13.8.13

"Co się stało z czasem pomiędzy białymi kwiatami a rudymi kasztanami...?"

Praca za biurkiem, od poniedziałku do piątku, za godziwe pieniądze - to brzmi nieźle! Wszystko jest pięknie do chwili, kiedy pojawia się myśl, że czegoś jednak brakuje... Ewa odeszła z dobrej pracy, bo czuła, że gdzieś czeka na nią przygoda. Czy żałuje? Dowiecie się z pierwszej rozmowy z cyklu "Inspiracje". Chcę pokazać Wam ludzi, którzy zaryzykowali i zmienili swoje życie, albo odkryli pasję, która jest elementem ich codzienności, dla której są w stanie dużo poświęcić. Różne osoby, które łączy jedno - spełnienie i życie w zgodzie ze sobą. 


Opowiedz proszę, czym się zajmowałaś zanim postanowiłaś wyjechać za granicę? 

Pracowałam w public relations i bardzo lubiłam swoją pracę. Ciekawe wyzwania, nieszablonowe projekty, praca z dużymi, międzynarodowymi firmami  dawały mi satysfakcję, jednak coś nie dawało mi spokoju - wrażenie, że prawdziwe życie toczy się gdzieś za murami biura. Pamiętam, jak koleżanka zza biurka naprzeciwko zwróciła kiedyś uwagę na kwitnący kasztanowiec za oknem. Po jakimś czasie rozmawiałyśmy o spadających kasztanach. Zastanowiłam się wówczas, co się stało z czasem pomiędzy kwiatami a rudymi kasztanami. Wtedy doszłam do wniosku, że coś mnie omija. Poza tym, nie mogłam brać urlopów dłuższych niż 14 dni, a nie chciałam podróżować śpiesząc się. Skończyłam więc kurs pilotów wycieczek, złożyłam wypowiedzenie i wierzyłam, że będzie dobrze i znajdę ciekawą posadę.

Wiele osób narzeka, że kończą kurs, wysyłają CV, ale nie nikt nie oddzwania, bo pracodawcy oczekują doświadczenia w wyjazdach z grupami. Jak to wyglądało w Twoim przypadku?

Pracuję jako rezydentka. Teoretycznie do tej pracy ukończenie kursu nie jest konieczne, jednak wiele polskich biur go wymaga. Ja skończyłam ten kurs z ciekawości, najpierw żeby zobaczyć, czy to jest faktycznie to, co chciałabym robić. Wysłałam CV do dwóch biur podróży – do znanego polskiego, gdzie po jednej rozmowie zaproponowano mi pracę w Turcji (niezbyt korzystne warunki: bezpłatny staż, niska stawka i dzielenie pokoju z innymi rezydentami) oraz do dużego biura zagranicznego, gdzie szybko zaproponowano mi wyjazd na szkolenie na Majorkę a następnie pracę, jak się szczęśliwie okazało, w Portugalii! Uwielbiam ten kraj, kilka lat wcześniej przez pół roku byłam w Lizbonie na wymianie studenckiej w Lizbonie, więc cieszyłam się jak dziecko. 10 dni później wylądowałam w Faro!


I właśnie tam spotkałam Cię po raz pierwszy. Byłaś rezydentką w hotelu w którym mieszkałam. Co ciekawe, praktycznie nie jeżdżę na wyjazdy zorganizowane, ten był jednym z nielicznych. Pomyślałam "fajna dziewczyna, widać, że lubi to co robi". Nawet nie sądziłam, że będziemy miały kontakt przez długie lata, że spędzimy czas na Majorce... Jak myślisz, jakie cechy trzeba mieć, by być rezydentem?

