19.12.13

Jarmarki bożonarodzeniowe w Dreźnie - relacja

Jarmarki Bożonarodzeniowe w Niemczech mają wieloletnią tradycję i cieszą się ogromną popularnością zarówno wśród mieszkańców jak też wśród turystów. W tym roku postanowiłam odwiedzić jeden z nich - w stolicy Saksonii. Zapraszam Was dziś na relację z jarmarków świątecznych w Dreźnie i moją subiektywną opinię o nim. 
To był mój pierwszy zagraniczny jarmark, dzięki któremu udało mi się zrealizować jeden punkt z mojej Listy Marzeń. Zdecydowałam się na przejazd autokarem Ecolines na trasie Warszawa-Drezno, gdyż przewoźnik realizuje dużo tras nocnych, co jest bardzo wygodne. W piątek po pracy zdążyłam jeszcze spakować małą walizkę i zjeść z sąsiadką kolację, bo dopiero o 23.00 musiałam stawić się na dworcu.
Było zbyt ciemno by robić zdjęcia, poza tym padało, ale autobusy i ich wyposażenie pokazywałam Wam już we wpisie wileńskim. Tym razem było podobnie: sporo miejsca na nogi, rozsuwane fotele, wifi, Pani z obsługi, która dość sprawnie skontrolowała dokumenty, wytłumaczyła każdemu jak będzie wyglądała podróż, rozdała kocyki.
Pani z obsługi nie była Polką, ale dużo po polsku rozumiała, znała też język angielski, więc bez problemu można było się porozumieć. Do Drezna podróż upłynęła szybko i sympatycznie, spałyśmy smacznie i dojechałyśmy o 11.00 wyspane.
Jedyny nocleg jaki udało nam się znaleźć w rozsądnej cenie (okres jarmarków jest mocno obłożony) był według mapy na drugim końcu miasta. Byłam tym nieco zmartwiona, ale okazało się, że obiekt jest przeuroczy, komunikacja ze Starówką dobra, a miasto nie jest ogromne, więc spokojnie z hostelu na jarmark przeszłyśmy piechotą w ok. 30 minut.
Na pierwszy jarmark, z wielu. Miasto przygotowało czytelne informatory z mapką, gdzie oznaczono każdy z aż 11! Najbliżej nas były Augustus Market i Neustadt Advent in the Baroque Quarter. Od razu poczułyśmy klimat światełek, girland i stoisk z różnymi cudami!

