7.8.13

Hiszpański metodą SITA - podsumowanie, opinia


Jestem po pełnym kursie podstawowym języka hiszpańskiego metodą SITA. Bywało różnie, raz lepiej, raz gorzej. Miałam dużo chwil zwątpienia i jeszcze dwa tygodnie temu czułam, że to nie ma sensu, że nic nie umiem, a egzamin który mnie czeka będzie porażką mojego życia. W głowie mętlik, wszystko się zlewało, nie umiałam sobie nic przypomnieć. Iwona, która mnie wprowadzała w metodę mówiła, że to normalne i im więcej czasu minie, tym będzie lepiej, ale nie bardzo w to wierzyłam.
Egzamin miałam mieć 26.07, ale skręciłam kostkę i trzeba było go przełożyć. Miałam wtedy ambitny plan, że każdego dnia będę się przez godzinę uczyć, ale jak to w życiu bywa, skończyło się na tym, że obejrzałam The Voice of Poland 1, The Voice UK, 11 filmów, przeczytałam 3 książki i 5 gazet a podręcznika nawet nie otworzyłam. Pół nocy nie spałam, na szczęście egzaminator okazał się przemiłym człowiekiem, więc wiedziałam, że batównie będzie (chociaż wstyd zostanie...). Najpierw wysłuchałam zupełnie nowego dialogu a potem miałam za zadanie odpowiedzieć na pytania z nim związane. Ku mojemu zdumieniu zrozumiałam praktycznie wszystko. Gorzej poszło z moim własnym mówieniem w kolejnym ćwiczeniu - jużpisałam, że uważam, iż lekcje dałyby mi więcej jakbym rozmawiała z kimś na etapie aktywizacji, zamiast prowadzić monolog. I to od razu wyszło, bo z mówieniem miałam największy problem, chociaż co nieco wydukałam. Na końcu było ćwiczenie pisemne, 20 zdań do uzupełnienia i tu również - niespodzianka! - poszło mi bardzo dobrze. Uważałam, że nie wiem nic, a okazało się, że nie jest najgorzej! Bardzo mnie to ucieszyło i wprawiło w dobry nastrój na resztę dnia. Nie żałuję, że podjęłam wyzwanie i rozpoczęłam ten kurs, ponieważ nie było to czas zmarnowany. To był bardzo dobry wstęp do dalszej nauki języka hiszpańskiego. Współpraca przebiegała bezproblemowo i sympatycznie, na każdym etapie mogłam liczyć na pomoc pracowników firmy, chętnie odpowiadali na moje pytania, wysłuchiwali uwag, także tych chwilami nieco krytycznych. 10 lekcji to ponad 25 godzin nauki. Zajęło mi to jakieś 11 tygodni, ale można poziom podstawowy zrobić nawet w 2 tygodnie, ucząc się codziennie. Ja musiałam pogodzić dojazdy do siedziby, blisko 3h zajęcia z pracą, która jest dość daleko, więc miałam lekcje średnio co 7-10 dni (przypominam, że dłuższe przerwy nie są w metodzie dozwolone). Wiele osób w komentarzach pytało o koszty nauki. Tak jak już wspominałam, większość osób kupuje okulary, zabiera je do domu i dokupuje do nich podręczniki, a potem uczy się samodzielnie. Urządzanie kosztuje 997zł a do tego książka z płytą za 279zł. Hiszpański ma tylko jeden poziom, ale np. angielski ma ich więcej, kupując od razu wszystkie, cena jest korzystniejsza, gdyż zawiera rabat. Szczegóły dotyczące cen i promocji znajdziecie tutaj. Gdyby było mnie stać, chętnie kupiłabym sobie same okulary, bo świetnie na mnie działają, cudownie relaksują i ich działanie w tym zakresie jest w moim przypadku bezdyskusyjne a czy warto je kupić do nauki? To już Wasza decyzja. 

