24.4.10

Wszystkie barwy Camara de Lobos

Camara de Lobos to niewielkie miasteczko położone na zachód od stolicy wyspy Madera, miasta Funchal. W języku portugalskim Camara oznacza pokój (w budynku), lobos to wilki, ale tu chodzi o lobos marinhos, czyli wilki morskie - wydaje mi się, że są to foki atlantyckie: )
Zostały odkryte właśnie w tej okolicy i stąd nazwa tej malowniczej miejscowości, jednej z moich ulubionych.
Największą popularność zawdzięcza ona sir Winstonowi Churchillowi, który przebywał tam w roku 1950 i malował obrazy przedstawiające lokalny port rybacki.
Camara de Lobos to wysokie klify, czarne i kamieniste plaże oraz kolorowe łódki. Spokojne uliczki, aromatyczna kawa w małych kafejkach, stara wytwórnia lokalnego wina. Do tego kwiaty, palmy, piękne pejzaże. Wszystkie barwy i uroki Madery w jednym miejscu.

9.4.10

Saudade w rytmie fado

Saudade... jest słowem pięknym, ale trudnym do przetłumaczenia. Według Portugalczyków nie ma swojego odpowiednika w żadnym innym języku. Autor jednego z przewodników, które czytałam, zauważył jednak, że ma ono wspólny mianownik z polskim słowem rzewność. I to trafne spostrzeżenie, bo trochę w nim smutku i nostalgii za mijającym czasem. Nieco bólu i rozdarcia między życiem faktycznym, a tym oczekiwanym. Odrobina lęku przed przemijaniem i nieznaną przyszłością. Dużo tęsknoty - za czymś, co było i odeszło lub za czymś, co nigdy nie nadeszło. Ale też sporo w nim dumy. Godności. Tożsamości narodowej. 
Fado jest muzyką, którą pokochałam od "pierwszego przesłuchania". Zrodzoną w XIX wieku, najprawdopodobniej w najbiedniejszych i najstarszych dzielnicach Lizbony. Chwyta za serce dlatego, że zaklęty w niej został fragment portugalskiej duszy. Fado zawiera w sobie całą tajemnicę saudade. Opowiada o mijającym życiu, niespełnionej miłości, utraconej przyjaźni, ludziach, którzy odeszli, o ukochanym mieście, jego codzienności i szarej rzeczywistości, o sile przeznaczenia. Czasem fado jest jednak radosne i skoczne, kryje w sobie szczęście wraz z silną nutą nadziei. Jest muzyką, która koi moje serce w te dni, kiedy tęsknię za Lizboną najbardziej.

3.4.10

Symi - wyspa poławiaczy gąbek

Chciałabym przybliżyć Wam małą, grecką wyspę Symi, na którą można popłynąć spędzając wakacje na Rodos. Jej nazwa pochodzi od Syme, żony Posejdona. Należy do archipelagu Dodekanez, położonego na Morzu Egejskim, a od swojej większej sąsiadki dzieli ją około 40 kilometrów. Ma niewiele ponad 50m2 powierzchni i otacza ją kilka niezamieszkanych, mikroskopijnych wręcz wysepek.
Jest ciekawym miejscem na jednodniowy wypad - poza wypoczynkiem w pięknych zatokach (do niektórych można się dostać tylko i wyłącznie łódką) oferuje także możliwość zwiedzenia m.in. prawosławnego klasztoru, ruin zamku joannitów i ruin starej cytadeli. W oczy rzuca się piękna wieża zegarowa z 1880 roku oraz port w Ano Simi (warto wiedzieć, że dawniej wyspa miała duże znaczenie handlowe). Na turystów czekają urokliwe uliczki, małe kafejki, smaczne jedzenie.
Ponoć do dziś dnia na wyspie nie ma żadnego fast-foodu, jedzenie przygotowywane jest według sprawdzonych receptur bezpośrednio na miejscu. Symi słynie z gąbek i muszli. I ich poławiaczy, którzy nurkują w turkusowej wodzie i wyławiają z dna te naturalne skarby, sprzedawane później jako pamiątki turystyczne. Niewiele osób decyduje się na dłuższy urlop w tym miejscu, więc Symi ożywa o poranku wraz z przybyciem jednodniowych gości, aby wieczorem znów stać się spokojne i ciche. Ma to swój niezaprzeczalny urok. Mieliście okazję odwiedzić Symi albo Rodos?
TOP