23.11.10

Magiczny i tłoczny... Portobello Market

Dzielnica Notting Hill jest znana chyba wszystkim z filmu o tym samym tytule. To jedna z nielicznych komedii romantycznych, które uważam zarówno za romantyczne jak i dość zabawne. Notting Hill położone jest w zachodnim Londynie, w rejonie Kensington i Chelsea, które uwielbiam. Dużo tu pięknych budynków, kolorowych domków, zacisznych uliczek.
Czasem odnoszę wrażenie, że to prowincja w środku gigantycznego miasta. Ma ona ogromny urok i wprawia mnie niezmiennie w dobry nastrój. Pastelowe odcienie, niska zabudowa, sporo zieleni... aż chce się tu zamieszkać!
To właśnie tutaj co roku odbywa się Karnawał Karaibski z ogromną, barwną paradą. Bardzo chciałabym kiedyś zobaczyć go na własne oczy, chociaż wiele osób twierdzi, że to rozrywka marnej jakości.
Dużą atrakcją dzielnicy jest Portobello Market, jeden z najbardziej znanych targów Londynu. Pamiętacie tę scenę z filmu "Notting Hill"? To właśnie tutaj Hugh Grant spaceruje z marynarką przerzuconą niedbale przez ramię. Pory roku się zmieniają, ale targ jest stale. W słońcu, deszczu śniegu...
W sobotę i niedzielę, od rana do popołudnia można kupić na nim wszystko. Zarówno w kolorowych sklepach, jak też na ulicznych straganach i w prowizorycznych budkach.
Portobello Road w tym czasie dosłownie pęka od turystów i Londyńczyków spragnionych  oryginalnej atmosfery, dobrej zabawy, ciekawych ludzi i zakupów. 
Przejście przez cały targ nie jest łatwe, ale warto podjąć to wyzwanie. Pilnując przy tym oczywiście torby, portfela, aparatu i innych cennych rzeczy!
Na targu można kupić ubrania i dodatki - nowe jak też używane, czego dusza zapragnie. Stare meble i ozdoby z drugiej ręki. I mnóstwo bibelotów do domu. Ceny? Bardzo różne. Od atrakcyjnych po zwalające z nóg.
Strefa spożywcza oferuje zarówno działy z pieczywem, aromatycznymi ziołami, świeżymi  rybami i mięsem, owocami, warzywami, cudownie śmierdzącymi serami, a także z jedzeniem do spożycia na miejscu - są naleśniki, kebaby, kuchnie świata. Wszystko.
Podobno Brytyjczycy nie jedzą warzyw i owoców. Nie wiem, ile w tym prawdy, ale wybór jest duży. Kupiłam owoc smoczy (ten a'la różowy kwiat) -  smakuje jak nieco mdłe kiwi... :) 
Można kupić także różnorodne starocie - książki, buty, zabawki. Stare sprzęty, mydelniczki, sztuczne bukiety, biżuterię. Jak wszędzie w Londynie, także tutaj nie brakuje ulicznych artystów. 
Jest mim, pan przebrany za kosmitę, tajemniczy tancerz. Muzycy - całe zespoły i pojedynczy artyści. Przypadł mi do gustu występujący tego dnia Robbie Boyd - bardzo pozytywny człowiek! Próbkę Jego wesołej twórczości można poznać TUTAJ
Jeśli będziecie w stolicy Wielkiej Brytanii, nie zapomnijcie odwiedzić tego miejsca. Można je obejrzeć na zdjęciach, ale to nie będzie to samo. Tam trzeba być. Płynąć z tłumem, patrzeć na ludzi, kupować albo tylko oglądać. Wąchać świeże kwiaty, jeść owoce, poczuć jak kręci się w głowie od nadmiaru bodźców.  Zjeść coś dobrego, usłyszeć muzykę i iść, iść, iść przed siebie...

