11.12.12

Smaki Majorki - co warto zjeść na Majorce?

Wstałam dziś rano z myślą, że czas na nowy wpis. Ale o czym by napisać? Postanowiłam poświęcić chwilę na zerknięcie co nowego na blogach. Madame Edith akurat opisywała wrażenia z pierwszej wizyty w nowym lokalu w centrum Warszawy, AïOLI Cantine Bar Café Deli. Kiedy doszłam o zdania o czosnkowym aromacie sosu aioli, odżyły wspomnienia, a temat pojawił się sam :)  La Rioja, najlepszy lokal w El Arenal na Majorce. 

Zazwyczaj staram się jeść w różnych miejscach, aby móc porównać serwowaną w nich kuchnię, ale w tym wypadku to nie miało sensu. El Arenal jest bardzo turystyczne i komercyjne, królują tam restauracje dla Niemców z wątpliwej jakości jedzeniem. To, co oferują bary przy promenadzie, możemy nazwać nieporozumieniem. Pasta, fish&chips, pizza a wszystko śmierdzi olejem z czwartego smażenia. Raz wybrałyśmy się do świetnej pizzerii z "wyższej półki" (także cenowej), ale nic nie przebije pysznej kuchni prosto z Majorki.
Na pierwszym zdjęciu - sangria. Jeśli istnieje konkurs na najlepszą na świecie, ta z La Rioja byłaby bezkonkurencyjna. Po prostu ideał. Nie będę Wam opowiadała o tym, jak cudownie była świeża, rześka i owocowa, cudownie chłodna. Tylko ten, kto jej próbował, będzie w stanie zrozumieć moje uczucia :) Właśnie dziś tylko o niej napisała Ewa na  DalekoNiedaleko. Sangria królowała na naszym stole codziennie. Robiona na zamówienie, z wielką starannością i uwagą. Właściciele widząc nas, od razu pytali, czy dziś sangria duża czy mała :) Do dzbanka pysznego napoju zawsze dostawaliśmy domowe tapas, ale o nich wspomnę później. Teraz czas na Ggwiazdę wpisu - czosnkowy sos aioli, ten powyżej.
Karta w La Rioja, jak i wystrój są proste, pewnie większości turystów nie zachęcą. Ale to żaden wyznacznik. Jada tam mnóstwo mieszkańców miasteczka, co dla mnie jest wielką rekomendacją. Wybór duży, porcje też. Ale przede wszystkim ten smak! Domowa kuchnia regionalna, na którą trzeba poczekać przy stole, rozmawiając, ciesząc się chwilą. To nie fast-food dla zabieganych, tylko moment odpoczynku. Na pierwszy ogień poszły polecone przez Ewę patatas bravas, czyli pieczone ziemniaki z ziołami, polane aioli oraz sosem pomidorowym. Bomba smakowa i kaloryczna. Trudno, bo to akurat moje ulubione wspomnienie z kuchni Majorki. 
Wspominałam, że do wina zawsze dostawałyśmy jakieś darmowe tapas, zwykle "czym chata bogata", czyli codziennie coś innego. Świeża bagietka, miseczka oliwek z pestkami, kilka czipsów i krążki cebulowe czy malutkie kanapeczki z popularną na wyspie pastą na bazie wieprzowiny sobrasada. Można ją kupić jako miękką kiełbasę lub od razu jako pastę w pudełku.
Nie jestem fanką mięsa, ale muszę przyznać, że mi smakowała. Nic jednak nie pobije smaku chrupiącej bagietki z aioli. Innym razem na stół trafiły przekąski z ciepłą kiełbasą chorizo i kaszanką morcilla.
