2.11.10

Paryż w oparach Absyntu

Lubię film muzyczny "Moulin Rouge". Wiem, jest romantyczny do granic zdrowego rozsądku, trochę plastikowy i mocno przerysowany, ale podoba mi się ten Paryż końca XIX wieku. Brudny, zadymiony, mglisty, z powietrzem ciężkim od oparów Absyntu. Oryginalny, z niesamowitym klimatem.
Zachwycająco kolorowy, hedonistyczny i namiętny. Wyrazisty. Świat artystów, ulicznych grajków, pięknych kurtyzan. Świat porywający, ale i niesprawiedliwy. Czasem przed snem lubię wyobrażać sobie, że wyglądam przez okno i widzę ulice Montmartre.
Na dworze szaro, dzień chyli się ku końcowi. Chude, czarne koty przeszukują metalowe śmietniki. Vincent zamiata przed swoją kawiarnią, za chwilę schowa do środka wszystkie stoliki. Kilku młodych mężczyzn w jasnych, niedbale narzuconych kamizelkach przepycha się na chodniku. Biją się? Nie, śmieją. Chyba dobrze się bawią.
Zza rogu wybiegają wydekoltowane panny, przez chwilę udają speszone, ale po chwili porywają młodzieńców do tańca w świetle wyłaniającego się księżyca. Jak sądzę to mocno wyidealizowany obraz, ale w liceum lubiłam czytać o paryskiej bohemie. I chciałam zobaczyć Montmartre z dawnych czasów. Miejsce, w którym żyło wielu wielkich artystów.
Takich jak Verlaine, którym zachwycałam się jako chyba jedyna dziewczyna w mojej klasie. Będąc w Paryżu miałam mało czasu, zwiedzałam wzgórze w wielkich pośpiechu. Jest bardzo turystyczne, ale można uciec i poszukać nieodkrytych miejsc. Dziś Montmartre pachnie kawą, naleśnikami, farbą olejną, starymi gazetami i plakatami. Można kupić pocztówki, kalendarze, albumy, tomiki wierszy, reprodukcje obrazów. Jakbym miała urodzić się ponownie, to właśnie wtedy. I właśnie tam. Wśród biednych, a nie bogatych. I chyba w tamtym życiu... wolałabym być mężczyzną :)

11 komentarzy:

  1. o proszę, jaka zaskakująca końcówka :)
    a miejsce bardzo kolorowe, na zdjęciach wygląda zachęcająco :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak to, nie chciałabyś tańczyć na scenie w kabaretkach i wydekoltowanej falbaniastej sukience? ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubię takie miejsca pełne przeszłości :)
    Chętnie zobaczyłabym się w takiej stylyzacji.

    OdpowiedzUsuń
  4. ahh Paryżż, miasto romansu i poetyckich uniesień. piękne to twoje pragnienie...

    OdpowiedzUsuń
  5. Wydaje mi się, że meżczyźni mieli wtedy lepiej :) Mogli wiecej i przyjemniej ;)
    Zamiast tańczyć w kabarecie, wolałabym recytować wiersze w starej piwnicy, spożywać Absynt i tancerki.. oglądać ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. ładny ! coraz częściej myślę właśnie o podróży tam. Jeśli chodzi o mnie, to wszystko tylko nie spożywanie absyntu-okropieństwo:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ola, też mi kiedyś nie smakował, ale jakiś magik podał mi go w ponoć tradycyjny sposób, przesączony przez kostkę cukru, którą się potem podpalało... nie umiem dokładnie powtórzyć procesu, ale było pyszne :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Z filmem "Moulin Rouge" trafilas w sedno! To moj number 1 ze wszystkich jakie znam, a to dlatego, ze Paryz fine de siecle, moja ulubiona epoka jesli o sztuke chodzi, ulubiony malarz wystepuje
    Henri de Toulouse-Lautrec, to jeszcze muzka swietna!

    A Paryz o kazdej porze roku kocham, no tuz po Rzymie!

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak jak napisała Ewa - Absynt w jedynej słusznej i prawdziwej formie jest naprawdę interesujący :) Poczatkowo budził we mnie przerażenie, ale ... :) Przy czym w tym życiu nie mam z nim częstej styczności. Ale w tamtym... czemu nie?!:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ajka, w tamtym to obowiązkowo - absynt najlepszym przyjacielem paryżanina :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak dla mnie Montmartre jest najwspanialsze w Paryżu!

    OdpowiedzUsuń

TOP