4.11.13

Lizbona - miasto, do którego się wraca!

Pomysł na ten cykl wpadł mi do głowy dość spontanicznie. Zrobiłam w Lizbonie dużo zdjęć, w niektórych miejscach byłam kilka razy i nie wiedziałam czy lepiej zrobić relację według dni czy miejsc. Wersję "dzień po dniu" wypróbowałam już po powrocie z Algarve i była dobrze przyjęta przez Czytelników, dlatego uznałam, że tym razem też spróbuję.
Często znajomi pytają się mnie jak się tanio dostać do Lizbony, co zwiedzać w Lizbonie, dlaczego warto polecieć do  Lizbony i dlaczego tak często do niej wracam? Co jest w Lizbonie wyjątkowego? Na te i różne inne pytania postaram się odpowiedzieć Wam w tym miesiącu. Pokazując Wam, za co Lizbonę kocham. Mam nadzieję, że zrozumiecie to uczucie i zapragniecie spakować walizkę, by wyruszyć do stolicy na krańcu Europy!
Przyleciałyśmy do miasta późnym popołudniem, a z powodu strajku lizbońskiego metra dopiero po 20.00 ruszyłyśmy na dłuższy spacer z hostelu w kierunku placu Rossio, a następnie w okolice katedry Sé, na grillowaną douradę z kieliszkiem vinho da casaPierwsze 3 noce spałyśmy w centrum dzielnicy Bairro Alto (Górne Miasto). Słynie ona z bogatego życia nocnego, jest uwielbiana przez turystów, studentów programu Erasmus oraz wszystkich, którzy szukają nocnych wrażeń. Jest muzyka (fado i współczesna), jest jedzenie, jest alkohol. Można przyjść na sam posiłek albo bawić się do rana, co jakiś czas wymieniając plastikowe kubki z piwem na nowe, a potem oczywiście rzucić je na ziemię... O poranku wąskie i klimatyczne ulice Bairro Alto wyglądają jak pobojowisko. Chyba się starzeję, bo jak nigdy dotąd przeszkadzał mi hałas niekończącej się imprezy, tłuczonych butelek, wrzasków, dobiegającego do nas mixu muzyki pop z rzewnymi dźwiękami fado. Korki do uszu nie działały, rano miałam wrażenie, że ktoś przecisnął mnie przez praskę do ziemniaków. Co istotne - nie spałyśmy tam w weekend, kiedy jest najgłośniej i dzieje się zdecydowanie najwięcej. Na pewno warto wybrać się tam zarówno za dnia (jest pięknie!) jak też ze znajomymi wieczorem, ale spania nie polecam.
W środę wstałyśmy raniutko, bo szkoda nam było dnia. Najpierw szybka kawa z ciepłymi pasteis de nata (o jedzeniu będzie osobny wpis, wcześniej pisałam już o tym w poście Portugalskie Przysmaki), aby omówić plany na przedpołudnie i można było ruszyć w drogę. Na początek Alfama, za którą tęskniłam najbardziej.
Przy Rua Augusta wsiadłyśmy w żółty tramwaj 28, jeden z pocztówkowych symboli Lizbony, bez którego to miasto straciłoby dużo ze swojego uroku. Dojechałyśmy do przystanku Graça i ruszyłyśmy w dół, w kierunku rzeki Tag, wędrując raz w górę, raz w dół wąskimi, pastelowymi uliczkami. O poranku i przed porą lunchową nie było jeszcze wielu turystów, w większości zakątków byłyśmy zupełnie same, mijając tylko miejscowych, małe pastelarie cudownie pachnące kawą i wylegujące się w słonku koty.
I oczywiście pranie suszące się na balkonach czy zwisające z okien. Czasem mam wrażenie, że każde miejsce i każdy sposób jest dobry, by móc wysuszyć ciuchy, nawet jeśli woda z nich kapie innym na głowę. Ale komu by to przeszkadzało? ;)
