15.11.13

Czy z tej chmury będzie deszcz?

W sobotę zaczęło się chmurzyć, co nie było nawet dużym zaskoczeniem, bo przed wyjazdem dokładnie sprawdziłam prognozy. Tego dnia planowałyśmy się wybrać w kilka zamkniętych miejsc, ale popełniłyśmy błąd przekładając je na niedzielę (czemu błąd? napiszę w kolejnym wpisie). Rano poszłyśmy na kawę i ciastko, a następnie na targ Mercado da Ribeira, który był dla mnie największym rozczarowaniem wyjazdu.

Byłyśmy na miejscu ok. 10 a na targu nie było praktycznie nic. Pusta hala, kilka osób z niewielkim wyborem warzyw, kawałek dalej kilka stoisk z rybami i kwiatami. Nie wiem czy źle trafiłam, czy tak jest zawsze, ale przy La Boqueria wypadło to bladziutko.
Ruszyłyśmy w kierunku dzielnicy Lapa, ale dookoła nie było nikogo, senna aura chyba zatrzymała większość osób w łóżku. Trochę się pokręciłyśmy, ale wszystko było pozamykane, nawet nie miałyśmy gdzie wypić kawy. Ponieważ byłyśmy kilka kroków od stacji Cais do Sodré od razu spojrzałyśmy na siebie wymownie i bez słów było jasne, że tam idziemy, aby złapać najbliższy pociąg do Cascais. Od kiedy w Lizbonie wprowadzono karty biletowe, na których programuje się pewną kwotę pieniędzy, straciłam rachubę co ile kosztuje, ale z przykrością stwierdzam, że ceny transportu przez ostatnie lata poszły ostro do góry, bo mam wrażenie, że co chwilę doładowywałam kartę. W 2005 roku bilet na 10 przejazdów metrem kosztował..., w 2010 za 1 przejazd liczyli 0,90 EUR a teraz ponad 1,40 EUR. Ehhhhh.
Moją ulubioną formą zwiedzania są zawsze własne nogi i spacer. Uwielbiam chodzić i sprawia mi to wielką przyjemność. W przypadku Lizbony niektóre odległości są jednak dość duże (do Parku Narodów jest 12 stacji metra, do Belém blisko 10 km), poza tym warto przejechać się tramwajem 28 czy windami - dla przyjemności, więc myślę, że komunikacja wraz z dojazdami pod Lizbonę wyniosła nas ok. 35 EUR/1os.
Pociąg do Cascais jedzie do 40 minut, w zależności od tego, na ilu stacjach staje a większa część trasy prowadzi wzdłuż Tagu a potem oceanu, jest więc malownicza. Przejazd w jedną stronę kosztuje teraz jak sądzę ok. 3.5 EUR/1os (równowartość jest ściągana z tej samej karty, z której korzysta się w mieście, co jest wygodne).
Ponieważ pogoda nie sprzyjała, w miasteczku było niemalże pusto. Na głównej ulicy kręciło się kilka osób, ale plaże były wyludnione. Spędziłyśmy trochę czasu słuchając Brity, niemieckiej wokalistki, śpiewającej po angielsku własne piosenki, zbliżone do twórczości Norah Jones, którą obydwie z Mamą bardzo lubimy. Udało nam się chwilę z nią porozmawiać i kupić płytę. Co ciekawe, wieczorem spotkałyśmy ją przy stacji  metra Baixa-Chiado w Lizbonie, gdzie śpiewała otoczona znaczną grupą słuchaczy.
W Cascais jest mnóstwo komercyjnych, dość drogich restauracji nastawionych na turystów. Poznać je można po ... naganiaczach. Ja wchodzę wyłącznie do tych lokali, gdzie w spokoju mogę przejrzeć kartę nie wciągana do środka przez nikogo. Tym razem wybrałyśmy pastelarię, gdzie można było zamówić np. zupę dnia czy omlet.
A na deser miniaturowe wypieki z mojej ulubionej cukierenki Panisol :)
Pokręciłyśmy się trochę po miasteczku, a potem poszłyśmy na spacer do Estoril.
  Promenadą nad Oceanem to zaledwie 20 minut, bardzo przyjemny jeśli nie pada.
 Pomimo, że było pochmurno, to temperatura wynosiła ok. 20*C, więc dość dużo.
Wieczorem wybrałyśmy się na zakupy i na dłuższy spacer po mieście, ale nie miałam jakoś weny na robienie zdjęć, uznałam więc, że nic na siłę. Na niedzielę miałyśmy dużo planów i dzień zapowiadał się intensywnie. Noc była ciepła i zapowiadała powrót pogody. Położyłyśmy się dość wcześnie spać i chociaż raz w czasie pobytu udało mi się wyspać :)

