8.11.13

Jeep jest dobry na wszystko. Zawsze!

Trzeciego dnia nie mogłyśmy się doczekać, aby wyjść na dwór i cieszyć się Lizboną. Wstałyśmy o świcie i od razu wyruszyłyśmy na przedpołudniowe zwiedzanie miasta. Na zdjęciu powyżej - ozdoby w Bairro Alto, sąsiadująca z naszym hostelem ulica. O poranku ciężko robić zdjęcia, bo jest cień i dość ciemno, ale ten folklor widać...
Przy Pç. Luis de Camões wsiadłyśmy w zupełnie pusty tramwaj 28 w kierunku przeciwnym niż dzień wcześniej. Naszym celem był park Jardim da Estrela, mój ukochany z lizbońskich parków. Mało w nim turystów, jest cudownie zielony i soczysty. Jest małe jeziorko, mnóstwo drzew i kwiatów, spokojna kawiarnia, gdzie starsi panowie czytają gazety albo pobliskich ławkach grają w karty.
Tą samą drogą, którą przyjechałyśmy, wracałyśmy z powrotem w nasze okolice, zaglądając w różne boczne uliczki i szukając jeszcze nigdy nieodkrytych skarbów.
Ale nie myślcie, że w jedną stronę jadąc a w druga idąc ułatwiłyśmy sobie zadanie i np. miałyśmy później z górki. Nie! W Lizbonie zawsze jest góra-dół, dół-góra, nie ma litości.
Po szybkim lunchu udałyśmy się w kierunku znajdującego się w okolicy punktu widokowego Miradouro São Pedro de Alcântara. Znajduje się tam niewielki park z ławeczkami, często ktoś brzdąka na gitarze a panorama miasta jest cudowna.
W bezpośrednim sąsiedztwie parku można zobaczyć (a nawet przejechać się) jedną z lizbońskich "wind", Elevador da Glória, dzięki którym mieszkańcy mogą dość szybko przemieścić się między górnym a dolnym miastem. Pomimo, że windy są atrakcją turystyczną, nadal korzysta z nich wielu Portugalczyków, szczególnie starszych osób dla których pokonanie różnicy poziomów mogłoby być problemowe.
Znalazłyśmy się tam nieprzypadkowo. Bardzo chciałam wrócić do Sintry, w której byłam tylko raz, wiele lat temu i to w dniu, gdy ukryta była we mgle, przez co nie dane mi było wiele zobaczyć. Mama w Sintrze nie była nigdy, więc miałyśmy ją na naszej liście podróżniczej. Muszę Wam się przyznać, że obydwie mamy słabość do jeepów, zawsze jeśli trafi się okazja, korzystamy z wycieczek w czasie których się nimi jeździ. Na kilka dni przed wyjazdem znalazłam na Tripadvisor informację o młodych ludziach, którzy robią kameralne wycieczki do Sintry. Mała grupa, jedno auto. Spodobało mi się. Sprawdziłam prognozę pogody na nasz pobyt i wybrałam dzień, gdy miało być najładniej. O 14.00 przy Miradouro spotkałyśmy się z Fabio, naszym przewodnikiem i kierowcą w jednym oraz resztą uczestników. 3 dziewczyny z  Niemiec, 2 z Holandii, 1 z USA. Koniec składu. Zapowiadało się świetne popołudnie!
Wyjechaliśmy z Lizbony przez Belém, mijając majestatyczny klasztor Hieronimitów, liczne muzea, Pomnik Odkrywców i słynną wieżę Torre de Belém, a następnie przemieszczaliśmy się wzdłuż Tagu i Oceanu Atlantyckiego aż do sympatycznychi eleganckich kurortów Estoril i Cascais. W tym drugim mieliśmy chwilę wolnego, aby przejść się po centrum miasteczka. Uwielbiam Cascais, jest śliczne i bardzo przyjemne, chociaż bardzo komercyjne. Mam tam jednak swoje ulubione uliczki, sklepiki a nawet małe cukierenki do których chętnie wracam. 
Postój był naprawdę krótki, ale wystarczyło, aby szybko przespacerować się po kilku głównych ulicach, zajrzeć do sklepu z pamiątkami i zerknąć, co się dzieje na plaży i czy Lizbończycy korzystają w pełni z ostatnich podrygów lata. Sporo osób (jak na zwykły dzień tygodnia i godzinę) opalało się, kąpało, grało w piłkę na piasku.
 Przez chwilę nawet odczułam zazdrość, że my musimy za chwilę jechać dalej :)
 Wtedy jeszcze nie sądziłyśmy, że do Cascais będzie nam dane wrócić i to nie raz ;)
Poniżej - łódki i sieci oraz jedna z ulic handlowo-usługowych. I palmy :))
Dalej ruszyliśmy w kierunku plaży Guincho. Fabio cały czas opowiadał nam różne ciekawostki turystyczne a atmosfera w jeepie była wesoła i serdeczna.