Zdjęcia które widzicie są miksem wszystkich jarmarków, które miałyśmy okazję odwiedzić w czasie naszego weekendowego pobytu (byłyśmy na 9). Są one podobne, według mnie niczym szczególnym żaden z nich się nie wyróżniał poza położeniem i zatłoczeniem.
Co na jarmarku robić można? Na pewno jeść!!! Powiem szczerze, że byłam w tym  temacie lekko zaskoczona, bo spodziewałam się wielkiego wyboru wszystkiego, a tymczasem menu było dość monotonne, szczególnie dań wytrawnych. Zależało mi, aby spróbować flamkuchen, widziałam te przypominające pizzę placki w zaledwie  kilku miejscach, ale zachęciły mnie wyglądem tylko u tego miłego Pana poniżej.
Co ciekawe, z 6 rodzajów wypisanych na liście, miał dostępną wyłącznie wersję wegetariańską, co dla mnie było ok, ale odstraszyło wielu klientów spragnionych cięższych smaków. Nasza wege-wersja była super lekka i smakowała nam bardzo. Zamówiłyśmy tylko jedną (5,5EUR) i zjadłyśmy na pół, aby zaspokoić pierwszy głód.
Największą popularnością na jarmarku cieszy się oczywiście grillowana kiełbasa w bułce czyli bratwurst (2,5-4EUR), w kilku wersjach. To szybka przekąska, która sprzedaje się chyba w tysiącach sztuk na godzinę i jest praktycznie na każdym kroku.
Poza tym pojawiały się zupy, gulasze, zapiekanki i trochę smaków z innych krajów jak  np. węgierski langosz, który dla mnie jest czymś totalnie niezjadliwym i mój żołądek miał skurcze na sam jego widok (a muszę przyznać, że widziałam go w rękach turystów ciągle!).
Słodyczy było sporo, chociaż na większości stoisk w sumie też się powtarzały. Główną atrakcją było pełne bakalii, świąteczne ciasto dresden stollen, ale to do kupienia raczej na wynos, podobnie jak pięknie opakowane, malowane pierniki czy suszone owoce. Zjeść na miejscu można np. owoce w czekoladzie (byłam bardzo zaskoczona, gdy okazało się, że na patyk nabito surowe, twarde, zielone jabłko ze skórą polane czekoladą, spodziewałam się raczej miękkiego a już z pewnością bez skórki, ale może mam dziwne wymagania :)). 
Poza tym były pieczone jabłka z bitą śmietaną i sosem (od. 3EUR wzwyż), kasztany jadalne (od 2EUR za małą paczuszkę) i znany mi z Czech Trdelnik z cukrem (4EUR). Nos miło łaskotał zapach prażonych orzechów w lukrze, ale nie próbowałyśmy ich.
Poza tym nabrałyśmy się na coś, co wyglądało jak wielki, super niezdrowy pączek oblany czekoladą, w kształcie gwiazdy, a okazało się mdłym, miękkim preclem bez smaku (3.5EUR).
Z jedzenia można też kupić lokalne wędliny, kiełbasy, sery, przetwory, przyprawy, zioła, miody, ciasta i ciastka. Ceny jarmarkowe, czyli raczej mocno zawyżone, ja skusiłam się jedynie na kulki marcepanowe dla babci (4EUR) a potem zobaczyłam w sklepie większe dużo pudełko za niecałe 3EUR a takich samych rozmiarów torebkę za jedynie... 0,70EUR.
Ceny dekoracji czy zabawek były wręcz zawrotne. Ozdobne gwiazdy po 40EUR, małe maskotki od 20EUR wzwyż, rękawiczki też od 20EUR, breloczki pluszowe od 15EUR, bombki paczka od 30EUR, figurki z drewna od 5EUR za miniaturki niewiele większe od naparstka, więc nie muszę chyba mówić, że większość całkowicie poza moim budżetem.
  Kupiłyśmy jedynie mieszankę przypraw na 4 butelki grzanego wina (1.5EUR).
No właśnie, glühwein, czyli grzane wino jest absolutną gwiazdą dni i wieczorów. Piją je wszyscy, wszędzie. Do kupienia na każdym kroku, a w oczach mienią się tylko kolorowe kubki. To jest coś, co podobało mi się bardzo - podchodzę do lady, proszę 2 wina, płacę ok. 10EUR, dostaję 2 parujące kubeczki z wesołym, świątecznym wzorkiem, wypijam, po czym decyduję co dalej - mogę sobie kubek zatrzymać jeśli chcę lub zwrócić i otrzymać zwrot ok. 5EUR. O wiele fajniejszy to klimat niż smutny, biały, plastikowy jednorazowiec.
  Wina sobie nie żałowałyśmy, chociaż też bez przesady, chodziło bardziej o to, aby się ogrzać.
Jarmark w Dreźnie wg informatora dla turystów jest najstarszym w Niemczech i odbywa się od 1434 roku! W dzisiejszych czasach jest to impreza organizowana z dużym rozmachem.
Nie mogłyśmy doczekać się, aż zajdzie słońce i zrobi się ciemno, bo wtedy dopiero zaczynają się jarmarkowe czary i całość zaczyna robić niesamowite wrażenie.
 Tysiące światełek, niewidoczne za dnia postaci jakby ożywają dzięki podświetleniu.
 Wszystko zaczyna się mienić i błyszczeć, nabiera świątecznego, ciepłego charakteru.
 Warto wiedzieć, że jarmark trwa od 10 do 21, więc zamykają dość wcześnie.
Poniżej: główny Strizelmarkt usytuowany na Starym Mieście, prezentuje się chyba najlepiej i jest najbardziej różnorodny, więc zdecydowanie najwięcej na nim osób.
Mi osobiście najbardziej podobał się jednak mniejszy, bardziej kameralny jarmark na Nowym Mieście,z którego nie wiem czemu, ale praktycznie nie mam żadnych zdjęć.
Fajnie, że ciągle spotykaliśmy ludzi o kulach, na wózkach, niepełnosprawnych także umysłowo. Cieszy mnie, że opuszczają mieszkania i ruszają wśród ludzi a z tego co obserwowałam, spotykali się z troską i opieką. Sporo też było rodziców z dziećmi.
Samo Drezno jest ładnym miastem, warto trochę się pokręcić po uliczkach i głównych zabytkach. Miałam wielką chęć, aby wejść do galerii Zwinger, ale nie starczyło czasu.
W Dreźnie spędziłyśmy prawie całą sobotę i niedzielę do godziny 17. Udało nam się zrobić zakupy , zjeść kilka przysmaków, na które polowałyśmy, spróbować grzanego wina i zrelaksować  się z daleka od domu. Podróż powrotna powiem szczerze, że była dość męcząca, bo w autobusie było strasznie gorąco i brakowało mi indywidualnego nawiewu, bo przy dużej liczbie osób na pokładzie nigdy nie da się dogodzić każdemu, ale tym razem  temperatura była bardzo wysoka. Spotkałam się z tym po raz pierwszy w autobusie ECOLINES, mam nadzieję, że było to jednorazowe zdarzenie. Pomimo tego, nadal polecam tego przewoźnika, ponieważ autobusy są wygodne a ceny niewygórowane. Po powrocie zgłosiłam tę sprawę osobie, z którą załatwiałam formalności i otrzymałam informacje, że już nieliczne z ich autobusów nie mają nawiewu, więc miałyśmy pecha ;)

