27.11.12

Czy warto wykupić ubezpieczenie turystyczne?

No właśnie, ale ile jest w tym prawdy?! Od razu zaznaczam, że tekst ten nie jest sponsorowany ani pisany na zlecenie. Temat od dawna chodził mi po głowie, ale dziś po lekturze pewnego artykułu postanowiłam w końcu o tym napisać na blogu. Jeżdżę po uropie od 10 lat, kiedyś w ogóle nie myślałam o ubezpieczeniu. Potem zaczęłam pracować w branży turystycznej i szybko zmieniłam zdanie. Widziałam już tak wiele ludzkich dramatów spowodowanych oszczędnością na polisie, że mogłabym napisać o tym książkę. 
Wszystkim się wydaje, że "nas to nie dotyczy".  I jest fajnie tak długo jak jest fajnie.. bo potem już nie jest. Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego (EKUZ) pomoże w Europie w nagłej potrzebie, ale niekoniecznie za darmo, nie zagwarantuje transportu medycznego do kraju, nie pokryje kosztów sprowadzenia osoby towarzyszącej, nie pomoże w razie konieczności nagłego powrotu do Polski, nie wypłaci odszkodowania OC, NNW. Znam przypadki osób, które do dziś spłacają kredyty, które zaciągnęły aby pokryć koszty leczenia czy transportu. Ba, wiele osób nie zabiera nawet EKUZ! Koszty leczenia w Europie, a tym bardziej poza nią, są bardzo wysokie. Kolega niedawno nieszczęśliwie zmiażdżył dłoń w Skandynawii. Wizyta u lekarza 100EUR, za opatrunki policzyli ok. 70 EUR. Za założenie ręki, 1 dzień w szpitalu podliczono go tak, że zrezygnował i wracał do kraju samolotem ze ze złamaną. Znam przypadki osób, które musiały zostać za granicą w szpitalu - osoba której coś się stało oraz osoba bliska. Wszyscy słyszymy w mediach o sytuacjach, w których ktoś za granicą zmarł a rodziny miesiącami zbierają pieniądze, aby pokryć koszty sprowadzenia do Polski zwłok. Znam osobę, która złamała miednicę w dniu przylotu na urlop na Kubie, a koszt operacji i hospitalizacji (kilka tygodni) wyniósł tyle, ile  warte jest mieszkanie w Warszawie. Znam osobę, której nie byli w stanie pomóc lekarze w kraju do którego wyjechała, więc musiała opłacić z własnej kieszeni transport medyczny do Polski. Od tamtego czasu nie wyjechała nigdzie, bo spłaca kredyt za ten bezsensowny wydatek. Rozmawiałam z niezliczoną liczbą osób, które zapomniały, że cierpią na choroby przewlekłe. Taki drobiazg, ale normalne ubezpieczenie na nic się nie zda,  jeśli np. ktoś leczy się na serce i dostanie zawału. Czy jeżdżąc na narty sprawdzacie czy Wasza polisa uwzględnia koszt ratownictwa górskiego? Czy jeśli coś Wam się stanien na stoku to ktoś przyleci nie obciążając Was kosztami wyprawy? Wiecie ile tysięcy taka akcja kosztuje? Owszem, lekarz pomoże włożyć nogę w gips, ale na nieplanowany przelot helikopterem może wystawić rachunek. Przykłady mogłabym mnożyć i mnożyć. Nawet przy wyjazdach z biur podróży, tych zorganizowanych, polisy podstawowe opiewają na śmiesznie niskie kwoty. Ile razy proponowałam dopłatę 90zł za rodzinę do wyższej polisy i mówiono mi, że to niepotrzebny koszt do wycieczki za kilka tysięcy. A potem lament w słuchawkę "Pani Agnieszko, co ja mam zrobić, polisa nie nie pokrywa nawet połowy...?" Nie będę wskazywała nazw ubezpieczycieli z jakich korzystam, bo nie o reklamę  mi chodzi a o świadomość, że są rzeczy na których nie należy oszczędzać. Całkiem przyzwoita polisa na terenie Europy kosztuje 5zł za 1 dzień! To  niewiele ponad 1EUR - za granicą za tyle nie kupi się nawet loda! Jasne, że nigdy nie ma 100% pewności ani zabezpieczenia absolutnie każdej sytuacji, ale uważam, że lepiej minimalizować ryzyko. Decyzja oczywiście należy do Was, ja chciałam wyrazić swoje zdanie, bo temat jest ważny. Wam i sobie życzę jednak abyśmy nigdy z takiej polisy korzystać za granicą nie musieli!