Chodziłyśmy bez mapy, bo tak naprawdę zupełnie bez celu, zaglądając w każdą CalçadaTravessa, szukając miejsc zachwycających. Według mnie Alfama jest wspaniała, ale wiem, że są ludzie którzy podchodzą do niej z niechęcią i dystansem.
Jest ona najstarszą dzielnicą Lizbony, położoną malowniczo nad brzegami rzeki. W trakcie dramatycznego trzęsienia ziemi, jakie miało miejsce w 1755 roku, udało jej się przetrwać, co na pewno ma wpływ na dzisiejszy wizerunek. Na pewno nie zachwycą się nią esteci, osoby lubiące porządek, czystość, elegancki i nowoczesny design. Alfama jest trochę brudna, mocno kiczowata, nieco obdrapana, ale ma w sobie coś prawdziwego, co sprawia, że jest mi tam po prostu dobrze. Zawsze.
Najbardziej przeszkadza mi (nie tylko w tej dzielnicy), że mieszkańcy zupełnie nie sprzątają po swoich pupilach. Dla mnie, lubiącej patrzeć w chmury i okna, mniej uważny spacer środkiem chodnika mógłby się skończyć seryjnym czyszczeniem butów z psich niespodzianek. Chyba, że tak dużo psów biega samotnie? Nie wiem.
Po wyczerpującym spacerze z duuuużą ilością schodów postanowiłyśmy udać się do Museu Nacional do Azulejo, gdzie pod jednym dachem można zobaczyć mnóstwo kafli, które są kolejnym symbolem zarówno Portugalii jak i południowej Hiszpanii. Warto się wybrać, pomimo, że leży na uboczu, z dala od turystycznego centrum. Jak się dostać do Muzeum Azulejo w Lizbonie? Są 2 opcje. Autobusem: najwygodniej będzie numerami, które podjeżdżają pod samo wejście: 718, 742, 794 (przystanek Igreja Madre Deus) albo tak jak my, czyli nieśpiesznym, 20-minutowym spacerem prostą drogą spod dworca Santa Apolonia, wzdłuż torów. Bilet normalny  kosztuje 5EUR a na zwiedzanie trzeba przeznaczyć co najmniej 1-1.5h, a najlepiej 2h.
Muzeum zmieniło się na korzyść od kiedy byłam tam bodajże 8 lat temu i każdy, komu azulejos się podobają musi się tam wybrać. Umiejscowione jest ono w kościele Madre de Deus, można obejrzeć jego wnętrze z pięknymi azulejos na ścianach. Muzeum jest ciekawe, kameralne, położone w dość spokojnej okolicy. 
Mieści się w nim również przyjemna kawiarnia na pełnym zieleni patio i mały sklep z pamiątkami. W środku jest chłodno, co jest idealnym rozwiązaniem w upalne dni :)
Następnym punktem był powrót na górną część Alfamy i z powrotem w okolice Graça, aby zjeść obiad i spotkać się z moją przyrodnią siostrą i jej towarzyszkami, które jak okazało się przed wyjazdem, wybierały się do Portugalii w tym czasie co my.
Mówią, że świat jest duży, ale ja w to już od dawna nie wierzę ;) Rok ma 365 dni, w Europie ciepłych krajów nie brakuje a nagle się okazuje, że obydwie lądujemy na zachodnim krańcu kontynentu, by spotkać się na wspólną biesiadę przy vinho verde.
Grillowana Peixe-espada - pyszna ryba o bielutkim mięsie, którą zamówiłam dla wszystkich wzbudziła uznanie biesiadników, podobnie jak młode wino i mocna kawa. Po jedzeniu ruszyłyśmy w kierunku punktu widokowego Miradouro da Graça, gdzie kręcono jakiś film kostiumowy - scenografia, stroje, stare samochody robiły wrażenie.
W pobliżu kłębił się tłum gapiów, zeszłyśmy więc jeszcze bardziej w dół, do kolejnego punktu widokowego Miradouro das Portas do Sol. Panorama Alfamy z tego tarasu jest niezwykła, szczególnie w tak piękne, słoneczne popołudnia. Zazwyczaj jest mu mnóstwo turystów - wysiadają oni z tramwaju 28, wspinają się spod kościoła São Vicente de Fora czy schodzą ze wzgórza na którym znajduje się Castelo de S. Jorge (zamek św. Jerzego).
