13.5.12

Portugalska Festa & Fado w SmArt Studio



Kiedy 8 lutego wybrałaliśmy się z Januszem z Luzomanii do Bielańskiego Domu Kultury na występ João de Sousa, nawet nie sądziłam, że ten wieczór zaowocuje ciekawymi projektami. A jednak. Janusz, jak to Janusz - zagadał, wymienił się numerami. Szybko powstał pomysł występu w Warszawie. Kiedy szukaliśmy miejsca, pomyślałam o Bezgranicznej, która ma ciekawy klimat. Udało się, 22 kwietnia João śpiewał dla gości restauracji, pałaszujących dania z portugalskiego menu, stworzonego przez Janusza specjalnie na tę okazję. Cieszyłam się na ten dzień, ale okazało się, że właśnie wtedy lecę do Tunezji. Na szczęście szybko pojawił się nowy termin i nowe miejsce - SmArt Studio, Wczoraj. Znów Janusz zadziałał, ale tym razem pomysł był inny - spotkanie kulturalno-muzyczno-kulinarne z gotowaniem na żywo. I kieliszkiem wina.


SmArt Studio znajduje się praktycznie w centrum Warszawy, na ulicy Hożej 51. W starym, ceglastym, zupełnie niepozornym budynku. Fajne miejsce, o niezobowiązującej, luźnej atmosferze, ale stworzone z gustem. Spora, dobrze zagospodarowana przestrzeń i jasne barwy. Lubię ten styl. Spotkaliśmy się kilka godzin przed oficjalnym rozpoczęciem imprezy, aby posprzątać i przygotować część jedzenia. Zaczęło się obieranie, krojenie, szatkowanie, wydłubywanie ości z ryby. Janusz i jego znajoma Flávia działali już od poprzedniego dnia. João i Martin pośpiewali nam w tle w ramach próby. Minuty mijały w zaskakującym tempie a nam towarzyszyła myśl - ilu gości właściwie możemy się spodziewać? Czy pomysł  był dobry i uda nam się stworzyć ciekawy, inspirujący wieczór w większym gronie?


W międzyczasie pojawili się Marzena i Gonçalo czyli polsko-portugalski duet sprowadzający (także do mojej kuchni!) Smaki Portugalii. Jak są oni to jest fantastyczna kawa Nicola, zimny Sumol, rybki Ramirez i dużo śmiechu. Część ich produktów (np. oliwę i sardynki) wykorzystaliśmy tego wieczoru. Tuż przed 19 drzwi się otworzyły i nieśmiało wkroczyły pierwsze osoby. A za nimi kolejne i kolejne... Nie wiem kiedy sala była pełna a my przestaliśmy nadążać z produkcją przysmaków :) Na szczęście szybko znaleźli się pomocnicy i sytuacja została opanowana. Co można było zjeść przeczytacie na poniższym menu. Same smaczne rzeczy :) Do tego wino Pausa, chłodzące się od rana w lodówce. Towarzystwo szybko się integrowało, a João czarował swoim głosem. Muszę przyznać, że na dwie gitary ten mały koncert wyszedł jeszcze lepiej niż solowy występ który pamiętam z Domu Kultury. Były rozmowy, tańce i degustacja. Godziny mijały aż zastała nas noc. Tuż po 2 powoli trzeba było kończyć. Mam poczucie, że Portugalska Festa & Fado była sukcesem. Udało się wyciągnąć wiele wniosków na przyszłość i kolejny wieczór tematyczny będzie jeszcze lepszy... Bo co do tego, że się odbędzie, nie ma żadnych wątpliwości! Czekajcie więc na znak i przyjeżdżajcie do Warszawy!


Ps. Ponieważ miałam problem z wyborem zdjęć, więcej wrzuciłam TUTAJ

7 komentarzy:

  1. miodzio tekst i fotografie! ja jeszcze nie doszedłem do siebie po kilku dniach pracy ... :)

    OdpowiedzUsuń
  2. świetna, bardzo kolorowa relacja!

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo klimatycznie! Musiało być fantastycznie:)Zazdraszczam tych 2 gitar-uwielbiam takie granie-ahhh i ta kuchnia...:)
    Szczęściara z Ciebie Agnieszko:)

    OdpowiedzUsuń
  4. No to ja znów żałuję... Musiało być naprawdę smakowicie w każdym tego słowa znaczeniu. Ale kiedyś w końcu przybędę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dobry artykuł .. Używam google translate.. Visit my site..

    OdpowiedzUsuń

TOP