3.10.13

Wycieczka FREE Scottish Highlands Tour z The Hairy Coo - czy warto?

Na początek kilka słów o tym, jakie miałam plany na pobyt w Szkocji. Kiedy kupiłam bilet, zaczęłam sprawdzać połączenia autobusowe z różnymi miejscowościami, ale ich częstotliwość nie dawała mi możliwości zobaczenia większości miejsc w zaledwie 5 dni. Szczególnie zależało mi na Isle of Skye, nawet kupiłam bilet do Inverness, ale uznałam, że jadę na zbyt krótko, by wyrywać się tak daleko i że muszę rozłożyć wrażenia na dwie wizyty. Przeszukałam większość lokalnych biur, oferujących wycieczki w ciekawe zakątki. Zależało mi, żeby było to kameralne a nie wielką grupą w wielkim autokarze...
W Irlandii byłam bardzo zadowolona z wycieczek w których miałam okazję uczestniczyć i bardzo liczyłam na coś podobnego w czasie tego wyjazdu. Wiele godzin spędziłam na poszukiwaniach. Miałam już wybrane biuro, gdy na jakimś forum trafiłam na informacje o The Hairy Coo. Spodobało mi się od razu, to było dokładnie to, strzał w dziesiątkę! Mały bus, niewielka grupa i miłośnicy Szkocji.
The Hairy Coo stworzyli Donald i Russell, którzy wcześniej pracowali w innych biurach, ale chcieli zaoferować coś alternatywnego dla dostępnych na rynku wycieczek. Myślę,
im się to udało, ponieważ organizowana przez nich FREE SCOTTISH HIGHLANDS TOUR zbiera rewelacyjne opinie na Tripadvisor i w sieci. Myślę, że nie bez powodu!
O co w tym chodzi? Zapisujemy się na wycieczkę, najlepiej on-line, stawiamy się na miejscu zbiórki, spędzamy 8h w fajnej atmosferze i na końcu wynagradzamy według uznania swojego kierowcę/przewodnika. Tego typu wycieczki opierają się na napiwkach i stają się coraz popularniejsze. Jest to ryzyko dla firmy, bo z moich obserwacji wynika, że część ludzi słowo "free" bierze bardzo dosłownie. Z drugiej jednak strony, oferując turyście taką wycieczkę, przewodnicy często wkładają w pracę więcej serca niż w na tych już opłaconych. Myślę, że trzeba być pewnym jakości tego co się robi, by zaoferować ludziom taką usługę.
Program zwiedzania przewiduje poranną wizytę przy moście kolejowym Forth Bridge, następnie przy wieży upamiętniającej Williama Wallace'a, bohatera Szkocji, którego historię pokazuje film "Braveheart". Majestatyczna wieża położona jest na wzniesieniu, a że tego dnia było mgliście i wilgotno, a mnie powoli zaczynała już boleć skręcona w sierpniu kostka, postanowiłam nie wchodzić, bojąc się, że będę miała problemy z zejściem.
Kolejny przystanek jest u podnóża wzgórza na którym stoi zamek w Stirling, po nim malownicze jezioro Loch of Menteih, które widzicie na zdjęciach. Panował tam spokój, zupełna cisza... Coś pięknego. Dużym plusem programu jest to, że jeździ się w mniej turystyczne miejsca. Widoki za oknem zachwycają a w trakcie jazdy kierowca cały czas opowiada o historii Szkocji, o codziennym życiu, zwyczajach, jedzeniu. Mnóstwo ciekawostek, trochę szkockiej muzyki w ramach przerywnika, wszystko w przyjemnej, wesołej atmosferze. Grupy mają zwykle +/- 20 osób, więc nie za dużo, nie za mało.
 Miałam okazję obcować ze wspaniałą, jesienną przyrodą, soczystą zielenią.
Tym, co nie za bardzo mi się podobało, była przerwa na lunch w wiosce Aberfoyle. Usłyszeliśmy, gdzie możemy coś zjeść a sam kierowca został w samochodzie. Każdy więc poszedł w inną stronę (ja do pubu na fish&chips z groszkiem). Szkoda, bo w Irlandii świetne było to, że nasz kierowca wybierał miejsce, gdzie szliśmy razem, doradzał nam kulinarnie, trochę jeszcze opowiadał, a my mieliśmy szansę nawiązać ze sobą kontakt. Poniżej jeden z całorocznych sklepów Bożonarodzeniowych, których widziałam kilka.
Najedzeni i zadowoleni ruszyliśmy w kierunku bujnego lasu, gdzie ukrywa się rześki wodospad. Spotkaliśmy tam pana z szalonym psem, spragnionym wodnych igraszek.
