30.12.14

Kilka słów na Nowy Rok

Ostatniego dnia pobytu w Maroku, uciekłam na trochę od naszej grupy i poszłam na plażę. Prawie pustą, szeroką, piękną. Zdjęłam buty, biegałam boso po piasku. Podbiegło jakieś dziecko i dało mi do zrozumienia, że mam z nim skakać do góry machając rękami. Tak też uczyniłam :) Malec pobiegł dalej, a ja włączyłam muzykę. Słońce prażyło, wiał przyjemny wiatr a w słuchawkach leciała wesoła piosenka. Rozejrzałam się dookoła i pomyślałam, że mam fajne życie i muszę o tym zawsze pamiętać.

Po raz pierwszy nie będzie na blogu podsumowania tegorocznych wyjazdów. W 2014 wydarzyło się na świecie tak wiele rzeczy, które mną wstrząsnęły, że ugryzę się w język i sobie odpuszczę, bo źle bym się chyba czuła. Podróżniczo to był dobry rok. I tyle w ramach podsumowania na dziś wystarczy.

Pozdrawiam Was z Pragi, gdzie przywitam Nowy Rok. To nie wyjazd turystyczny, a czas zadumy. Życzę Wam wszystkiego co najlepsze i najpiękniejsze w tym nadchodzącym 2015. Do usłyszenia! :)

23.12.14

"Książka w podróży" powędrowała do Maroka!

Większość z Was słyszała już pewnie o akcji "Książka w Podróży", mającej na celu promowanie polskiej literatury za granicami naszego kraju. W wielu hotelach i kawiarniach stoją półki uginające się pod ciężarem książek, które ktoś przeczytał na urlopie i zostawił dla kolejnych gości. Wiele takich półek w życiu już widziałam, ale zazwyczaj nie było nic w języku polskim. Autorzy bloga I saw pictures uznali, że czas to zmienić!

20.12.14

Moje Maroko. Jakie jest?

Wróciłam z Maroka. Znowu czas jakby przyśpieszył i trudno uwierzyć, że minął ponad tydzień od ostatniego wpisu. I że tak wiele się wydarzyło! Wciąż kręci mi się w głowie na wspomnienie tych smaków, zapachów i dźwięków. Był to wyjazd służbowy, ale i tak starałam się chłonąć ten wspaniały kraj wszystkimi zmysłami. O odwiedzeniu Maroka marzyłam od lat. Musiałam się dopasować, ale i tak udało mi się stworzyć pewien obraz "mojego Maroka". Tego, co szczególnie zostaje w pamięci.

11.12.14

Zima: Zwolnić. Podsumować. Zaplanować.

Przyszła zima, słońca ni ma. Kończy się kolejny rok, zupełnie nie wiem kiedy to się stało. Minął on szybko jak błyskawica. Zima to dla mnie czas lekkiego uśpienia. Zwolnienia rytmu. Wstaję wcześniej niż latem, potrzebuję więcej czasu, by się spokojnie dobudzić. Nie biegnę, nie śpieszę się, wcześniej się kładę, doceniam smaczne, ciepłe posiłki i rozgrzewające herbaty. Zimą dużo mniej wyjeżdżam, chętnie ten czas spędzam w domowych pieleszach, spotykam się ze znajomymi, oglądam zaległe filmy, czytam książki stojące od miesięcy na półkach. Zima to też Święta, spotkania z rodziną, chwile zadumy. Sylwester i Nowy Rok, nowe marzenia, plany. 

8.12.14

Bożonarodzeniowe Jarmarki w Berlinie - relacja

Przyszła zima, czas na przedświąteczny Jarmark Bożonarodzeniowy! W tym roku padło na Berlin. Zdecydowałyśmy się znowu jechać Ecolines z dwóch względów: krótki czas przejazdu (7h15min) oraz dogodne godziny pozwalające na spędzenie na miejscu pełnego dnia bez noclegu (wyjazd o godz. 23.30 w piątek z Warszawy, a odjazd z Belina o 22.30). Z usług tego przewoźnika miałam  już okazję korzystać jadąc kilkakrotnie i za każdym razem byłam zadowolona ze standardu i serwisu na pokładzie. Teraz też było fajnie: dużo miejsca na nogi, rozkładane fotele, w jedną stronę ekranik z filmami i grami, miła opieka. Usiadłam, przykryłam się kocykiem i usnęłam.

