21.10.10

Tureckie lenistwo - 6 islands cruise

Oludeniz rejs 6 wysp
Przyszłam dziś do domu i od razu włączyłam płytę Tarkana. Dudu Dudu, Kuzu Kuzu... lubię jego muzykę. Dodaje mi energii w ponure popołudnia, takie jak dzisiejsze. Przenosi wspomnieniami do pięknych chwil spędzonych w Turcji Egejskiej. Dziś chciałabym Wam pokazać trochę zdjęć z rejsu 6 wysp, który zaczyna się i kończy w miejscowości Oludeniz, jednej z moich ulubionych na tureckim wybrzeżu.
Łódki wypływają tuż po śniadaniu. W Morzu Egejskim uwielbiam te duże, bujające fale, które często utrudniają wejście na pokład. Załoga pomaga, ale co z tego, skoro finalnie i tak wszyscy są oblani słoną wodą. Warto o tym pamiętać i dobrze zabezpieczyć ważne rzeczy, takie jak aparat czy pieniądze.
Oludeniz piękne widoki
Od pierwszych minut rejsu widoki zachwycają. Kolor wody i roślinność w tej części Turcji są dla mnie spełnieniem marzeń. Kolor wody - idealnie turkusowy. Do tego jaskrawa zieleń drzew piniowych. Jest tak wyraziście, że aż kręci się w głowie. 
Oludeniz grobowce w skałach
Zaskakuje też czystość wody, jej przejrzystość - z pokładu dość wysokiej łódki idealnie widać ryby. W czasie rejsu pływaliśmy od zatoki do zatoki.
Były postoje na kąpiel, na spacery, odpoczynek. Wybrzeże Likijskie jest piękne. Piękne, piękne, piękne! Połączenie gór z morzem jest dla mnie idealną scenerią. Nie można się napatrzeć! Rejs 6 wysp jest bardzo relaksujący, serdecznie Wam polecam, jeśli będziecie w Oludeniz na urlopie.

19.10.10

Paryż. Dzielnica La Défense

Paryż dzielnica La Défense
Ostatnio siedzi mi w głowie Paryż. Gdzie nie zajrzę (na blogi czy do gazet) - wszędzie jest! Jakby zapraszał mnie do siebie. Wszędzie jednak widzę główne jego symbole: wzgórze Montmartre, Wieżę Eiffla, Pola Elizejskie. To ja dla odmiany pokażę La Défense.
Paryż dzielnica La Défense
To nowoczesna dzielnica, pełna biurowców. Kwitnie tu handel i interesy.
Paryż dzielnica La Défense
 Wpadłyśmy z wizytą trochę z ciekawości, trochę w celach zakupowych.
Czy dzielnica biznesowa może być ładna? Ciekawa? Myślę, że tak.
Paryż dzielnica La Défense
 Zależy tylko jak się na nią spojrzy!

15.10.10

Algarve. Wioska Ferragudo

Ferragudo Algarve
Ostatni dzień pobytu na wybrzeżu Algarve chciałyśmy spędzić w miejscu, które podobało nam się najbardziej - w wiosce Ferragudo. Mogłyśmy pojechać tam autobusem, zdecydowałyśmy się jednak na 45-minutowy spacer. Okolica jest spokojna, zupełnie inna niż gwarne Praia da Rocha. Zapowiadał się piękny dzień, a my miałyśmy dużo wolnego czasu, więc chciałyśmy zobaczyć jak najwięcej.
Dotarłyśmy do kościoła i otaczających go niewielkich, kolorowych uliczek. Potem na piaszczystą plażę położoną nad rzeką Arade, z której widać niewielki port zlokalizowany w Praia da Rocha.
Ferragudo z widokiem na Praia da Rocha
Znalazłyśmy nawet małe pole lawendy. Upojnie pachnącej!
W czasie zwiedzania myślałam tylko o lunchu i powrocie do restauracji A Ribeira na doskonałą, grillowaną rybę.
Portugalskie oliwki portugalskie przystawki
  I sałatkę "algarvian style" i białe wino "Janela Azul" oraz pyszne przystawki.
Kuchnia portugalska grillowana ryba peixe-espada
To była jedna z tych chwil, gdy człowiek czuje, że mimo zmęczenia, mógłby ze szczęścia przenosić góry. Ogarnął mnie stan tak niesamowitej błogości, że prawie odpłynęłam. Zamówiłyśmy jeszcze karafkę sangrii domowej roboty.
Chłodna sangria z pomarańczami
W tym czasie uciekł nam jeden z ostatnich autobusów do Portimao. Ruszyłyśmy więc piechotą w drogę powrotną. Ostatni rzut oka na migocącą w słońcu wodę. Ostatnie spojrzenie na pastelowe kolory, jaskrawe światło, łódki kołyszące się na wodzie. Ostatnie wolne chwile. Pstryk. Zapisać w pamięci. Na zawsze. Nawet mewa postanowiła nam towarzyszyć w tej jakże doniosłej chwili :-)
Portugalska mewa