Niska temperatura i lodowata woda nie były mu straszne! Biegał, chlapał się, a przy tym wyglądał na bardzo uszczęśliwionego faktem, że może się lekko schłodzić... :)
 Miejsce to było bardzo malownicze i po raz kolejny pozbawione turystów.
Nagle usłyszałam donośne AaaAAaaaAaaaaaaa! i super szybki szelest nad głową. Dopiero po chwili zorientowałam się, że co chwila coś, a raczej ktoś przelatuje nam nad głowami, raz w jedną, raz w drugą stronę. Wow, sceneria - marzenie na takie ekstremalne rozrywki. Chętnych nie brakowało, widziałam kilka osób w krótkim czasie.
 Główną atrakcją wycieczki jest poszukiwanie przesłodkich, włochatych krów.
Poznajcie Fionę, która jest już prawdziwą modelką, pozuje do zdjęć bez nerwów czy skrępowania. Ciśnienie jej rośnie wyłącznie wtedy, gdy ktoś nie chce oddać jej chleba tostowego, który trzyma w dłoni. Fiona głupia nie jest, wie, że to dla niej i nie lubi, gdy ktoś się z nią w ten sposób drażni. Krajobraz dookoła nie wymaga komentarza.
 Poniżej Fiona i nasz kierowca Jonathan, bardzo pozytywny i zakręcony gość.
Od 3 miesięcy nie jem praktycznie mięsa (z małymi wyjątkami, ale to baaaardzo sporadycznie), co pozwoliło mi się po raz pierwszy naprawdę cieszyć obecnością  tych zwierząt. Domyślam się, że ktoś je kiedyś pewnie zje, ale cieszę się, że ponad wszelką wątpliwość, tym razem nie będę to ja i nie będę musiała mieć ich na sumieniu.
Ten dzień był najchłodniejszy ze wszystkich, jakie spędziłam w Szkocji i nawet przez chwilę pokropiło, ale nie był to żaden poważny deszcz. Pogoda naprawdę dopisała i pomimo mgły z powiewem lekkiego chłodu, nie śmiem na nią narzekać.
Kolejnym punktem było jezioro Loch Katerine. Nie jestem pewna, czy to miejsce jest jakoś szczególnie porywające, bo przy krótkiej wizycie nie można zobaczyć więcej niż widzicie na dwóch poniższych zdjęciach. Co innego, jak ma się dużo wolnego czasu...
Wtedy można wypożyczyć rowery albo wyruszyć na spacer dookoła jeziora.
 Chwilę pobuszowałam z aparatem, po czym przysiadłam na kawę i czekoladowe brownie.
Ostatnim przystankiem jest Doune Castle, znany zapewne niektórym z filmu "Monty Python and the Holy Grail". Wstęp kosztuje blisko 10 funtów, a że zamek nie wyglądał na duży, to zdecydowałam się jeszcze trochę pokręcić po okolicy.
Tu muszę dodać, że bilety wstępów w Szkocji są naprawdę strasznie drogie. Mając porównanie z Irlandią, wzdychałam ciężko przy każdym abbey czy castle. 6 funtów to minimum za coś, co ma wyłącznie ściany, ale standardem są raczej okolice 10 funtów. Jeśli do tego doliczymy koszty wycieczek, to ja już blednę na samo wspomnienie. Na własną rękę, w kilka osób, wynajętym samochodem byłoby z pewnością taniej. Ale   byłam sama, więc musiałam się z ciężkim sercem dostosować do panujących warunków.
W drodze powrotnej już głównie słuchaliśmy muzyki. Dotarliśmy do Edynburga tuż po godzinie 18, kiedy słońce postanowiło wyjść zza chmur i zrobić mi frajdę. Kiedy opuszczaliśmy auto, widziałam, że kierowcy głupio było oczekiwać napiwków, bo trochę się czaił. Obserwowałam ile ludzie dają i zastanawiałam się, jak ten biznes się opłaca? Może głównym źródłem dochodu są wycieczki z regularnym cennikiem (ja  byłam jeszcze zapisana na trasę Loch Ness & Whiskey, która kosztuje 45 funtów, ale została odwołana na kilkanaście godzin przed odjazdem, bo ku mojej rozpaczy zepsuł się zielony Ness Bus, którym odbywa się wycieczka) a ta jest robiona raczej wizerunkowo? Nie wiem. Wiem tylko, że mogę w 100% polecić The Hairy Coo,  bo są gwarancją dobrej zabawy, wspaniałych widoków i sporej dawki informacji na temat Szkocji, więc bez żalu oddałam Jonathanowi swoje prawie ostatnie pieniądze.

