2.10.10

Algarve. Miejscowość Albufeira

Plany mają to do siebie, że często pozostają tylko planami. Z samego rana spakowałyśmy plecaki, zjadłyśmy słodkie rogaliki z dżemem w hotelowej restauracji i wyszłyśmy na wewnątrz. Czekałyśmy na transfer, który miał zabrać nas do Lagos, w którym miał zacząć się nasz rejs. Czekały ponad 30 minut i stwierdziłyśmy, że coś nie gra.
Okazało się, że z powodu złego zbiegu różnych okoliczności zapomnieli o nas. Na szczęście miałyśmy plan awaryjny, jakim była wizyta w miejscowości Albufeira. Tradycyjny spacer do Portimão, a tam przesiadka w autobus. 60 minut jazdy na wschód i oto jesteśmy.

Albufeira to bardzo popularna turystyczna miejscowość, która wzbudziła we mnie bardzo mieszane uczucia. Pierwsze wrażenie - zachwyt! Zaczęłyśmy od starszej, tradycyjnej części miasta. Urocze uliczki, schodki prowadzące to w górę, to w dół, latarenki, ławeczki, pastelarie.
To jest to, co zdecydowanie lubię. Włócząc się w tej okolicy ponad godzinę nie widziałyśmy żadnych turystów. Jedynie kilku Portugalczyków plotkujących i robiących drobne zakupy oraz kolorowe, samotne skutery ;) Albufeira ma jednak też drugie oblicze.
Komercja, komercja, komercja. Niestety w najgorszym, brytyjskim wydaniu. Czasami nie rozumiem, po co oni w ogóle jeżdżą na wakacje?
Nie umieją wytrzymać tygodnia bez meczów Ligii angielskiej, angielskich pubów serwujących ich własne marki piwa, bez ciężkich i tłustych english breakfast oraz fish&chips w porze obiadowej i anglojęzycznej prasy. Zmieniają sympatyczne miejsca w małe, brytyjskie kolonie.
Około 40 minut szukałyśmy miejsca na lunch, który nie byłby angielską jadłodajnią. Nie udało się. Jedyna miła knajpka z rybami miała zabójcze ceny.
Postanowiłyśmy zjeść kanapki, zobaczyć plażę i wrócić na obiad do Praia da Rocha. Muszę jednak przyznać, że plaża w Albufeirze jest ładna, chociaż zatłoczona nawet teraz, pod koniec sezonu.
Albufeira jest rozrywkowa i dyskotekowa. Idealna dla młodych ludzi. Nudzić się nie można. Ja jednak znacznie bardziej cenię spokój. Nudna jestem, wiem :-) 
Na skraju miasteczka jest niewielki, całkiem miły port. Pokręciłyśmy się trochę po centrum i zgodnie stwierdziłyśmy, że wracamy. Centrum i Anglicy trochę obrzydziły mi Albufeirę, ale warto dać jej szansę, gdyż oferuje kilka przyjaznych zakątków.

10 komentarzy:

  1. Miasteczko z wyglądu piękne...w prost urocze :)
    Na Mallorce podobnie jest z Niemcami-obsługa w sklepie mówiąca po niemiecku i to od samego wejścia witają się już w tym swoim języku,sklepy z niem.produktami,radio niemieckie...normalnie szok!

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdjęcia ze starej części Albufeiry - piękne! Jakoś sama nie przepadam za tym miastem ogólnie, wolę mniejsze mieścinki na wybrzeżu. Ale i w Albufeirze, jak wszędzie, da się znaleźć małe urocze zakątki - co widać zresztą na Twoich fotach :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Widzę, że inwazja brytyjska trwa w całej Europie:)

    OdpowiedzUsuń
  4. na dniach wróciłam z wakacji i już widzę, że będę miała co nadrabiać :)
    na 3 dni prawdopodobnie uda mi się wylecieć na południe Portugalii (a dokładnie okolice Albufeirii) i z wielką ochotą poczytam o Twoich wakacjach, popodziwiam fotki i poszukam cennych rad :)
    Jestem bardzo ciekawa jak Ci się podobało :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ewa - ja też wolę małe miasteczka, dlatego mam mieszane uczucia, bo stara część ładna, ale nowa straszna

    Olivia - wiem że wróciłaś i czekam na relację :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Pozytyw taki, że stara część miasta fajna jest ale brytyjczycy potrafią dużo zepsuć niestety! choć to wina też miejscowych że dają się tak przerabiać...ale wiem, kasa, kasa, kasa...

    OdpowiedzUsuń
  7. Teraz już jestem pewna, że lecę w okolice Albufeirii i nie wiem czy tam zawitam skoro piszecie o angielskim charakterze tego miasteczka. Z pewnością chcę tego uniknąć więc chyba wybiorę inne miasteczko :)

    OdpowiedzUsuń
  8. bardzo fajne miejsce. bylem tam na wyjezdzie alfa star. zatrzymalem sie w hotelu grande real santa eulalia. bardzo fajnie, czysto, bezproblemowo. do tego ladna okolica i piekne morze.

    OdpowiedzUsuń

TOP