31.10.11

Père Lachaise - cmentarz doskonały

Père Lachaise jest największym i zdecydowanie najpopularniejszym z paryskich cmentarzy. I nic w tym dziwnego, bo naprawdę zachwyca. Zapraszam dziś na fotograficzny spacer po jego cichych i dostojnych zakątkach. Wśród zieleni i przepięknych grobów, gdzie są pochowani m.in. Oscar Wilde, Fryderyk Chopin, Édith Piaf, Jim Morrison i wielu, wielu innych. Dla mnie to cmentarz doskonały, idealne połączenie piękna i zadumy. Miejsce do wyciszenia i pomyślenia o życiu. 
 






25.10.11

Miłosne akcenty w Rzymie

Rzym, nawet znacznie bardziej niż Paryż, kojarzy mi się z Miłością.
 Czy to nie jest tak, że stare, piękne i romantyczne jest w nim wszystko?
Nawet filiżanka aromatycznego cappuccino pozuje do zdjęcia z sercem ;)
Dla mnie Rzym to splecione dłonie zakochanych w sobie ludzi, ich uśmiechy.
To kwiaty karczocha, pyszne jedzenie wieczorową porą i czerwone wino w karafce.
Szczere wyznania na ścianach budynków czy na drzwiach wejściowych.
A to wszystko kojarzy mi się z MIŁOŚCIĄ. Love in Rome. Tak, o tym dzisiaj.

16.10.11

Notting Hill. Pożegnanie The Travel Bookshop

Kiedy usłyszałam, że znana z filmu Notting Hill księgarnia z książkami podróżniczymi zostanie zamknięta jesienią tego roku, zrobiło mi się trochę smutno. Właściciel nie jest w stanie już jej prowadzić, a jego dzieci nie mają na to ochoty. Uwielbiane przez turystów i miłośników filmu miejsce przestanie istnieć. Co ciekawe, wydaje mi się, że z zewnątrz pokazywano w ujęciach inną księgarnię, na Portobello Road, a w tej kręcono jedynie sceny wewnątrz sklepu.
Szukałam na ten temat informacji, ale muszę przyznać, że są bardzo sprzeczne. Jedni twierdzą, że film był kręcony w środku, inni, że na zewnątrz też, jeszcze inni, że był jedynie inspiracją a wnętrza widoczne w filmie nie są prawdziwe.
Ale jakie to ma znaczenie? Dla fanów to miejsce i tak jest kultowe. Jak byłam w Londynie we wrześniu trwały ostatnie dni wyprzedaży książek. Wielka szkoda!Oczywiście do Notting Hill wybrałyśmy się w sobotę, kiedy największe tłumy odwiedzają Portobello Market o którym pisałam już w zeszłym roku.
Jedno z tych londyńskich miejsc, które obowiązkowo należy odwiedzić.
Uwielbiam tę okolicę za kolory, niemalże bajkowe. Dla mnie cała dzielnica wygląda jak wyjęta z książeczki dla grzecznych dziewczynek.
Lubię detale, których jest tu mnóstwo. Drobiazgi, jak ozdoby, kwiaty, donice. Ciekawe zasłonki, lampy, niespodzianki w ogródkach. Trzeba się rozglądać. 
Poniżej - wystawa jednego ze sklepów bodajże odzieżowych. Cała witryna to dziesiątki starych, fantastycznych maszyn do szycia. Zawsze patrzę urzeczona.
Tłumy, tłumy, tłumy... Z jednej strony jest to fajne, bo bez ludzi, nie ma też straganów. Ale z drugiej strony trzeba przygotować się na przepychanie między spacerowiczami. I koniecznie pilnować swojej torby i portfela.
 I znowu przykład pastelowych kolorów jakimi Notting Hill jest wymalowane.
Wystarczy odejść kilkaset metrów od targu, w okolicę, gdzie zaczynają się dzielnice imigrantów. Na Golborne Road  57 znajduje się prawdziwa lizbońska kawiarnia. Jakby byłą przeniesiona ze stolicy Portugalii na latającym dywanie :)Pracują w niej Portugalczycy. Jest skromna i prawdziwa. Pachnie kawą serwowaną w prostych filiżankach przy szklanym blacie. Szybką kawą. A do niej ciastko, jeszcze ciepłe. I soki Compal. I Sumol. I ta niezwykła atmosfera...
Pasteis de nata smakują tam jak te w moim ukochanym kraju. Bardzo lubię odkrywać takie miejsca. Za to między innymi tak uwielbiam Londyn. Jest dla mnie wielką zagadką, pełną niespodzianek czekających by ich odszukać.

