12.5.12

Tunezyjskie Tozeur w kolorze piasku

Jeszcze chwilę zostaniemy w Tunezji. W kraju, który kojarzy mi się z trzema kolorami: niebieskim (kolor nieba, wody, drzwi, okiennic), białym (kolor wielu domów), beżowym (kolor piasku na Saharze, większości budynków na południu i skał w oazach).

Tozeur jest miastem położonym na południowym-zachodzie kraju. Co ciekawe, właśnie tam lądowaliśmy. Żałuję, że nie mam zdjęć, ponieważ jest to lotnisko... pośrodku niczego. Pustynia, piach, kurz i nagle lądowanie. Na lotnisku tylko jeden samolot - nasz. I wielkie poruszenie wśród pracowników - przypuszczam, że od bardzo dawna nie widzieli ponad 160 osób naraz. O ile w ogóle kogoś tam widują.
Spaliśmy w hotelu na obrzeżach miasta, a przewodnikowi bardzo zależało abyśmy pojechali do centrum. Tozeur jest nawiększym miastem regionu, charakteryzuje się bardzo ciekawą architekturą.
Piaskowa cegła, o ciekawej fakturze. Ten wszechobecny beż  przełamują głównie kolory sprzedawanych na straganach towarów.
Można kupić dywany, chusty, szale, ubrania, biżuterię, kosze, ceramikę, aromatyczne przyprawy, suszone daktyle i inne dobra.
Sprzedawcy są mniej natrętni niż na północy, może dlatego, że turystyka nie jest w tej okolicy tak masowa jak w nadmorskich kurortach. Owszem, zaczepiają, ale rozumieją znaczenie słów "No, thank You". Można podejść, popatrzeć. Zauważyłam, że w Tozeur dużo pamiątek miało już naklejone ceny - i to rozsądne.
Żałuję, ponieważ nie miałam przy sobie dinarów. Zapomniałam wymienić dolary pierwszego dnia w hotelu, a płatność dużymi nominałami $ się nie opłaca - miejscowi stosują wtedy bardzo niekorzystny przelicznik 1$=1dinar. Musiałam zrezygnować z zakupów. I to był błąd, ponieważ np. daktyle bardzo ciężko było mi kupić w Hammamecie, a na południu były wszędzie.
Na południu życie toczy się wolniej. Kobiet w ogóle nie widać. Można poobserwować mieszkańców. Głównie mężczyzn, którzy po prostu siedzą. Piją kawę lub herbatę z miętą, czasami w coś grają. Albo  po prostu rozmawiają albo patrzą przed siebie...
Byliśmy w Tozeur tylko pół godziny. Oczywiście ja, jak to ja od razu odłączyłam się od grupy (porywając ze sobą koleżankę) i zboczyłam z głównej drogi, żeby zajrzeć w każdy pusty kąt. Nie było ani turystów ani nikogo z naszej grupy. Mijani ludzie uśmiechali się sympatycznie. Południe jest bardzo biedne, ale  odniosłam wrażenie, że sympatyczniejsze. Może mniej zepsute komercją? Ciężko wyrokować po zaledwie kilku dniach, ale  takie są moje subiektywne odczucia. Podobało mi się, bardzo.

6 komentarzy:

  1. Chcę odwiedzić ten bazar!!!! A patrząc na ostanie zdjęcie - po prostu wiem, że to byłby dla mnie raj :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ola - tak, tylko że nie miałam wtedy pieniędzy ;)
    Kasia - to nie bazar :) Tylko sklepiki przy głównej ulicy miasta

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale faux pas!:D Co nie zmienia faktu, że chętnie bym tam zrobiła zakupy :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale ładnie, bardzo egzotycznie

    OdpowiedzUsuń

TOP