24.10.13

Czym jest świadoma turystyka?


Jakieś 3 tygodnie temu dostałam wiadomość informującą o projekcie post-turysta i pytaniem, czy mogę zamieścić o nim informację na fanpejdżu bloga. Zawsze dokładnie przyglądam się takim stronom, zanim się z Wami nimi podzielę, bo zależy mi, aby były zgodne z moimi poglądami. Ten projekt od razu mnie zainteresował, bo trochę brakuje mi takiej dyskusji. Ucieszyłam się, iż poza publikowanymi przez nich tekstami, prowadzone są w Warszawie warsztaty, których tematem jest świadome i odpowiedzialne podróżowanie. Zapisałam się na pierwszy dostępny termin.  Składają się one z dwóch części, po ok. 4h każda. Jest trochę teorii, trochę zadań w grupie, oglądanie filmu wraz z dyskusją, analiza różnych tekstów i dużo wymiany myśli i poglądów.
Jestem zadowolona, było różnorodnie i ciekawie. Większość informacji w taki czy inny sposób obiła mi się kiedyś już o uszy, ale miałam okazję poszerzyć wiedzę i bardziej ją ułożyć w głowie. Pewne kwestie mnie zszokowały i zmusiły do myślenia (np. na pierwszych zajęciach widzieliśmy dokument o "ludzkim zoo" w Afryce, w trakcie spotkania musieliśmy wyrazić pewne opinie, a ja przez ponad tydzień nie mogłam przestać o tym myśleć i wiem, że dziś udzieliłabym zupełnie już przeciwnych odpowiedzi niż wówczas). Trochę inaczej zaczęłam patrzeć na relacje miejscowych i turystów, uświadomiłam sobie sporo zagrożeń płynących z masowej turystyki, o których niby wiedziałam, ale jednak nie skupiałam się na nich tak bardzo. Myślę, że ten projekt jest potrzebny, a jego dużym plusem jest to, że organizatorzy/prowadzący byli w omawianych miejscach i mają sporą wiedzę "z doświadczenia wziętą". Staram się być świadomym turystą, chociaż łapię się na tym, że czasem wpadam w różne pułapki współczesnego świata i nie wstydzę się tego, próbuję jednak nad sobą pracować, by iść w lepszym kierunku, bardziej odpowiedzialnym i dojrzałym.

Czym jest świadoma turystyka? Bo na pewno nie wakacjami All Inlcusive, w hotelach w których marnują się tony jedzenia, obsługa zarabia grosze, nabija się kieszenie sieciom hotelowym, traci hektolitry wody, by codziennie zmieniać marudom pościel na czystą i polerować na błysk okna.

Czy jesteście świadomi:

* ile wody zużywa się, aby nawodnić pola golfowe? A ile, aby hotele mogły funkcjonować?
* ile ton CO2 na pasażera emitują samoloty?
* Ile raf koralowych niszczą statki wycieczkowe i ile ton śmieci wytwarzają ich goście?
* jaki wpływ miała turystyka na spotęgowanie szkód tsunami w Azji Płd-Wschodniej?
* o ile % wody zużywamy więcej będąc na urlopie niż siedząc w domu? 
* jaki wpływ ma turystyka na ziemię, wodę, powietrze, mieszkańców i ich kulturę?
* ile zwierząt jest wyzyskiwanych lub ginie, by stać się rozrywką lub pamiątką? 
* czym są "ludzkie zoo" i czy jest jakiekolwiek dobre rozwiązanie tego problemu?
* czym się różni podróżnik od turysty i czy naprawdę czymś się różni? 
* jaki wpływ na zachowanie samych podróżujących ma świadomość czasu wolnego?
* co można zrobić, by podróżować rozsądniej i z większym szacunkiem dla odwiedzanych miejsc?

Na te i wiele innych pytań szukaliśmy odpowiedzi. Wiele niestety nadal pozostaje pod wielkim znakiem zapytania, bo tematy są bardzo złożone, trudne do pogodzenia z punktu widzenia etyki i ekonomii, ale otwarta dyskusja zapala trochę lampek. Jeśli jesteście z Warszawy, warto wybrać się na warsztaty. Jeśli nie, to zajrzyjcie na stronę post-turysta, gdzie znajdziecie ciekawe artykuły.

24 komentarze:

  1. Ja bym zrobila podzial na wczasowicza, turyste i pidroznika, z tym ze ten ostatni gatunek jest juz na wymarciu. Turysta, to ktos kto chce cos zobaczyc, kto jest zainteresowany czyms wiecej niz tylko zrobieniem zdjecia. No i wczasowicz, zainteresowany tym ile gwiazdek ma jego hotel i czy sasiedzi beda mu zazdroscic.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w zupełności się zgadzam:) mój znajomy jest właśnie „podróżnikiem” i kiedy opowiada o swoich podróżach aż chce się słuchać. To jest coś zupełnie innego niż gderanie koleżanki z biura, która była w Egipicie i opowiada o hotelowych rozrywkach i plaży

      Usuń
    2. Na podstawie doświadczeń zawodowych też uważam, że jest jeszcze ta grupa o której wspominasz.

