18.5.11

Agroturystyczna Sycylia

Trochę przekornie, na pierwszy sycylijski wpis wybrałam ostatni wieczór na wyspie. Przypadł mi do gustu tak bardzo, że nie miałam w ogóle ochoty ruszyć się z miejsca. Tego dnia zakwaterowaliśmy się w hotelu w miejscowości Cefalu, a na pożegnalną kolację zabrano nas do gospodarstwa agroturystycznego Tenuta Luogo Marchese.
Tuż przy wejściu powitał nas ten oto psiak. Niesamowity pieszczoch. Na tym zdjęciu wygląda na ciut znudzonego, ale ożył bardzo szybko, gdy zorientował się, że ma szansę na poważne wygłaskanie. Kładł się na plecach, wystawiał brzuch i prawie mlaskał z zadowolenia ;) Drugim etapem powitania był pyszny, acz słodki drink. I lokalny ser.
Gospodarstwo jest bardzo urokliwe. Dotarliśmy tam po godz. 20, niestety już się ściemniało, więc zdjęcia nie są porywającej jakości. Szczególnie żałuję, że nie udało mi się uchwycić widoków. Dookoła wzgórza, doliny, idealna zieleń.
Budynek (można tu wynająć pokój lub po prostu przyjechać na posiłek w ciągu dnia lub po południu) jest prosty, ale detale sprawiają, że jego wygląd jest przytulny i kojarzy się z sielskimi wakacjami. Ciepłe kolory dodają mu niepowtarzalnego uroku.
Dla chętnych jest nawet kaplica - jeśli ktoś sobie życzy, można w tym miejscu zorganizować ślub i wesele. Ja bym nawet została w ramach miesiąca miodowego :)
Jak odkryliśmy ten basen, położony wprost na wzgórzu, z dala od głównych zabudowań. Od razu poczułam, że mogłabym spędzić tam cudownie leniwe dni.
Uwielbiam budynki utrzymane w takim klimacie. Ośrodek idealnie trafił więc w mój gust. Nie tylko zresztą wizualnie. To miejsce działa na wszystkie zmysły. Bajeczne wręcz krajobrazy, idealna cisza, niesamowity zapach świeżej trawy i ... pysznego jedzenia!
Ciepła noc, fantastyczne przysmaki i świetne, włoskie wino. Sympatyczni ludzie przy stole, rozmowa. Lekki wiatr, szum drzew. Czy można oczekiwać więcej?
Menu na wieczór było... obfite. Zbyt obfite. Jak codziennie w czasie pobytu na Sycylii. Tu widać przystawki, do nich zaserwowano świeży chleb. Po nich makaron, risotto, sałatę ze świeżych warzyw, grillowane mięsa.
A na końcu deser. O jeszcze lepszą atmosferę zadbał przemiły i stale uśmiechnięty Pan Akordeonista. Nie przepadam za tym instrumentem, ale on był naprawdę dobry.
Czy ktoś mówił, że nie powinno się jeść w towarzystwie zwierząt? Z pewnością nie na Sycylii :) Koty towarzyszyły nam nawet w hotelach, na otwartych stołówkach. Te były przepiękne, szczególnie ten długowłosy, z cudownym, mięciutkim ogonem. Gdy biesiada dobiegła końca, szkoda było wracać. Szczególnie, że do północy blisko, a o 8 wyjazd na lotnisko. Niestety, wszystko co dobre, za szybko się kończy, prawda...?

9 komentarzy:

  1. Pięknie , jakby czas się zatrzymał......

    JK

    OdpowiedzUsuń
  2. Zachwycam się tą Twoją Sycylią :-) Może na wakacje pokuszę się na nią :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Właśnie skończyłam czytać o Karaibach. jestem w klimacie palm, błękitów, wysp, katamaranów. Tak mi się fajnie dzisiaj u Ciebie to miłe wrażenie bycia tam przedłuża :-)))

    OdpowiedzUsuń
  4. basen basen i jeszcze raz basen - w górach, na świeżym powietrzu - marzenie! No i świetny sposób na te wszystkie przystawki, bo sądzę, że musiałabym wszystkiego spróbować:)

    OdpowiedzUsuń
  5. No właśnie...wszystko co dobre ZA szybko się kończy! Miło było przenieść się z samego rana na Sycylię:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Cefalu - urocze miasteczko, ale troche pod turystow wiec niec bardziej ucywilizowane :)
    Wspaniale zdjecia, wyobrazam wiec sobie jaki pobyt musialam miec udany! Zazdroszcze po prostu!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Lubię takie wieczory - dobra muzyka, jedzenie i towarzystwo. A do tego jeszcze Sycylia! Piękna relacja.

    OdpowiedzUsuń
  8. Fajne miejsce i te koty! Sycylia zdecydowanie jest dla mnie! ;-)

    OdpowiedzUsuń

TOP