To takie miejsce u styku wielu innych, często znajduje się "na trasie", więc prędzej czy później dotrze tam każdy turysta, będący w Lizbonie nawet z krótką wizytą. 
Pan ze zdjęcia poniżej wyrasta już na kolejny symbol Lizbony. Widziałam go w tym samym miejscu już kilkakrotnie (nawet pokazywałam na blogu w 2010 roku - tutaj).
 Chodząc po Alfamie znalazłam jego czarno-białe zdjęcie na jednej ze ścian budynków.
Następnie udałyśmy się na zakupy. Dziewczyny mieszkały w wypoczynkowej miejscowości na północ od Lizbony i wpadły z wizytą tylko na jeden dzień, więc chciały kupić pamiątki.
Dotarłyśmy do głównego placu, Praça do Comércio, gdzie zaatakowali nas ...uczniowie Hoghwartu w czarnych pelerynach! A nie, to tylko studenci i studentki uniwersytetu, którzy z okazji rozpoczęcia nowego semestru pokazują młodszym kolegom, gdzie ich miejsce i zmuszają do wykonywania różnych dziwnych zadań ;) Uwielbiam to połączenie placu z rzeką. Pisałam o nim więcej w W stronę Tagu.
W Lizbonie jest bardzo dużo ulicznych muzyków, często bardzo utalentowanych.
Z dolnego miasta (Baixa) najszybciej dostać się do Bairro Alto można ruchomymi schodami na stacji metra Baixa-Chiado. To tylko kilka kroków, mijając popularną kawiarnię Café A Brasileira. Krótki spacer po okolicy i o 18 trzeba było się rozstać. Byłyśmy jeszcze umówione na jedno, małe spotkanie w Parku Narodów. Dojazd jest łatwy: Na Baixa-Chiado wsiadamy w niebieską linię metra i przesiadamy się na stacji São Sebastião w czerwoną w kierunku Aeroporto. Z Baixa-Chiado można też jechać zieloną i przesiąść się w czerwoną na stacji Alameda, ale pierwsza wersja jest wg mnie wygodniejsza, bo w drugiej trzeba bardzo dużo krążyć w podziemiach, by zmienić linię.
Wysiadamy na stacji Oriente. Gdy dotarłyśmy na miejsce, zaczęło się już ściemniać. Niebo było wyjątkowo czyste, dzięki czemu zachód wyglądał imponująco. Woda i most Vasco da Gama przybrały wszystkie odcienie różu zmieszanego ze złotem.  Parque das Nações zawsze kojarzy mi się z zakochanymi całującymi się na ławkach.
Jest to wyjątkowo przyjemne miejsce, jedno z moich ulubionych w Lizbonie. Wracam za każdym razem. Pewnie trochę z sentymentu, bo właśnie tam, w halach EXPO, pewnego grudniowego, bardzo ciepłego poranka 2004 roku zaczęła się moja przygoda z tym miastem. Trudno mi uwierzyć, że tyle lat już minęło! W jednym miejscu atrakcji jest sporo i to przez cały rok. Zarówno świetna architektura, nowoczesny dworzec Oriente, Oceanarium (myślę, że najciekawsze z tych, które widziałam), ogromny teren parkowo-rekreacyjny, kolejka linowa, promenada wzdłuż Tagu, restauracje, a nawet centrum handlowe z rewelacyjnie zaopatrzonym supermarketem Continente, gdzie zawsze kupuję produkty do domu (kawy, dżemy, ukochaną herbatę, sery, wino itd). Do tego piękny widok na najdłuższy most Europy (Vasco da Gama, ponad 17km długości!). Spokojnie można spędzić tam cały dzień, jeśli pogoda sprzyja. Po spotkaniu powoli zaczęłyśmy czuć w nogach nasz intensywny spacer po schodach Alfamy. Wróciłyśmy do budzącego się do nocnego życia Bairri Alto i w końcu poszłyśmy spać.