34 komentarze:

  1. Czekałam na ten wpis, bo sama mam wielką ochotę kiedyś wybrać się na jeden z takich jarmarków, a rok temu okazja przeszła mi tuż koło nosa... Mam wrażenie, że bardzo by mi się tam podobało, chociaz wursta nie lubię, ale grzane wino jak najbardziej ;)
    Ajka, a pierwsze zdjęcie strasznie mi się podoba!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam opory czy to pierwsze wrzucić bo jakoś mi się z Rzymem kojarzy ;)

      Usuń
    2. Oj tam oj tam :) Ładne jest i już!

      Usuń
  2. Kasztany!!!!:) I znowu mi narobiłaś ochoty na Drezno...Tak piękne jest to miasto i bez jarmarku, a z jarmarkiem jeszcze ciekawsze. A Ty wyglądasz kwitnąco, to na pewno dlatego tak ostatnio ludzie na Ciebie patrzyli. Musztarda to przy okazji.

    OdpowiedzUsuń
  3. piękne światło na pierwszym zdjęciu i tyle tam na jarmarku kasztanów ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pierwsze i drugie od dolu to moi faworyci! Ciesze sie, ze milo spedzilas czas. Co do flammkuchen, w zyciu nie widzialam czegos, co mniej je przypominalo (rowniez jesli chodzi o skladniki), ale wazne, ze smakowalo :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha powiem Ci, że wybór był tak "bogaty", że nic nie leżało nawet obok tego co u Ciebie widziałam i na co miałam ochotę! To była jakaś ciepła maca z ultra lekkimi warzywami :D

      Usuń
    2. No wlasnie tak to wygladalo. Aga, chyba dostaniesz przepis i sama upieczesz, bardzo latwo sie robi ;)

      Usuń
  5. o Boże, zazdroszczę, taki prawdziwy świąteczny jarmark (mimo tych cen) też jest na liście moich marzeń:)
    kubek bym sobie zostawiła-uroczy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sobie zostawiłam, ale inny :) W każdej prawie budce mieli inne!

