29.6.11

"Prowadził nas los" Kinga&Chopin

Lato 2004. Kilka dni nad polskim morzem, w moim kochanym Mikoszewie. Pamiętam, że tego dnia padał straszny deszcz i nie mogłam pójść na plażę. Sięgnęłam więc po kolorowy magazyn, usiadłam na tarasie i zaczęłam czytać. Trafiłam na artykuł, który mnie zachwycił, wzruszył, wzbudził zazdrość i podziw. Bohaterami byli Kinga i Radek, którzy kupili bilety w jedną stronę, spakowali plecaki i ruszyli w świat. To był czas, kiedy podróże zaczynały mnie interesować coraz bardziej, więc uznałam, że to ciekawy zbieg okoliczności. Co więcej, dwa dni później spotkałam Kingę w Gdańsku. Siedziała na rynku, otoczona zdjęciami z podróży i egzemplarzami książki "Prowadził nas los. Autostopem dookoła świata". Podeszłam. Kinga była bardzo miła, otwarta i uśmiechnięta. Kupiłam książkę, po czym dowiedziałam się, że wkrótce wyrusza samotnie do Afryki. Kolejne dni spędziłam na lekturze.

26.6.11

Urok paryskiego Montmartre

Pisałam już kiedyś o Montmartre, uważam jednak, że nie ma słów, które byłyby w stanie oddać klimat, urok i atmosferę tej paryskiej dzielnicy.
Chociaż mocno pachnie komercją, to dla mnie to wzgórze jest wyjątkowe, pełne ciekawych ludzi. Zresztą, w Paryżu mnóstwo przykuwających uwagę, oryginalnych osobowości. Trochę jak z pocztówek czy starych filmów.
Montmartre to miejsca zatłoczone jak również te, gdzie nie ma nikogo, jedynie przemykają gdzieś za plecami koty z błyszczącymi oczami. I gołębie.
Montmartre to kontrasty kolorystyczne i architektoniczne. To kolorowe okiennice, stylowe latarnie i ukryte pomiędzy domami uprawy winorośli.
Montmartre to sklepy z szeroko rozumianą sztuką, od obrazów, przez ceramikę, aż do ręcznie robionej biżuterii. Wybór ogromny i na pewno każdy znajdzie coś idealnego dla siebie.
Montmartre to zakochani bez pamięci. Objęci, szczęśliwi, wpatrzeni w siebie. To jak Dzielnica Miłości w Mieście Miłości. Do zakochania jeden, mały krok.
Montmartre to naleśnikarnie, kawiarnie, restauracje. Tańsze, droższe, te dla turystów oraz te dla miejscowych. I sklepy z pamiątkami i pocztówkami. 
Ps. Oglądaliście Paris, je t'aime? W cz. I "Montmartre". Poznajecie uliczkę? :)
Montmartre to artyści. Chociaż dzisiaj liczni z nich to zwyczajne turystyczne maskotki, to jestem pewna, że zostało wielu tych z prawdziwego zdarzenia.
Wśród morza tandetnych prac, można dostrzec prawdziwe perełki. Często miałam wrażenie, że to, na co patrzę wyprodukowano w Chinach, w ramach masowej produkcji. 
Ale mogę się mylić. Jedno jest pewne - bez sztalug, farb, pędzli i kaszkietów Montmartre nie byłoby tak urocze. Nadal jednak marzę o złotej rybce, który przeniesie mnie w dawne, pachnące absyntem czasy...

20.6.11

Feira da Ladra, czyli lizboński Targ Złodziejki

Jedno z tych miejsc, które koniecznie należy odwiedzić będąc w Lizbonie. Historia Targu Złodziejki sięga XIII wieku, przy czym początkowo wędrował z jednego miejsca na drugie aż w końcu w 1823 roku trafił do dzielnicy Alfama.
Dość szybko został przeniesiony na Praça da Alegria, ale w 1835 wrócił do Alfamy, na Campo de Santa Clara, pomiędzy pięknym kościołem São Vicente de Fora i Narodowym Panteonem. I właśnie tam został już do dnia dzisiejszego.  
Dojechać na targ można słynnym tramwajem 28 - trzeba wysiąść pod kościołem Św. Wincentego, przejść przez łuk po jego lewej stronie i już. Targowisko odbywa się we wtorki i soboty od wczesnego ranka, aż do godziny 13-15. Im wcześniej tym lepiej, bo mniej turystów a więcej miejscowych. I klimat nieco inny i prawdziwszy niż tuż przed południem.
Kiedyś podobno sprzedawano tam głównie kradzione przedmioty, dziś sprzedaż jest raczej legalna, ale, kto wie... Kiedy byłam na targu po raz pierwszy, miła Portugalka powiedziała, żebym uważnie pilnowała torby, chyba, że będę chciała później odkupić swój własny portfel lub aparat.
Na Feira da Ladra można kupić wszystko. Są liczne stoiska z biżuterią, z pamiątkami z Afryki, z nowymi płaszczami, etnicznymi strojami, kolorowymi chustami. Są pamiątki, serwetki, obrusy z tradycyjnymi wzorami (made in China), ale także ręcznie malowana, cudna ceramika.
Ja najbardziej lubię jednak starocie. Trzeba mieć dużo czasu, chęci i zapału, aby poprzeglądać wszystko, co sprzedawcy mają ciekawego do zaoferowania. Ale  uważam, że warto się zmobilizować i chociaż popatrzeć. Bo jest na co! 
Góry używanych ubrań, stare książki, sprzęty domowe, obrazy, obrazki, malunki, rzeźby, płyty winylowe, kasety, przeróżne drobiazgi, kredki, puszki.
Ryciny, stare mapy, portrety, kredki, puszki, podstawki pod szklanki, materiały na sukienki, świeczki, świeczniki, antyki - prawdziwe i te podrobione. Meble - często uszkodzone, starodawne walizki, kufry, piękne wazony i co ciekawe, kafle azulejos. Wiele z nich to masowa produkcja dla turystów, ale część to podobno oryginalne kafle z rozebranych już lizbońskich budynków.
Widziałam sporo maszyn do pisania, magnetofonów i koszmarnych lalek, wyglądających jak szczuplejsze i nieco młodsze kuzynki Laleczki Chucky.
W godzinach porannych na targu dużo więcej jest miejscowych klientów, którzy każdą rzecz biorą w dłoń, oglądają, sprawdzają, negocjują cenę (na nowych rzeczach ceny zwykle są, ale na używanych prawie nigdy).
Poniżej dwa zdjęcia targu widzianego z nieba :) A dokładniej z tarasu widokowego w Narodowym Panteonie. Tutaj widać jedynie jego obrzeża, jednak dopiero z tej perspektywy widać, jak duży teren on zajmuje.
Co prawda nigdy nic na nim nie kupiłam, ale każdorazowo staram się go odwiedzić, obserwować sprzedawców, klientów i te wszystkie rupiecie. 

