19.12.11

Zakątek. Gdzieś w Hadze.

Małe wspomnienie zeszłorocznej Holandii. To było rok temu! Aż trudno w to uwierzyć, bo pamiętam każdy szczegół jakby było wczoraj. Na to urokliwe podwórko trafiłyśmy gdzieś w Hadze. Gdzie dokładnie? Nie wiem, nie trafiłabym tam na pewno. Skojarzyło mi się z wejściem do Tajemniczego Ogrodu. I nie można nawet parkować rowerów ;)

17.12.11

St. James Park wczesną jesienią

Rok temu pokazywałam Wam londyński St. James Park w okresie późnej jesieni - z końcówki listopada. Teraz ten sam park tuż po zakończeniu wakacji. Takie późne lato czy też wczesna jesień.
 Inne kolory, to na pewno. O wiele bardziej soczyście i zielono.
Zdziwiła mnie trochę cicha obecność ogromnej ilości krokusów.
 Wiewióreczki, jak zawsze w Londynie - bardziej szare niż rude :)

Lubię w parkach w Londynie to, że są "żywe". Oferują coś więcej
niż tylko trawę i ławki. Ludzie czynnie korzystają ze wszystkiego
co się w nich znajduje i mają możliwość obcować z różnorodnymi
ich mieszkańcami :) Ptaków jest dużo i są naprawdę przepiękne.
I kwiaty. Wszechobecne, nadające parkom dodatkowego uroku. 

11.12.11

Rzym na talerzu - co warto zjeść w stolicy Włoch?

Kuchnia włoska w moim skromnym kulinarnym rankingu wygrywa zdecydowanie z każdą inną. Różnorodna, kolorowa, aromatyczna. Pełna warzyw, ziół i ... węglowodanów ;) Tam już często samo patrzenie daje tyle radości co jedzenie. Rzym nie jest kulinarną stolicą Włoch, ale mimo wszystko pokusiłam się o drobny przegląd tego co jadłyśmy i co nam wpadło w oko.
Czymś zachwycającym są dla mnie witryny sklepów oraz restauracji. Jakby cała kuchnia wychodziła na zewnątrz, do potencjalnych klientów. Marketing dobry to i skuteczny, bo aż ślinka cieknie od samego patrzenia i nie wiedzieć kiedy, człowiek nagle robi się głodny.
Na gości czekają świeżo przygotowane potrawy, owoce, warzywa. Śmieją się zza szyby i kuszą. W marcu było mnóstwo karczochów i bakłażanów. W tle zawsze wina i napoje.
Ot, jeden z wielu sklepików z jedzeniem. Z przewagą włoskich wędlin, ale dostępne są też kanapki, pieczywo, ciasta oraz różne nalewki.
Kanapki... Panini. To jest temat, który jakby potraktować z pełną powagą to przypuszczam, że udałoby się napisać pracę dyplomową. Wyobraźnia i pomysłowość nie ma żadnych granic.
Kanapką która bardzo przypadła mi do gustu, jest ta skromnie wyglądająca, z lewej strony, na dolnym zdjęciu. Nigdy nie pomyślałam o tym, aby do słodkiej bułki maślanej włożyć coś "na ostro". Tutaj akurat była szynka parmeńska, mozarella i świeża bazylia. Pychota!
Pizza i pasta... Makarony lubię, ale w lokalach wybieram je sporadycznie. Za to pizza... Śmieję się zawsze, że najlepszą jak dotąd jadłam w Londynie. Ale te z Rzymu są bardzo smakowitym wspomnieniem. Cienkie i chrupiące ciasto, odrobina oliwy i nie za dużo sera. Dużo sosu pomidorowego. I codziennie do pizzy sałatka caprese, która smakowała wyśmienicie.
Do tego klasycznie kieliszek wina. Zwykłego, stołowego. Czasem białego, czasem czerwonego. Za każdym razem bardzo smacznego. Espresso lub cappuccino. Tu akurat z ciasteczkiem.
 W czasie naszego pobytu w czasie karnawału można było kupić świeże faworki.
W wielu miejscach można spotkać stragany z kulinarnymi pamiątkami. Jakość w stosunku do cen pozostaje mocno dyskusyjna, ale wybór towarów jest naprawdę przeogromny.
 
Można kupić nalewki, likiery, limoncello i inne alkohole. Oliwę, makarony.
Najróżniejsze pasty warzywne, pesto w wielu odmianach, oliwki, gęste kremy w pistacji czy migdałów. Ja kupiłam limoncello i kilka torebek makaronu. Dobrze, że byłam tylko 3 dni i nie dałam rady zjeść nawet 1/10 tego co bym chciała bo pewnie bym pękła ;)

6.12.11

Miejscowość Roda na Korfu

Nasz hotel na Korfu znajdował się w miejscowości Roda, położonej na północnym wybrzeżu wyspy. Z plaży widać zarys Albanii w bezchmurne dni. Często też telefony komórkowe łapią albańską sieć, co może być po powrocie przykrą niespodzianką ;)
Roda to turystyczny kurort, niezbyt duży czy okazały. Jest tu kilka hoteli o różnym standardzie, restauracji, barów. Praktycznie wszystko przygotowane pod gusta Anglików, łącznie z tym, że co wieczór można obejrzeć mecze ligi angielskiej i programy rozrywkowe takie jak X-Factor.
Dla mnie to taka trochę bardziej zabudowana wieś. Przejść ją można w tę i z powrotem w jakieś 25 minut i to nie śpiesząc się.
Poza sezonem, mówiąc wprost - wieje nudą. Lokale są otwarte, ale nie ma ludzi. Zresztą nawet jakby byli to z tego co zauważyłam nie ma co liczyć na bardziej wyszukane atrakcje niż np. karaoke.
Jedyną opcją spaceru jest jakieś 30 min. piechotą do pobliskiego Acharavi. Niby trochę większa miejscowość, nawet mają dość duży market, ale w moim odczuciu to też trochę większa wioska.
Rozczarowało mnie mocno to, że nie ma żadnej promenady nad morzem pomiędzy tymi miasteczkami. Droga jest prosta, nawet przyjemna. Wystarczyłoby zamienić piasek na chodnik i ustawić latarnie. A tak tylko piach, kurz, kamienie i błoto po deszczu. 
Plaża jest wąska, żwirowo-kamienista. Osobiście nie korzystam dużo z plaży, więc nie jest to dla mnie problemem, ale na spacery po niej bez butów raczej bym się nie skusiła, gdyby nie fakt, że rozpadły mi się klapki i nie miałam wyboru. Nie było zbyt fajnie :)
Przy plaży stoi niezbyt długie, ale przyjemne, białe molo. I można każdego dnia zobaczyć inne kolorowe łódki kołyszące się na wodzie.Gdyby nie ataki wściekłych (!) komarów, za najmilszy czas można by uznać wieczory i zachody słońca. Ale cicha obecność małych insektów zdecydowanie psuła efekt. Nie pamiętam, kiedy ostatnio byłam tak pogryziona i niestety nie działały na nie nawet preparaty kupione w lokalnym sklepie. 
TOP