14.10.10

Tavira - najpiękniejsze miasto wschodniej części Algarve

Tavira - najpiękniejsze miasto Algarve
Bardzo czekałam na Tavirę, ale muszę przyznać, że ledwo wyszłam z autokaru. Od ponad 7 dni byłam na nogach od 7 do 22, robiąc codziennie po kilkanaście kilometrów na nogach i po kilkadziesiąt kilometrów autobusem. W hotelu spędzałam jedynie noce, więc zmęczenie w końcu mnie dopadło. Wyszłam jednak, spojrzałam przed siebie i ... odzyskałam siły w sekundę!
Tavira - miasto na wybrzeżu Algarve
Tavira jest piękna. Chętnie spędziłabym w niej dużo więcej czasu. Nie da się ukryć - chodziłyśmy bez celu, nie miałam nawet siły patrzeć na tablice informacyjne przy licznych Kościołach i zabytkach. 
Ale jak zwykle znalazłam czas i siłę na zachwycanie się pięknymi tabliczkami z nazwami ulic. Zawsze, stale i niezmiennie mnie zachwyca, że do tak niby nieistotnej rzeczy przywiązują w południowych krajach tak dużą wagę!
Tavira to spore miasto, ale w sobotnie, późne popołudnie jakby wymarłe. Ani jednego człowieka na ulicy, wszystkie bary, sklepy zamknięte. 
Nie wiem co to za budynek, ale fajne te powiewające chusty.
 Kościółek. W cichym miejscu. Podoba mi się niebo nad nim. Idealnie niebieskie!
Kościół w Tavira Algarve
Prawie jak Wenecja. Tylko gondoli brak! To był ostatni przystanek, a kolejny dzień miał być tym ostatnim w Portugalii.
Restauracja w Tavira

13.10.10

Algarve. W drodze do Taviry

Prosto z Faro pojechaliśmy do Almancil. To malutka wioska z kościołem, który rzucił mnie na kolana. Niewielki, z zewnątrz skromny i nierzucający się w oczy. Weszłam do środka i oniemiałam. W całości pokryty płytkami azulejos jest po prostu zjawiskowy. Ponieważ w środku nie można robić zdjęć, muszę odesłać Was do wyszukiwarki Google
Tuż po południu dojechaliśmy do miasta Olhão. Jest to największy port rybacki Algarve i ośrodek przetwórstwa ryb i owoców morza. Mieliśmy tam zaplanowaną przerwę na lunch i okazję do skosztowania ogromnego, grillowanego tuńczyka.
U tej pani kupiłyśmy absolutnie wyjątkowe, soczyste, dojrzałe figi! Kocham figi! Były słodkie, mokre, sok ściekał nam po palcach. Tak dobrych fig jak w Portugalii nie jadłam w żadnym innym kraju.
Czas wolny wykorzystałyśmy na krótki spacer po porcie i drobne zakupy - poza owocami kupiłyśmy też pocztówki i magnesy. 
A później już jechaliśmy prosto do Taviry. Widoki za oknem były o wiele ciekawsze niż w środkowej części wybrzeża. Wschód nie jest tak komercyjny, można podziwiać prawdziwe Algarve, nieskażone masową turystyką. 
W tej części kraju dużo jest pustych przestrzeni, pól, łąk, małych domów z zadbanymi ogródkami. Jest spokojnie i malowniczo. 
Przed domami stoją stare samochody, suszy się pranie, a całe rodziny siedzą na zewnątrz jedząc i rozmawiając. Mijaliśmy też kilka małych manufaktur z lokalnym rękodziełem.

