5.10.10

Algarve. Jeepy w kroplach deszczu

Przez praktycznie cały pobyt na Algarve miałyśmy piękną pogodę. Nie mogę narzekać, chociaż trochę się zmartwiłam jak pewnego dnia wstałam rano i zobaczyłam na niebie czarne chmury. Akurat w dniu, w którym miałyśmy zaplanowane jeep safari i kilkanaście godzin jazdy odkrytym samochodem po niekomercyjnej części południowego wybrzeża Portugalii.
Wzięłyśmy ze sobą kurtki, ale to było za mało. Pogoda tego dnia okazała się naprawdę koszmarna - zimno, deszczowo i z bardzo silnymi podmuchami wiatru. Odkryty jeep niestety tylko potęgował nieprzyjemne doznania. Gdyby jednak ktoś spytał, czy wiedząc, jak bardzo zmarznę to zdecydowałabym się jednak przeżyć ten dzień ponownie, powiedziałabym TAK!
Trasa wycieczki wiodła znów na zachód (ten wietrzny zachód!). Rano z piskiem opon zajechaliśmy do małej miejscowości Burgau. Był czas na kawę i podglądanie życia mieszkańców. 
Przez większą część podróży jeepem siedziałam owinięta ręcznikiem i szalikiem. Niewiarygodnie wiało i co jakiś czas padało. Pierwszy raz się spotkałam z odkrytym autem, które nie miało możliwości rozłożenia dachu, przynajmniej z kawałka nieprzemakalnej  szmaty. Jak pech to pech, bo zawsze dach był, a nigdy nie padało. Nie wyjmowałam aparatu w czasie jazdy, ale jak zobaczyłam ten widok... musiałam :-)
                          Im bliżej zachodu tym wietrzniej. Dotarliśmy do Sagres. Poniżej - port.
 Nasi kierowcy, a w tle Ponta de Sagres z fortalezą i pastelowo niebieska woda.
Ponowna wizyta na przylądku Św. Wincentego. Było mi już tak zimo, że nawet nie wyjmowałam aparatu, kupiłam tylko najcieplejsze wełniane skarpety hand made. Od Przylądka było coraz piękniej - ruszyliśmy wzdłuż zachodniego wybrzeża. Jest to Costa Vicentina, teren parku naturalnego. Tu nie ma hoteli ani turystów. Nie ma nawet wielu domów. Są tylko cisza, zieleń i dzikie plaże. Obłędnej urody!
Niestety, było też coraz zimniej (czy to naprawdę jest możliwe?). Na tym etapie już się trzęsłam. Mój wywiany mózg nie zanotował żadnych nazw, więc ich nie będzie.
Gdy dostrzegłam w dole tego mężczyznę w żółtej kurtce, przeżyłam krótką chwilę zachwytu. Nie umiem nawet opisać tego widoku - Mały Człowiek i Wielkie Morze :)
Ostatni etap wycieczki prowadził przez pocztówkowe wręcz okolice. Spotkaliśmy samotnych, dzielnych wędrowców.
Ok. 16 dojechaliśmy na cudownie wietrzną plażę. W pierwszej chwili pomysł opuszczenia jeepa i wyjścia na nią wydał mi się niedorzeczny.
Szczękałam zębami z przeszywającego zimna, z braku rękawiczek założyłam na dłonie kupione wcześniej skarpetki... Okazało się jednak, że gdy nie jedziemy to jest całkiem ciepło. 
Lubię obserwować ludzi zdobywających fale. Piękny widok, pachnie wolnością.
Z tego punktu czekała nas jeszcze ponad godzina w pędzącym jeepie. Było jeszcze zimniej (no serio?!). Założyłam słuchawki od odtwarzacza mp3, ponieważ czułam, że wiatr wpada mi jednym jednym, a wypada drugim. Na widok tablicy z informacją, że przed nami ponad 30 km, popłakałam się z zimna. Nie wiem jakim cudem, poza małym katarem ta podróż nie miała innych zdrowotnych konsekwencji. Padłam tej nocy jak zabita... ale mówiąc z perspektywy czasu, było warto!

8 komentarzy:

  1. Praia do Amado, ta widziana z góry. Piękna i pusta!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak dobrze mieć Cię "pod reką" ;) Dzięki!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten dzień musiał dać Ci w kość,ale jak zawsze opisałaś to tak pięknie (wiatr wpadał jednym uchem,wypadał drugim...wyobraziłam to sobie bez trudu).
    Widoki niezapomniane,więc warto było :)

    Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zdjęcia oceanu z góry są czaderskie!!
    Takiej wyprawy się nie zapomni do końca życia! Miałam zimną przygodę w Aleksandrii. Było tylko 2 stopnie, wiało i lało, a my jechaliśmy do oazy Siwa w przeciekającym z góry i z dołu autobusie, z czerwonymi nosami, nie mogąc uwierzyć, że to Afryka!
    :):*

    OdpowiedzUsuń
  5. To się nazywa właśnie przygoda i nieznane :)
    ja mialam tak że pojechałam wspinać się w górach a wylądowałam w jakichś antycznych zgliszczach, drugi raz pojechałam na rafting a wjechałam na prawie dwa tysiące sto metrów n.p.m. i też fajnie było:)oczywiście żaden z planów nie dobiegł realizacji ale co tam...

    OdpowiedzUsuń
  6. Macie rację, jakby było idealnie, to pewnie byłby to kolejny zaliczony jeep. A tak? nie zapomnę go nigdy :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale mialas wrazenia, no tak to juz jest, ze raz slonce raz deszcz i wiatr! Szkoda, ze wczesniej nie wiedzialas to bys sie przygotowala. Za to zdjecia jak zawsze swietne no i te wspomnienia, cudowne prawda?
    Z perspektywy czasu wszystko nawet taka przygoda z pogoda wydaje sie ciekawa :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

TOP