1.12.14

Sympatyczny Konkurs (Przed)Świąteczny


WYNIKI KONKURSU  

Kochani, Mikołaj z pomocą Skrzatów wybrał zwycięzcę konkursu. Nie było łatwo, sama bym tej decyzji nie podjęła, bo wszystkie odpowiedzi były piękne i wyjątkowe. Do jury wybrałam specjalnie osoby o bardzo różnych gustach, żeby powstała prawdziwa burza mózgów. Wygrywa... Karolina! Dziękuję Wam bardzo za wspólną zabawę i życzę spełnienia wszystkich Świątecznych Marzeń!

"Chciałabym spędzić najbliższe święta tak jak co roku z najbliższą rodziną ale... chciałabym, także, aby w wigilijny wieczór odwiedził nas zagubiony wędrowiec. Od dziecka marzę o tym, żeby ktoś zapukał do naszych drzwi. W tym roku również będę miała cichą nadzieję, że jednak ktoś wybierze drzwi mojego domu i spędzi z nami ten magiczny czas. " Gratulacje!!!

27.11.14

Cudowny Królewski Ogród Botaniczny w Edynburgu

Piękny był to dzień. Kolejny z serii "to zbyt słoneczne, by mogło być prawdziwe w Szkocji jesienią". A jednak było! Prawie październik, a ja bez kurtki, w balerinach jem ciasto marchewkowe na ławce w parku Inverleith, obserwując wesołe dzieciaki grające w piłkę i młodych ludzi spacerujących z psami.

21.11.14

Miejscowość Lecco nad jeziorem Como w 1 dzień

Lecąc do Bergamo, długo zastanawiałyśmy się, czy zobaczyć coś w okolicy czy jednak nie. Dużo osób mówiło, że lepiej się skupić na samym Bergamo, ale chyba odczuwałabym niedosyt. Zapadła szybka decyzja - w sobotę z samego rana jedziemy do miejscowości Lecco. To był strzał w dziesiątkę!

17.11.14

Dlaczego powstał blog, co mi dał i jak się zmieniał?


Miałam zrobić sobie dwa dni bez komputera, ale nie wyszło. W sobotę wieczorem wróciłam do domu i stwierdziłam: muszę coś w końcu napisać. W weekend na Torwarze odbywały się targi turystyczne, na których udało mi się wysłuchać rozmowy z Anitą Demianowicz i Bartkiem Szaro na temat "Jak (nie)prowadzić bloga". Chętnie poznałam ich zdanie, przy okazji sama zaczęłam sobie zadawać różne pytania. Moja strona istnieje blisko pięć lat, to dobry moment na chwilę zastanowienia się - po co mi to było? Co blog mi dał, co daje teraz, a co może dać w przyszłości? Czy pisanie go sprawia mi jeszcze przyjemność czy jest już rutyną? Co zmieniło we mnie i w moich wyjazdach? 

11.11.14

Edynburg. Na zachód od West End, czyli malownicze obrzeża miasta

Pamiętam jak rok temu po raz pierwszy jechałam autobusem z Glasgow do Edynburga. Część drogi przespałam, ale obudziłam się jakieś 20 minut przed końcem przejażdżki i to, co zobaczyłam za oknem naprawdę mnie zachwyciło. Moje klimaty. Kameralnie i przepięknie.

8.11.14

Czego o mnie nie wiecie?

Dziś wpis z serii "Czego o mnie nie wiecie i być może nie chcecie wcale wiedzieć, ale ktoś zapytał, więc wypada odpowiedzieć" ;) A poważnie, to pytania, które zadały mi inne blogerki są fajne, może kogoś zainteresuje co mam do powiedzenia ? Nie planuję nikogo "nominować" dalej. A może Wy macie jakieś pytania i wstydzicie się zapytać? 

5.11.14

Sztokholm. Hala targowa Östermalms Saluhall

Kiedy zobaczyłam to miejsce na blogu Przepisy z Podróży od razu wpisałam je na listę MUST SEE w czasie wizyty w Sztokholmie. Kocham wszelkie hale targowe, bo kryją w sobie mnóstwo tajemnic, pysznego jedzenia, wspaniałych zapachów i genialnych smaków. Zapraszam Was na relację z tego miejsca.

28.10.14

Dean Village. Mniej znane oblicze Edynburga

To jedno z tych miejsc, o istnieniu których nie miałam pojęcia będąc rok temu w Edynburgu. Dowiedziałam się o nim zresztą w dość pokrętny sposób: szukając filmów z tym miastem w tle, trafiłam na wesoły (ale kiczowaty) musical "Sunshine on Leith". Dowiedziałam się z niego o portowej dzielnicy Leith i zaczęłam szukać o niej informacji. W międzyczasie trafiłam na wzmiankę o malowniczej rzece Water of Leith, która przepływa przez uroczą dzielnicę Dean Village.

