20.9.13

Polecany film - "My blueberry nights"

Zauważyłam ciekawą zależność. Im więcej osób pisze na Filmweb.pl. że film jest nudny, bez fabuły lub po prostu "o niczym", tym bardziej  mi się zazwyczaj podoba. Nie szukam w filmach szybkich zwrotów akcji, pościgów, hałasu. Jasne, że czasem lubię obejrzeć coś trzymającego w napięciu, ale to raczej sporadycznie. Zdecydowanie preferuję spokojne kino. Najlepiej dobre kino drogi. Często przegadane, pozornie bez żadnej głębszej treści.
"My blueberry nights" Kar Wai Wonga urzekło mnie od pierwszego seansu. Nie jest to arcydzieło, ba, ciężko w nim nawet o dobrą grę aktorską. A jednak ma w sobie coś, co każe mi do niego wracać raz na jakiś czas. Klimat, świetne prowadzenie kamery, piękne zdjęcia i tak lubiane przeze mnie krótkie sceny, zupełnie pozbawione muzyki i dźwięku.
Nowy Jork. Jeremy, Chłopak z Manchesteru, który miał dużo marzeń a finalnie pracuje w  małej kawiarni o wymownej nazwie "Klucze". Elizabeth, która wpada do kawiarni, aby się upewnić, że jej chłopak ją zdradza. I zostawić klucze, wrzucone do szklanej kuli. Uwielbiam ich proste spotkania po dwóch stronach lady, z niechcianym ciastem jagodowym, które wcale nie jest winne temu, że klienci go nie wybierają. Przecież "there's nothing's wrong with the  blueberry pie". Powolna akcja, niemal statyczne ujęcia i fenomenalna ścieżka dźwiękowa.
Pewnego dnia Liz nie stawia się na wieczornym spotkaniu. Tracąc miłość, poczuła, że musi odzyskać siebie. Wyrusza w długą, samotną podróż po kraju. Obserwujemy jej życie przez 300 dni. W Memphis, 1800km od NYC, potem ponad 6286km od NYC. Jak mówi "I don't have any specific destination in mind, but... I'm just gonna go until  I run out of places to go". W tym filmie nie ma "przygód". Jest codzienność. Praca na dwie zmiany, by zapomnieć. Niezbyt ciekawe kluby w małych, prowincjonalnych miasteczkach, gdzie można obserwować ludzi, nic nie mówiąc. Przeglądać się w nich niczym w lustrze, by z każdym spotkaniem polubić siebie chociaż odrobinę bardziej. Na drodze Elizabeth staną pijany miłością i alkoholem policjant Arnie, jego oszałamiająco piękna żona Sue Lynn oraz uzależniona od hazardu, nikomu nieufająca Leslie. Mimo, że będą obok, to każde z nich zostawi w niej jakiś ślad. Lubię każdą z tych postaci, ludzi totalnie pogubionych i nieco szalonych. Smutne są ich historie, ale może z właśnie takich możemy nauczyć się więcej?
Wyjeżdżając bez pożegnania, bohaterka nie zapomniała o Nowym Jorku i Jeremym, który stał się jej bliski. Wspólne jedzenie ciast wieczorową porą zbliża :) Z każdego miejsca pisała do niego kartki. Z przemyśleniami, pozdrowieniami. On czytał i czekał. "Dear Jeremy, I thought about what Arnie said about the sobriety chips, how to focus your attention on something else in order to cure your addiction. If I was an addict, I'd choose blueberry pie as my chip. (...) Enclosed is a bill I've created for you in memory of our time together. I wonder how you remember me. As the girl who liked blueberry pies or the girl with the broken heart?"
Tak, lubię ten film. Za to, że jest taki cudownie długi, pomimo, że trwa tylko 1.5h. Za nieodparty urok i ciepło bijące z Norah Jones, która zdecydowanie lepiej śpiewa niż gra, ale jakie to ma znaczenie? Moja słabość do Juda Low jest wieczna i jemu też jestem w stanie wiele wybaczyć. Bohaterowie są ciekawymi ludźmi, z lekką pustką w życiu i sercu. "My blueberry nights" jest dla mnie o tym, że wszyscy wciąż szukamy, czasem chcąc pustkę zapchać czymkolwiek. Ale też o tym, że czas leczy rany i wzmacnia nas. Że do pewnych spraw nie ma już powrotu, a to, co jest przed nami może być równie dobre. Że wyrzucenie kluczy powoduje, że już nigdy nie otworzymy pewnych drzwi, ale jak  powiedział Jeremy, czasem nawet za otwartymi drzwiami, może nie być już tej osoby której szukamy. Czas mija, my się zmieniamy. To nie jest film idealny. Ale co z tego?