28 komentarzy:

  1. hm... a o takie ubezpieczenie Ci chodzi. To bez tego faktycznie z kraju się nie ruszam, w tym momencie mam wyrobioną kartę ISIC, jadąc na narty zawsze wyrabiam dodatkowe ubezpieczenie.. ale wydaje mi się, że w artykule chodziło o ubezpieczenie, które można dokupić za 15 euro, które zapewnia tylko zwrot kasy w momencie kiedy samolot nie odleci. Tego nigdy nie kupuję, fakt.. raz się zdarzyło, ze nie odleciałam do Rzymu, ale to jest akurat ryzyko, które podejmuję. W momencie, kiedy kupuje się bilet za 2zł, bez sensu dodawać do tego koszt ponad 60zł, lepiej stracić te 2zł i nie odlecieć, nawet jak mają je oddać to to się nie kalkuluje.;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. monika, domyślam się że o takie ubezpieczenie (albo o polisę KL/NNW którą też low costy oferują za niezbyt atrakcyjne pieniądze) w artykule chodziło, ale przez osoby "nie w temacie" może być to mylnie zrozumiane, jako "niepotrzebny koszt tak w ogóle". Artykuł nie był powodem tego wpisu, tylko mnie w końcu zmobilizował do tego, żeby o tym napisać, bo 3/4 moich znajomych ubezpieczenia nie kupuje, większość moich klientów także z niego rezygnowała.
      Zmieniłam jednak początek wpisu, żeby nie sugerować, że to oni byli bezpośrednim powodem. Bo byli jedynie pośrednim ;)

      Usuń
    2. Tak, tak już w trakcie Twojego posta zorientowałam się o co chodzi, po tym co napisałaś na facebooku wcześniej pomyślałam, ze przy każdym bukowaniu biletów topisz 15 euro w Ryanairze na ubezpieczenie:D
      Ale tak to się zgadzam, bez ubezpieczenia ani rusz;)

      Usuń
    3. I właśnie tak można się dogadać po skrótach myślowych :P Ty myślałaś tak, a ja byłam zdziwiona, że jesteś zdziwiona, że ja jestem zdziwiona ;)

      Usuń
  2. NO w sumie racja. Ja też jakoś nigdy się ubezpieczeniem nie przejmowałam, dopiero na studiach, na jednych z zajęć, mieliśmy obszernie ten temat omawiany (studiowałam turystę), ale mimo tego mało się tym przejmowałam, jak piszesz "mnie to nie dotyczy, będę uważać". Teraz też będę je wykupować, szczególnie na dalekie podróże, jak np. Malediwy w lutym :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. jestem sceptyczna-na koniec dnia zakład zrobi wszystko, żeby nie wypłacić
    życie & podróże
    gotowanie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli wchodzi leczenie szpitalne, wszystko już idzie z polisy (zwykle to powyżej 100EUR) a nie z Twojej kieszeni i ubezpieczyciel nie może "robić wszystkiego żeby nie zapłacić" bo to idzie z automatu. Jeśli jednak wolisz płacić sama, to każdy podróżuje jak lubi :)
      Inaczej ma się rzecz z ubezpieczeniami od rezygnacji, tutaj faktycznie zakłady ubezpieczeń troche kombinują, ale i ludzie nie do końca czytają warunki.

      Usuń
  4. W Polsce to przynajmniej to podstawowe ubezpieczenie jest obowiązkowe, jak kupujesz wycieczkę z biura podróży. Niewielkie, ale cokolwiek. Nie we wszystkich krajach niestety tak jest i znam przypadek Niemca (u naszych sąsiadów ubezpieczenie do wyjazdów zorganizowanych nie jest obowiązkowe), który musiał przejść w Kenii operację. Lekarze odmówili rozpoczęcia jej dopóki nie będzie pewne, że człowiek będzie w stanie zapłacić kilkadziesiąt tysięcy euro! Na szczęście siostra chorego w miarę szybko załatwiła kredyt pod zastaw całego domu, żeby można było człowieka leczyć...

