17.6.13

Budapeszt, Taverna Dionysos - kuchnia grecka w najlepszym wydaniu

Jestem pewna, że moje pierwsze wspomnienie z Budapesztu nieco Was zaskoczy... Na Węgry wybrałam się z zamiarem spróbowania dań lokalnej kuchni, ale nie przypadła mi ona do gustu. Może źle trafiłam, ale tłusty langosz, tonące w sosie kluski czy ciężki gulasz nie są niczym, o czym bym chciała napisać. Dzis trochę przewrotnie - kuchnię grecką w najlepszym wydaniu znalazłam właśnie w Budapeszcie, na osłodę niezbyt apetycznych obiadów pierwszych dni. Jeśli lubicie kuchnię śródziemnomorską, ten post jest dla Was! 
Należę do osób, które "jedzą oczami". To, co znajduje się na moim talerzu, powinno być świeże i kolorowe, dlatego tak cenię smaki południa Europy. Za prostotę i piękno potraw, ich lekkość. Kuchnia węgierska, po trzech pierwszych próbach niestety nie okazała się tematem, który chciałabym dalej zgłębiać. Jednego popołudnia poszłyśmy na spacer wzdłuż Dunaju. Minęłyśmy sympatycznie wyglądającą  grecką tawernę, przed którą w szklanej ladzie leżały piękne, świeżutkie owoce morza.
Na drugi dzień, po blisko 16 km spacerze, od Lasku Miejskiego przez Budę po naddunajską promenadę, półprzytomne od upału i zmęczenia uznałyśmy, że odwiedzimy Tawernę Dionysos, licząc na dobre jedzenie i chwilę relaksu.
Byłam w wielu greckich restauracjach w różnych zakątkach Europy. Muszę Wam wyznać, że nic mnie tak nie wkurza jak grecka, włoska czy turecka knajpa w której z głośnika sączą się hity Madonny czy Michaela Jacksona. Tutaj już od pierwszej sekundy byłam zadowolona, bo w chłodnym i niesamowicie przytulnym wnętrzu dobiegły mnie optymistyczne i bardzo melodyjne dźwięki greckiej muzyki.
Wystrój jest uroczy, bardzo pastelowy. Przywołuje wspomnienie typowych tawern jakie odwiedzałam w Grecji. Białe schody, jasne meble, dużo, dużo niebieskiego. Uwielbiam to połączenie kolorystyczne i marzę, aby mieć je u siebie w mieszkaniu. Nawet znalazło się miejsce na pnące, różowe kwiaty..
Po kilku spektakularnych rozczarowaniach restauracjami w Warszawie (z czego największym była chyba bardzo reklamowana w pewnych kręgach cypryjska knajpa), nadąsanej obsłudze robiącej łaskę, że mi doradzi czy odpowie na pytania, zaprzestałam kulinarnych wycieczek po swoim mieście i chodzę wyłącznie w sprawdzone miejsca, więc odkrycie tak fantastycznego lokalu wprawiło mnie w świetny nastrój. Do tego miła obsługa, z uśmiechem na ustach i dobrym słowem, fenomenalne zapachy i grube menu pełne pyszności. Szkoda tylko, że tak daleko od domu, ale będę to miejsce wspominała bardzo, bardzo długo.
Pierwszego dnia zamówiłyśmy sałatkę Santorini (wielka miska), pieroga z ciasta filo z serami, tzaziki, przepyszne danie z kurczaka i ziemniaków z pilawem oraz musakę, zdecydowanie najlepszą jaką jadłam w życiu. Jedzenie było perfekcyjnie doprawione, nie za słone, bez posmaku sztucznych dodatków. Jako starter dostałyśmy wyjętą z pieca bułkę i miseczkę z dodatkową porcją tzaziki a kolejnego dnia również cieplutką bułeczkę z delikatną, ale wyrazistą pastą z bakłażana.
Ledwo wytoczyłyśmy się z lokalu. Trzeciego, a zarazem ostatniego dnia, wchodząc na Górę Gellerta, zupełnym przypadkiem stanęłam naprzeciwko tej tawerny (zdjęcie na górze) i łamiącym się głosem zaproponowałam powrót w te jakże smakowite progi :)
Postanowiłyśmy zamówić mniej. Na start tylko dolmades z ryżem i przyprawami. Kiedy przyszły nasze gigantyczne porcje dania głównego, nieco zbladłam, tym bardziej, że planowałyśmy też deser. Gyros był przepyszny, pita gorąca i mięciutka, a moje souvlaki wspaniałe w smaku i przepięknie podane. W karcie była informacja, że serwowane z pieczonymi ziemniakami, spodziewałam się więc smutnych ćwiartek ziemniaków a to co znalazłam na swoim talerzu przeszło moje najśmielsze marzenia.
Zawsze wzruszają mnie takie drobnostki jak gałązka świeżych ziół czy jakaś niestandardowa ozdoba. Kiedy przyszły desery, miałam ochotę patrzeć na nie do wieczora i wcale ich nie jeść. I jeden i drugi deser był tak znakomity, że będę już zawsze pamiętała ich smak i konsystencję. Drobiazgi jak listki mięty czy własnego  wyrobu konfitura pomarańczowa tylko potęgowały tę ucztę wszelkich zmysłów.
Obsługa zaskoczyła mnie pozytywnie, było miło i nienatrętnie, poziom bardzo wysoki. Z przyjemnością obserwowałam szefa kuchni, który nanosił ostatnie "poprawki" na dania tuż przed ich podaniem. Patery pełne grillowanych ryb, soczystych mięs i panierowanych kalmarów mijające mój stolik sprawiały, że nie mogłam się skoncentrować :) Kiedy po deserze na stole pojawił się arbuz, jako gratisowe zakończenie posiłku, myślałam, że to koniec niespodzianek.
Kiedy przy płaceniu rachunku kartą, pan z obsługi powiedział do mnie kilka słów łamaną polszczyzną, zrobiło mi się naprawdę przyjemnie. A kiedy nagle wyrósł przed nami kolejny Pan z kwiatkami (!) to już prawie oniemiałam. Takie drobiazgi, które nie są wielkim wydatkiem, a sprawiają wielką radość są po prostu znakomite. Na kwiatku była woalka, przewiązana wstążeczką z przypiętą przy pomocy perełki wizytówką. Coś pięknego :) Nasze kwiatki z dwóch dni sprezentowałam pani z recepcji hostelu i stanęły na jej biurku, dzięki czemu zostały uratowane przed ugotowaniem się w piekielnym upale. Jeśli będziecie w Budapeszcie i będziecie mieli ochotę na przerwę w smakowaniu potraw węgierskich, wpadnijcie do tej restauracji, pozdrówcie ją ode mnie i zjedzcie coś pysznego!
Taverna Dionysos - Greek Restaurant, 1056 Budapeszt, Belgrad rakpart 16 