12.10.10

Algarve. Na wschód - Faro

Kto normalny wstaje w czasie urlopu o 5.50 rano? Ja :) Jadąc daleko na wschód, my, panienki z zachodu zostałyśmy zgarnięte spod hotelu tuż po 7. Uświadomiłam sobie, że to już coraz bliżej końca... I że chyba po raz ostatni przejadę dziś mostem nad rzeką Arade. Odpędziłam złe myśli i zaczęłam czytać w przewodniku o Faro, w kierunku którego zmierzałyśmy. 
A potem poszłam spać. Obudziłam się dwie godziny później, już w Faro. Stolica regionu Algarve przywitała nas pięknym słońcem. Ponieważ jest tu lotnisko, od pierwszych chwil obserwowałyśmy przelatujące nisko i lądujące samoloty.
Smutno zrobiło mi się na sercu. Wyraźnie poczułam, że start czeka też nas, kolejnego dnia. Ale póki co... trzeba wykorzystać czas, który jeszcze pozostał!
Mogłyśmy włóczyć się z grupą, ale to zdecydowanie nie nasze klimaty. Wycieczkę wykorzystałyśmy głównie do tego, aby zostać zawiezione tam, gdzie ciężko byłoby nam dojechać samodzielnie w zaledwie tydzień.
Godzina 9 to czas idealny na zwiedzanie starej części Faro. Mało ludzi, miasto spokojnie budzące się do życia. Ciche, nastrojowe zakamarki. To świetne miejsce dla "łazików", chcących odkryć każdą uliczkę, każdy  kwiat, każdy kąt. Ja uwielbiam tak plątać się bez celu. Odnajdywać wyjątkowe miejsca, obdrapane budynki, kolorowe niespodzianki.
Takie jak ta - w jednej z ulic spotkałam miłego Pana. Niestety płaski i namalowany na ścianie, ale  za to jaki elegancki!
Ja, pusta ulica, a w tle - brama wyjściowa ze Starego Miasta. Kolorowa uliczka. Trochę obdrapana, nieco zniszczona.
A tu... Ria Formosa. W Faro zaczyna się rezerwat tej rzeki. Szczególnie z nieba widok zapiera dech... Wystarczy opuścić mury Starego Miasta, aby zetknąć się z terenami Parku Naturalnego. Są tu wysepki, torfowiska, bagna i laguny. I mnóstwo gatunków ptaków. Warto wykupić rejs lub wynająć łódkę, popłynąć na plażę, aby odpocząć lub obserwować zwierzęta. Mam nadzieję, że kiedyś będę miała okazję to zobaczyć! Z Faro ruszyliśmy dalej w kierunku Olhao.

10.10.10

Algarve. Zachód słońca na Praia da Rocha

Ten wieczór miałyśmy spędzić w pokoju, jeść owoce i nie robić nic. W krótkich gatkach i t-shircie siedziałam grzecznie na balkonie. Widok miałyśmy wyborny - na brzydkie apartamentowce, ulicę i parking. Dzień wcześniej pogodziłam się z tym, że zachód słońca na Praia da Rocha nie jest mi pisany, bo wieczorami robiło się dość pochmurno. Tego dnia było tak samo, ale ... w pewnym momencie niebo zrobiło się lekko pomarańczowe. Wybiegłam z hotelu prosto do ogrodu, spojrzałam w kierunku plaży i nadzieja wróciła!
Po schodach zbiegłam w takim tempie, że prawie zgubiłam buty.  Gdy stanęłam stopami na miękkim piasku i rozejrzałam się dookoła, z wrażenia odebrało mi mowę. Na taki zachód czekałam! Jakby szczęścia było mało, na plaży nie było nikogo! Byłam ja. Mewy. Słońce. Ocean. Piasek. Skały. Chwila Idealna.
Mewy w końcu odleciały. Usiadłam. Wstałam. Czekałam. A niebo robiło się coraz piękniejsze. Soczysty pomarańcz przechodził w czyste złoto i idealnie zlewał się z błękitem. Błękit przechodził w granat wymieszany z bielą, a złoto zaczynało przybierać odcienie różu.
Spektakularne show w wykonaniu Matki Natury i ja, jako jedyny widz. Dopiero po ponad 15 minutach dostrzegłam w oddali jakąś parę.
Stałam tam i myślałam sobie, że być może jestem sentymentalnym babskiem, ale dla takich chwil jak ta naprawdę warto żyć i czekać na nie bez końca.
Po schodach wbiegłam równie szybko jak zbiegłam. Załapałam się jeszcze na końcówkę tego spektaklu światła nad pustą promenadą. Nie zapomnę nigdy.
TOP