23.10.14

Czy Bergamo jest drogie?

Jeszcze przed wylotem do Bergamo kilka osób pytało, gdzie będę spała, a zaraz po powrocie pojawiły się pytania o ceny i koszty utrzymania na miejscu. Sztandarowe pytanie zazwyczaj brzmi "czy tam jest tanio czy jednak drogo?" Mam problem z udzielaniem odpowiedzi, ponieważ to zależy, kto co / gdzie planuje kupować, a poza tym, dla każdego "tani" i "drogi" może oznaczać coś innego. Według mnie ceny są przeciętnie europejskie, nie wiem natomiast jak się one mają do innych miast Włoch kontynentalnych, bo byłam tylko w Rzymie, który wydaje mi się nieco droższy i w Mediolanie, z którego cen kompletnie nie pamiętam. Poniżej przedstawiam zestawienie moich wydatków.

20.10.14

Miasto na weekend - włoskie Bergamo

W ten weekend udało mi się zrealizować kolejne marzenie z Listy Marzeń - odwiedziłam Bergamo. To włoskie miasteczko "prześladowało" mnie od dawna, a droga do niego była długa i wyboista. Warto było czekać, bo okazało się wspanialsze niż sądziłam. Magiczne, kolorowe i pełne słońca. Jaki był ten krótki wyjazd? W wielkim skrócie minął nam na ...

16.10.14

Wspomnienie lata - upalne popołudnie we Wrocławiu

Jesień się skrada, po cichu, na palcach, jakby niezauważona. Wciąż ciepłe dni, ciągle słońce świeci, chociaż wcześnie zapadająca ciemność sugeruje, że coś się zmienia. Cieszę się tym, co za oknem, bo wiem, że to ostatnie chwile kolorów i pozytywnej, radosnej aury. Wkrótce nastanie epoka szarości.

13.10.14

Jak zostać tancerką flamenco?

Emilię poznałam w czasie wiosennego pobytu w Sewilli, na obiedzie w Corral del Conde. Zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie - ciepłej i sympatycznej dziewczyny, która wie, czego chce od życia i umie o to walczyć. Prawie pół życia tańczy flamenco i większość decyzji, jakie podejmowała przez ostatnie lata, ma bezpośredni związek z tą pasją. Przygotowania do tej rozmowy zaczęły już w lipcu, a w trakcie jej powstawania zrozumiałam, że niewiele dotąd o bohaterce wiedziałam. Jej droga nie była łatwa, sukcesy przeplatały się z porażkami, ale Ona wychodziła z tego silniejsza. Podziwiam siłę, z jaką realizuje marzenia i fakt, że wszystko, co osiągnęła, zawdzięcza sobie. Zapraszam na spotkanie z Emilią Dowgiało, tancerką flamenco.

8.10.14

Sewilla - miasto, które działa na wszystkie zmysły

Obiecałam Wam trochę słońca na blogu w tym tygodniu, więc słowa dotrzymuję! Ten wpis miał się pojawić już dawno temu, ale realizacja jego drugiej części (publikacja w przyszły poniedziałek!) okazała się o wieeeeele bardziej skomplikowana niż myślałam. Wydaje mi się jednak, że wyszła na tyle ciekawie, że warto było poczekać i przyjmiecie ją pozytywnie.

6.10.14

Wycieczka z Edynburga - Loch Ness, Highlands & Whisky

Na tę wycieczkę miałam pojechać już rok temu, ale niekorzystny zbieg okoliczności mocno pokrzyżował moje plany. Udało się jednak teraz i spełniłam jedno z wielkich marzeń z bardzo wczesnego dzieciństwa - o zobaczeniu szkockiego jeziora Loch Ness. Ruszacie ze mną w podróż?

1.10.14

Edynburg i okolice praktycznie - jak zorganizować wyjazd?

Wielu z Was pisze, że marzy o Szkocji, ale ceny odstraszają. Dziś postaram się Wam udowodnić, że nie taki diabeł straszny jak go malują i owszem, można zasłabnąć widząc w katalogu biura podróży tygodniową wycieczkę objazdową za 4tys zł + 300£ na miejscu, ale spokojnie da się zorganizować podobną za mniej niż pół tej kwoty i świetnie się bawić!  Północ i zachód Szkocji oraz wyspy jeszcze przede mną, skupiam się zatem na Edynburgu i okolicach.

29.9.14

Szkocja. Wspomnienia na świeżo spisane.

