7.9.13

Jak lubicie podróżować?

Dziś dla odmiany chciałabym spytać Was jak lubicie spędzać swoje wakacje? Blisko, krótko i niezbyt drogo, ale za to często i regularnie czy może dalej, raz na jakiś czas, ale konkretnie, na dłużej? Z walizką czy z plecakiem? Sami czy z biurem podróży? Co wg Was jest ciekawsze? Europa, Azja, Ameryka Południowa, czy może USA? Gdzie Was ciągnie? Dużo pytań, wiem :) Ja zawsze lubiłam jeździć krótko i często, zdecydowanie bliżej. Usiadłam kilka dni temu i podsumowałam koszty tegorocznych wypadów i trochę zdziwiłam się, ile to wszystko razem kosztowało, pomimo, że wydawało mi się niedrogie. Zaczęłam się zastanawiać czy w przyszłym roku nie wyruszyć w końcu gdzieś za Ocean.

Od dawna chodzi, a nawet biega za mną Nowy Jork. I tak sobie po cichutku marzymy z koleżanką, żeby za rok polecieć do NYC, spędzić tam trochę czasu, po czym przedostać  się na Florydę, wykupić z dnia na dzień rejs po Karaibach Wschodnich i odbyć taką cudną podróż... Co z tego wyjdzie, ciężko stwierdzić, ale jak powiem o tym na głos, może łatwiej będzie się zmobilizować do oszczędzania, bo moje zarobki nie są zbyt porywające... Ale jak się czegoś bardzo chce, to ja wierzę, że się uda, bo czemu miałoby być inaczej! Prawda? :)

27 komentarzy:

  1. Marzenia trzeba spełniać:))) Uwielbiam wszelkie podróże od maleńkich, po wielkie!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Sposób podróżowania zależny jest w dużej mierze od tego jak wygląda nasze życie zawodowe. Ja nie mogę sobie pozwolić na dłuższy wyjazd, stąd moje podróże są częste, ale krótkie. Staram się by były intensywne. Muszę się z Tobą zgodzić, że takie podróżowanie pochłania duże koszty i spokojnie można za te same pieniądze pojechać dalej i na dłużej. Trzymam kciuki za realizację planów! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciężko powiedzieć, co jest ciekawsze. Wszędzie, gdzie pojadę, jest fajnie. Podróżuję od niedawna tak na prawdę, tylko i wyłącznie na własną rękę, nigdy nie wykupiłam wycieczki w biurze podróży, bo po pierwsze to strata pieniędzy, za kwotę, jaką wydałabym w biurze podróży mam wczasy dla dwóch osób, (przykładowo 3500 zł dla dwóch osób, 2 tygodnie Malaga-Barcelona-Malta, przeloty, noclegi, wyżywienie, kieszonkowe) a po drugie, wydaje mi się, że samemu jest o wiele ciekawiej. Nie jesteś przewożony z samolotu autobusem prosto do hotelu, gdzie od razu pod opiekę bierze Cię polski rezydent, a samemu trzeba znaleźć przystanek, autobus, kupić bilet i dojechać, z miejscową ludnością. W takich momentach po raz pierwszy można mieć styczność z atmosferą, zwyczajami, kulturą danego miejsca. Uwielbiam obserwować toczące się, prawdziwe życie. Nie takie zamknięte za hotelowymi bramami. Noclegi wykupuję w różnych miejscach, od hosteli, hoteli, po apartamenty czy pokoje wynajmowane przez mieszkańców, jak np. W Chorwacji. Fantastyczna, agroturystyczna atmosfera, z widokiem na Adriatyk, limonkami i figami zaglądającymi przez okiennice. Chyba się trochę zagalopowałam :) Na koniec tylko dodam, że od ponad miesiąca mieszkam na Malediwach, więc mam możliwość poznawania zupełnie innego świata, religii i kultury od podszewki. Otwarły się również możliwości zwiedzenia innych azjatyckich państw, mam już kupiony bilet na Sri Lankę, planuję również Malezję, Indie, potem zobaczymy :-) Reasumując: wszędzie fajnie, tylko i wyłącznie na własną rękę, krótko i często, choć raz na jakiś czas warto raz a porządnie. Np. tak jak Ty, te Stany z Karaibami. No i ostatnie: z walizką, jednak odkąd co kilka dni przemieszczam się między wyspami promem, rozważam zakup plecaka, będzie na pewno wygodniej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że nie przepadasz, ale może choć troszkę zainteresuję Cię swoimi dziennikami, gdzie nie tylko piękne plaże i nuda dookoła ;) hihihi

      Usuń
    2. Fakt, na Malediwy mnie nie ciągnie, ale i tak uważam, że super! :)