Wiem dobrze, że pomyślałaś sobie coś innego! ;) A jednak okazało się, że mamy sporo wspólnego: zamiłowanie do podróży, uwielbienie Portugalii itd. Ta praca na pewno nie jest dla wszystkich.Wg mnie najważniejsza jest w niej odporność psychiczna. Jeśli coś pójdzie nie tak, najczęściej nie z mojej winy, to właśnie ja zbieram cięgi. Nie można tego brać do siebie, trzeba zachować spokój i postarać porozumieć się z turystą. Myślę, że doświadczenie z PR mi w tym pomaga, poprzednia praca nauczyła mnie precyzyjnie formułować myśli, słuchać, wybierać istotne przekazy a potem szukać rozwiązań. Poza tym trzeba mieć sporo cierpliwości w kontaktach z klientami i kontrahentami. Trzeba być asertywnym, umieć powiedzieć "nie", gdy np. mimo starań zmiana pokoju nie jest możliwa. Zdarza się, że  rozmówca traci panowanie i zaczyna obrażać, wówczas trzeba odpowiednio zareagować. Dobry rezydent musi lubić ludzi i pracę z nimi każdego dnia - bez tego nie ma najmniejszych szans, aby ten zawód dawał satysfakcję i spełnienie.

Gdzie już pracowałaś? Nie zawsze masz wpływ na wybór miejsca, gdzie zostaniesz wysłana.

Pierwszy sezon spędziłam w Portugalii, później pojechałam na 5 dni do Tunezji , ale niestety rewolucja nas z stamtąd wygoniła. Kolejne lato było w Bułgarii, potem rok na Majorce, a teraz jestem w Kenii. Każda z destynacji była inna. Doskonale czułam się w Portugalii, bo uwielbiam ten kraj, mieszkańców, klimat i atmosferę. Po Bułgarii doszłam do wniosku, że praca w miejscach, gdzie rozwinęła się bardzo masowa turystyka, nie jest dla mnie, ponieważ ciężko jest zapewnić taki poziom opieki i obsługi, jakbym chciała. Majorka też jest popularnym kierunkiem, ale tam byłam tzw. rezydentem lotniskowym, w ogóle nie zaglądałam do hoteli. Do Kenii przyjechałam na jeden sezon, ale tak mi się spodobało, że zostałam na kolejny. Odpowiada mi praca tutaj, bo nie jest to kraj, do którego przyjeżdżają tłumy. Mam czas i możliwości, żeby oferować gościom naprawdę dobrą opiekę, kontakty z nimi są przyjemnością. Sam kraj też mnie zauroczył - z jednej strony zapierająca dech w piersiach przyroda, z drugiej ludzie, którzy potrafią się cieszyć tym, co mają, nawet jeśli nie mają wiele. Moi turyści sami twierdzą, że po pobycie tutaj dużo bardziej doceniają swoje własne życie. Zaczęłam tu podchodzić do wielu spraw z uśmiechem.


Osoby, które zdecydowały się na zmianę w swoim życiu, wyjście ze stabilizacji i wejście w tryb "niewiadoma", po jakimś czasie mogą już ocenić czy było warto i czy znalazły to, czego szukały. Czy czujesz, że coś się zmieniło - w Tobie, w życiu, w kontaktach z ludźmi, w pewności siebie? 


Praca rezydenta jest prawie dokładnie taka, jak się spodziewałam. Na początku bałam się, że nagłych wypadków i niestandardowych sytuacji będzie dużo więcej. Ten zawód daje mi ogromną satysfakcję. Super jest usłyszeć od turystów, że między innymi dzięki mnie przeżyli urlop swojego życia. Miło jest usłyszeć „dziękuję za wspaniałe wakacje”.  Nie mogę powiedzieć, że praca zmieniła coś w moim życiu. Ona zmieniła moje życie! Nie jestem przywiązana do biurka, jeżdżę po świecie, poznaję ciekawych  ludzi. Tak, zdecydowanie warto było zaryzykować. Kiedy podejmowałam decyzję o zmianie, wszystko było niepewne, a potem jak puzzle, zaczęło się układać. I wyszła z tego bardzo fajna układanka! Oczywiście, jak każda praca, ta również ma wady. Największą z nich jest to, że jestem daleko od domu. Tęsknota za rodziną, brak kontaktów ze znajomymi, a czasem nawet tak prozaiczne rzeczy jak nagły apetyt na biały ser potrafią dać się we znaki. Ale nie ma przecież pracy idealnej, zwykle jest jakieś "ale".

