26.1.11

Wycieczka na Wzgórze Tibidabo w Barcelonie

Uparłam się, że w czasie tej wizyty w Barcelonie udam się w końcu na wzgórze Tibidabo. Towarzyszka podróży wybrała muzea, więc wyruszyłam samotnie. Zazwyczaj wszystko dokładnie sprawdzam - godziny otwarcia, dojazd, ale tym razem nie. Los się zemścił. Dojechałam metrem do stacji Av. Tibidabo i znalazłam słynny niebieski tramwaj. Odczekałam 35 minut po czym zobaczyłam napis (malutką czcionką), że kursuje on tylko w weekendy. Autobus miejski numer 192, który jeździ w tygodniu uciekł, a w kolejnym kierowca wprowadził mnie w błąd. Kazał kupić bilet, mimo, że pytałam czy mogę użyć karty miejskiej. Powiedział, że nie, a mogłam. Podjechał 3 przystanki i ... "koniec trasy". Przy kolejce na Tibidabo, która nie działała, gdyż park, jak się okazało, w styczniu park był czynny tylko w pierwszych dniach nowego roku... super początek!
Ruszyłam pod górę piechotą, ale się wycofałam - to ponad godzina drogi, a ja nie miałam tyle czasu. Wróciłam więc na Placa Funicular i zobaczyłam taksówkę. Wjazd na Tibidabo 10 euro. W tej całej swojej niedoli poznałam młodego Serba, który zdecydował się jechać ze mną. Taksówkarz wysadził nas i zwiał nim zdążyłam zapytać czy może poczekać 20 minut. Humor poprawił mi kościół p.w. Najświętszego Serca Jezusowego. Przepiękny!
Z jego tarasu rozciąga się piękny widok na miasto. Ograniczony karuzelami, ale jednak. Nie wiedziałam, że windą można wjechać prawie na sam szczyt... szkoda. Ale co się odwlecze... Póki co musiałam się zadowolić widokiem częściowym.
 Byłam zupełnie sama. Absolutnie żadnych turystów. Ja, kościół i w dole Barcelona.
Taki widok na całkowitą wyłączność - to nie zdarza się w życiu często, niestety. Najchętniej spędziłabym tam godzinę, po prostu patrząc przed siebie. 
Serb postanowił pójść na kawę (biedny, zmęczony :)), ja się kręciłam to tu, to tam. Z drugiej strony zabudowań można zobaczyć góry, o tej godzinie w pełnym słońcu.
Kiedy postanowiliśmy wracać, zauważyłam autobus numer 111. Jedyny w okolicy. Pan kierowca wysadził nas na trzecim przystanku, dokładnie po przeciwnej stronie niż łapaliśmy taksówkę. Zdębiałam. Bez mapy, wiedzy i sił zachciało mi się chyba płakać. Ale zobaczyłam stację. Ze stacji odjeżdżała mała kolejka wąskotorowa, dwukierunkowa, tak jakby. Dowiozła nas na inną stację, skąd w 30 minut dojechaliśmy zwykłym pociągiem do Barcelony. Na całą podróż w jedną i drugą stronę straciłam ponad 4h. Na górze byłam... 25 minut, ale nie żałuję. Wiem, że będę jeszcze kiedyś w Barcelonie. I już będę odpowiednio przygotowana. Z godzinami otwarcia parku, mapą i wiedzą na temat komunikacji.

11 komentarzy:

  1. To miałaś przygodę,ale dla tego widoku...
    Aż mi dech zaparło!

    OdpowiedzUsuń
  2. Takie wydarzenia pamieta się długo. I jest oczym opowiadać :) Przygoda fajna no i te widoki.

    OdpowiedzUsuń
  3. No ale cały widok był Twój :)))

    Ja się tak kiedyś w Kopenhadze wybrałam do muzeum-browaru Carlsberga, nie sprawdzając, czy w poniedziałek nie jest aby zamknięte... Było :)

    OdpowiedzUsuń
  4. No nieźle. Ja takie zdarzenia nazywam "przygodą". Przygody są fajne, z perspektywy czasu oczywiście. Bo kiedy się jest w środku przygody to wcale nie jest do śmiechu.
    Widok piękny!

    OdpowiedzUsuń
  5. Dla takich widoków warto było wybrać się na tę wycieczkę. Często planuję dość dokładnie, co, jak i gdzie, ale i tak najlepsze jest często to miejsce, do którego trafiamy przez przypadek. Zobacz na moim blogu post "Kamienny most". Ot zwykła miejscowość na trasie, most dosłownie mignął mi przez ułamek sekundy w bocznej szybie samochodu, ale to wystarczyło. Jak się zatrzymałem, to przez godzinkę było co oglądać.
    Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja z perspektywy czasu też się z tego śmieję, a do tego mam powód aby wrócić, bo marzenie nie zostało do końca zrealizowane :)

    wkraj - właśnie oglądam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. to się nazywa podróż z przygodami!

    OdpowiedzUsuń
  8. Witaj przygodo :) świetne zdjecia zrobiłaś!

    OdpowiedzUsuń
  9. Ale przygoda... no ni masz niezla kondycje! A zdjecia porobilas piekne!

    OdpowiedzUsuń
  10. Podroz z przygodami to podroz, ktora zapamietuje sie z najdrobniejszymi szczegolami :) To te przygody, niezawsze przyjemnie, wspomina sie po latach :)A zobaczyc cos a Barcelonie, nie bedac przy tym otoczona przez rzesze turystow- to wspomnienie bezcenne :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Magiczne to Tibibdabo ♥ Twoja historia kończy się w sumie szczęśliwiej niż moja. Ale i tak jestem na swój sposób zauroczona tym, co się wtedy wydarzyło :)

    OdpowiedzUsuń

TOP