"Dear Jeremy.
In the last few days,
I've been learning how to not trust people
and I'm glad I failed.
"

18 komentarzy:

  1. Obsada całkiem przyzwoita. Kusząco się zapowiada... Dzięki za popdpowiedź Ajka!

    OdpowiedzUsuń
  2. I juz wiem, dlaczego nam sie wybor filmow czasem nie zgadza! To, czego w nich szukasz, ja znajduje w ksiazkach. Emocje, uczucia, rozwoj osobowosci, proste historie ukazujace zycie. W filmach szukam ciekawej fabuly i pieknych zdjec, nie lbuie filmow "przegadanych" badz "przemilczanych", po bo tam ksiazki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Filmy przegadane, nie wykluczają ciekawej fabuły i pięknych zdjęć.

      Usuń
  3. A ja właśnie pamiętam jak ten film był w kinach i chciałam na niego iść, ale wszędzie spotykałam komentarze z serii - "nuda" i zrezygnowałam. Ale ponieważ przestałam się kierować tymi sugestiami, bo stwierdzam,że są pisane przez ludzi o bardzo odmiennych gustach do mojego, to tez zamierzam obejrzeć i sama zweryfikować opinię.

    OdpowiedzUsuń
  4. Oglądałam zaraz po premierze i teraz już niewiele pamiętam z tego filmu, no poza moją ulubienicą - Norah Jones.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zobaczyłam Twój wpis i od razu szybciej zabiło moje serce! 'Jagodowa miłość', lub 'My blueberry nights' (czyli lepszy oryginał tytułu ;) to jeden z moich filmów nr 1!
    Kocham, wręcz ubóstwiam go! A Twoje słowa we wpisie brzmią identycznie jak myśli w mojej głowie. To nic, że aktorstwo takie, ze Norah lepiej śpiewa niż gra, że do Jude'a Lowa ma się słabość, że film mimo, że standardowo nagrany, to jednak dłuży się niemiłosiernie. To naprawdę nic! Bo dla takich fanek jak ja to wszystko się nie liczy.
    Piękna muzyka, z pozoru mało treści, a jednak klimat jest przeeeeeecudny... (wybacz mój subiektywizm ;).
    Pamiętam, jak pierwszy raz oglądałam "Jagodową..." na studiach. Moje zauroczenie sięgało zenitu zawsze, kiedy bohaterowie filmu jedli jagodowe ciasto - i nie wiem naprawdę czemu!
    Może dlatego, że lubię filmy, w które wplata się również wątki smakowe, kiedy widzimy tryskające z ekranu smaki i zapachy potraw.
    Jeśli moge podpowiedzieć Ci inny niesamowity film (troche w podobnym kilmacie, choć z szybszą fabułą), to byłaby to zdecydowanie "Czekolada"! A książka jest równie wspaniała! Nie będę pisać o czym jest - po prostu polecam, obejrzyj! :)
    Pozdrawiam serdecznie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam "Czekoladę" niezliczoną ilość razy i na pewno będę o niej pisać. Książka natomiast nie podobała mi się zupełnie (co jest chyba wyjątkiem, zazwyczaj film jest gorszy od książki ;))

      Usuń
    2. Mi akurat książka przypadła do gustu :) Ale ja tak miałam w przypadku Pachnidła - o ile film przełknęłam, o tyle książki nie mogłam. Przeczytałam do końca, ale była koszmarna! :P

      Usuń
  6. Po przeczytaniu Twojego wpisu wczoraj ściągnęłam film i planuję zobaczyć w ten weekend :) Lubię, jak piszesz o filmach, bo potem już wiem co chcę obejrzeć, lubię Twój filmowy gust :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetna recenzja filmu, który bardzo lubię!

    OdpowiedzUsuń
  8. piękna recenzja filmu , też go bardzo lubię !

    JK

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetna recenzja:) Chętnie obejrzę ten film:)
    Chciałam wziąć udział w Twoim konkursie, jednak zablokowane są komentarze.Na FB lubię jako: Zaproszenia z fantazją
    Pozdrawiam gorąco:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo fajna recenzja, masz ciekawe podejście do filmów, takie osobiste. lubię jak o nich piszesz, bo mam dość tych gazetowych wypocin "krytyków"

    OdpowiedzUsuń
  11. Filmik jest naprawdę super opisany ;-) myślę że trzeba go zobaczyć , a ja z miłą chęcią to uczynię

    OdpowiedzUsuń
  12. Oglądałam. Mnie też zachwyciła Norah swoim serdecznym ciepłem , które emanuje z niej. Spokojny film o wszystkim i niczym :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Fajny film. Ciekawa rola Norah Jones. Dobre na popołudniową niedzielę ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Na usta cisną się tylko jedne słowa : uwielbiam ten film ;)

    OdpowiedzUsuń

TOP