8.8.13

Porto w obrazach

Dzisiaj Porto pojawi się na blogu już pewnie po raz ostatni, głównie w obrazach. Chyba, ze pewnego dnia znowu wsiądę w pociąg na stacji Santa Apolonia w Lizbonie, by po kilku godzinach wysiąść na cudownym dworcu São Bento i znów ruszyć przed sobie i odwiedzić ulubione miejsca.
Pisałam już wiele razy, że pogoda na północy Portugalii bywa kapryśna zimą i wiosną. W czasie tego wyjazdu, tydzień poprzedzający wizytę w Porto spędziłam w Lizbonie, gdzie temperatura nie spadała poniżej 26*C a ja rozpuszczałam się z gorąca, zupełnie nieprzygotowana takie upały. W Porto było jednak chłodno i często padało.
Ta pora roku ma jednak jedną kluczową zaletę, jaką jest brak turystów! Prawie wszędzie byłam sama, jedynie w ścisłym centrum widywałam nieduże grupki ciekawskich przybyszów z różnych zakątków globu. 
Miałam dla siebie mnóstwo czasu. To był długo wyczekiwany wyjazd po dość ciężkim okresie w pracy, nie planowałam więc intensywnego zwiedzania. Spałam u kolegi, on w ciągu dnia pracował w swoim biurze. W ponure dni wstawałam więc rano, parzyłam herbatę i przeglądałam jego książki oraz albumy pełne pięknych zdjęć. Wielkie krople deszczu rytmicznie uderzały o biały parapet gigantycznego okna z pięknym widokiem na miasto. Mieszkanie mieści się w okolicach nowoczesnego Casa da Música, które widać na pierwszym zdjęciu. 
A potem wychodziłam i szłam przed siebie. Pierwszym przystankiem zawsze była mała pastelaria, w której zamawiałam kawę i coś na ząb. Następnie jechałam w kierunku stacji Trindade albo szłam na dłuuugi spacer w kierunku oceanu. Lubię takie samotne spacery, kiedy można się skupić na mijanych miejscach, ludziach.
Ze znajomym zazwyczaj umawialiśmy się po 18 w okolicach Avenida Aliados, także byłam tam praktycznie każdego dnia. Raz nawet spędziłam 2h siedząc na krześle pod drzewem widocznym powyżej, zapisując sobie różne myśli i wspomnienia. Kiedyś bardzo lubiłam biegać, zwiedzać, zaliczać. Zmieniło się to jednak i teraz staram się po prostu korzystać z czasu który mam dla siebie. Oczywiście zawsze są miejsca, które chcę zobaczyć, ale nie jest to już "wszystko", tylko kilka ważnych punktów.
Od jakiegoś czasu najbardziej cenię życie ulicy. Obserwowanie zwyczajów, codzienności osób mieszkających w innych krajach.  Tego co jedzą, co piją, jak ze sobą rozmawiają. Jak spędzają czas, jak się ubierają, jak wyglądają. Siadam w mało turystycznych knajpkach i pokazując na talerz innych klientów mówię, że chcę to samo.
Spaceruję nieśpiesznie pomiędzy starymi budynkami, mijam bawiące się dzieci, rozmawiających staruszków, panów pracujących w jakimś warsztacie, mewy krążące nad moją głową. Zaglądam w różne podwórka, do małych sklepów, staram się rozmawiać z miejscowymi, okazywać im zainteresowanie.
Sprawia mi to o wiele więcej radości niż dostojne muzea, kościoły, zabytki, chociaż te również lubię. W Porto poszłam do cudownej księgarni Lello & Irmão i spędziłam tam kilka godzin przeglądając albumy i książki. Kupiłam sobie nawet jedną z przepisami portugalskimi a po południu niestety zgubiłam ją w którejś z odwiedzanych kawiarni. Trudno. Odkupię innym razem!

11 komentarzy:

  1. Piękne obrazy, wspaniałe wakacyjne miejsce!

    OdpowiedzUsuń
  2. Porto! bardzo je lubie, i zwiedzam je tak samo jak Ty to opisujesz, niespiesznie, obserwujac ludzi, smakujac wszystko co wpada mi w oko...juz niedlugo znowu tam bede.Lubie wloczyc sie po la Ribeira, wchodzic w jej waskie uliczki pelne zycia.Rozkoszuje sie zmieniajacymi sie widokami , obserwowuje jak swiatlo piesci rzeke Douro. Mozna tak bez konca...sciskam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  3. Byłem w Porto ponownie w czerwcu. Bardzo lubię to miasto za swoisty klimat. Jednak w szybkim konkursie - Porto, czy Lizbona, wygrała jak zwykle ta druga ... :) Dzięki za zamieszczenie linku do mojego posta o absolutnie odjazdowej księgarni Lello & Irmão!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale mnie ucieszyłaś tym postem :)
    Właśnie wczoraj wspominałam Porto. Casa de Musica jest przepięknym budynkiem, nowoczesnym a przy tym "z klimatem" więc mieszkanie w pobliżu musi być niezwykłym doświadczeniem. Zwłaszcza w pięknym, jasnym mieszkaniu w otoczeniu książek o designie. Zazdroszczę Ci tego Antonia ;)
    Pamiętasz, że też byłam w Porto w tamtym czasie? Chyba tuż przed Tobą. I pogoda była wymarzona na włóczenie się po mieście... Tak mi się przypomniało :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam! Wymieniłyśmy się pogodą! Z tego co wtedy pisał mi Antonio, na dzień przed moim przyjazdem było jeszcze pięknie a w dniu w którym opuszczałam Porto już było pięknie ;)

      Usuń
  5. marzy mi się Portugalia i jej klimat, mogłaby być nawet taka mniej słoneczna jak z Twoich zdjęć i całkiowicie popieram Twój "sposób zwiedzania", nie wszystko na siłę ale tak żeby było przyjemnie, nawet jeśli miałyby to być dwie godziny siedzenia pod drzewem ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Porto jest prześliczne - ta architektura, która (przynajmniej u mnie) budzi takie skojarzenie jakby była miksem Hiszpańskiej i Włoskiej architektury - zapewne po części tak jest ze względu na położenie, ale wiadomo że coś swojego to miasto też ma. To czuć na tych zdjęciach :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciekawa relacja, piękne zdjęcia i wspaniałe opisy miejsc. Czuję się bardzo zachęcona by kiedyś tam pojechać. Póki co zazdroszczę mojej siostrze bo będzie tam już we wrześniu.

    OdpowiedzUsuń
  8. pięknie mimo braku pogody!

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo lubię taki sposób zwiedzania jak Ty, pomału, delektując się kawą, nie "zaliczając".

    OdpowiedzUsuń
  10. Fantastyczne zdjęcia, ciekawe miejsca:) Takie podróżowanie to piękna pasja i jak wzbogaca życie:)

    OdpowiedzUsuń

TOP