21.5.12

Valldemossa. Cała w kwiatach.

Valldemossa. Prawdopodobnie jedno z bardziej znanych miasteczek na Majorce. Położone malowniczo wśród gór, kojarzy się przede wszystkim z klasztorem kartuzów, w którym swego czasu mieszkał Fryderyk Chopin z George Sand, ale... wcale nie zamierzam o tym opowiadać, gdyż tę historię zaserwuje każdy papierowy przewodnik.
Nie będę więc przynudzać jak to było i dlaczego, ani jak wyglądała Chopinowska cela (ponieważ, przyznaję - nie poszliśmy jej obejrzeć). Pozwolę sobie pokazać miejsowość swoim okiem. Całą w kwiatach!
Co ciekawe, pierwsza twarz jaka rzuciła mi się w oczy jak wyszliśmy z auta to wcale nie Chopin, tylko plakat z twarzą Michaela Douglasa! Dopiero w Polsce dowiedziałam się, że owy amerykański aktor nie tylko ma tam swoją posiadłość, ale też założył centrum kulturalne Costa Nord.
Poza oczywistym Chopinem, drugim symbolem Valldemossy jest ogromna ilość kwiatów i dbałość o drobne nawet szczegóły.
  A detale to jest to, co Agnieszki lubią najbardziej :) Prawda, Aga? :)
Doniczek jest mnóstwo. Stoją, wiszą, dyndają na wietrze... Prawie zawsze towarzyszą im malowane obrazki i kafelki, przedstawiające postaci świętych lub różne scenki. Ładnie się to ze sobą kompunuje.
Valldemossa ma przyjemny klimat. Mimo, że przeładowana turystami (nawet przed sezonem), daje szansę na znalezienie spokojnego, cichego zakątka. Małej uliczki czy ciekawego drobiazgu jak ta oto wycieraczka :)
Urzekają mnie zawsze takie widoki - świadomość, że w niektórych miejscach nie jest ludziom obojętne co ich otacza, jest budująca. Trochę pracy, pomysł i niewielkie koszty mogą ze zwyczajnych drzwi wejściowych uczynić prawdziwe, małe dzieło sztuki.
Do Valldemossy jeszcze na pewno wrócę w kolejnych wpisach. Zdjęć mam dużo, ale wspomnienia nieco zatarte... Żałuję, że wyjazdprzypadł akurat w niezbyt ciekawym dla mnie czasie i myśli uciekały gdzieś daleko, zamiast przeżywać dni zgodnie z mottem "gdziekolwiek jesteś - bądź". Ale takie jest już życie. Nic się nie dzieje bez przyczyny. I, jak dodał mój znajomy "Wszystko się dzieje we właściwym czasie". Nawet jeśli w danej chwili trudno to zaakceptować i w to uwierzyć.

5 komentarzy:

  1. Szczególnie podoba mi sie ostatnie zdjęcie:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Też tak pamiętam Valldemossę, jak pojechałam tam w styczniu to ludzi prawie nie było, za to pełno doniczek i kwiatów. Przyjemna miejscowość!

    OdpowiedzUsuń
  3. czyli na wyspy latać najlepiej w styczniu :) te kafelki śliczne! pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. pięknie...doniczki to świetny pomysł. Agnieszka, chyba lubisz koty?
    W pełni rozumiem.

    OdpowiedzUsuń

TOP