20.6.11

Feira da Ladra, czyli lizboński Targ Złodziejki

Jedno z tych miejsc, które koniecznie należy odwiedzić będąc w Lizbonie. Historia Targu Złodziejki sięga XIII wieku, przy czym początkowo wędrował z jednego miejsca na drugie aż w końcu w 1823 roku trafił do dzielnicy Alfama.
Dość szybko został przeniesiony na Praça da Alegria, ale w 1835 wrócił do Alfamy, na Campo de Santa Clara, pomiędzy pięknym kościołem São Vicente de Fora i Narodowym Panteonem. I właśnie tam został już do dnia dzisiejszego.  
Dojechać na targ można słynnym tramwajem 28 - trzeba wysiąść pod kościołem Św. Wincentego, przejść przez łuk po jego lewej stronie i już. Targowisko odbywa się we wtorki i soboty od wczesnego ranka, aż do godziny 13-15. Im wcześniej tym lepiej, bo mniej turystów a więcej miejscowych. I klimat nieco inny i prawdziwszy niż tuż przed południem.
Kiedyś podobno sprzedawano tam głównie kradzione przedmioty, dziś sprzedaż jest raczej legalna, ale, kto wie... Kiedy byłam na targu po raz pierwszy, miła Portugalka powiedziała, żebym uważnie pilnowała torby, chyba, że będę chciała później odkupić swój własny portfel lub aparat.
Na Feira da Ladra można kupić wszystko. Są liczne stoiska z biżuterią, z pamiątkami z Afryki, z nowymi płaszczami, etnicznymi strojami, kolorowymi chustami. Są pamiątki, serwetki, obrusy z tradycyjnymi wzorami (made in China), ale także ręcznie malowana, cudna ceramika.
Ja najbardziej lubię jednak starocie. Trzeba mieć dużo czasu, chęci i zapału, aby poprzeglądać wszystko, co sprzedawcy mają ciekawego do zaoferowania. Ale  uważam, że warto się zmobilizować i chociaż popatrzeć. Bo jest na co! 
Góry używanych ubrań, stare książki, sprzęty domowe, obrazy, obrazki, malunki, rzeźby, płyty winylowe, kasety, przeróżne drobiazgi, kredki, puszki.
Ryciny, stare mapy, portrety, kredki, puszki, podstawki pod szklanki, materiały na sukienki, świeczki, świeczniki, antyki - prawdziwe i te podrobione. Meble - często uszkodzone, starodawne walizki, kufry, piękne wazony i co ciekawe, kafle azulejos. Wiele z nich to masowa produkcja dla turystów, ale część to podobno oryginalne kafle z rozebranych już lizbońskich budynków.
Widziałam sporo maszyn do pisania, magnetofonów i koszmarnych lalek, wyglądających jak szczuplejsze i nieco młodsze kuzynki Laleczki Chucky.
W godzinach porannych na targu dużo więcej jest miejscowych klientów, którzy każdą rzecz biorą w dłoń, oglądają, sprawdzają, negocjują cenę (na nowych rzeczach ceny zwykle są, ale na używanych prawie nigdy).
Poniżej dwa zdjęcia targu widzianego z nieba :) A dokładniej z tarasu widokowego w Narodowym Panteonie. Tutaj widać jedynie jego obrzeża, jednak dopiero z tej perspektywy widać, jak duży teren on zajmuje.
Co prawda nigdy nic na nim nie kupiłam, ale każdorazowo staram się go odwiedzić, obserwować sprzedawców, klientów i te wszystkie rupiecie. 

8 komentarzy:

  1. O, jedno z tych miejsc, dla których jeszcze muszę odwiedzić Lizbonę, co na pewno zrobię nie raz. Wstyd się przyznać, ale wybierałam się tam przez cały półroczny pobyt i w końcu nie dotarłam...

    OdpowiedzUsuń
  2. a ja miałem szczęście, że mieszkałem jakieś 500m od tego targowiska i też chodziłem sobie tam na "obserwacje" ... takie miejsca to prawdziwy teatr :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przypomniał mi się bazar Różyckiego - tylko takie mam porównanie. Miejsce na pewno klimatyczne.

    OdpowiedzUsuń
  4. Żałuję bardzo ale też tam jeszcze nie dotarłam. Ale dotrę kiedyś :) I zobaczę "te wszystkie rupiecie" :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj jak kocham tego rodzaju bazarki!!! Ze tez ta Lizbona tak daleko!!!

    OdpowiedzUsuń

TOP