36 komentarzy:

  1. W Sewilli od niedawna działa firma przewodnicka, która nazywa się LOW COST czy jakoś tak i działa na podobnej zasadzie. Nawet poszłam sprawdzić jak działają i jak to wygląda w praktyce. Przewodnik był bardzo zaangażowany, widać, że się starał "zarobić" na napiwek. Nikt z grupy nie odszedł bez minumum 5 euro napiwku. No ale w mieście zawsze lepiej, najwyżej przewodnik straci czas, a Twoja polecana firma "ryzykuje" wydając jeszcze pieniądze na benzynę. Sama jestem ciekawa, na ile to jest opłacalne. A czapka a la Fiona jest boska :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, że darmowe wycieczki miejskie też doceniłam dopiero przy tym wyjeździe i o nich na pewno napiszę. Po pierwsze w mieście zazwyczaj są większe grupy, a kosztów nie ma żadnych, masz rację. A przy busie to i zużycie auta i benzyna i mniejsza grupa. Ale The Hairy Coo istnieje bodajże 3 lata i mają się nieźle :) Oby tak dalej, bo nie zamierzam odpuścić i chcę się z nimi wybrać nad Loch Ness następnym razem!

      Usuń
  2. Boooosz, Aga, ale Fiony przeciez nikt nie zje?????
    A w temacie: swietna relacja! No i straszna klapa z ta inna wycieczka. Ale dlaczego nie podstawili innego busa? Nie wiem, balabym sie teraz cos u nich zabukowac, mimo wszystko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez przesady, każdemu może się zdarzyć taka sytuacja losowa. Na początku myślałam, że było za mało chętnych i się wkurzyłam, ale to była awaria. Ich busy są dopieszczone, ten jest pomarańczowy, tamten zielony jak Nessie. Poza tym, jak psuje Ci się samochód o 19, to nie zawsze jest realne znaleźć podobny do 8 rano, szczególnie, jak masz łącznie 3 pracowników, z czego 1 następnego dnia jedzie na Free Tour. Weź pod uwagę, że to jest maleńka firma, 2 założycieli i 1 pracownik, robią razem 3 trasy, a nie korpo z 30 wielkimi autokarami robiąca 12 czy 15 tras jak niektóre. Moj czwartkowy był odwołany, ale na sobotę Ness Bus był już gotowy. Praktycznie każda ich wycieczka dochodzi do skutku, a ja miałam pecha. Nie zmienia to faktu, że sam właściciel do mnie dzwonił, przepraszał, potem mailowaliśmy, pomógł mi znaleźć firmy, które miały jeszcze miejsca na ten dzień na inne trasy, więc potraktował mnie w 100% profesjonalnie.