      Usuń
  2. Bardzo ciekawy temat, jest jeszcze książka "Witajcie w raju. Reportaże o przemyśle turystycznym" Jennie Dielemans

    OdpowiedzUsuń
  3. Ważny temat. Turystyka niestety ma plusy i minusy. W czasie swoich lokalnych wojaży zawsze staram się zostawiać pieniądze w małych, lokalnych obiektach. Nie śpię w hotelach-sieciówkach, tylko w B&B, jadam w lokalnych jadłodajniach, omijając szerokim łukiem wszelkie kfc itd. Wiem, że one zatrudniają lokalnych, ale niestety poznałam na własnej skórze jak wygląda praca i zarobki w takich miejscach i dokładać się do tego "biznesu" nie chcę. :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małe kroki, ale mają ogromne znaczenie moim zdaniem!

      Usuń
  4. Niestety gdybym nabyła tej świadomości to chyba nie wpłynęłoby to dobrze na moją chęć podróżowania. Ja już jestem męcząca, jak kran cieknie, a co dopiero jakbym się dowiedziała, jaki to wszystko ma szkodliwy wpływ na środowisko. W tym wypadku wychodzę z założenia, ze niewiedza jest błogosławieństwem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wg mnie jedynym błogosławieństwem jest świadome życie na które mamy wpływ własnymi decyzjami i czynami.

      Usuń
    2. Ajka, święte słowa! Zgadzam się w 100 %.

      Usuń
  5. chyba podchodze do tematu podobnie jak Travelling Milady - moja niewiedza jest błogosławieństwem.
    wściekam sie za każdym razem, gdy mąż nie wyłącza swiatła w łazience, jak nie dokręci kranu, jak włącza tv, komputer i jeszcze coś jednocześnie. nawet nie chce myśleć jak to wygląda masowo.
    a wiem, że powinnam.
    przyznaję, ze trochę mnie to przeraża.
    ale ja też już nie jeżdżę All inclusive, więc choć odrobinkę coś mnie w tym pociesza.
    żałuję, ze nie mieszkam bliżej Warszawy, bo na takie warsztaty z chęcią bym się wybrała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może za jakiś czas dotrą do innych miast, bo projekt się rozrasta, można ich na Facebooku obserwować.

      Usuń
  6. Jak z każdą dziedziną, są plusy i minusy. Jak jeździmy autem to też emitujemy CO 2.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Używając lodówki także, ale pisałam również o wielu innych kwestiach na które możemy mieć wpływ.

      Usuń
  7. Sa jeszcze podroze z misja, np kulturalne, edukacyjne, agronomiczne, medyczne, religijne, charytatywne, itp. Mysle,ze te sa najbardziej interesujace.

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo ważny temat. Wściekam się kiedy ktoś daje pieniądze żebrzącym dzieciakom, albo rozdaje w plemiennej wiosce długopisy czy baloniki. To takie robienie czegoś z pozycji darczyńcy, dla pogłaskania swojego sumienia lub ego, bez zastanawiania się jakie są tego negatywne długoterminowe efekty.
    Każde z przytoczonych przez Ciebie pytań warte jest przemyślenia i dyskusji. Dzięki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozmawialiśmy także o tym o czym piszesz. Jedna z uczestniczek, która organizuje wyjazdy do Nepalu powiedziała, że pomoc jest często niezbyt przemyślana i np w tamtych regionach powstało już tyle profilowanych szkół dających zawód typu lekarz, nauczyciel, że w międzyczasie nikt nie wpadł na to, że dla tych ludzi nie będzie pracy bo.. nie ma np. szpitali.. I w wielu wioskach ludzie pokończyli szkoły, są wykształceni i musieli do wiosek wrócić, bo nie ma dla nich pracy, co powoduje ogromną frustrację. W filmie dokumentalnym na temat "ludzkiego zoo" w Dolinie Omo pokazana była turystka z Holandii, która nie dość, że rozdawała balony to... wyrywała je dzieciom, które nie mówiły THANK YOU!!!

      Usuń
    2. Na ten temat jest świetny artukuł p. K. Tołwińskiej http://www.katarzynatolwinska.com/spokoj-sumienia-one-dollar-only-biedne-dzieci-pomoc/ . Daje do myślenia! Też nie znoszę jak ktoś daję kasę żebrzącym dzieciakom nie zdając sobie sprawy, że tak naprawdę wyrządza im tylko większą krzywdę...

