8.2.13

Toruńskie przyjemności

Od kiedy pojawił się czerwony przewoźnik autobusowy, w końcu udało mi się zwiedzić trochę Polski. Tani bilet, rezerwacja niedrogiego hotelu, wyjazd w piątek po pracy, powrót w niedzielę wieczorem. Krótko, ale treściwie. Bez bieganiny i pośpiechu, w moim ulubionym rytmie. Jest czas na drobne przyjemności, często pomijane w codziennym, intensywnym życiu. 

Przyjemności... no właśnie, czym są? Przyjemność niejedno ma imię, a te toruńskie, które wspominam z szerokim uśmiechem pokażę Wam dzisiaj. Miasto zachwyciło mnie całkowicie swoim bajkowym klimatem. Dla mnie, kochającej detale, zwykły spacer oznaczał niespodziankę za niespodzianką. W drzwiach, oknach, witrynach. Na ulicy, na ścianach, na dachach. Wszędzie.
Oczywiście, że Toruń to nie tylko pierniki, ale bez nich Toruń nie byłby Toruniem... Do wyboru, do koloru, dużo więcej niż znam ze sklepowych półek w Warszawie, np. piernikowe nutki w białej, jogurtowej polewie. Mmm.
Przyjemności kulinarne, to zawsze te największe z przyjemności w każdym miejscu, do którego trafiam. W Toruniu to przede wszystkim lody z cudnej Cukierni Lenkiewicza - pyszna, wielka, zimna, niedroga, kremowa rozkosz.
I poranne cappucino z bezą, na budzącym się dopiero do życia Rynku. Leniwe obserwowanie przechodniów i pań, które rozstawiają kramiki z kwiatami. Dookoła gołębie. Coraz cieplejsze słońce i aromat herbaty.
Kiedy pytałam znajomych, gdzie warto zjeść w Toruniu, od każdego słyszałam tę samą odpowiedź - "Manekin". Co, mam jeść naleśniki? Żart? Poszłyśmy jednak, z ciekawości, w czym są lepsze od naleśników, które znamy. 40 minut czekania w kolejce na stolik i kolejne 40 min czekania na zamówienie. Kiedy spróbowałam mojego z nadzieniem a'la pierogi ruskie, miałam oczy pełne łez wzruszenia :) Wspaniałe! Przepyszne! Tak samo ten z porem zapieczonym w serze pleśniowym. 
Toruń jest kolorowy. Wszystko dookoła cieszy, przynajmniej mnie. Dawno nie widziałam tak ciekawie i z pomysłem zorganizowanego miasta. Klimat jest niezwykły, zapada w pamięć na długie miesiące i nie pozwala o sobie zapomnieć. Jak do tej pory, nie miałam tak z żadnym z polskich miast.
Tym, co lubię jest równowaga między nowoczesnością i porządkiem, a lekkim zaniedbaniem. Jak jest zbyt idealnie, to jest źle. Jeśli się trochę sypie i kruszy, a z gigantycznego okna wystaje milutki pies, jest super.
Większość kobiet przyzna, że lubi zakupy. Nawet nie samo kupowanie, a oglądanie, dotykanie, mierzenie. Biżuterii, dodatków i innych drobiazgów. Widziałam mnóstwo ładnych przedmiotów, ale finalnie nie kupiłam nic.
Jedną z największych przyjemności w Toruniu była dla mnie wizyta wMuzeum Podróżników im. Tony Halika. W miejscu ciekawym, bardzo inspirującym, pełnym przygód i pamiątek, przybliżającym świat.
A co Wam sprawia przyjemość w czasie wyjazdów? Jakie drobne chwile łapiecie i zapamiętujecie?chowając w sercu?

18 komentarzy:

  1. Szczególnie pamiętam tzw. nieprzewidziane trudności np. podczas jednej z wizyt w Wenecji = strajk przewoźników+ zepsute bankomaty+ ulewa+ powrót na parking przygodną łajbą z wycieczką bardzo hałaśliwych hiszpańskich emerytów ... narobiłaś mi ochoty na Toruń :) pozdrawiam, Ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nie lepiej próbować pamietać te dobre momenty? ;)

      Usuń
  2. Jak miło przeczytać, że w Manekinie wszystko po staremu! Nie wiem, w którym Manekinie byłaś, ale dla mnie najlepszy był ten w okolicach kampusu - mało ludzi i porcje troszkę większe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na Rynku i NIE WYOBRAŻAM sobie większych porcji!

      Usuń
    2. Tak 5-6 lat temu były tak duże, że z koleżanką brałyśmy jednego i obie wychodziłyśmy z Manekina bardzo zadowolone i najedzone - studenckie czasy ;)

      Usuń
  3. Toruń najbardziej kojarzy mi się oczywiście z piernikami :) Nigdy jeszcze nie byłam, ale mam nadzieję kiedyś pojechać!

    To co pozostaje mi w pamięci to piękne widoki i ludzie, których poznałam - ci, których już nigdy prawdopodobnie nie zobaczę oraz ci, z którymi kontakt mam do dziś! Pamiętam również smak kuchni..

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Zachecajaco, nawet bardzo. Ciekawa jestem co to za ''czerwony przewoznik'', nigdy o takowym nie slyszalam?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wlasnie przejzalam strone na szybko, Warszawa-Berlin, Warszawa-Praga i najlepsze moim zdaniem Warszawa-Bratyslawa-Wieden!Ceny ok! tylko jezdzic, swietny pomysl z weekendami.

      Usuń
    2. Ja tylko Polskim Busem jeżdżę do taty do Wrocławia teraz (max cena 3 razy niższa niz PKP), była w Pradze, w Wiedniu, Bydgoszczy, Toruniu, Lublinie, Krakowie, Gdańsku... :)

      Usuń
  5. Polski bus!? warto zapamietac, tez zastanowilam sie co to jest ten czerwony przewoznik...bardzo mi sie spodobal Twoj reportaz, ja podobnie ogladam nowe miejsca, lubie wszystko to co mnie w jakis sposob inspiruje...a Twoje zdjecia sa takie wlasnie..bardzo inspirujace. Torun widzialam 15 lat temu i zakochalam sie w tym miescie, teraz musi byc jeszcze piekniejsze...pozdrawiam z Caracas

    OdpowiedzUsuń
  6. Byłam tam parę lat temu, urocze miasto. Ale zaintrygowało mnie muzeum podróżników, mam nadzieję, że następnym razem do niego zajrzę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Urocze zdjęcia, urzekło mnie szczególnie to z kolorową biżuterią:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Coś czuję, że dzisiaj przez Twojego bloga "zarwę" noc...Nie mogę się oderwać póki co:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mój Toruń...I mój naleśnik z nadzieniem pierogowym. Teraz ja mam łzy wzruszenia.

    OdpowiedzUsuń
  10. Prawie jak w Italii :))
    Piękne to miasto.

    OdpowiedzUsuń

TOP