      Usuń
    2. A co do Fiony, obawiam się, że ona i jej rodzina nie są hodowane po to, żeby robić im zdjęcia.. ;(

      Usuń
    3. Ja nie przesadzam, a wyrazam swoje zdanie. Uwazam, ze prowadzac firme, trzeba byc przygotowanym na wypedek awarii, bo takie zdarzaja sie i beda sie zdarzac rowniez w przyszlosci. I tyle

      Usuń
    4. Mimo wszystko jestem zadowolona z obsługi i tego, jak się biuro zachowało po anulowaniu wyjazdu. Masz prawo do swojego zdania, natomiast takie jest życie, że nie wszystko da się załatwić na już. Żadna z nas nie wie w jakiej sytuacji się znaleźli, myślę, że 1364 pozytywne opinie na Tripadvisor i 7 gorszych świadczą o ich 3-letnim dorobku lepiej niż 1 wydarzenie.
      Idąc tym tokiem myślenia, można w ogóle zostać w domu, bo co jeśli ktoś odwoła lot a nie będzie innego samolotu żeby podstawić?

      Usuń
  3. Fiona jest szalenie fotogeniczna, prawie jak Jeziora! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Widoki przepiękne ale Fiona 'zjadała' wszystkie zdjęcia! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nawet nie słyszałam o takiej formie zwiedzania. Dobra opcja dla tych, którym nie zostało za wiele pieniędzy, ale chcą je dobrze wydać. Wycieczka na prawdę ciekawa. Chciałabym tam pojechać choćby ze względu na sympatię do filmu "Braveheart". Ale nie mogę nie zadać tego pytania: po co tam jest całoroczny sklep bożonarodzeniowy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo bym chciała wiedzieć, ale nie wiem ;) Wzbudzał natomiast sensację, ludzie, szczególnie Azjaci piszczeli na jego widok. W środku bombki, łańcuchy, choinki, Mikołaje, wszystko! Jeden z nich jest przy jednej z głównych ulic Edynburga.

      Usuń
    2. To trzeba było już się zaopatrzyć w bombki:)

      Usuń
    3. Bombki to nie bardzo, bo rok rocznie bojkotuję choinkę ;) Ale sweter z mikołajem bym sobie strzeliła, jakbym miała więcej miejsca w walizce. Już prawie kupiłam sweter w renifery, by być piękna jak Colin Firth gdy startował do Bridget Jones, ale tego dnia czułam się jak strach na wróble i spojrzenie w lustro załamało mnie zbyt mocno, by kupić cokolwiek. Wiesz jak jest ;)

      Usuń
  6. nie wiem czy u nas takie wycieczki za free by się sprawdziły:) mam duże wątpliwości

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest taka po Warszawie i się na nią wybieram! Będe uważnie obserwować :)

      Usuń
    2. A ja byłam na takiej wycieczce w Krakowie i byłam bardzo zadowolona. Widać było, ze przewodnik ma wiedzę. A opowiadał w taki sposób, że każdy był zainteresowany - bo nie tylko suche fakty, ale też ciekawostki i pełne humoru anegdotki. Na koniec wycieczki (prawie całodniowej - był Rynek, Wawel, Kazimierz) przewodnik zaprowadził nas do knajpy, w której można było pogadać i pośmiać się w międzynarodowym towarzystwie. Oczywiście przed pójściem do knajpy przewodnik podziękował nam za udział i zbierał napiwki, ale nie było obowiązku zostawiania czegokolwiek. Z tym, że oprowadzał tak ciekawie, że chyba nie było osoby, która nie zostawiła mu kilku(nastu) euro.
      Tak więc polecam :)
      Ania

      Usuń
  7. Fiona przeurocza! Nie kusiło Cię spróbować ekstremalnych przejażdżek na linie? Już mam smaki od samego patrzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie miałam na to czasu ;) A poza tym ja jestem chyba mało ekstremalna ;)