Następny przystanek to przylądek Cabo da Roca, tego dnia z wyjątkowo dobrą widocznością i fantastycznym światłem. Chyba nigdy dotychczas takiego nie trafiłam.
Czasu znów nie było dużo, ale zupełnie wystarczająco, by pospacerować, porobić zdjęcia. Posiedzieć i patrzeć w bezmiar Oceanu nie dałybyśmy rady, ale z drugiej strony, przyjeżdżając tu autobusem, czasu jest wręcz za dużo,  bo jeździ ich mało i w przypadku złej pogody trzeba zamówić coś ciepłego do picia w małej kawiarni i czekać aż przyjedzie i nas zabierze albo z powrotem do Cascais albo dalej, aż do Sintry. Pod tym względem miałyśmy wygodnie :)
Uważam, że Cabo da Roca warto odwiedzić, bo widoki są przepiękne, jednak na zawsze moim ulubionym przylądkiem w Portugalii pozostanie Cabo Espichel.
Zanim wsiedliśmy do jeepa, mieliśmy okazję spróbować likieru wiśniowego który nazywa się Ginjinha (w skrócie ginja) i jest popularny w tej części kraju. W Lizbonie w wielu miejscach można podejść i zamówić kieliszeczek, czasem serwowany w malutkim kieliszku z czekolady. Jeszcze lody waniliowe i wooow ;)
Po 45 minutach jazdy, najpierw drogą (cudowne widoki w dole!) a potem lasem dotarliśmy pod same wrota prowadzące do Palácio Nacional da Pena w Sintrze. 
Sintra jest absolutnie magiczna, znajdujące się w niej budynki zapierają dech. Wiele domów wygląda jak małe pałacyki czy zamki, do tego bujne lasy i teren parku krajobrazowego. W niewielkiej odległości od siebie można zwiedzić az trzy ciekawe pałace, ale my tego dnia zatrzymaliśmy się tylko w tym jednym.
  Na moich zdjęciach nie widać, jak jest on położony, więc powyżej zdjęcie Ewy.
Na zwiedzanie mieliśmy trochę ponad godzinę, nie jest to dużo jak na tak wielki obiekt, ale wystarczająco, aby zwiedzić zarówno wnętrza jak też podziwiać zewnętrzną elewację. Dotarliśmy tam ok. 17, gdy powoli słońce zaczynało już chować się za horyzontem, cudownie oświetlając kolorowe ściany budynku.
Wnętrza pałacu są wysmakowane, a widok z okien zachwyca. Ciekawe jak to jest - wstać rano, podnieść rolety i zobaczyć kolorową Sintrę u stóp wzgórza...
Poniżej ja z rozwianym od jeepa włosem i moja Mama, schowana za ścianą.
Architekt wiedział, że bajeczne widoki potrzebują równie bajecznej oprawy.
W dole widoczny z tarasu pałacu Castelo dos Mauros, a raczej to, co z tego zamku zostało. Byłam tam w czasie swojej pierwszej wizyty w Sintrze, ale poza murami nie udało mi się zobaczyć nic, bo można powiedzieć, że "brodziłam w bitej śmietanie"..
Na końcu zjechaliśmy do centrum miasteczka, gdzie również przewidziany był czas wolny na krótki spacer. Byłam mocno zauroczona budynkami, otoczeniem - wszystkim!
Wybraliśmy się do tradycyjnej cukierni, gdzie można spróbować równie tradycyjnych ciastek z Sintry (w pudełku po prawej). Było przepyszne, moja Mama zakochała się od razu. Mi bardziej smakowało to na pierwszym planie, jajeczne z dodatkiem pomarańczy.
Nasza wycieczka powoli dobiegała końca - aż żal było się rozstawać. Jeszcze godzinka jazdy i wróciliśmy do Lizbony. Każdy poszedł w swoją stronę, my na grillowaną rybę :)
Wycieczka była organizowana przez Trilhos do Sudoeste i mogę ją polecić w 100%, szczególnie osobom, które są w Lizbonie krótko a chcą zobaczyć jak najwięcej. Kosztuje 40EUR/1os., w cenie jest wstęp do pałacu. Samodzielnie wyjdzie taniej (w najtańszej opcji ok. 30EUR), ale trzeba się ostro nagimnastykować i trwa to cały dzień od świtu do zmierzchu biorąc pod uwagę, że autobusy nie jeżdżą zbyt często. Jak dojechać do Sintry na własną rękę powie Wam Krzysiek, który rozpisał to tak szczegółowo, że bardziej chyba się nie da. Jeśli jednak nie macie aż tyle czasu lub Wam się nie chce, naprawdę warto się wybrać z nimi, bo jest przyjemnie, profesjonalnie, kameralnie i ciekawie a przede wszystkim - wygodnie i dość szybko.

