2.6.12

BioBazar i grillowane sardynki

Na BioBazar jeżdżę regularnie od około 2-3 miesięcy. Odpowiada mi zarówno lokalizacja (centrum Warszawy) jak też bardzo bogaty wybór ekologicznych produktów. Mam swoich sprawdzonych sprzedawców, ale stale pojawiają się nowi. Od końca maja swoje czerwone, stałe stoisko mają tam również Marzena i Gonçalo ze Smaków Portugalii.

W ten weekend z okazji Dnia Dziecka na bazarze działo się więcej niż zwykle. Zabawy dla dzieci, nowi wystawcy (m.in. ekologiczne butelki) czy możliwość kupienia i zjedzenia różnych ciepłych dań.
Smaki Portugalii postanowiły zaznajomić mieszkańców stolicy ze smakiem portugalskich, grillowanych sardynek. Ja do fanek tych ryb nigdy nie należałam, bo mają baaaaardzo dużo ości. Ale tym razem załapałam się na dorodną, dobrze zrobioną sardynkę i przyznaję, że była zjadliwa :) Pięknie wyglądały jeszcze przed grillowaniem, posypane grubą morską solą. Po grillowaniu traciły nieco urody ;)
Pracy przy rybach było dużo, ponieważ z każdą godziną chętnych do ich próbowania pojawiało się coraz więcej. Gorąca, przypieczonasardynka, podawana na kromce chleba, skropiona oliwą za jedyne 3 złote - kto mógłby się oprzeć takiej pokusie w pochmurny dzień?
Poniżej Alicja, właścicielka SmArt Studio w którym odbyła się ostatnia Festa&Fado (o której pisałam tutaj)
I człowiek, który na uroki sardynek jest zupełnie niewrażliwy czyli, sławny wśród miłośników Portugalii - Janusz z bloga Luzomania.
Chłopcy :) bardzo się starali, żeby rybeczki były dostępne na bieżąco i żeby nikt nie musiał długo czekać. Mimo, że ciagle zajęci, to uśmiech nie schodził im z ust, jak zresztą widać na załączonych niżej zdjęciach.
Na stoisku Smaków Portugalii co sobotę można kupić wszystko, co sprowadzają do Polski z mojego ulubionego kraju gdzieś na krańcu Europy. Oliwę, oliwki, sardynki, tuńczyki, kalmary itp. itd. 
O sprzedaż dbała Marzena :) A klientów nie brakowało i nie ma się co dziwić, bo każdy kto za Portugalią tęskni, odnajdzie na tym czerwonym straganiku :) jakiś swój smak słonecznych wspomnień.
Gościem specjalnym była dziś pierwsza w Polsce księgarnia, która specjalizuje się w książkach związanych z szeroko rozumianą kuchnią. Nie tylko przepisy, ale też dużo smacznej lektury. Z Polski i zza granicy. Po polsku i po angielsku. Czego dusza zapragnie. Mi się udało kupić książkę Beaty Lipov, której blog Lawendowy Dom śledzę od dawna.
Na zdjęciu poniżej bardzo miła (i posiadająca ogromną wiedzę na temat książek które sprzedaje!) właścicielka Books for Cooks.
Poza bieganiem z aparatem od sardynek do Marzeny udało mi się jeszcze zrobić zakupy. Jak zwykle zaopatrzyłam się w sery korycińskie, w których zakochałam się od pierwszego spróbowania dawno temu.
I kupiłam mix sałat, rukolę i mietę u przemiłego Pana Macieja, który udowadnia że w dobrej cenie, można kupić porządny produkt, a nie jakieś sałatopodobne odpady, jakie pakuje się w sklepowe mieszanki. Kupiłam też jajka od szczęśliwych kurek, ale chyba każdy wie jak wygląda jajko, więc nie będę się wygłupiać i zamieszczać fotografii ;)
Zdjęć zrobiłam dużo, na blogu miejsca jest jednak za mało, aby je wszystkie umieścić dlatego powstał album na Facebooku - TUTAJ.

7 komentarzy:

  1. Czemu taki bio bazarek nie istniał jak ja w stolicy studiowałam? Sardynki jem jak mi je obiorą, ale smak doceniam :) a my też ostatnio próbujemy a to restauracje wegetariańskie, a to wegańskie, a to produkty bio właśnie. :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Agnieszka - mi w Portugalii też zawsze ktoś obierał ;)

    Ola - dotrzesz ze mną wkrótce mam nadzieję :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja tam sardynki lubię ale chodzi o to samo co w komentarzu Agnieszki :) Poza tym przez 10 lat konsumowania sardynek w Portugalii, chyba już wyczerpałem ich limit na kilka najbliższych lat ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja fanką nie byłam i raczej nie będę mimo wszystko ;) Chyba że w paście Marzeny

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajna relacja z ciekawego miejsca. nigdy nie jadłam sardynek takich dużych?

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziękuję za odwiedziny u mnie! Ale tu kolorowo :)

    OdpowiedzUsuń

TOP