Odniosłam wrażenie, że na Majorce je się bardzo dużo mięsa, gdyż w karcie wybór był ogromny. Rozczarowałam się nieco, kiedy chciałyśmy zamówić tzw. mix tapas i okazało się, że są to ciepłe dania mięsne... W prawym dolnym rogu callos czyli gulasz wołowy z flakami i chorizo, często też z ciecierzycą. Nad nim frito mallorquín, tj. danie nie dla mnie. Duszone mięsa (różne) i podroby z dodatkiem krwi. Po lewej na górze prosta, smaczna sałatka makaronowa, a pod nią huevos rotos, całkiem smaczne danie z jajek z szynką jamón lub kawałkami chorizo.
Po kilku dniach dołączyli do nas Aga i Nuno z AgaNunoSomwhere (wówczas jeszcze AgaNunoBarcelona :)) i festiwal jedzenia rozpoczął się na dobre. Nie widać po nich, ale możliwości mają nadzwyczajne, szczególnie Aga, której motto to "nieważne ile zjadłam, zawsze się znajdzie miejsce na deser" ;) Z deserami to na Majorce krucho, ale dania wytrawne ratowały sytuację. Raz zrobiliśmy sobie wieczór tapas u Ewy... ale to już historia na zupełnie inny wpis. Mniaaaaaaaaaam! :)
Z nimi po raz pierwszy spróbowałam popularnych i bardzo smacznych, pieczonych, zielonych papryczek pimientos de padrón, serwowanych z grubą solą morską. Zaskakująco dobra, lekka, chrupiąca przekąska.
Justyna stęskniona za "czymś normalnym" zamówiła grillowaną pierś z kurczaka, która, jak wszystko w La Rioja, była soczysta i pyszna.
 Nuno zamówił pieczone żeberka, costillas, podobno dobrze zrobione.
Innym przykładem darmowej przekąski do wina były te kanapki z pieczonym boczkiem i górą przepysznych, zielonych oliwek z zalewy.
W dziale "przystawki" była również ta porcja kalmarów panierowanych. Zazwyczaj zamawialiśmy to, co było właśnie przystawkami, więc nawet nie próbuję zgadywać, jakiej wielkości są zwykłe porcje obiadowe....
Kiedy wydawało nam się, że "lepiej być już nie może", ostatniego wspólnego wieczoru Ewa i Aga zamówiły paellę. Miałyśmy okazję widzieć, jak wygląda paella w większości turystycznych lokali: góra barwionego ryżu z nielicznymi dodatkami stoi cały dzień na gazie, non stop podgrzewana na potrzeby kolejnych klientów. W La Rioja od razu zwrócono nam uwagę, że na danie poczekamy... raczej długo, gdyż od początku do końca robione jest na miejscu, po złożeniu zamówienia. Po blisko godzinie pojawiła się porcja dla 3 do 4 osób a nie 2 :) Nie będę już nic mówić. Zdjęcie Ewy nie pozostawia chyba wątpliwości.
Dodatkowe zalety La Rioja to przemiła obsługa, rodzinna atmosfera, bardzo lokalny klimat (dużo miejscowych, mała powierzchnia, prosty wystrój, telewizor na którym można oglądać różne mecze), wspaniałe jedzenie robione na miejscu, cudowna sangria i rozsądne ceny - jest nawet nieco taniej niż w tych turystycznych knajpach. Po jedzeniu, zwykle wieczornym szliśmy na spacer uliczkami El Arenal, w kierunku morza i promenady. Tak znalazłam Carrer de Lisboa :) Ah, Portugalia mnie prześladuje na każdym kroku i w każdym zakątku Europy! :) Jeśli będziecie na urlopie w El Arenal, musicie odwiedzić koniecznie. 