32 komentarze:

  1. Coraz to inne widoki Portugalii nam serwujesz i Lizbona i pałace i nad-oceaniczne widoki! A jakie wspaniałe te wszystkie smaki, których nie znam a sądzę, że smakowałoby mi!
    Likier wiśniowy w kieliszku z czekolady zrobił na mnie wrażenie... boski duet!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ginja jest pyszna! Musisz spróbować jak będzie okazja. Ja w domu serwuję ją do lodów i musu czekoladowego :) Mniam!

      Usuń
  2. Widać, że dobrze się w jeepowej podrózy bawiłyście, lubię takie alternatywne zwiedzanie, od czasu do czasu :) A Sintra bajkowa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze jakieś urozmaicenie dla podróży autobusem ;) Pewnie, że wolałabym autem, ale jak się nie ma co się lubi to... się szuka czegoś równie fajnego :)

      Usuń
  3. Szkoda tylko, że każdy musiał podsikać, tfu, podpisać Glorię!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety... Jak już pisałam ostatnio, ludzie sami niszczą wszystko a potem się dziwią, że świat jest jaki jest.

      Usuń
  4. ja w temacie detalu-fajne te torby sprzedawali, takie wakacyjne:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. One są z korka, to ostatnio bardzo popularne tworzywo "modowe" w Portugalii. Ciekawa jestem tylko jak w trwałością takich toreb.

      Usuń
  5. Cudowne zdjęcia :) Dziekuję ze zabierasz nas w tak piekne miejsca :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiedziała ta, która zabiera w miejsca jak ze snu <3 :)

      Usuń
  6. Podoba mi się ten miesiąc Lizbony. Musisz wiedzieć, że Twój cel został osiągnięty - zachęciłaś mnie do tego miasta [słyszałam także negatywne opinie o nim]. Im więcej postów czytam, tym większą ochotę mam, by się tam wybrać. Planowałam małe wakacje w Portugalii pod koniec roku, ale niestety nic nie wskazuje na to, że uda mi się zrealizować ten plan. A szkoda... Oby 2014 rok był dla mnie bardziej łaskawy :)

    Pozdrowienia przesyłam z kapryśnej wyspy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rok 2014 coraz bliżej, także spokojnie! :) Wpisów będzie jeszcze co najmniej 6, a mnóstwo dodatkowych jest w archiwum. Mam nadzieję, że Cię zachęcę w 100%!

      Usuń
  7. Całkiem inny Świat. Podróże kształcą. :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. ażurowe pałace jak z Baśni Tysiąca i jednej nocy ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jeepowe podrozowanie do Sintra , kiedys skorzystam...bardzo mi odpowiada taka malogrupowa podroz, a warto jak widac po Twoich zdjeciach...juz niedlugo bede w Portugalii, ktora jestem zachwycona tak jak Ty. sciskam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  10. Tęsknię za latem.
    Swoim fotoreportażem zachęciłaś mnie, by odwiedzić Portugalię. Nigdy mnie tam nie ciągnęło. Ale twoje zdjęcia udowodniły, że jest to kraj godny odwiedzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja byłam naście razy i wracam bez końca, co powinno być najlepszą rekomendacją! :)

      Usuń
  11. Patrzę i patrzę na Twoje zdjęcia i coraz bardziej jestem przekonana do Lizbony! Mam nadzieję, że w nowym roku uda mi pospacerować tymi zaczarowanymi uliczkami i zjeść te pyszne ciastka siedząc nad oceanem :-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Piękne miejsca, piękne zdjęcia i miło mi się oglądało, szkoda, że tylko zdjęcia. Może dane mi będzie tam kiedyś tam pojechać. Pozdrawiam, Krys

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki, żeby się udało wybrać kiedyś do Lizbony!

      Usuń
  13. Sintra wspaniała! Zrobiłaś prawie identyczne zdjęcie z tarasu :))

    OdpowiedzUsuń
  14. Świetna relacja, czekam na więcej!

    OdpowiedzUsuń
  15. Ależ dawka portugalskości ... :) Zaraz wrzucam na Luzomanię :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Agnieszko,
    też podczas pobutu w Lizbonie wybrałam się na taką wycieczkę jeepem tylko w odwrotnym kierunku. Szkoda, że nie mieliśmy tak pięknej pogody jak Wy, bo na Cabo da Roca wiało przepotwornie, a pałac w Sintrze schowany był za chmurami. Przy takiej wycieczce pogoda ma duże znaczenie.

    Serdecznie pozdrawiam,
    E.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, pogoda jest ważna. Dlatego ja dokładnie wybrałam dzień, żeby nie powtórzyć sytuacji sprzed kilku lat, gdy w Sintrze prawie zamarzłam i nie widać było nic...

      Usuń
  17. Bajecznie piękne zdjecia, no bo i miejsce cudowne. Zachęciłaś mnie na 300 %, żeby zwiedzić Portugalię. Dziękuję za tę fotorelację i ciekawe komentarze. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń

TOP