Dopiero wyjeżdżałam a już wróciłam. Aż trudno jest uwierzyć, że jeszcze 3 dni temu byłam w Szkocji, która zachwyciła mnie jeszcze bardziej niż rok temu. Czasu nie było dużo, ale tydzień wystarczył, aby utworzyć w sercu nową szufladkę pełną wspomnień.

19.9.14

Sielski weekend w Lublinie i Kazimierzu Dolnym

Długo myślałam, gdzie zabrać mamę na wspólny wypad. Uznałam, że weekend w Lublinie i Kazimierzu Dolnym będzie idealnym połączeniem. W Lublinie już byłam na Jarmarku Jagiellońskim, który bardzo polecam, a Kazimierz Dolny warto odwiedzić o każdej porze roku. Dziś Wam opowiem co warto zobaczyć i gdzie zjeść w Lublinie, powiem gdzie jest najlepsza herbaciarnia w Kazimierzu Dolnym oraz podzielę się z Wami opinią o hotelu Mercure Lublin Centrum.

17.9.14

Szkocja 2014

Pamiętacie na pewno mój zeszłoroczny, krótki wyjazd do Szkocji. Spędziłam tam urodziny, sama ze sobą :) Lubię od czasu do czasu wyjechać gdzieś bez żadnego towarzystwa, aby zastanowić się nad różnymi kwestiami, uważniej poobserwować siebie i otoczenie. Kilka dni wystarczyło, żeby Szkocja skradła moje serce. Wyjeżdżając odczuwałam niedosyt, bo można w tej cudnej krainie spędzić długie tygodnie i nie nudzić się wcale. Relacje przypadły Wam do gustu, zawsze miały dużo wejść i pozytywnych komentarzy. Ja ciągle żałowałam, że przez awarię samochodu nie pojechałam nad Loch Ness, że miałam mało czasu w Edynburgu. W styczniu pojawił się bilet do Glasgow za 98zł, na niemalże ten sam termin. Kupiłam od razu, tym razem na tydzień. Po 2 miesiącach zgłosił się ktoś, kto chciał lecieć ze mną. Dokupiłyśmy  bilet i już w piątek ruszamy! Nie mogę się doczekać, od kilku tygodni żyję tylko wizją wyjazdu.

Spędzimy 1 dzień w Glasgow, 4 dni w Edynburgu, 1 dzień nad Loch Ness i 1 dzień jeszcze w fazie planów. Będę mogła błąkać się bez końca, podziwiać, cieszyć się, moknąć... Nie straszne mi deszcze i niepogoda - płaszczyk i parasolka już czekają na spakowanie :)  Przez miniony rok dużo czytałam o Szkocji, jej historii, zabytkach. Oglądałam filmy dokumentalne i nie tylko, więc jestem bogatsza o cenną wiedzę, której rok temu nie miałam, przez co ominęłam wiele ciekawych miejsc. Znowu zabraknie nam dni na Isle of Skye i północ, ale trudno, nie ma tego złego... Będzie powód, żeby wrócić tam ponownie! Po powrocie na pewno będę miała dużo do opowiedzenia!

11.9.14

Toruńska Starówka. Prawie jak z bajki

W Toruniu po raz pierwszy byłam 3 lata temu i zakochałam się od pierwszego wejrzenia.  Uważam, że Starówka w tym mieście należy do najpiękniejszych w Polsce. Jest fantastyczna. Ma różne oblicza, ale dziś chciałabym się skupić na tym, które lubię najbardziej - bajkowym.

8.9.14

Spacer po starówce w Tallinie

Chętnie wracam wspomnieniami do majowego pobytu w Tallinie. Było spokojnie, relaksująco. Są wyjazdy pełne wrażeń i te powolne, kiedy nikt się nie śpieszy.  W poprzednim wpisie Tallin - pastelowa stolica Estonii pokazałam Wam już sporo zdjęć, ale ciągle odczuwałam niedosyt.