La Rioja Bar de Tapas! 
Adres: C/ TRASIMENO Nº 24, El Arenal.

18 komentarzy:

  1. Ajko,

    jeszcze nie było mi dane odwiedzić Majorkę, ale jak już tam pojadę (mam w planach), to z pewnością odwiedzę polecaną przez Ciebie restaurację.

    Oczy wyszły mi z orbit, a żołądek (pomimo niedawno zjedzonej kolacji) zaczął wariować na widok tych pysznych zdjęć. Takiego kalmara w cieście i inne tapasy, to ja mogę w nocy, o północy wsuwać :) Uwielbiam kulinarne podróże!

    Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie,
    E.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję zarówno za inspirację jak i za wizytę! Również pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Powiem tak: nie spodziewalam sie spotkac u Ciebie Agi i Nuno i teraz jestem zazdrosna, ze sie wszyscy znacie!
    Co do jedzenia - pysznosci! Oczywiscie patas bravas, bo trzeba sie "czyms dopchac", w koncu takie male te porcyjki :D
    To samo jest zawsze u nas w wakacje - hiszpanskim jedzeniem napychamy sie po korek ;)
    I tez mamy ulubione i przepyszne miejsca ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze o Ewie z Dalekoniedaleko.pl zapomniałaś, a to już daje nam 3 powody do zazdrości! ;) Myślę jednak, że wszyscy jesteśmy otwarci na większe spotkanie w jakimś zakątku Europy :)

      Co do porcyjek, to patatas bravas z sosami, za 3.5EUR nadawało się spokojnie na główny i jedyny posiłek...

      Może czas stworzyć cykl MIEJSCA POLECANE NA JEDZENIE W EUROPIE? :)

      Usuń
    2. Ewy nie znam, ale zaraz poznam i tez zazdroszcze :D
      Ooo taki cykl to dobry pomysl :)))
      Ja sie caly czas zbieram do posta o kuchni w okolicach Malagi, ale jakos zdjec mam za malo. Zamiast pstrykac, to jem, glupia :D
      A tak w ogole to zapraszam do candy, jesli masz ochote na szwajcarska czekolade :)

      Usuń
    3. Jeszcze się uchował ktoś kto Ewy nie zna? No nieeeee wierzę ;) Wpadaj do niej koniecznie, bo dziś o powyższej sangrii pisała i zupełnie przypadkiem (to nie żadna ustawka!) jak widać myślałyśmy od rana o tym samym ;)

      Usuń
    4. Pseplasam :(
      Ale zaraz nadrobie :))

      Usuń
    5. Jak to? Mnie ktoś nie zna? ;) Yyyyy...
      Nie no, żartuję :) Kasia, ja też Twojego bloga nie znałam, miło mi poznać!

      Ajka, nawet nie wiesz jak się cieszę, że masz takie miłe wspomnienia z Majorki. Ja też, nic zresztą dziwnego, że do La Rioja zaglądałam regularnie. Uwielbiam tę knajpkę i też z całego serca mogę ją polecić każdemu, kto się do Arenal wybierze!

      Usuń
    6. Do końca moich dni La Rioja pamiętać będę :)
      Ewa gdzie Twoje zdjęcie przy imieniu się podziało?

      Usuń
    7. Bije sie w piersi i nadrabiam czytelnicze zaleglosci :)) Ze tez ja Ewy nie znalam!!
      Pozdrawiam Was, Dziewczyny!

      Usuń
  3. A bo jak dodaję komentarz używając profilu google to jest zdjęcie, a jak podaję imię i adres bloga, to nie ma zdjęcia ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. ciekawe, nie znam la Rioja, ale tez fakt, Arenal nie kojarzy sie raczej z jedzeniem, tylko z Niemcami, tak jak Magaluf po przeciwnej stronie Palmy z Anglikami. Niestety, w obydwu miEjscowosciach, jednostki tam wypoczywajace, nie przynosza chluby swoim narodom...Frito Mallorquin lubie, do tego arroz brut, tez typowe danie dla Majorki plus dzbanek vina de casa i niebo w gebie. Przy najblizszej okazji postaram sie znalezc czas na La Rioja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. koniecznie, a potem daj znać jak wrażenia :)

      Usuń
  5. Te kanapki z pieczonym boczkiem świetnie wyglądają... A kalmary... Ajjj aż zgłodniałem:) Chyba pora się tam wybrać:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie am to jak przeczytać taki post będąc głodny... :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Rety jakie pyszności. A mnie w brzuchu akurat burczy.Ech...

    OdpowiedzUsuń
  8. Za tydzień Ibiza, mam nadzieję że tam również będą takie pyszności do jedzenia. Ja lubię wiosną właśnie zwiedzać kulinarnie :)

    OdpowiedzUsuń

TOP