10 komentarzy:

  1. bardzo lubię film Nothing Hill, a scena kiedy Hugh maszeruje przez pory roku - świetna.
    ogólnie takie klimaty rodem z małego miasteczka, z targiem, niską zabudową i różnorodnością łechtają moje zmysły i duszę.
    wszystkie drapacze chmur, ze stali i szkła, które wyziębiają serce człowieka, a umysł tworzą sztywnym, przyprawiają mnie o dreszcz.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetne,kolorowe miejsce tętniące życiem :)))
    Bardzo chętnie bym je odwiedziła.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. tam musi być super, bardzo lubię ten film:)
    ps. byłam jednak w el greco-sernik rzeczywiście jak marzenie, w tym tygodniu wypróbuję Twój przepis:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ależ tam kolorowo!
    Też lubię film "Nothing Hill" a najbardziej Hugh Granta :)
    Twoje słowa Ajko: "Można je pokazać, obejrzeć, ale to nie będzie to samo (...)" to recepta na to miejsce i wszystkie inne miejsca świata. Trzeba po prostu być i chłonąć wszystkimi zmysłami to co wokół.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Londyn spodobal mi sie od pierwszego wejrzenia, mam wrazenie, ze to dosc latwe do zycia miasto! O ile mozna tak uogolniac!
    Ale bylam tam za krotko, chcialabym na dluzej tam pojechac... Portobello Market - oj czuje, ze zakochalabym sie :)
    Pozdrawiam z deszczowej Gdyni...

    OdpowiedzUsuń
  6. elfii - też lubię tę scenę i takie okolice :)

    Espresso - bilet kupiłam z Warszawy za 270zł/2str... trzeba szukać i lecieć!

    Ola - zrób, koniecznie, ale pamiętaj, aby trzymać w lodówce całą noc i koniecznie kupić te wiśnie w Krakowskim Kredensie, to połowa sukcesu!

    Yba - masz rację, jak się nie poczuje, to się często nie zrozumie...

    wildrose - ja nie wyobrażam sobie mieszkania w Londynie na stałe. Od samego metra można dostać szału i od korków. Metro było częściowo wyłączone w ten weekend i zamiast 3 stacji metrem (1ominut) jechałyśmy zastępczymi autobusami 50minut... I tak mają co weekend, a w tygodniu to już w ogóle! Ale chciałabym pojechać tam na 3-4 tygodnie, aby móc na spokojnie wszystko zobaczyć, pochodzić po pubach, muzeach, galeriach, sklepach... Pożyć, po Londyńsku. Po prostu :) U nas też pada!

    OdpowiedzUsuń
  7. Pięknie, ale bym sobie pochodziła po tym targu. A jeśli chodzi o Robbiego Boyda, to bardzo lubię tę piosenkę;-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mgnifico reportaje con inter4esantes lugares que nos muestras, Besos.

    OdpowiedzUsuń
  9. jeszcze wczoraj bedac w Londynie spacerowalam wieczorem w deszczu po Notting Hill zaczynajac od Portobello Road. Domki zaczynajace sie od najnizszych numerow - powiedzmy do konca pierwszej czesci ulicy od razu zrobily na mnie wrazenie i od razu sie w nich zakochalam. nie sa tak wystawne (i to jest w nich najlepsze), jak cala reszta pieknych, wielkich, ze smakiem urzadzonych domow zamoznych wlascicieli, ale maja cos w sobie. od razu bym sie wprowadzila. cala dzielnica robi wrazenie. jest tam jakas magia. przy nastepnej wizycie w Londynie, bedzie to jedno z pierwszych miejsc, do ktorego sie znowu udam.

    OdpowiedzUsuń
  10. Byłam tam (w czerwcu). Widziałam. Poczułam... I chciałabym tam wrócić z kimś kto czuje jak ja. Uśmiecham się na samo wspomnienie tego spokojnego miejsca (w dzień powszedni, bez tłumu, chaosu, itd.). Jego kolory i klimat utkwiły we mnie mocno:)

    OdpowiedzUsuń

TOP