52 komentarze:

  1. Oj, nie musze chyba psiac, ze Portugalie uwielbiam, Lizbona byla pierwszym miastem, ktore w PT odwiedzilam, jeszcze przed nastaniem czasow Nuno :) Czekam z niecierpliwoscia na kolejne posty :) A u mnie tez niedlugo na bloga zawita Portugalia :) Pozdrawiam, Aga

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdjecia jak widokowki, az oczu oderwac nie mozna od takich miejsc!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, jak pocztówki a nie zdjęcia!

      Usuń
    2. Światło robi swoje :) Lizbona ma najpiękniejsze z najpiękniejszych!

      Usuń
  3. na pogodę chyba nie mogłyście narzekać, sądząc po zdjęciach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pogoda była zmienna, jak to o tej porze roku, ale nie śmiem narzekać, było ciepło, chociaż czasem pochmurno!

      Usuń
  4. Ale klimaty...portugalskie, ktore pokochalam bo dzieki corce, ktora w Porto mieszka, poznalam ten kraj i bardzo mi lezy na sercu..lubie takie miejsca jakie pokazujesz, a w Porugalii jest ich wiele i lubie ich mieszkancow! czekam na wiecej a niedlugo juz sama bede sie wloczyc po takich miejscach..sciskam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozdrów ode mnie Porto, koniecznie! Już 3 lata nie byłam i serce tęskni!

      Usuń
  5. Och, jak tęsknię! Dziękuję za tego bloga

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja już nie mam wyjścia, wszystkie moje myśli kursują wokół Lizbony, więc przy najbliższej okazji chciałabym się tam wybrać Ale chętnie bym się dowiedziała jak tanio się tam dostać ? Może jakaś wycena takiego pobytu?:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo się cieszę na ten portugalski cykl u Ciebie! Ten wpis przeczytałam jednym tchem: jak zwykle ciekawie i ładnie dobrane zdjęcia. :) Serdeczne pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Jeszcze dużo odcinków i kolorów przed nami, także zapraszam!

      Usuń
  8. przez te zdjęcia już pakuję walizki i czekam na następne wakacje! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam Lizbonę i czekam na Twój cykl o niej, bo nie można o niej zapomnieć jak się raz było, chce się więcej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, chociaż jak zawsze są wyjątki (potwierdzające regułę ;))

      Usuń
  10. Ale Ci zazdroszczę tej Lizbony, nie masz pojęcia!!!!
    Na 10 minut się tam przeniosłam, dzięki Tobie :). Dzięki!
    PS. Zdjęcia świetne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Jestem pewna, że już niedługo dotrzecie tam całą trójką!

      Usuń
  11. Widziałam już tyle Twoich zdjęć z Lizbony i słyszałam tyle opowieści, że myślałam, że już nic mnie nie zaskoczy. Ale ten wpis jest tak piękny, że sama bym tam chciała pojechać. A muzeum - cudne!!

    OdpowiedzUsuń
  12. To chyba najlepsze zdjęcia jakie kiedykolwiek publikowałaś, szacun!

    OdpowiedzUsuń
  13. Cudowne zdjecia, najbardziej mnie ujelo tego pana z gitara :) niesamowite...ze on tak gra tam pewno pol swojego zycia...:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Zgadzam się z poprzedniczką, Pan z gitarrrą jest boski ;-) I ten żółty tramwaj na tle błękitnego budynku... Portugalia pięknie uchwycona w Twoich kadrach! Miałam niedługo skoczyć do Paryża ale teraz się waham.... Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paryż też piękny. Zupełnie różne miasta, a obydwa piękne na swój sposób, także decyzja trudna!

