12.7.13

Bom Dia, Lisboa!

Nie wiem dlaczego tak się dzieje, że zawsze kiedy wybiorę już zdjęcia do jakiegoś wpisu o Lizbonie, to potem siedzę 5 godzin patrząc na pustą stronę, nie wiedząc zupełnie co mam napisać. Łatwiej mi pokazywać Lizbonę bez słów, chociaż zazwyczaj pisać uwielbiam. Lizbona jest miastem, które jest dla mnie tak ważne, że wręcz osobiste. Może to jest główny powód?
Nie jest bowiem łatwo pisać o rzeczach prywatnych publicznie :) Wiele razy już pisałam, że Lizbonę pokochałam od pierwszej sekundy, kiedy w środku zimy wysiadłam z autokaru i oślepiło mnie ciepłe, jasne światło a powietrze pachniało tak, że aż zakręciło mi się w głowie. Dziś wiem, że za każdym razem, gdy tam wrócę, ten zapach będzie na mnie czekał, przywita się ze mną dając poczucie długo wyczekiwanego szczęścia. Niby tak mało, a tak wiele...
Nie byłam w Lizbonie już ponad 15 miesięcy. Tęsknię za nią każdego dnia wstając rano i patrząc na korkową tablicę z kilkoma pocztówkami. Zerka z nich na mnie miasto senne, tuż po nastaniu dnia, jeszcze puste. A z innej nachwilę przed końcem dnia, gdy słońce jest nisko i zatapia białe budynki w cudownej, żółto-pomarańczowej poświacie. Idąc rano do kuchni mówię w myślach "Bom Dia, Lisboa!". Filiżanka kawy Nicola i od razu nastrój lepszy.
Chciałabym móc pobiec rano do pastelarii, zamówić coś pysznego i patrzeć na ludzi, wpadających na szybką kawę, wymieniających kilka zdań z panem który ją parzy i z kimś, kto siedzi przy szklanym blacie czytając dziennik. Mało słów, kilka uśmiechów, dwa łyki i trzeba biec dalej, bo obowiązki wzywają. Tak bardzo lubię te proste spotkania i chłonę je jak sceny z najlepszego filmu.
A to tylko życie, codzienność. Smaki i zapachy wkomponowane w mijające minuty. Chwile tak zwykłe, że aż niezwykłe, prawda? Tęsknię sobie po cichutku.
Jeśli nic się nie wydarzy, już 8 października wysiądę z samolotu, wciągnę powietrze i z szumu wiatru wydobędę nieśmiałe "Boa Tarde, Ajka!". To Lizbona mnie powita.
Wsiądę w pociąg do Setúbal, gdzie spędzę kilka dni aby spełnić jedno z marzeń zapisanych na mojej liście. Czekam na tę chwilę z utęsknieniem, z bijącym z radości sercem. Bilety mam już ponad 4 miesiące, ale im bliżej wyjazdu, tym bardziej się cieszę, przeżywam i wizualizuję chwile, które wtedy nadejdą :)

25 komentarzy:

  1. Lubie kolory Lizbony, takie jak widac na tych tutaj zdjeciach. Lizbonski poranek uwielbiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. A 8 pazdziernika juz niedlugo! :)) Mozesz zaczac marzyc glosno :))

    OdpowiedzUsuń
  3. Niesamowicie opisałaś to miasto... I pewnie kiedy będę się tam wybierać, na pewno przeglądnę Twojego bloga. I mam nadzieję, że się nie rozczaruję pierwszymi chwilami tam. Cudne zdjęcia śpiącego, a raczej budzącego się miasta.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ojjj, jak Ci zazdroszczę! Bo Lizbonę chciałabym odwiedzić równie mocno, jak Barcelonę po raz kolejny! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Lizbona, moja nowa miłość w dużej mierze dzięki Tobie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Lisboa bonita... z Fado w tle.

    OdpowiedzUsuń
  7. KOCHAM TO MIASTO !!!!!
    Najbardziej lubię starówkę <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Tylko Ty potrafisz tak opisać Lizbonę, że czuję się jakbym tam już była :)))

    OdpowiedzUsuń
  9. Sa takie miejsca, ktore nie potrzebuja slow...
    Serdecznosci
    Judith

    OdpowiedzUsuń
  10. Zdjęcia super. Mam nadzieję, że dane będzie mi odwiedzić Lizbonę w przyszłości:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Naprawdę kochasz Lizbonę. To czuć, kiedy się czyta twoje słowa. Chciałabym zobaczyć to miasto i przekonać się, czy i na mnie zrobiłoby tak ogromne wrażenie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Pieknie napisane i świetne zdjęcia, aż się można rozmarzyć..

    OdpowiedzUsuń
  13. a ja jakos nie zachwycilam sie Lizbona, najbardziej chyba ten dziwny kontrast w tymmiescie panujacy- niektore miejsca owszem byly cudowne, ale widzac komunistyczna,rozpadajaca sie architekture jakos smutno robilo mi sie na duszy... :s

    OdpowiedzUsuń
  14. Są miejsca dla których irracjonalnie się tęskni, o których się marzy..
    Lizbona jest cudowna,

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja również mam takie miejsca, do których tęsknię każdego dnia tak jak Ty za Lisboną.
    Czasem jednak to oczekiwanie na kolejną wizytę, odliczanie dni do wyjazdu ma swój urok, motywuje i dodaje skrzydeł... :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo fajny blog, szczególne jednak wrażenie robią zdjęcia - widać od razu dobre oko! Jestem impressed i zazdraszczam spojrzenia! Przepraszam, że podlinkowuję, ale gdyby ktoś był zainteresowany Albanią i nieco inną optyką tego kraju (i nie tylko tego), zapraszam na: swiatokiemrezysera.wordpress.com , gratuluję zdjęć i pozdrawiam oraz oczekuję (jemy) kolejnych notek!

    OdpowiedzUsuń
  17. Pięknie napisane i ciekawie pokazane, masz to szczęście, że co jakiś czas odwiedzasz swoją miłość :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Niewiele w życiu o Lizbonie słyszałam, ale po przeczytaniu Twoich wszystkich wspisów na jej temat, mam wrażenie, że tam byłam i że bardzo mi się podobało :)

    OdpowiedzUsuń
  19. O tak Lizbona potrafi uwieść i oczarować, pozdrów ją ode mnie. Monika

    OdpowiedzUsuń
  20. Dziękuję Wam za wszystkie komentarze! :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Lizbona rzuca urok - raz na całe życie :) ...

    OdpowiedzUsuń
  22. PRZEPIĘKNE MIASTO! Bardzo mi się ono podoba;) Miałem raz nawet okazję się tam znaleźć :) Pozdrawiam serdecznie i udanych wakacji ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Lizbona - aktualnie numer jeden na mojej liście życzeń w kategorii ,,miasta Europy". Może uda się jesienią.

    Ajka,
    Jaką linią latasz do Lizbony?

    OdpowiedzUsuń
  24. bardzo piękne Twoje przedwieczorne zdjęcia z Elevador Santa Justa :^))
    byłem tam na górze godzinami :^)

    mam bardzo osobiste uczucia dla tego miasta .. jest magiczne

    http://peregrino-pl.blogspot.com/2013/03/o-interior-do-exterior-do-interior.html

    OdpowiedzUsuń

TOP