2.10.10

Algarve. Uroki Zachodu - Sagres i Cabo de Săo Vincente

Po Silves i Lagos wyruszyliśmy na zachód, w kierunku Końca Świata. Jest to zdecydowanie najmniej zaludniona część Algarve.  Najbardziej wietrzna i bardzo trudna do zagospodarowania. Przez kilkadziesiąt minut krajobraz za oknem był bardzo prosty i monotonny - pola, łąki, wiatraki, pasące się owce, czasem jakiś dom czy mała wieś. Lubię takie pustkowia.
W końcu dojechaliśmy do Sagres. To tutaj, dawno temu, Henryk Żeglarz założył szkołę morską, od której tak wiele się zaczęło. Można zwiedzić starą Fortalezę i zobaczyć ogromną Różę Wiatrów.
Najpierw zaliczyliśmy krótki postój z widokiem na port, a później pojechaliśmy już w kierunku najdalej wysuniętego na zachód punktu Europy. Jest nim Cabo de Săo Vincente, przylądek i 60-metrowy klif z latarnią morską na szczycie. 
Czy dalej naprawdę nic już nie ma? Czy to koniec czy też początek? Wiele pytań. Skały prezentują się okazale, to fakt, ale mnie nie powaliły na kolana.
Może dlatego, że po Cabo de Roca niewiele przylądków może wydać mi się ładniejszych? Cabo de Săo Vincente jest za grzeczny. Zbyt równy, nieco za symetryczny.
Sama nie wiem... Rzymianie uważali go za Święty Cypel, niezwykłe miejsce, w którym słońce co wieczór znika w bezmiarze granatowej wody. Mi się podobał, ale serca nie skradł. Mimo wszystko, to był fajny dzień. Kolejny też zapowiadał się super, był idealnie zaplanowany, ale ... życie miało swój własny scenariusz.

2 komentarze:

TOP