8.10.11

Ioannis Kapodistrias Airport - lotnisko ekstremalne!

Jednym z miejsc, które na Korfu podobały mi się najbardziej jest zdecydowanie lotnisko. Do tej pory wydawało mi się, że lotnisko na Maderze jest najciekawszym w Europie. Teraz jednak muszę przyznać, że port Ioannis Kapodistrias wygrywa!
W czasie lądowania nie siedziałam przy oknie, więc nie byłam świadoma, w jakich warunkach lądujemy. Dowiedziałam się dopiero, kiedy w czasie jednej z wycieczek pojechaliśmy na wspaniały punkt widokowy nad pasem startowym.
Jest tu miła restauracja i ... duże zaskoczenie. Przynajmniej dla mnie. Lotnisko jest niewielkie, położone ok. 3km na południe od miasta Korfu (Kerkyra). Jeden terminal, o ile pamiętam jedna taśma z walizkami. W drodze powrotnej swój bagaż po odprawie bagażowej trzeba ręcznie odnieść w inne miejsce i w ten sposób go nadać. Lądowaliśmy rano, wylatywaliśmy w nocy. Nie widziałam lotniska z góry, dlatego, żeby móc Wam pokazać jego niesamowitość kupiłam pocztówkę, która jest na samej górze tego wpisu. Przyznajcie - to naprawdę robi wrażenie !
Pas startowy wygląda, jakby wybudowano go na morzu. Dodatkowo w sąsiedztwie dwóch najbardziej pocztówkowych atrakcji Korfu - "Mysiej Wyspy" (ta porośnięta drzewami, z tyłu) oraz wysepki Vlacherna na której znajduje się kościół. Można na nią dojść, ponieważ z lądem łączy ją wąska grobla. A na sąsiednią ,"Mysią" Pantikonissi pływają często wodne taksówki.
Mieliśmy wielkie szczęście. Poza sezonem na lotnisku ląduje kilkanaście samolotów na dobę i akurat w tym czasie schodził do lądowania Easy Jet.
Jest to wrażenie jedyne w swoim rodzaju. Wszystko dzieje się bardzo szybko, bardzo głośno i wygląda bardzo... niebezpiecznie. Rewelacja! Szkoda, że drzewa zasłaniają część pasa, ale mimo wszystko, nie zapomnę nigdy tego widoku !!!

6.10.11

Korfu. Kilka słów po powrocie

Wróciłam dzisiaj z urlopu na Korfu. Dzisiaj rano, chociaż powinnam wczoraj po południu. Ale Grekom znów zachciało się strajkować :) Powiem szczerze - mam z Grecją problem od zawsze. Nie pociąga mnie w ogóle. Wydaje mi się pozbawiona charakteru, oryginalności i tego klimatu, który lubię. Nie mam z nią dużo doświadczeń, ale nawet na podstawie wiedzy którą posiadam, niezbędnej w mojej pracy, nie mogę się pozbyć tego wrażenia. Jak dotąd byłam tylko na Rodos, chciałam dać szansę innej wyspie. Padło tym razem na Korfu. Chciałabym powiedzieć, że jestem zachwycona. Nie jestem. Korfu jest dla mnie nijaką mieszanką kultury włoskiej i greckiej z domieszką mentalności arabskiej. Widokowo? Nic specjalnego. Architektonicznie? Nic ciekawego. Do tego należy dorzucić wyjątkowy brud, niechlujstwo, rzucające się w oczy lenistwo i zupełny brak spójności między otaczającymi mnie elementami. Byłam pod koniec sezonu, kiedy jedna z największych zalet wyspy - zieleń jest już szaro-bura. Ale nie jest tak, że nic mi się nie podobało. Zachwyciło mnie Morze Jońskie i kilka miejsc, o których z pewnością Wam opowiem. I wypoczęłam. To dla mnie najważniejsze!
TOP