      Usuń
    3. Jestem generalnie bardzo przeciwna dawaniu pieniędzy żebrzącym, ale od kiedy przeczytałam artykuł o brutalnym okaleczaniu dzieci w Indiach, by "generowały większe zyski", ręce mi opadły. Co gorsze, jeśli nie przynoszą pieniędzy są często mordowane, więc często ta jałmużna ratuje im życie... nie wiem... Najgorsze, że to wszystko przez to, że ktoś kiedyś te pieniądze dał i ktoś inny wyczuł w tym biznes. Są takie chwile, gdy nie mam słów, by wyrazić jak bardzo się brzydzę współczesnym światem...

      Usuń
  9. Zgadzam się, że to bardzo ważny temat. Jednak też jestem świadoma, że ludzie którzy z takiej turystyki korzystają, nie zmienią swoich nawyków: na zasadzie, mam kasę, chcę opływać w luksusach i nic mnie nie obchodzi. Tak samo podmioty, które świadczą takie usługi, też z nich nie zrezygnują, bo to ich zarobek.

    To trochę jak na zasadzie bycia świadomym i wewnętrznego sprzeciwu dla realiów azjatyckich fabryk, wiemy, że często pracują tam dzieci, nie są pozastrzegane prawa pracowników ano BHP, właściwie można nazwać to współczesnym niewolnictwem. Jednak wpływu na to nie mamy, bo czegokolwiek byśmy nie kupowali w naszych "europejskich" sklepach, to i tak w całości lub częsci pochodzi właśnie z tamtych terenów. Chociaż ten problem nie dotyczy tylko Azji, również np. Afryki. A firmy, które korzystają z pracy takich ludzi zrezygnować nie mogą, bo wzrosną ich koszty produkcji, co się wiąże z podniesieniem cen i w rezultacie utratą klientów. Cóż czysta ekonomia... Nie zgadzam się z tym, ale przytłaczająca jest moja bezradność. Wiem, że istnieje idea sprawiedliwego handlu, z tym, że niestety takie produkty, też mają wyższą cenę i robi się trochę takie błędne koło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nie jest to rozwiązanie wprost, ale od kiedy widziałam dyrektora Inditex (Zara, Bershka, Pull ans Bear itd), z dumą ogłaszającego wyniki finansowe koncernu tuż po zawaleniu hali produkcyjnej w Bangladeszu, gdzie szyli ciuchy, powiedziałam sobie, że nie będę się dokładać do nabijania im kieszeni. Na ubrania szyte niekomercyjnie mnie nie stać, ale postanowiłam kupować w lumpeksach. Też te same firmy niestety, ale jednak nie finansuję ich bezpośrednio. Jak tę samą rzecz sprzedadzą 3 razy zamiast sprzedać 3 nowe to zawsze mniejszy zysk dla nich. Niewiele. ale zawsze coś... Co do ludzi, którzy nie zrozumieją - pewnie, że tacy są i nic tego nie zmieni. Ale jeśli każdego dnia 1 osoba w każdym kraju "coś" zrozumie, to za 100 lat, może będziemy chociaż o jeden krok dalej od samozagłady..

      Usuń
    2. kreatywnieosiwecie: ,,Jednak wpływu na to nie mamy, bo czegokolwiek byśmy nie kupowali w naszych "europejskich" sklepach, to i tak w całości lub częsci pochodzi właśnie z tamtych terenów.'' Ależ mamy! I to bardzo duży! Produkty fair trade są droższe, to prawda, ale jeśli chodzi o ubrania - dużo trwalsze niż te z metką ,,made in China". Osobiście wolę kupić jedną ,,porządną" (w sensie materiału jak i etyki) rzecz niż tuzin wyprodukowanych w Indiach czy Kambodży. Poza tym, jak pisze wyżej Ajka, są też lumpeksy, w których można się zaopatrywać.
      Ale najważniejszą moim zdaniem rzeczą jest mówienie i pisanie o tym problemie, żeby coraz więcej ludzi stawało się świadomymi. Można też podpisywać petycje jak np. ta http://fairtrade.org.pl/a261_gorzki_smak_czekolady_podpisz_petycje.html . Możliwości jest calkiem sporo, nie można się poddawać! :)

      Usuń
  10. Agnieszka, widzę, że warsztaty są bardzo ciekawe :) Mam nadzieję, że uda mi się w nich wziąć udział. Teraz siedzę i czytam artykuły na stronie post-turysta, bo muszę doprecyzować temat magisterki i szukam inspiracji. Trzymaj kciuki hihi ;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

TOP