      Usuń
  8. świetny pomysł, obawiam się jednak, że u nas by się tak nie sprawdził...chociaż :)?
    za to we Francji każdy za wszystko oczekuje napiwku, kierowca autokaru, za to, że podjechał ciut bliżej, sklepikarz, że podpowiedział, którędy najszybciej dojść...u nas wystarczyłoby zwykłe "dziękuję"
    najważniejsze, że pobyt dobrze wspominasz ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie zapominaj że klientami hairy coo są nie tylko Polacy ale też szczodrzy Amerykanie np, moze nie codziennie ale napewno im się to opłaca. Sama nie korzystałam tylko z tego powodu że nie biorą na tę wycieczkę dzieci.
    Hairy Coo przysporzyło ci nowych czytelnikow ;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz! Byłam jedyną Polką na pokładzie i niestety widziałam, ile ludzie dawali... Ale fakt, tym razem nie było z nami żadnych Amerykanów. Ja myślę, że dałam kwotę adekwatną, przynajmniej staram się zawsze uczciwie (ale w granicach moich możliwości) wynagradzać ludzi za ich pracę.

      Usuń
    2. czyli ile? moi couchsurferzy sa własnie na tej wycieczce, ciekawa jestem ich wrażen po powrocie ( niestety troche deszczowo dzisiaj ).

      Usuń
    3. Ja planowałam dać 35 funtów, ale niestety dzień wcześniej byłam na wycieczce o której jeszcze nie pisałam, która pozbawiła mnie 60 funtów (planowałam wydać na nią 40), będąc jednocześnie najnudniejszą wycieczką na jakiej byłam w życiu i nie byłam w stanie pozwolić sobie na więcej niż 25 funtów za mnie jedną. Widziałam, że część osób dawała 10-20 funtów za parę, 2 osoby wydaje mi się, że nie dały nic.

      Usuń
  10. wspaniale ! nadrabiam zaległości u Ciebie i marzę o takiej podróży, Szkocja wciąż siedzi mi w głowie i widzę, że przy odrobinie samozaparcia jest do zrealizowania :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Wspaniały fotoreportaż, opis wycieczki super, zdjecia wspaniałe, wszystko mi sie podoba i zazdroszcze tej wycieczki.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja Ci stale zazdroszczę Japonii, więc wiesz ;) zazdrościmy sobie po cichu :)

      Usuń
  12. Wspaniale uchwycone momenty z podróży. Aż chciałoby się tam być.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  13. Dziękuję. Zobaczyłam Szkocję z innej perspektywy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam nadzieję, że jeszcze uda mi się Ciebie zaskoczyć w tym temacie :)

      Usuń
  14. Chyba się powtórzę, ale Fiona fantastyczna! :)
    Co do rodzaju przewoźnika - jak odbędziesz podobną wycieczkę po Warszawie z takimi busami - koniecznie o nich napisz - bardzo interesujące.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aga, wycieczka po Warszawie nie jest busami :) Jest 2.5h spacerem po mieście z przewodnikiem a z powyższą łączy ją to, że jest tzw. Free Tour, czyli opiera się wyłącznie na napiwkach, nie ma stałej ceny. Chcę się na nią wybrać, żeby zobaczyć jaki poziom prezentuje ona u nas, mając jako punkt odniesienia free walking tour w Edynburgu (jeszcze o nim nie pisałam) i mam nadzieję, że w Lizbonie w przyszłym tygodniu. Jak się na naszą wybiorę, na pewno o niej napiszę!

      Usuń
  15. Byłam! Świetnie!

    Tu moja relacja: https://catherinethebrave.wordpress.com/2013/10/10/dzien-4-hairy-coo-highlands/

    Nam się akurat zepsuło w trakcie autko i musieliśmy się przesiąść na pociąg, Donaldowi było strasznie głupio, ale nam też było głupio go nie wynagrodzić... Bardzo fajna, indywidualna wycieczka.

    OdpowiedzUsuń

TOP