23 komentarze:

  1. Jej, nigdy bym nie wpadła, żeby w Budapeszcie odwiedzić grecką knajpkę, ale po takiej rekomandacji....jeśli kiedykolwiek tam będę, wpadnę na obiad na pewno!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. To wszystko wygląda meeeega smacznie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo zachęcający opis i zdjęcia! :) Kwiaty to świetny pomysł, nigdy się z tym nie spotkałam. Budapeszt jeszcze przede mną, więc na przyszłość będę pamiętać o tym miejscu.

    Pozdrawiam Cię serdecznie,
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
  4. Przeniosłam się na chwilę wspomnieniami do mojego pobytu na Krecie...

    OdpowiedzUsuń
  5. Wszystko wygląda smakowicie :)
    Mnie też wczoraj urzekł posiłek - wędzony pstrąg na ciepło - robiony na miejscu - do tego uroczy ! Polecam Sulistrowiczki - Zielone Wzgórze :)
    Z wrażenia nie zrobiłam mu zdjęcia !

    OdpowiedzUsuń
  6. Budapeszt na mnie czeka, kiedys w przyszlosci. po takiej rekomendacji, bede musials sprobowac greckiej kuchni na Wegrzech:), chociaz papryczki i ciezkie do wymowienia potrawy, z ktorych gulyash czy bogracs jeszcze jako tako wymowie, sa na mojej liscie 'to co kojarzy mi sie z danym krajem'. czekam na wiecej Budapesztu.

    OdpowiedzUsuń
  7. Kocham Budapeszt :) Bylam tam dwa razy i z checia pojachałabym jeszcze raz :) Na jedzonko nie narzekalam :) Ale ja jstem z tych co jedza wszystko :)

    OdpowiedzUsuń
  8. bardzo dziękuję za pomoc z filmem mojego przyjaciela Damiana i bardzo ciepło pozdrawiam ! :^)

    OdpowiedzUsuń
  9. Wystrój jest naprawdę fenomenalny :)

    Zapraszam do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. to się nazywa prowadzenie czegoś z pasją i miłością :))

    OdpowiedzUsuń
  11. Mnie również węgierska kuchnia jakoś specjalnie nie przekonała (chociaż doceniam smak tamtejszego salami i pikli... ;). Ta grecka taverna wygląda wspaniale. Zarówno dania, jak i wystrój lokalu są takie "dopieszczone". Chętnie się tam wybiorę, gdy ponownie zawitam w Budapeszcie! :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Greckie knajpki wszędzie wyglądają iście "grecko" nawet na Węgrzech...
    ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy ja wiem? Większość które widziałam było pozbawionych jakiegokolwiek klimatu...

      Usuń
  13. Wyglada i brzmi bardzo zachecajaco! Co do greckich knajpek w Budapeszcie... ja na Lanzarote bylam 2 razy w polskiej restauracji, wiec sie nie wypowiadam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach i jeszcze! Jestem pod wrazeniem 16 km spaceru!

      Usuń
    2. Dzięki ;) Bardzo lubię chodzić :)

      Usuń
  14. niesamowita ta tawerna, te śródziemnomorskie kolory i prostota, która jest największą dekoracją ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Αγαπιτε ΑJKA, Ευχαριστουμε ! <3
    Thank you so much for the lovely Gastronomic-Tour, you wrote about our Taverna!
    Take care and we hope you'll be back some day!

    Greetings from Budapest!
    Χαιρετισματα απο την Βουδαπεστη!

    DIONYSOS TAVERNA!
    dionysos@dionysos.hu



    OdpowiedzUsuń
  16. Byliśmy tam dzisiaj z mężem, cudowne miejsce, przemiła obsługa, fantastyczne jedzenie. Dziękujemy za polecenie i pozdrawiamy jeszcze z Budapesztu Renata i Dawid:-)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja też wybieram się w maju do Budapesztu i z przyjemnością coś przekąszę w tej tawernie :)
    czuję, że mi się tam spodoba.
    Bardzo ciekawy blog. Pozdrawiam, Anna

    OdpowiedzUsuń

TOP