29.12.12

Irlandia Guinnessem i chowderem płynąca

Miało nie być więcej wpisów w tym roku, ale pomyślałam, że ten post będzie idealny na ostatnie dni przed Sylwestrem. Szczególnie, że ma związek z moimi planami na na rok 2013. Agnieszka jest od niedawna w Irlandii i bardzo bym chciała ją odwiedzić, a że Irlandia od dawna mnie ciekawi, dziś chcę pokazać Wam gościnny wpis, który Aga napisała specjalnie dla mnie.

"Z Ajką miałam przyjemność spotkać się osobiście na Majorce, ale wcześniej
byłam wierną czytelniczką jej bloga. Odkąd przeprowadziłam się do zielonej i
deszczowej Irlandii, ma zaproszenie do odwiedzenia mnie w Galway. Wygląda na
to, że będę musiała trochę poczekać na tę wizytę, ale może gościnnym wpisem uda
mi się zachęcić ją do szybszego zarezerwowania lotu. Ajka nie dała mi wolnej ręki
 przy wyborze tematu i poprosiła o wpis o Irlandii, czując, że chyba tak mnie zmotywuje.
Na moim blogu po prawie trzech miesiącach, odkąd zamieniłam słoneczną Barcelonę
na deszczowe Galway, nie pojawiło się zbyt dużo wpisów o tej Zielonej Wyspie.
Irlandia to kierunek bardzo popularny wśród polskiej emigracji. Widać to na każdym
kroku: polski język słychać na ulicy, kelnerka w pubie okazuje się być Polką, a jeśli
zatęsknię na kabanosami czy innymi polskimi przysmakami, mogę iść po prostu do
jednego z polskich sklepów. Mnie zawsze ciągnęło do krajów południa, bo po studiach
na Iberystyce i z racji pogody ten region był mi bliższy, ale tak się złożyło, że przynajmniej
na dwa najbliższe lata moim nowym, tymczasowym miastem jest własnie Galway.
Podczas pierwszych dni miałam sporo czasu, aby poznać i polubić to malownicze
miasteczko. Polubiłam lokalny targ, który ma miejsce w każdy weekend i na którym
mogę kupić świeże pieczywo, sery, oliwki, warzywa i owoce, domowe wypieki, ryby i
mięso. Po kilku wizytach pan na stoisku rybnym się do nas uśmiecha i doradza jak
przyrządzić ryby, które akurat danego dnia sprzedaje. Uśmiech to chyba zresztą znak
rozpoznawczy Irlandczyków, którzy są jedną z najmilszych nacji, które poznałam.
Polubiłam też lokalizację: Galway położone jest nad oceanem i spacer promenadą
na Salthill w pogodny dzień jest bardzo przyjemny. Jeszcze przyjemniejsze są spacery
po jednej z okolicznych plaż, na których zimą można spotkać jedynie rodziny z psami.
A po spacerze, gdy potrzebujemy czegoś na rozgrzanie się, nie ma nic lepszego od
rybnego chowdera. Przed przyjazdem do Irlandii nie spodziewałam się, że aż tak mi
zasmakuje lokalna kuchnia. Była ona dla nas bardzo pozytywnym zaskoczeniem.
Jednym z pierwszych dań, które spróbowaliśmy, był właśnie chowder: kremowa zupa
ze sporymi kawałkami ryby (najczęściej łososia), często z małżami czy innymi owocami
morza oraz ziemniakami. Do tego pint Guinessa i mamy pełnowartościowy lunch, gdyż
chowder jest tak sycący, że rzadko ma się miejsce na drugie danie. Guiness świetnie się
też komponuje ze świezymi ostrygami, z których słynie Galway i okolice. Jeśli zobaczycie
w menu danie Irish Stew, nie wahajcie się ani chwili - jest przepyszne i smak alkoholu jest
niewyczuwalny po kilku godzinach gotowania wołowiny na małym ogniu. Myślę, że pyszne
jedzenie, to jeden z wielu powodów, dla których warto przyjechać do Irlandii na urlop.
Przepiękne widoki i 100 odcieni zieleni - z tego chyba najbardziej słynie Irlandia. Muszę
 przyznać, że ja należę do ludzi, którzy uwielbiają miasta i nie zachwycają się przyrodą.
Ale gdy zobaczyłam Klify Moherowe, oddalone o niecałe 2h jazdy od Galway, straciłam
poczucie czasu. Można spędzić całe godziny podziwiając ten niebezpieczny twór natury
(co roku ginie tam kilku nieostroznych turystów), czując na twarzy powiew wiatru, który
może wywołać zawrót głowy, kiedy spojrzy się w dół, w nieskończoność spienionych fal.
Mam nadzieję, że już niedługo będę miała okazję być przewodniczką Ajki, zabiorę ją do
ulubionego pubu na Guinessa albo jabłkowy cydr, aby spróbowała przysmaków kuchni
irlandzkiej. Może spróbuje zrozumieć skomplikowane zasady rugby? A w weeked byśmy
wybrały się na odkrywanie jednego z nieznanych mi jeszcze dotąd zakątków Irlandii."
Od Ajki: Aga, wiesz, że gdybym pracowała, już dawno miałabym zaklepany urlop i kupione
bilety. Niestety na bezrobociu ciężko planować cokolwiek... Ale Irlandia jest moim numerem 1
na liście planów 2013 i jeśli będę mogła pojechać tylko w jedno miejsce, to właśnie tam. Marzę
o irlandzim pubie i kuflu Guinessa. O ostrygach mniej, ale na chowder się na pewno skuszę! :)

6 komentarzy:

  1. Jesli jeszcze kiedys wybiore sie do Irlandii, to tym razem bedzie to Galway. Szczesliwego Nowego Roku dla Agi i dla Ajki!

    OdpowiedzUsuń
  2. Pomyslnosci w Nowym Roku i szybkiej podrozy do krainy 100 odcieni zieleni!

    OdpowiedzUsuń
  3. tez kiedys marzylam o Irlandii... poki co jest to marzenie niespelnione...

    OdpowiedzUsuń
  4. Czekam na zdjęcia krajobrazów z Irlandii.
    Tez mnie zachwycają wyspy!

    OdpowiedzUsuń
  5. Od lat marze o zwiedzaniu tego kraju... Może w tym roku się uda...Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja dla odmiany o Irlandii nie marzylam, ale i wiecej czytam, tym szybciej zmieniam zdanie :)

    OdpowiedzUsuń

TOP