12.6.11

Najpiękniejsza plaża Sycylii

Zawsze wydawało mi się, że Sycylia posiada wyłącznie plaże o grubym, dość ciemnym piasku. Faktycznie, wiele z nich tak wygląda, jednak wybrzeże tej pięknej wyspy jest niesamowicie różnorodne. Każda plaża jest zupełnie inna.
Większość mi się podobała, jednak nie zachwycała. Ostatnim hotelem jaki oglądaliśmy w czasie wyjazdu był hotel Fontane Bianche, położony we wschodniej części Sycylii, na południe od miasta Syrakuzy i niedaleko Noto.
Hotel zrobił na mnie pozytywne wrażenie. Jest skromny, ale klimatyczny, a obsługa przemiła. I jedzenie... to był jeden z najlepszych i najbardziej leniwych posiłków w czasie naszego pobytu na Sycylii! Grillowane warzywa, świeża ricotta i pieczona ryba. Później różne ciasta i szatańsko mocna kawa.
Kiedy po lunchu wyszliśmy na zewnątrz i zobaczyłam hotelową plażę to jedyne, co byłam w stanie z siebie wydusić to dość piskliwe "WOW".
Drugiej takiej na Sycylii nie widziałam. I według słów naszej pilotki, ta jest naprawdę wyjątkowa. Taki kolor wody też widziałam tylko w tym miejscu. Uzasadniona wydała mi się nawet opcja dopłaty do widoku na morze.
To dla mnie rajska plaża. Idealnie biały, mięciutki piaseczek delikatnie muskający stopy. Woda we wszystkich odcieniach błękitu, z niewielkimi falami. I duże palmy - jedne z nielicznych jakie widziałam na tej wyspie. Przepiękna i czarująca. Dla mnie najpiękniejsza plaża tego wyjazdu.

8.6.11

Barcelona - zimowy Park Ciutadella

Aż trudno mi uwierzyć w to, że w Barcelonie byłam na początku stycznia. I że od tego czasu minęło już niemalże pół roku! Czas leci jak oszalały. Przecież od blisko miesiąca już pracuję, nie wiem zupełnie kiedy to zleciało.
O Parku Ciutadella pisałam już kiedyś. Muszę przyznać, że nie udało mi się odbyć tej obiecanej sobie podróży śladami "Gry Anioła", ale odwiedziłam przynajmniej kilka miejsc. Między innymi ten bardzo piękny, miejski park.
Już w styczniu był zielony, wiosenny i przyjemny. Siedziałam, patrzyłam na łódki. Oprócz mnie było zaledwie kilka osób i policja na koniach :) 
Najpiękniejsza jest dla mnie fontanna. Kiedyś myślałam, że to projekt tylko Gaudiego. A tymczasem zaprojektował ją Josep Fontserè, a Gaudi "dorzucił" trochę detali. Ale jakie to ma w sumie znaczenie, ważne, że jest imponująca.
W jednej z części parku znajduje się barcelońskie ZOO, którego jak dotąd nie miałam okazji odwiedzić. Na mapie wygląda na małe. Czy ktoś z Was był?
Na terenie parku znajdują się także budynki m.in. Muzeum Zoologii, Muzeum Geologii. Ładnie komponują się z zielenią, palmami, roślinnością. 
Zaraz po wyjściu z parku trafia się na ulicę prowadzącą do Łuku Triumfalnego. Dużo ludzi uprawia tu jogging, jeździ na rowerze i deskorolkach. Ja szczególnie lubię te lampy po bokach, chociaż kojarzą mi się ze strachami na wróble ;) 
TOP