      Usuń
  4. A ja lubię podróże i na krótko i na dłużej. I bliżej i dalej - choć poza Europą jeszcze nie byłam... szkoda, ale niestety - życie zawodowe nie zawsze pozwala na urlop i wystarczającą ilość pieniążków.
    Co do biur podróży - na razie raz wyjechałam z typowym biurem podróży i więcej tego nie zrobię - zazwyczaj szukam jakis klubów wyjazdowych, gdzie niekoniecznie śpi się w hotelach, ale hostelach czy innych tworach (bo pensjonatami tez tego nazwać nie można ;).
    Lubimy też wyjeżdżać na własną rękę, najbardziej w góry na narty i deski. A jeśli już biura to małe, kameralne, tańsze i często autokarem. Wiadomo samolot - wygoda, szybciutko, ale coś nam nie pasuje ;)
    Co do planów (które mam nadzieję się spełnią) to w przyszłym roku baaardzo chcielibyśmy z mężem na Florydę do rodziny, mamy zaproszenie, wiec trzeba skorzystać! Czekamy więc na odpowiedni moment :) No i jeszcze z utęsknieniem patrzę w stronę Portugalii :)
    A tak jak i Ty, mocno wierzę w marzenia :))

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja wolę wyjeżdżać na dłużej, ale krótkie wypady też nie są mi obce. Wraz z moim Włóczykijem nie mam niestety możliwości wyjeżdżać na długo z racji rodzaju pracy, jaką on wykonuje. Ostatnio wypadamy tylko na weekendy, a i te nie zawsze mamy wolne, niestety. No ale weekendowe wypady też nie są nigdy nudne, co chyba w naszym blogu widać... ;)
    Pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń
  6. Gdybym miala wiecej mozliwosci /smiech/!
    Wiec... lubie to, co mam np. czytanie twoich wpisow!
    Serdecznosci
    judith

    OdpowiedzUsuń
  7. Lepiej na dłużej niż na krócej, tak żeby dało się poczuć wakacyjny klimat. Krótkie wypady maja to do siebie, że wyrywają z grafiku nie dając wystarczająco poczuć klimatu.
    Zawsze na własną rękę! nigdy z biurem podróży.
    Najchętniej daleko i autem :)

    pozdrawiam
    Marta

    OdpowiedzUsuń
  8. Z uwagi na branżę w jakiej pracuję, a jest to turystyka, podróżować jest mi dość łatwo. Jednak na 3-4 wyjazdy w roku 2-3 są służbowe (na co absolutnie nie narzekam!) a jeden taki porządny, 3 tygodniowy, jest moim urlopem.
    Dotychczas Azja Południowo-Wschodnia: plecak, codziennie w innym miejscu, low costowo, wszystko po mojemu, samodzielnie.
    W tym roku mam w planie Kubę, z logistycznych względów nie w hostelu a w hotelu, ale leżeć na leżaczku wyłącznie absolutnie nie zamierzam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To gratuluję, bo pracuję w tej samej branży a nie wyjeżdżam ;)

      Usuń
  9. Od jakiegoś czasu lubię zwiedzać lokalnie, krótko, ale często, najlepiej jak weekend jest spędzony poza domem. :) To chyba wynika z mojego trybu hmm życia. Jestem emigrantką, kilka lat spędziłam w USA, a teraz od kilu lat mieszkam w UK, dlatego staram się turystycznie wycisnąć z danego kraju jak najwięcej, bo póżniej jak znowu gdzieś wyjadę, to nie wiadomo czy będę mogła kiedyś wrócić do tych miejsc. Zwiedzam raczej tak aby było taniej, noclegi na campingach albo w pensjonatach. Restauracje odpadają, stołuję się w kawairnaich i gastropubach. Kasę w ten sposób zaoszczędzoną przeznaczam na kolejny wypad. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja także marzę o USA, mam nadzieję, że kiedyś uda mi się zobaczyć wszystkie upragnione miejsca w Stanach:) Ja preferuję wypady na własną rękę choć kiedyś korzystałam z biura. Obecnie bardziej odpowiada mi taka stuprocentowa niezależność. Wolę zebrać pieniądze na zagraniczny wyjazd w nowe miejsce choć czasami lubię powrócić do miasta, które już widziałam;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja mam to szczęście, że życie/los/praca mojego małżonka za mnie/nas wybiera kierunek podroży! Byłam w wielu miejscach na świecie, nie mam jednego wybranego, który chciałabym jeszcze raz zobaczyć, choć chętnie wrócę do Italii.
    Jednak pod dłuższym zastanowieniu, gdybym mogla wybrać miejsce na wypoczynek połączony z bieganiem z aparacikiem, dobrą kuchnią, fajnymi ludźmi, wyłączając moje kochane Kaszuby, no to tylko Europa: z pewnością Twoje ulubiona Portugalia, potem Hiszpania, Francja... i inne znane i mniej mi znane miejsca :)
    Niekoniecznie sama z plecakiem, lubię wygody wiec dobry hotel, a jeśli nie, to koniecznie dobre łóżko w pensjonacie i chętnie z biurem podróży. Lubię jak mi się poleca, podpowiada a wiem, że na rezydentów czy pracowników biur podróży zawsze można liczyć :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Czytam Wasze komentarze i widzę, że jak to w życiu, każdemu pasuje coś innego :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Mam podobne odczucia po tegorocznych wojażach (tych bliskich, bo po kraju). Było ich bardzo wiele i już nie mogę usiedzieć na miejscu. Jeździmy głównie autem - 3 osobowa rodzinka z 4-latką, ale uwielbiamy też go gdzieś porzucać i chodzić z plecakiem. Na przyszły rok zaplanowaliśmy plecakową low cost trasę Rzeszów-Przemyśl-Lwów-Odessa i ... trzeba zacząć odkładać, szukać tańszych noclegów itd. Mam niestety rocznie około 3 tygodnie urlopu i nie zamierzam ich nie wykorzystać intensywnie, a wschód zaczyna mnie przyciągać. Jak wypali Ukraina, to chyba będę chciała dalej i dalej na wschód :-)
    Pozdrawiam i trzymam kciuki za przyszłoroczny odlotowy wyjazd!