      Usuń
  15. Właśnie lubię takie dłuższe i te krótsze spacery tuż po przybyciu do miasta :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  16. piękne wspomnienia Ajka .. zdjęcia przepiękne Lizbona i Amedeu się do Ciebie uśmiechają na pewno
    http://peregrino-pl.blogspot.com/2013/03/o-interior-do-exterior-do-interior.html

    dzięki Tobie mam wskazówki na następną wyprawę do tego niezwykłego miasta o magicznym świetle znad Tagu .. dla mnie to miejsce przy wodzie na Praca do Comercio/Torreiro do Paco jest miejscem niezwykłym .. wiele tam zakochanych par i nie dziwię się :^) ... warto wybrać się promem na druga stronę Tagu aby podziwiać Lizbonę do strony wody .. no znależć jakieś swoje własne 'remedio' na rua de remedios :^) na Alfamie
    http://www.youtube.com/watch?v=1LpRPCzk6Hs

    pozdrawiam bardzo ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, masz rację, Lizbona z drugiej strony Tagu wygląda zachwycająco!
      A 'Nocny pociąg do Lizbony' Kupiłam baaaaaardzo dawno temu, jak mało kto jeszcze o niej słyszał i dobrze, bo dziś ciężko ją kupić! Bardzo ją lubię, filmu jeszcze nie widziałam, ale wszystko przede mną!

      Usuń
  17. Odpowiedzi
    1. To prawda, Lizbona to kolor i światło. Połączenie energetyczne i zachwycające!

      Usuń
  18. Lizbona jest niesamowita! Cudowne kolaże zdjęć, ach. Aż się cieplej człowiekowi robi w ten jesienny wieczór :)

    OdpowiedzUsuń
  19. :) Aż żal czytać... ;p jeśli się jeszcze wybrać nie można... piszę "jeszcze", bo zamierzam :) :) :) :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Świetnie zaprezentowałaś, za co kochasz Lizbonę i tylko utwierdziłam się w przekonaniu, że na przyszły rok powinnam zaplanować wypad do stolicy Portugalii.
    Marzy mi się dorada, espada albo espetada przy kieliszku wina i dźwiękach fado! :)
    Czekam na kolejny wpis o portugalskim jedzeniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musisz się wybrać, koniecznie, na pewno się nie zawiedziesz, szczególnie na jedzeniu. Wpis o kuchni portugalskiej będzie, jeszcze w tym roku!

      Usuń
  21. Wspaniałe inspirujące miasto, bogate w detale, które pieknie ukazałaś na zdjęciach.

    OdpowiedzUsuń
  22. Portugalia jest niesamowita! Ale moje serce skradło Oporto :) Suszące się pranie - widok bezcenny ;)) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo lubię Porto, jednak Lizbona jest moim numerem jeden :) Również pozdrawiam!

      Usuń
  23. Tym wpisem przekonałaś mnie. Chcę tam pojechać, zobaczyć, poczuć, poszwendać się trochę. Tak zrobię:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję! :) Będę czekała na relację i wrażenia!

      Usuń
  24. Oj była i wracam tam średnio co 2 lata! :) Przepiękne miasto.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli miałam rację, że Lizbona jest miastem, do którego się wraca :) Pozdrawiam!

      Usuń
  25. Fajna relacja, byłem i wrócę tam na 100%. I to mam nadzieję, że nie raz.
    Przy górnym wyjściu ze stacji metra Baixa-Chiado jest lodziarnia "Santini" gdzie jadłem najlepsze lody w życiu. Są po prostu genialne !!!
    A wspomniany w tekście likier Ginjinha, można już kupić w Polsce, smak jest wyjątkowy.

    OdpowiedzUsuń
  26. Kiedy tak deszczowo i zimno za oknem, tęskno się robi do takiego ciepełka :) bardzo fajny opis Lizbony. Nigdy tam nie byłam, ale zachęcasz, zachęcasz :) przepiękne zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
  27. Cudnie, jeszcze raz cudnie. Zaraz czytam i oglądam wszystko po kolei. Pozdrawiam. Barbarossa.

    OdpowiedzUsuń
  28. Świetnie się czytało. Zwłaszcza, że Lizbona to mój top na kwietniowy wypad do stolicy Portugalii.
    Mam nadzieję, że w połowie kwietnia będzie tam można liczyć na fajną pogodę... ? :)

    OdpowiedzUsuń

TOP