Po naszym spotkaniu w Portugalii, kiedy wróciłam już do Polski, ciągle miałam Cię w pamięci. Poczułam, że mogłybyśmy się dogadać... Postanowiłam sprawdzić, czy Google wie o Tobie coś więcej. Okazało się, że prowadzisz bloga o podróżach Daleko Niedaleko. Jaka podróż najbardziej zapadła Ci w pamięć? Czy uważasz, że można sprawnie pogodzić życie zawodowe z podróżami?

Oczywiście, że można. Do pewnego stopnia. Jak już wcześniej wspomniałam, moja poprzednia praca kolidowała z podróżniczymi marzeniami, dlatego postanowiłam ją zmienić. To kwestia priorytetów, jeden woli stabilizację, inny pogoń za marzeniami. Ja wybrałam to drugie. Nie umiem wybrać jednej podróży, każda coś wniosła do mojego życia, każda z nich była wartościowa.W obecnej pracy jest łatwiej, bo ona opiera się na podróżach. W wolnym czasie nadal jeżdżę czy uczę się nowych rzeczy, np. na Majorce poświęciłam sporo czasu na naukę nurkowania i odkrywanie podwodnego świata.



Byłaś w wielu niestandardowych miejscach. Wybrałaś się sama do Sudanu Południowego, który 

 uchodzi za niebezpieczne miejsce, a także do Czarnobyla. Pamiętam, że po głowie chodziła Ci też
 Korea Północna. Wiele osób chciałoby podróżować, ale boją się. Czy możesz im coś poradzić?


Jeśli gdzieś jadę sama to znaczy, że na miejscu ktoś na mnie czeka. Tak jak w Sudanie Południowym, gdzie odwiedzałam znajomych. Podróży nie trzeba się bać, uważam, że jeśli się czegoś naprawdę pragnie i do tego dąży, to wszystko się samo ułoży. Może mam szczęście w życiu, ale też na nie zapracowałam. Zdobyłam wykształcenie i doświadczenie w poprzedniej pracy, wiedziałam więc, że będę miała gdzie wrócić i że jest jakieś wyjście awaryjne. Nie paliłam za sobą mostów, po prostu się realizowałam. To jest w życiu bardzo ważne, aby iść do przodu. Mimo ogromnego strachu odważyłam się skończyć kurs paralotniarski, a także nauczyłam się nurkować. Marzyłam o wyjeździe do Afryki i właśnie tu jestem! Na swoim blogu mam listę miejsc, które chcę odwiedzić i rzeczy, które chcę zrobić. I jasny cel, aby realizować przynajmniej jeden punkt z listy każdego roku. Póki co, z dobrym skutkiem. 

 Czy chcesz nadal pracować w turystyce czy masz może jakieś inne cele i plany na najbliższy czas?

Jestem na takim etapie, że niczego nie planuję. Bo planowałam, że rezydentura to będzie taki "gap year", potem wrócę do kariery w PR, a wyszło inaczej. Turystyka jest jak narkotyk, ciężko przestać. Ale wiem też, że kiedyś będzie trzeba – może zabrzmi to smutno, ale znajomości zawierane na sezon rzadko przetrzymują próbę czasu i odległości. A prawie każdy chciałby na jakimś etapie swojego życia mieć kogoś bliskiego. Trudno chociażby zakładać rodzinę wyjeżdżając co kilka miesięcy do innego kraju. Przyjdzie więc czas na to, żeby się zatrzymać. Kiedyś. Ale na razie głowę mam otwartą i pełną marzeń! Dziękuję za rozmowę! I czekam niecierpliwie na jesień, gdy spotkamy się na portugalskim obiedzie!

Dziękuję za rozmowę i niecierpliwie czekam na spotkanie przy portugalskim obiedzie!

28 komentarzy:

  1. Bardzo fajny pomysł na cykl wpisów. Z chęcią przeczytam kolejne :-)

    Z pozdrowieniami,
    E.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pomysł fajny i blog fajny, dzięki niemu tutaj trafiłam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetna rozmowa i pomysł na posty. Jestem ciekawa, kogo jeszcze złapałaś, ale Ewie zazdroszczę takiej pracy. A Ty nie myślałaś, aby robić coś takiego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje! Brakuje mi większości cech wymienionych przez Ewę w odpowiedzi na pytanie 3... także raczej nie ;) A co do bohaterów, to będą bardzo różni, ale bardzo pozytywni!