    OdpowiedzUsuń
  14. Do NYC tez mi sie marzy, ale nie zamierzam sie przedzierac przez problemy wizowe. Myslalam, ze w tym roku uda mi sie zobaczyc Kube, ale niestety, jeszcze musze poczekac. Od zawszw marzy mi sie Ameryka Pld, Chile, Argentyna szczegolnie, potem Peru, Wenezuela, Boliwia, Kolumbia...i Australie chcialabym zobaczyc:) podrozuje intuicyjnie mozna by powiedziec, co nieco wiem o miejscu do ktorego wyruszam, reszty dowiaduje sie bedac juz tam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie te tematy wizowe też przerażają. Alternatywnie z tych dalszych biorę pod uwagę Tajlandię lub same Karaiby.

      Usuń
    2. A ja z wyzytą w Ameryce, za "wielką wodą", czekam aż zniosą wizy. Takie mam postanowienie :-)

      Pozdrawiam serdecznie,
      E.

      Usuń
  15. Ja podobnie. Za rok również planują z przyjacielem udać się do Nowego Jorku, ale czy wypali nie wiadomo. Być może uda się ponownie do Kanady właśnie w związku z tym, że nie ma takich problemów wizowych. Co do podróżowania to uwielbiam jeździć wszędzie. Chyba najbardziej lubię często, intensywnie i nie strasznie daleko. Aczkolwiek daleko też lubię,ale to zawsze wiąże się z dłuuuższym okresem przygotowań. :) Za tydzień udaje się do Mediolanu.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja to chyba jestem za tymi podrozami malymi, chociaz nie powiem taka daleka tez mi sie marzy- niestety jest to powiazane z tym, ze bedzie potrzebny dluzszy urlop, z ktorym zawsze cos sie kicka ;))
    ale poniewaz mieszkam w Barcelonie nawet te male podroze sa dla mnie duze :))

    mam jednak nadzieje, ze w przyszlym roku uda mi sie pojechac gdzies dalej :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie to czas może by się znalazł, gorzej z kasą póki co ;)

      Usuń
  17. Uwielbiam siedzieć za kółkiem, mój Marcin też, bardzo często podróżuje z nami pies - więc po Europie najczęściej jeździmy autem.Jest siedmioosibowe wiec nawet można się przespać:-).Nigdy nie korzystamy z usług biur, zawsze wszystko sami i w swoim stylu.Trzymam kciuki za Amerykę - trzeba mieć rozmach w marzeniach i odwagę w ich spełnianiu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo nie lubię tego, że boję się prowadzić samochód, strasznie mi to utrudnia życie :(

      Usuń
  18. "Have big dreams. You will grow into them". Trzymam kciuki za plany karaibskie :)
    A podróżować lubię na wszystkie możliwe sposoby. Niestety z dwoma (*)do tego stwierdzenia: 1. żeby doceniać, to co widzę i odwiedzam muszę być wyspana (więc najczęściej wieloosobowe hostele odpadają w moim przypadku) i muszę mieć jakiś prysznic codziennie (więc pewnie na wyprawę do Amazonii się nie nadaję):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też bez prysznica bym nie dała rady ;) natomiast spać mogę wszędzie, jestem typem co uśnie nawet na stojąco w tramwaju ;)

      Usuń

TOP