęcia i jeszcze bardziej zachciało mi się tam być i tą super rybkę zjeść :D
    Urocze miasteczko i widoki!
    Do hoteli za bardzo nie przywiązuję uwagi,bo tam się tylko śpi...i to krótko,bo szkoda czasu na sen :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Lokal wygląda bardzo zachęcająco-skromnie i bez udziwnień, co często jest gwarancją dobrej kuchni

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak, zdecydowanie muszę się wybrać na wycieczkę do Ferragudo :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wildrose - o tak, w 100%!

    Masz Olu rację, szczególnie w tych południowych krajach - im z pozoru biedniej i skromniej, tym smaczniej i prawdziwiej! I taniej. Układ idealny :)

    Espresso w kwestii hoteli - ja też. Niestety większość moich klientów hotel uważa za priorytet w udanych wakacjach...

    Hemera - Ty się pewnie na tej północy pysznych dzikich rybek najadłaś do syta :)

    Ewa - TAK! Musisz. Pozdrów ode mnie i Ferragudo, i lokal i rybę ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Faktycznie klimatycznie, uroczo, spokojnie i zachęcająco! Ale ryba wygląda obłędnie !!!:) A przystawki to bym też spróbowała, co tam te pare euro, ale smaki! ehh :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Tak,niektórzy też zwracaja uwagę na basen...i rzadko go opuszczają :/

    OdpowiedzUsuń
  9. hej ho! no to i ja dotarłam do Ferragudo i nawet wpałaszowałam obiad w tej samej knajpce ;) Urocze miejsce!

    OdpowiedzUsuń
  10. Cieszę się, że Ci się Ewo podobało/smakowało:)

    OdpowiedzUsuń

TOP