      Usuń
  4. Fajny cykl się zapowiada. Już czekam na kolejną rozmowę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny pomysł z tym cyklem. Liczę na więcej podobnych postów.

    OdpowiedzUsuń
  6. Niezwykle interesująco się zapowiada. Ciekawa rozmowa.

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo ciekawa rozmowa, warto walczyc o siebie!

    OdpowiedzUsuń
  8. Jestem za ! Bardzo ciekawy wywiad :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo fajny pomysł , czekam na więcej :)))

    Jak widać warto nieraz zatrzymać się i pójść w innym kierunku , który daje nam coś więcej niż tylko pieniądze.

    JK

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetny wywiad , pomysł rewelacyjny na rozmowy z ciekawymi ludźmi. Pomysł na zycie świetny, morze pójdę śladem Ewy :)Zajrzę na bloga Ewy z ciekawością i czekam na kolejne rozmowy z ciekawymi ludźmi.

    OdpowiedzUsuń
  11. Juz mi sie ten cykl baaardzo podoba, swietny wywiad, gdybym nie miala "polowka" juz bym chyba pisala maila do biur podrozy ;) Czekam na kolejne inspirujace osoby, buzka

    OdpowiedzUsuń
  12. Dziękuję za wszystkie opinie, zrobię wszystko co w mojej mocy, aby kolejne odcinki były równie ciekawe :)

    OdpowiedzUsuń
  13. ciekawy wywiad czekamy na wiecej!

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo inspirujący i motywujący wywiad, zwłaszcza, że właśnie dokonałam podobnego wyboru i obieram nową ścieżkę w życiu. I choćby była pełna zakrętów i podejść pod górkę, wiem, że nie będę żałowała. Jestem spokojna:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Świetny pomysł, czekam na kolejne!
    Wywiad przeczytałam z ogromnym zainteresowaniem, jako osoba nieśmiała i strachliwa podziwiam takie odważne pomysłowe kobiety jak Ty czy bohaterka Twojej opowieści :)

    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy bym nie pomyślała, że jesteś nieśmiała czy strachliwa.. :)

      Usuń
  16. z każdą notką jeszcze bardziej kocham tego bloga :)

    OdpowiedzUsuń
  17. swietny blog ! mam duzo do nadrobienia ale napewno przeczytam w calosci !

    OdpowiedzUsuń
  18. Super pomysł, ale jestem ciekawa co jeszcze będzie!!!

    OdpowiedzUsuń
  19. Ajka, gratulacje za nowy ciekawy cykl otwarty. Ta rozmowa jest bardzo dobra, i właśnie przyszedł mi pomysł do Glowy, pomysł na który być może czekałem.
    Czy Ty nie myślisz o tym, by wykonać ten sam ruch co koleżanka?
    Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pytanie padło już wyżej... Brakuje mi większości cech wymienionych przez Ewę w odpowiedzi na pytanie 3... także raczej nie ;)

      czy Ty nie jesteś aby tajemniczym Tomkiem z portugalskiego konkursu?!

      Usuń
    2. Ajka, tak to ja jestem, skontaktuje się dziś z Tobą, przeprasza, ostatnio sporo się dzieje, mieszkam teraz u dziewczyny w górach, i myślimy o przeprowadzce.
      a czy brakuje Ci cech jakie posiada Ewa?

      Być może tak, być może nie, ale jesteś inna i sobą. A tego nie można kupić ani pożyczyć. zastanawiające jest to, czy Napoleon musiałby posiadać cechy charakteru Piotra Wielkiego by stać się tym wybitnym wodzem, nawet Bogiem Wojny którym się stworzył?

      Usuń
  20. tak bardzo zazdroszczę Ci odwagi i tego, że potrafiłaś spełnić swoje marzenie, że podjęłaś ten jeden, bardzo ważny krok, który dla innych byłby niewyobrażalną zmianą i strachem przed utratą czegoś stałego.

    OdpowiedzUsuń
  21. Dopiero dziś trafiłam na Twój blog ale widzę,że mam dużo do poczytania :-) Mmm .... i Sangria na stole ;-)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

TOP