19 komentarzy:

  1. Fajnie komponuje się Twoja bluzka z biało-niebieskimi azulejos :) Ja również niebardzo ogarniałam ceny przejazdów po Lizbonie, ale też miałam wrażenie, że ciągle ładuję kartę. 1,40 euro mówisz? Jej, to sporo drożej niż przejazd w Sewilli...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy użyciu karty jest to 1,25EUR, ale nadal mega drożej niż nawet 3 lata temu, niestety.

      Usuń
  2. Takie dni mnie tez się zdarzają, chyba dla równowagi. Z tymi naganiaczami do restauracji unikam jak ognia. Te które bronią się same bez zbędnej nachalności jakoś bardzo do mnie przemawiają. Popluskałabym się w takiej wodzie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z tym, że dobry lokal sam się obroni i nie zabraknie mu klientów!

      Usuń
  3. Ja tezwole chodzic niz wsiadac do srodkow komunikacji. jezeli to jest mozliwe to tak robie...wczuwam sie w klimaty uliczne, rozmawiam z ludzmi, pije kawe...ta wycieczka do Cascais i Estorilu bardzo mnie neci..lubie bardzo jak czujesz Portugalie..sciskam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  4. W wielu miejscach osoby zapraszające do lokali to norma. Z tym mercado to i dla mnie rozczarowanie, bo jednak tego typu miejsca zawsze tętnią życiem .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszędzie są naganiacze, dla mnie to nie jest jednak forma "zaproszenia" a "odstraszenia". Jeśli lokal ma coś dobrego do zaoferowania i zna swoją wartość to wg mnie nie jest mu potrzebna taka reklama. Ja w każdym razie nie wejdę nigdzie, gdzie ktoś mnie "zaprasza". A targ.. cóż :(

      Usuń
  5. Szkoda, że targ "świecił" pustkami, bo takie miejsca są zawsze bardzo klimatyczne ( i smakowite :) ) - sama z chęcia zawsze je odwiedzam. Brzydka pogoda ma przynajmniej jeden plus - mniej ludzi na ulicach i nikt nie wchodzi w kadr :).

    OdpowiedzUsuń
  6. ale wakacyjnie się zrobiło:)ech, byle do lata dotrwać!

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo lubię zwiedzać na piechotę jeśli tylko jest taka możliwość. To sama przyjemność!
    Dziękuję za trochę słońca w ten pochmurny dzień.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, ale tu ani odrobiny słońca nie ma i nie było tego dnia ;)

      Usuń
    2. Ja też miałam wrażenie, że na zdjęciach jest dużo słońca :)

      Usuń
  8. Powiem szczerze, ze to miasteczko mimo pochmurnej pogody jest takie jasne! Nie wiem czy to zasługa aparatu, czy po prostu Portugalia ma w sobie właśnie taką pogodna aurę, mimo wszystko!? ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Przepiękne wspomnienia, ach... Cudne zdjęcia... Podoba mi się też Twój zestaw wycieczkowy. Ja także uwielbiam podróże. W wolnej chwili serdecznie zapraszam. Pozdrawiam bardzo serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Pogoda nie byla najgorsza bo przeciez zawsze mogloby padac i bylyby mniej przyjemnie..

    OdpowiedzUsuń
  11. Pomnik odkrywców jest piękny! Zazdroszczę, że mogła go Pani podziwiać z bliska ;)

    OdpowiedzUsuń

TOP