    Sama też nie ruszam się z domu bez ubezpieczenia. Lecąc ostatnio do Azji dopiero na lotnisku uświadomiłam sobie, ze polisę zostawiłam w innej torebce, która została w domu. Na szczęście zdążyłam jeszcze obrócić taksówką w tą i z powrotem i poleciałam dużo spokojniejsza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, pamiętam, że zawsze jak sprzedawaliśmy pakiety z Niemiec to trzeba było doliczać dodatkowo ubezpieczenie bo w pakiecie nie było.
      Dobrze, że u nas to podstawowe być musi ustawowo, ale co to za ubezpieczenie... Największy touroperator w Polsce w podstasowej polisie ma NNW na wypadek śmierci 1500zł, trwały uszczerbek na zdrowiu 4000zł. Nie ma w tym w ogóle OC, kosztów transportu, repatriacji, przerwania podróży, ubezpieczenia osób wezwanych do towarzyszenia. Koszty leczenia to 15tys EUR (w tym jest już assistance) - w takiej np. Turcji, gdzie podpisane są umowy głównie ze szpitalami prywatnymi, w razie poważniejszego zdarzenia nie starczy to na zbyt wiele.

      Usuń
  5. Dobrze napisane :) ku przestrodze... przed okresem wakacyjnym powtórz proszę ten wpis ;D myślę, że się przyda... :)


    P.S. :) wesoła parasolka! Super :) "mała głupota", duża myśl :) Miło mieć taką Koleżankę jak Ty :)

    OdpowiedzUsuń
  6. mądry wpis. w sam raz dla mnie, bo ja to o takich rzeczach myślę na końcu.

    OdpowiedzUsuń
  7. Lecę niedługo Rynem do Budapesztu i nie wykupiłam ich polisy ubezpieczeniowej. W sumie świadomie. Ale już zorientowałam się, że na 5 dni ubezpieczenie będzie mnie kosztowało 15 zł. I powiem Ci, że chyba jeszcze nigdy nie ruszałam się nigdzie bez ubezpieczenia. Ale z tego co wiem, mało kto kupuje ubezpieczenie na przeloty tanimi liniami lotniczymi...

    OdpowiedzUsuń
  8. Ale ja nikomu nie polecam polis lini lotniczych bo mają bardzo wysokie składki

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja również nie ruszam się nigdy z kraju bez polisy. Sama organizuję moje dalekie wyjazdy i towarzyszący mi znajomi nigdy nie oponują.
    Ale rok temu, gdy jechałam na wspinaczkę na Kilimanjaro z grupą z biura podróży, dwa dni przed wyjazdem zadzwoniłam, żeby upewnić się, na jaką kwotę jest ubezpieczony bagaż w naszym ubezpieczeniu górskim. Pani odpowiedziała, że wcale nie mamy ubezpieczenia górskiego, tylko zwykłe(!). Dopiero po moich naciskach zmienili to dla całej naszej grupy. Chcieli niechybnie zaoszczędzić...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zwykłe przy wycieczce na Kilimandżaro... wow...

      Usuń
  10. Dlugo sie zastanawialam, nad tym co napisalas. Pamietam, jak raz bylam w Szwecji bez jakiegokolwiek ubezpiecznie i caly czas sie balam, ze cos sie nie daj Boze stanie...Odetchnelam bedac dopiero w Polsce. Pozniej, mieszkajc czy w Hiszpanii, czy tez teraz w Wielkiej Brytanii, jakies tam ubezpiecznie mam do lekarza czy do szpitala (oby nie!) moge isc. Dopiero Twoj post uswiadomil mi, ze podrozujac, jezdzac czy to tu czy tam, jechalam calkiem bez zadnego ubezpiecznie! calkiem niedawno wyrobilam sobie karte NHS Card...teraz musze jeszcze znalezc jakiegos ubezpieczyciela. Wielkie dzieku za ten post!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo proszę, polecam się na przyszłość ;)

      Usuń
  11. to wszystko prawda, ja również bez polisy nie wyjeżdżam, ale raz, parę lat temu zdarzyło mi się. I akurat wtedy, jeden jedyny raz w mej historii, rozchorowałam się za granicą i musiałam zapłacić 300E za lekarza. Bolało jeszcze bardziej. Na własnej skórze nauki są zawsze najskuteczniejsze.

