20.4.11

Holenderskie okna i drzwi

W czasie pobytu w Rotterdamie mieszkałam na jego obrzeżach. Niby to jeszcze miasto, ale już nie tak do końca. I cieszę się z tego. O ile większość budynków w Rotterdamie jest zupełnie pozbawiona czegokolwiek, co mogłabym odebrać pozytywnie to owe obrzeża mnie totalnie zauroczyły. Czym? Drobiazgami!
Muszę też wspomnieć o oknach - wielkich, czasem niemal wielkości całej ściany. Zwykle bez firanek, zasłonek, kotar, rolet i tym podobnych rzeczy, jakich większość Europy używa, aby sąsiedzi nie podglądali. 
W Holandii idąc na wieczorny spacer można obserwować uważnie życie całej ulicy. Za lśniącymi szybami idealny porządek, sąsiedzi jedzą bądź czytają książki na kanapie. Widać telewizor, meble i wiele eleganckich ozdób. Nie wiem o co chodzi. Może po prostu ich nie interesuje co się dzieje u innych i nikt nikomu nie zagląda? Ja zaglądałam. To niegrzeczne, wiem.
Ale strasznie mnie korciło. I w moim odczuciu to jakaś dziwna, sztywna gra na pokaz. Co mam, co jem, jak żyję. Ja bym tak chyba nie umiała. 
Wracając do podmiejskich drobiazgów... zobaczcie sami. To okres tuż po Bożym Narodzeniu. Stąd stroiki i mikołaje. Wszystko misternie zaplanowane i poukładane. Każdy dom wyglądał inaczej. Przez co całe ulice sprawiały miłe wrażenie. Jak wam się podoba? I co sądzicie o tych wielkich oknach?

11 komentarzy:

  1. Szwedzi też mają ogromne okna, ale tym to pewnie z braku światła tak wychodzi, a w Holandii tego światła jest chyba nieco więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo lubie takie dekoracje okien, drzwi, podworek, sama probuje cos tam podpatrzec i na swoje podworko przeniesc :)

    OdpowiedzUsuń
  3. No nie wiem, jakoś chyba wolę mieć przesłonięte okna:) Fajnie to wygląda, z drugiej strony czy nie zostały im z idei świąt same dekoracje na domach?:)

    OdpowiedzUsuń
  4. U nich wszystko jest jakieś takie INNNE :) NAwet Lipton Ice Tea jest tylko gazowana :D

    OdpowiedzUsuń
  5. To prawda. Ja Holandię zjechałam na wszystkie strony i nigdy nie umiałam powiedzieć co mnie tak urzeka. To właśnie drobiazgi. Moja mama twierdzi, że to takie mini wesołe miasteczko - mini fontanny w mini ogródkach, mini doniczki, mini krasnoludki...
    Ale i tak ja to uwielbiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dużo tam tandety czy wręcz kiczu widziałam, ale jak jest ona wszędzie to aż urzeka, nie?

    OdpowiedzUsuń
  7. Ajka, mnie urzekła na amen!
    Masz rację, że w tym wypadku za dużo nie znaczy źle:-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wszystko zadbane, wyczyszczone, sterylne - jak dla mnie sztuczne. Na pokaz ? Nie wiem.

    OdpowiedzUsuń
  9. wkraj - a żebyś zobaczył co się dzieje w środku w mieszkaniach! Ja chodziłam i się wpatrywałam (niegrzeczne, wiem, ale kto im kazał się wystawiać na moje oczy?:))) wieczorami - domy jak muzea, dziesiątki bibelotów, figurek, wszystko stoi równiutko, idealny porządek, piękne meble, piękne zastawy stołowe, ludzie siedzą przy stole wyprostowani nad bogatym menu kolacyjnym lub dostojnie siedzą na kanapie czytając grube książki

    OdpowiedzUsuń
  10. Wielkie okna bez firanek też mnie zadziwiały więc pytałem kilkoro zaprzyjaźnionych Holendrów co to oznacza. Otóż protestanci nie wstydzą się swego życia prywatnego, są okay, nie mają nic do ukrycia więc nie potrzeba firan by maskować się przed sąsiadami. Lubią też eksponować bogate drobiazgi, bo bogactwo to objaw boskiej przychylności dla człowieka. Nasza polska mentalność nieudaczników ukrytych za firankami to przeciwny biegun :-)))
    Greg Jarza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za informację! Fajnie się dowiedzieć czegoś więcej o "przyczynach" :)

      Usuń

TOP