      Usuń
  6. widac,ze wycieczka udana :) nie bylam tam,ale widze na zdjeciach,ze wartotam sie wybrac-ladna architektura, smakowicie wygladajace jedzonko.nono,trzeba wyruszac na podboj ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. chciałam się wybrac do Pragi i Drezna w tym roku na takie jarmarki i mi nie wyszło. oglądając Twoje zdjecia aż mi było trochę smutno, ale nic...pojadę w następnym roku! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, jest od tylu lat, że za rok będzie na pewno! ;)

      Usuń
  8. to musiała być rewelacyjna wyprawa:) a Drezno... przepiękne miasto, nawet bez jarmarku:) ma swój klimat i każdego zachęcam do zawitania tam:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetne klimaty, uwielbiam świąteczną atmosferę. Bardzo chciałabym spróbować takie ciacho z cukrem (kiedyś w DDtvn mówili o nim, że chyba na Węgrzech jest popularne i narobiłam sobie dużego smaku na tę słodycz):)

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetne mięcho miejskie. Nie byłem i żałuję. Może to nadrobię, ale się boje bo niemieckiego nie znam. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie znam i co mnie zdziwiło, na jarmarku mało kto mówił po angielsku! W hostelu też niekoniecznie, dawała radę jedynie obsługa sklepów na dworcu!

      Usuń
  11. Byłam na jarmarku bożonarodzeniowym w Edynburgu i zrobił na mnie wrażenie :) Grzane wino, mnóstwo stoisk, a z góry widok na lodowisko, w tle świąteczna muzyka :) Pojechałabym też chętnie do Drezna by porównać atmosferę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomimo, że podobało mi się w Dreźnie, 100 raz bardziej wolałabym Edynburg! <3

      Usuń
  12. Uwielbiam atmosferę świątecznych jarmarków, najfajniej jest kiedy już zapadnie zmrok. Z grzanym winem w ręku, które ogrzewa ciało i ducha. W tym roku byłam na jednym, w Hiszpanii, i ze smutkiem muszę stwierdzić, że było mało świątecznie :(. Z tym większą przyjemnością obejrzałam Twoje dreźnieńskie kadry. Cieszę się, że wypad się udał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jednak te chłodniejsze miejsca bardziej się ze Świętami kojarza, prawda? :)

      Usuń
  13. Ja jakaś bardzo inna jestem. Na samą myśl, że miałabym iść na jarmark świąteczny robi mi się słabo. Ale Drezno chętnie odwiedziłabym, jednak w czasie, gdy całe te jarmarki pozamykają i będzie normalnie-normalna ilość ludzi, normalne życie. Mimo wszystko zdjęcia ciekawe ;D I może faktycznie poszukam jakiegoś miłego przejazdu na po maturze na odprężenie się po ciężkim wysiłku umysłowym ;) Drezno byłoby w sam raz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, no faktycznie, nieco odstajesz od reszty z tym pogladem ;) Ja też ogólnie tłumów nie lubię, ale tutaj sa one uzasadnione. a sam jarmark, fajna rzecz, ale na max 2 dni :)

      Usuń
  14. Wspaniały klimat. Takie wycieczki nastrajają do świąt. Mnie jedynie przerażają tłumy. Ale cóż, ludzie też nadają pewien urok. Bo gdyby na takim jarmarku nikogo by nie było, chyba nie byłoby tak magicznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, tak uważam - gdyby nie było ludzi to też by nie było takiego klimatu. coś za coś!

      Usuń
  15. Cóż tez Krecik robił w Dreźnie? to mnie najbardziej zaskoczyło, bo niestety zawrotne ceny ani trochę :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na jarmarku były budki z różnych państw, także z Czech - stąd Krecik :)

      Usuń

TOP