6.1.11

Cabo Espichel, czyli ucieczka od tłumów

Wstałam dziś rano i poczułam nagłą potrzebę słońca i koloru.. mam dość szarości, która dopada mnie z każdej strony. Zimo, skończ się, proszę! Zastanawiałam się co mogę Wam pokazać i wybór padł na portugalski przylądek Cabo Espichel.
Nie jest tak popularny jak Cabo da Roca czy Cabo de São Vicente. Właściwie, niewiele można o nim przeczytać. A szkoda! Położony jest na południe od Lizbony, niedaleko miejscowości Sessimba.
Dojechać tam można autobusem. Byłyśmy w nim jedynymi turystkami. Większość ludzi wysiadła w pobliskich, malowniczych wioskach. Przylądek jest ostatnim przystankiem, a postój kierowcy trwa... 10 minut.
Kolejny autobus dociera tam dopiero po 2 godzinach... No świetnie, nie ma co! Oprócz nas i kierowcy na przylądku nie było absolutnie nikogo. Cudowne widoki, wysokie klify, idealny spokój, cisza i całkowity brak czasu. Ale utknięcie tam na dłużej było bezsensowne, bo uciekłby nam autobus do Lizbony.
Przylądek jest znany z wybudowanego na skale kompleksu sanktuaryjnego. Podobno do dziś działa tam kościół. Nie zdążyłyśmy jednak do niego podejść. Jest tam także niewielka latarnia morska. A także ślady stópek dinozaurów :)
Pomimo szalonego biegu z wywieszonym językiem, "zwiedzanie" zajęło nam 15 minut... Kierowca jednak na nas poczekał, tłumacząc, że nie warto się w życiu śpieszyć. Czy wspominałam już kiedyś, że kocham południowe podejście do codzienności? :)

11 komentarzy:

  1. mieć kawałek takiej ziemii z klifem na własność...ehhh przestrzeń:)

    OdpowiedzUsuń
  2. zdecydowanie słoneczne zdjęcie to jest to w takie ponure dni. a miejsce przepiękne :) chciałoby się tam pojechać, natychmiast ...

    OdpowiedzUsuń
  3. fajnie, zwłascza, że znów pada, przed chwilą do domu wróciłam:)kolory naprawdę zachwycają a przylądek jak z filmów, nie wiem dlaczego od razu skojrzyło mi się ze "Zło rośnie pod słońcem" Christie:)

    OdpowiedzUsuń
  4. No popatrz, byłam w Sesimbrze, a tam nie dotarłam. A ładnie jest :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Szkoda, tylko 25 minut jazdy rozklekotanym autobusem po portugalskiej prowincji :))

    OdpowiedzUsuń
  6. no właśnie... ale tak to jest, miałąm tylko jeden dzień, był Setubal, Troia, Sesimbra i trzeba było wracać. Jeszcze pojadę! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ależ piękne miejsce! Najbardziej lubię takie "nieturystyczne" okolice.
    Cudowna ta woda lazurowa...

    OdpowiedzUsuń
  8. Brak turystów cieszy, bardzo! :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Jakie piękne bezludne miejsce!
    Prawdziwy relax na łonie cudownej natury.
    Kolor wody powalający.
    Kierowca też bardzo miły :)

    OdpowiedzUsuń
  10. To jedno z moich ulubionych, absolutnie magicznych miejsc w Portugalii...

    OdpowiedzUsuń

TOP