WSTĘP DO NAUKI


Hiszpania w moim życiu była od kiedy tylko pamiętam. Jest pierwszym krajem do którego wyjechałam na zagraniczne wakacje i od tego czasu już kilka razy wracałam zarówno na kontynent jak i na wyspy. Uwielbiam hiszpańską kuchnię, często robię w domu paellę czy gazpacho, lubię hiszpańskie wina a hiszpańska muzyka towarzyszy mi od zawsze. Lubię flamenco, ale też muzykę rozrywkową. Babcia, tata, bracia (5 i 25lat) a nawet pies są wielkimi kibicami FC Barcelony. Mam wiele "hiszpańskich" podróżniczych marzeń i kilka hiszpańskojęzycznych miejsc jest na liście "do odwiedzenia". Ale do czego właściwie zmierzam......? Może się wydać dziwne, że nie znam w ogóle hiszpańskiego. Jestem osłuchana, trochę nawet rozumiem, ale nie umiem złożyć nawet jednego, prostego zdania. Dlatego z wielką radością przyjęłam propozycję przejścia przez podstawowy kurs języka hiszpańskiego metodą SITA. Pewnie każdy z Was widział kiedyś w gazecie reklamę - pani w marynarce leży sobie w fotelu, na oczach ma tęczowe okulary a nauka sama wchodzi jej do głowy :) Zawsze byłam ciekawa czy można w ten sposób nauczyć się czegokolwiek, a może to chwyt reklamowy lub magia?Kiedy poszłam na spotkanie z przedstawicielem SITA, dowiedziałam się, że kurs koncentruje się na nauce porozumiewania i swobodnej komunikacji w podróży, przy pierwszym kontakcie z nową osobą. Ma otwierać na mówienie, nie stawia na gramatykę ani sztywne reguły. Na czym ma polegać sekret metody SITA? Na nauce w stanie pełnego relaksu. W jego osiągnięciu mają pomóc te tęczowe okulary, zwane "urządzeniem". Miałam okazję je wypróbować w czasie krótkiej sesji relaksacyjnej i byłam szczerze zaskoczona. Siadam w fotelu, zamykam oczy, zakładam okulary, oddycham przez nos. Mój oddech powoduje miganie lampki zamontowanej na wysokości oczy i pobudza sygnał dźwiękowy. Na początku jest to nieregularne i irytujące, więc mój mądry mózg dąży do wyrównania i dźwięku i światełek wpływając na mój oddech i regulując go. W ciągu kilku minut mój oddech z nerwowego stał się jednostajny i spokojny, zaczęłam się wyciszać i... przysnęłam :) Wtedy uznałam, że metoda jest niestandardowa i tak bardzo fascynuje mnie jakie  daje efekty, że warto podjąć wyzwanie i spróbować, szczególnie, że hiszpański może  mi się w podróży przydać. Wzięłam do domu materiały, wśród których jest spora książka z opiniami osób, które z metody korzystały. Fajnie, że firma drukuje każdą opinię, nie tyle te dobre i pełne fajerwerków, ale także te z konstruktywną krytyką. Mam za sobą szkolenie i za kilka dni zaczynam pierwszą samodzielną lekcję, więc w przyszłym tygodniu napiszę jak wyglądają zajęcia i o co w tym właściwie chodzi :)

12 komentarzy:

  1. czyli mówisz że warto zainwestować w ten sprzęt ? ciekawe, ciekawe...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym sobie kupiła jakbym była bogata jako narzędzie do relaksacji, raczej nie dalszej nauki w moim przypadku. Czy warto kupić, to każdy sam musi podjąć decyzję. MOżna się umówić na spotkanie u nich z prezentacjią i lekcją testową.

      Usuń
  2. ¡Enhorabuena! No es tan fiero el leon como lo pintan:) Z Twoich opisow metody wnioskuje jednak, ze dziala ona tak jak i kazda inna, po prostu trzeba sie uczyc. Okulary moze i pomoga w uzyskaniu jakiegos tam wyciszenia, czy tez koncentracji, ale w cudowny sposob nie wbija jezyka do glowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. popieram. każda metoda zadziała jak człowiek się przyłoży do nauki..jestem straszną tradycjonalistką jeśli chodzi o naukę języków..lubię to robić..biorę sobie zeszyt:wypisuję słówka, ćwiczę gramatykę, gadam sama do siebie i działa..o ile tylko jestem systematyczna.

      Usuń
  3. Jak dla mnie to to trochę za mało bo wiadomo, że to właśnie mówienie jest najważniejsze. Koszt jak za "wstęp do uczenia się języka" jest nieco za duży.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mogę zapytać, gdzie odbywa się ten kurs?:) Przyznam,że post zachęcił mnie do nauki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak napisałam - w domu :) Kupuje się okulary i podręcznik.

      Usuń
  5. Holla! :)
    Hmmm.. No powiem ci ze zachecasz, zachecasz :) szczegolnie sprzydalby mi sie taki kursik przed wyjazdem do Peru, bo tam ponoc ciezko z samym angielskim sie dogadac. A powiedz mi te okulary, to jakies inne wyciszenie daja niz po prostu zamkniete oczy? Bo jakos sobie nie umiem tego wyobrazic.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, dzięki bodźcom dźwiękowym i czujnikowi oddechu, idealnie reguluje Ci się organizm i wschodzisz w stan alfa.

      Usuń
    2. Hmmm....zastanawiajace, czasmi potzrbuje sie wieczorem wyciszyc...moze to nie bylby glupi pomysl. Do tego mozna polaczyc przyjemne z pozytecznym :)

      Usuń

TOP