17.1.11

Targ La Boqueria - raj dla wszystkich zmysłów

Wstałam dziś rano, spojrzałam za okno w sypialni i głęboko westchnęłam. Szarość, wszędzie szarość... Na pocieszenie poszłam na bazarek, na którym znalazłam sterty smutnych, zziębniętych warzyw.  Jak to w styczniu. Zatęskniłam za wiosną i od razu wiedziałam, o czym dziś napiszę... La Boqueria, jeden z symboli Barcelony. 
Miejski bazar położony przy słynnych Ramblas w obecnej formie istnieje od 1914 roku. Od tak dawna cieszy wszystkie zmysły miejscowych i turystów, oferując im wszystko co można zjeść od razu lub przygotować w zaciszu własnej kuchni. Przy wejściu stoi pan z kolorowymi smoothies. Są obłędne. Za 2 EUR można wypić mix papai z mango, pomarańczy z kiwi, bananów z liczi, truskawek lub mango z prawdziwym kokosem i wiele, wiele innych kombinacji.
Chociaż ceny na targu do niskich nie należą, to codziennie starałyśmy się coś kupić. Świeżą bułkę, kilka plastrów szynki jamón, kiełbaskę chorizo czy kawałek aromatycznego sera. Wędliny i sery są tam zupełnie inne niż w Polsce. Świeże, pachnące, delikatnie suszone. Jeden cieniutki plaster wędzonej wędliny spokojnie wystarczy do całej półbagietki.
Sery były naprawdę pyszne, wyraziste w smaku, aromatyczne. Spróbowałyśmy kilku - żółtych, wędzonych i świeżych. 
Ryby i owoce morza - przy pomocy własnego nosa można szybko odszukać odpowiednie stoiska. Wielu z tych ryb nigdy wcześniej nie widziałam. Nie wiedziałam też, że istnieją krewetki wielkości mojej dłoni... a istnieją!
W hali można spędzić kilka godzin. Jest duża i fascynująca. Każde stoisko jest inne. Mnogość kolorów, zapachów, kształtów i nazw może zawrócić w głowie. Truskawki, czereśnie, piękne winogrona, figi... mimo zimy, każdy znajdzie to, czego szuka. Niektóre stoiska oferują tylko te owoce, które rosną w Hiszpanii.
Inne oferują egzotyczne, importowane owoce z całego świata. U tej pani prawie zasłabłam przed ladą :) Najchętniej wykupiłabym cały asortyment.
Ze względu na zasobność portfela ograniczyłam się jednak do soczystych mandarynek, zielonych fig i bananów kanaryjskich. Wpatrywałam się w różnorodność owoców jeszcze długo, wybór był niesamowity!
Bez problemu można dostać świeże sałatki, pakowane w plastikowe pudełka z łyżeczką, a także połówki papai, mango czy owoców smoczych, zawinięte w folię i położone na lodzie. Tak aby kupić, pójść do parku i od razu zjeść, na ławce, w cieniu dużego drzewa. 
Najlepiej przyjść na targ z samego rana, kiedy sprzedawcy rozkładają stoiska. Patrzyłam oczarowana jak wyjmują owoce, warzywa, czekoladki, ryby. Układają je równiutko, jeden obok drugiego, z wielką troską. To ciężka praca. Ale widok jest wspaniały. Natomiast wieczorem można liczyć na rabaty. Wiele świeżych produktów, szczególnie owoców, w głębi targu można kupić za pół ceny.
Awokado, melony, arbuzy, lekko podsuszane figi i daktyle, kokosy, orzechy. Ręcznie robione czekoladki, żelki i inne słodycze. Nic tylko kupować i jeść. Albo chociaż popatrzeć. Ale coś kupić trzeba, wspaniałe doznania gwarantowane! :)
Czy muszę Was jeszcze jakoś zachęcać do odwiedzenia Barcelony? A to tylko jeden z bardzo licznych powodów by zwiedzić to cudowne miasto!

19 komentarzy:

  1. Ja niestaty tylko minęłam ten targ...ale może uda mi się kiedyś tam pobuszować i posmakować :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie musisz zachęcać, ja jestem odpowiednio zachęcona ;) Piękne, soczyste, witaminowe zdjęcia!
    Byłam w Barcelonie tylko raz ale wiem, że tam wrócę. I pójdę na ten targ też! Uwielbiam targi we wszelkich możliwych miejscach, które odwiedzam.
    Ale narobiłaś mi apetytu na owoce...

    OdpowiedzUsuń
  3. Espresso, Yba - koniecznie musicie ponownie odwiedzić i Barcelonę i targ!!

    OdpowiedzUsuń
  4. No to pakujemy się ! ;)
    Cudnie, kolorowo, apetycznie

    OdpowiedzUsuń
  5. cóż za wspaniała feeria barw, jakby tęcza zeszła na ziemie!! aż mi nogi same w miejscu dreptają na samą myśl o spacerku miedzy tymi wspaniałościami !! do tego pewnie te zapachy kuszące co krok! Bajka!

    OdpowiedzUsuń
  6. ooooo matko jak tam wszystkiego dużo !
    Mąż by miał tam raj :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja również jestem oczarowana. Po tym poście zamieszczam Barcelonę na moją listę :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Boże, co za raj!!! Rzeczywiście nawet hiszpańskie markety w stylu Mercadonia mają więcej do zaoferowania niż nasze:(

    OdpowiedzUsuń
  9. Ooooo nie, uwielbiam takie miejsca! Cudnie!

    OdpowiedzUsuń
  10. Fantastyczne zwiedzanie wszystkimi zmysłami :)

    OdpowiedzUsuń
  11. No faktycznie, istny raj, te kolory, slonce... ludzie... :)

    OdpowiedzUsuń
  12. tez koniecznie muszę tam jeszcze raz pojechać:)

    OdpowiedzUsuń
  13. oj, przesadziłaś dziś z tym wpisem! teraz wszyscy się oblizują i kontrastują widoki zza okna z tymi apetycznymi zdjęciami... to niepoprawne zachowanie! zdecydowanie:)

    OdpowiedzUsuń
  14. niech będzie! w sumie to doskonale rozumiem. Sama dziś chodziłam po deszczowej Łodzi w poszukiwaniu jakichś innych kolorów poza szarością. I o dziwno sporo znalazłam:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja się wybieram jutro na poszukiwania :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Mogłabym na tym targu zamieszkać :) Barcelonę odwiedziłam już 3 razy i zawsze pierwsze co kierujemy się na La Boqueria :)

    OdpowiedzUsuń

TOP