19.12.10

Sanktuarium Chrystusa Króla w Lizbonie - Cristo Rei

Pomnik Jezusa Chrystusa z Rio de Janeiro zna chyba każdy. Ten w Portugalii jest skromniejszy, ale też zasługuje na chwilę uwagi. To nie tylko pomnik, ale całe sanktuarium katolickie Chrystusa Króla (Cristo Rei). Położone jest po południowej stronie Tagu, więc tak naprawdę w mieście Almada.

16.12.10

Zakochaj się w Covent Garden

Covent Garden to przyjemne miejsce w samym sercu Londynu. Doskonałe na spacer czy zakupy na targowisku. Bardzo popularne wśród mieszkańców miasta i turystów. Dziś w przedświątecznej odsłonie.
Latem odbywają się tu różne kameralne koncerty pod gołym niebem. Na głównym placu, przez cały rok, można zobaczyć występy artystów-amatorów. Niektórzy wyglądają na zdesperowanych... ten chłopak występował tak "ubrany" przy 2*C.
Pomimo niedzieli nie było tłumów, co jest miłą odmianą po pobliskiej Oxford Street, która dosłownie pękała w szwach.
 Pooglądałyśmy świąteczne ozdoby, zjadłyśmy karmelowe gofry i odpoczęłyśmy.
Panowie poniżej podziwiali występy pewnego śpiewaka. Trudno nazwać go piosenkarzem. Wył tak bardzo, że nawet nie chciałam mieć go na zdjęciu ;)
Tego dnia było tak zimno, że uciekłyśmy do Kensington na obiad. To już był koniec naszego krótkiego, niespodziewanego pobytu w Londynie. Szkoda. Ale wiem, że wrócę tam jeszcze nie raz! Na koniec - ostatnie przebłyski świątecznej atmosfery.

8.12.10

Tam, w dole - w Garachico!

Na północnym wybrzeżu Teneryfy znajduje się miasteczko Garachico. Niewielkie i bardzo spokojne. Nie ma turystów, nie ma plaż - tylko skaliste klify. Położone gdzieś w dole, kiedyś było ważnym miastem, z głównym portem wyspy. Czas zatrzymał się tam w 1706 lub 1707 roku*. Nagle. Pewnego majowego dnia. Razem z wybuchem wulkanu, który zalał znaczną część miejscowości. Do dzisiejszego dnia, widać ślady niszczycielskiego działania tego silnego żywiołu. Tuz przy wybrzeżu spotyka się powulkaniczne baseny z morską wodą. I ciekawe formacje skalne. Widziałam je tylko z góry. Ale prezentuje się imponująco!
.
*Różne źródła podają różne daty. Internet, przewodniki, publikacje... w każdym z nich pojawia się i 
jeden i drugi rocznik. Jak było naprawdę? Pewnie nawet najstarsi górale nie wiedzą! :)

6.12.10

W Peniche wiatr wieje stale

Miejscowość Peniche położona jest w regionie Estramadura, na północ od Lizbony. Godzinka jazdy. Na miejscu czekają: otwarty ocean; szeroka, biała, piaszczysta plaża i urocze krzaczaste wydmy.

2.12.10

Oxford Street. Christmas Time?

W Polsce, od kilku lat Święta przychodzą już w listopadzie... A podobno z czasem zaczną przychodzić jeszcze wcześniej, tak twierdzą specjaliści od marketingu.

1.12.10

Polecany film - "London River"

7 lipca 2005 roku świat po raz kolejny wstrzymał oddech. W trzech pociągach londyńskiego metra i jednym autobusie wybuchły bomby. Zginęło blisko 60 osób, a kilkaset zostało poważnie rannych. Do zamachów przyznała się Tajna Grupa Dżihadu Al-Kaidy w Europie. Ogłosili, że jest to zemsta za udział Wielkiej Brytanii w akcjach zbrojnych w Iraku i Afganistanie, a przy okazji ostrzeżenie. Zażądano natychmiastowego wycofania wojsk, strasząc kolejnymi atakami. 
W zeszły weekend grupa ludzi zorganizowała w Londynie akcję pod hasłem Sprowadźcie naszych żołnierzy do domu. Demonstracja w Hyde Parku, następnie marsz przez Trafalgar Square aż pod Westminster. Tam zastałyśmy ich w niedzielę. Co z tego wyniknie? Pewnie nic.
O terroryźmie powstaje ostatnio wiele filmów. Z dobrymi efektami i bardzo słabą treścią. Skoro poruszyłam ten temat, chciałabym polecić Wam jeden, według mnie godny uwagi. Miałam okazję zobaczyć go na Warszawskim Festiwalu Filmowym i wbił mnie w fotel - swoją prostotą i pięknym przekazem. "London River" to opowieść o kobiecie z prowincji, której córka mieszka od jakiegoś czasu w Londynie. A także opowieść o mężczyźnie, który wiele lat wcześniej wyjechał do Francji zostawiając w Anglii syna i od tamtego czasu nie widział, ale chciałby zobaczyć. Jest to opowieść o dwójce zupełnie różnych ludzi, których połączy ta sama tragedia - zamachy w Londynie.
Kiedy drogi Matki i Ojca się przetną, już nic nie będzie takie, jak było wcześniej. Dla mnie terroryzm jest tu tylko tłem. To film o tym, że być może każdy z nas będzie musiał kiedyś stawić czoło swoimi największym obawom, uprzedzeniom i lękom. I o tym, jak pozorne i niepełne bywają nasze relacje z bliskimi. Wydaje nam się, że dobrze ich znamy, że wszystko o nich wiemy. A jeśli okaże się, że tak naprawdę nie wiemy o nich nic? Co wtedy będziemy czuć? Kto poda nam pomocną dłoń, gdy będziemy jej potrzebować?
Dla mnie "London River" to opowieść o przełamywaniu własnych barier. O tym, że zdarzają się w życiu sytuacje, które wymuszą na nas przewartościowanie wszystkiego. Piękna, zaskakująca, świetnie zagrana historia, która zmusza do myślenia. Warto zobaczyć!
TOP