8.5.12

Hammamet i ucieczka z Mediny

Do miejscowości Hammamet dotarliśmy przedostatniego dnia pobytu w Tunezji. Nie byłam w stanie wyobrazić sobie padnięcia plackiem na plaży, ale jak sie okazało wszyscy współtowarzysze mieli dokładnie taki plan...

Mówi się trudno, żyje się dalej i ... łapie czarną taksówkę, po czym samodzielnie wyrusza w kierunku Mediny. Przynajmniej ja tak robię.
Godziny wczesnopopołudniowe. Niby kwiecień, ale gorąc leje się z nieba. Wkraczam pewnym krokiem w zacienione uliczki i czuję przyjemny chłód. Dookoła biel. Przełamana zimnym niebieskim.
Labirynt wąskich ścieżek wciągnął mnie na dobre. Błądziłam, wracałam, szukałam... To, co było zaskoczeniem to brak turystów. Spotkałam może 2 lub 3 osoby. Pewnie jedli hotelowe obiady.
Z jednej strony super! Cała Medina dla mnie. Z drugiej strony  jednak oznaczało to, że na dziesiątki sprzedawców jestem tylko ja. I że każdy będzie chciał coś mi sprzedać. Nie pomyliłam się.
Żałuję, że tak skromnie zaopatrzyłam swój portfel na wyjazd, bo na straganach i straganikach można kupić mnóstwo stylowych,  ciekawych przedmiotów. Szczególnie biżuterii w orientalnym  stylu. Marnej jakości, ale za to w bardzo atrakcyjnych cenach.
Wchodząc w skupiska sklepów i sklepików czułam się nieswojo. Niestety, nie lubię naganiaczy i nie lubię targowania. Wiem, że to element kultury, ale ciężki dla mnie do zaakceptowania. Nie  chcę, aby ktoś łapał mnie za rękę i wciągał do sklepu i nie chcę  żeby mnie oszukiwano. Naganiacze kręcą i kombinują mocno nieuczciwie. Jeden zapytał (kiedy nie widziałam) kierowcę taxi z jakiego hotelu przyjechałam i z uśmiechem wmawiał mi, że  jest w nim kelnerem, że kojarzy naszą grupę i nim się obejrzałam już byłam w sklepie jego siostry, bo nie odstępował mnie na krok kiedy próbowałam go zgubić. Uciekłam, a on dotrwał inną parę.
Targowanie. Nie dość, że nie lubię, to zwyczajnie nie umiem. Nie wiem na czym polega ta gra, nie wiem czemu im się podoba i tak bardzo ich cieszy. Kiedy za magnes za 1 dinara usłyszałam cenę 25, bo "jest magiczny" to nie wiedziałam czy śmiać się czy płakać. Po 10 min. prób rezygnacji z zakupu "wynegocjowałam" 4 dinary, co było i tak moją porażką jako negocjatora. Ale chciałam po prostu jak najszybciej opuścić to stoisko i udać się na dalszy spacer.
Jedno jest pewne - Medina w Hammamet jest piękna. Ma klimat i bezdyskusyjny urok. Za każdym zakrętem czekają niespodzianki.
Nie czułam się jednak komfortowo. Sama, kobieta i to jeszcze z  Europy. Po niespełna godzinie zaczepiania, dziwnych komentarzy i nieudanych negocjacji uciekłam z Mediny, zamówiłam sok ze świeżych pomarańczy i głęboko odetchnęłam. Nie ukrywam - z ulgą.

14 komentarzy:

  1. Klimatyczne zdjęcia -wróciły wspomnienia -dziękuję za miły początek dnia:)
    Ja też nie przepadam za targowaniem bo.....szkoda mi czasu :) Bo w tym czasie mogłabym zobaczyć co jest za kolejnym zakrętem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja uwielbiam mediny, ich nasycone kolory, zapachy, błękit drzwi z rękami Fatimy, nawet targować się czasem lubię i mieć satysfakcję z zakupu taniej niż inni :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Podziwiam Cię, że zdecycydowałaś się na samodzielną wędrówkę, ja bym chyba jednak spanikowała w tych zaułkach:)
    targowania też nie lubię, właśnie przez takie minusy nie planuję na razie pobytu w tego typu krajach, a szkoda, bo jest tam całkiem ładnie, zatem ograniczam się do ogladania Twoich zdjęć:)

    życie & podróże
    gotowanie

    OdpowiedzUsuń
  4. Żeby uciec, najpierw trzeba się tam było pojawić. I niech reszta żałuje, że nie poszła z Tobą. Chociaż wtedy przygoda nie byłaby taką przygodą, jaką przeżyłaś w pojedynkę - z nutką niepokoju i dreszczem emocji...

    Cudownie! I jak pięknie na zdjęciach!

    OdpowiedzUsuń
  5. p-i-f Dzięki :)
    Jo - no cóż ja nie zrobiłam dobrych interesów ;)
    Ola - spanikować, to nie spanikowałam ale było ciekawie ;)
    kokieteria - właśnie dlatego cieszę się z tej wyprawy!

    OdpowiedzUsuń
  6. właśnie tym najbardziej sobie szkodzą "tambylcy", choć zupełnie sobie z tego sprawy nie zdają. Dla nas są oni nachalni i niekulturalni a dla nich część kultury... Ja na samą myśl o targowaniu i wciąganiu do sklepu dostaję gęsiej skórki, dlatego na razie omijam kraje mniej ucywilizowane szerokim łukiem.

    OdpowiedzUsuń
  7. Odważna z Ciebie kobieta, ale dla tych zdjęć warto było ;) Z podróży na podróż Twoje fotografię są coraz lepsze.

    OdpowiedzUsuń
  8. k. - dziękuję, z Twoich ust (hmm palców?;)) to duży komplement :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zdjęcia zrobiłaś cudowne.
    Nie lubię właśnie tego "wciskania" i chyba się tam nie wybiorę.Mój szwagier kupił dywan u takich nachalnych sprzedawców...masakra.

    OdpowiedzUsuń
  10. Espresso - bo czasem łatwiej kupić niż uciec ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Hyhy. Wniosek się sam nasuwa :] Trza Ci chłopa też podróżnika :P

    OdpowiedzUsuń
  12. Beranek, innej ewentualności nawet nie biorę pod uwagę

    OdpowiedzUsuń
  13. Oj tak, do spacerów po Medinie trzeba mieć twardą skórę. Pamiętam jak w Maroku kiedy gubiliśmy drogę, to chowaliśmy się żeby spojrzeć na mapę, a potem dalej maszerowaliśmy udając pewność siebie.
    Naganiacze przeważnie dawali nam spokój po arabskim "Nie, dziękuję".
    P.S. Odważna z Ciebie kobieta!

    OdpowiedzUsuń
  14. Piękne klimatyczne zdjęcia, fantastyczne zdjęcia. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

TOP