    OdpowiedzUsuń
  12. Tak właśnie a propos Twojego wpisu, moja sąsiadka pojechała do Brazylii na kitesurfing i pechowo złamała nogę, potrzebna operacja. Miała ubezpieczenie, ale trochę zajęły przepychanki między ubezpieczycielem a kliniką, gdzie mieli jej operację robić. Na szczęście wszystko się chyba dobrze skończy i to dzięki temu, że przezornie wykupiła (choć chyba jak jedziesz sporty uprawiać za granicą, to częściej się decydujesz na wykupienie ubezpieczenia)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja wykupuję. Na szczęście nigdy nie było mi potrzebne za granicą, ale nie szkoda mi 100 zł przy wycieczce za 7 tyś. Bo to żadne pieniądze w porównaniu z tymi, które mogłam zapłacić za pomoc lekarską. Raz za to skorzystałam z ubezpieczenia od rezygnacji. Moja córka wylądowała w szpitalu i była operowana. Za nic na świecie nie było szansy na wyjazd. Dzięki ubezpieczeniu straciłyśmy tylko 140 zł. gdybym go n ie miała przepadłoby kilka tysięcy.

    OdpowiedzUsuń
  14. O takich rzeczach warto pisać i ciągle przypominać! Ja mam wykupione ubezpieczenie całoroczne, ważne na całą Europę (póki co nie planuję dalszych wyjazdów). Wiem, że w poście lepiej nie robić reklamy, ale może jednak warto wspomnieć, jakie firmy są godne zaufania? Na pewno się przyda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karty EURO 26, ISIC i inne też są dobrym pomysłem o którym tu nie wspomniałam!

      Usuń
  15. Ja korzystam z karty Euro26 :) Póki jeszcze mogę :) Chociaż znam osoby, którym szkoda nawet tych 70 złotych na rok, ale za to z dymem puszczają więcej w ciągu tygodnia - cóż, każdy wydaje swoje pieniądze na co mu się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  16. zaglądam na kilka blogów o podróżach, ale tylko Ty napisałaś artykuł o takiej tematyce... fajnie, że podjełąś ten temat!!!
    a ja chciałabym dodać: patrzcie co podpisujecie, warto przejrzeć, czy to co chcieliście zeby zostało zawarte w zubezpieczeniu, rzeczywisćie tam widnieje. Moja koleżanka miała taką sytuację, że w ubezpieczalni osoba nie zaznaczyła pewnej ważnej rzeczy, mojej koleżance we Francji ukruszyła się kość na nartach , tam na miejscu była u lekarza, kostka poszła w gips, a po powrocie do Polski nikt nie chciał jej zwrócić pieniedzy za leczenie, bo w ubezpieczniu nie była zaznaczona ważna rubryczka.
    Czytajmy !
    Ja nigdy się nie ruszam bez ubezpieczenia :)
    Karola


    Zapraszam do polubienia mojej strony na facebooku:)
    http://www.cheapdreamtrip.pl/

    OdpowiedzUsuń
  17. Dzięki za wszystkie komentarze, jeśli po tym wpisie chociaż 1 osoba wykupi dodatkowe ubezpieczenie i oszdzędzi sobie ew nieprzyjemności, to było warto. Pytacie o ubezpieczycieli... Ja zwykle kupuję w Hestii, mam swoje sprawdzone ubezpieczenie, teraz lecąc na Maltę kupiłam w Mondialu, mimo, że było tańsze, warunki miało znacznie gorsze.

    OdpowiedzUsuń
  18. Wpis w sam raz dla nas. Nawet do Afryki pojechaliśmy bez ubezpieczenia (choć tam, w razie poważniejszej choroby/wypadku wolałabym chyba żeby nie próbowali mnie leczyć ;) Może czas przemyśleć sprawę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam chociażby przemyślenie, to już zawsze jakiś krok naprzód ;)

      Usuń

TOP