4.9.14

Little Archipelago Tour, czyli Sztokholm od strony wody

Uwielbiam miasta, które mają wodę. Dużo wody. I to takiej, z której aktywnie mieszkańcy korzystają. Jadąc do Sztokholmu cieszyłam się na spacer promenadą przy porcie, na łódki. Porty mają w sobie coś niesamowitego, coś, co wywołuje we mnie szybsze bicie serca.
Statki kojarzą mi się z przygodą, z odkrywaniem nowych miejsc. Z opowieściami z krańca świata, z szantami, z dumnymi kapitanami i ich załogami zawijającymi do różnych portów.
Transport wodny ma w sobie coś, czego nie mają samoloty, autobusy, pociągi. Jakąś magię, wiatr we włosach, przestrzeń, poczucie wolności, ciekawe historie zasnute mgłą.
Sztokholm oferuje dużo możliwości zwiedzania miasta od strony wody, a mnie na rejsy nie trzeba długo namawiać, jeśli są, zawsze skorzystam. Dość długo zastanawiałam się, który wybrać i w końcu wykupiłyśmy na sobotę Little Archipelago Tour statkiem S/S Stockholm.
Wypływałyśmy z portu przy promenadzie Strandvägen o godzinie 12.00. Byłyśmy odpowiednio wcześniej, więc na pokład weszłyśmy jako pierwsze, co pozwoliło nam zająć najlepsze miejsca. Można kupić bilet w dwie strony do portu Vaxholm (wówczas nie schodzi się ze statku) lub  dwa osobne bilety na różne godziny, dzięki czemu można zejść na ląd na 2-3 godzinki. 
My miałyśmy niewiele czasu, więc wersja samego 3h rejsu wydała nam się optymalna. Można  w czasie rezerwacji wybrać opcję z lunchem, dopłata nie jest duża (niecałe 100 SEK), ale  menu nie było dla nas do końca jasne, więc zrezygnowałyśmy. Gdy nadeszła pora lunchu, zeszłam na chwilę na niższy pokład i mi szczęka opadła. Zobaczyłam szwedzki stół z takimi rarytasami, że przetarłam oczy ze zdumienia. Wydaje mi się jednak, że to chyba było coś przygotowanego specjalnie dla dużej, zorganizowanej grupy Niemców, którzy z nami płynęli.
Ta kolorowa serpentyna to wesołe miasteczko Gröna Lund, jedna z licznych atrakcji ogromnej, zielonej wyspy Djurgården. To duży lunapark z m.in. 7 kolejkami górskimi. Płynąc obok słyszałyśmy wrzaski tych, których widzicie w górnej części zdjęcia ;) Jest to najstarszy tego typu park rozrywki / lunapark w Szwecji, założony w 1883 roku.  
Powyżej, wśród zieleni mały zamek Kastellet na malutkiej wyspie Kastellholmen. Przepiękna panorama centralnej części Sztokholmu widziana z odpływającego statku.
Zielone tereny wyspy Djurgården. Bardzo żałuję, że nie miałam więcej czasu, by pojeździć na niej wypożyczonym rowerem. Jeśli znów odwiedzę to miasto, to będzie pierwsza rzecz jaką zrobię. W ogóle muszę przyznać, że w Sztokholmie spodobał nam się fakt, że każda z wysp archipelagu czymś się charakteryzuje.
Na jednej jest Starówka, inna jest ogromnym parkiem, kolejna handlowa z nutą wieczornego życia. Dzielnice mają zróżnicowany klimat, różnią się mocno od siebie, w każdej jest coś innego i fajnego. Dzięki temu nie ma nudy.
Pogodę mieliśmy bardzo zmienną. W ciągu 3h słońce pojawiało się i znikało.
Im dalej od centrum miasta, tym widoki stawały się bardziej sielskie i zachwycające.
Spokojne życie - koszenie trawy, pływanie kajakami i łódeczkami, grillowanie w ogródku.
Zachwycało mnie niezwykle czyste, przejrzyste powietrze i wiele poziomów chmur na niebie.
Po ok. 1.5h spokojnego rejsu dopłynęliśmy do miasta Vaxholm. Część osób zeszła ze statku, by spędzić tam trochę czasu, my natomiast podziwiałyśmy je jedynie z daleka. 
Wygląda sympatycznie, bardzo kurortowo, ale nic więcej nie jestem w stanie powiedzieć.
W wielu sklepach spożywczych dostępne są barki sałatkowe, z dużym wyborem składników, z których można stworzyć ulubioną sałatkę. Kilogram kosztuje 119 SEK (ok. 55 zł, co jak na ceny szwedzkie nie jest wygórowaną kwotą). My postawiłyśmy na mix świeżych fasolek, kaszę gryczaną z warzywami, suszone pomidory i górę krewetek.
Za porcję, którą najadłam się na ponad 4h zapłaciłam niewiele ponad 20zł a było pysznie.
Uważam, że sam rejs to były naprawdę dobrze wydane pieniądze (250 SEK / 115 zł). Bardzo relaksujący, przyjemny. Czułam, jak odpoczywają mi oczy, wpatrzone w zieleń i niebieską wodę.
Wróciłyśmy do portu na chwilę przed burzą. Ledwo zaczęłam spacerować, zaczęło znowu padać. Chwilę się złościłam, ale zaraz mi minęło. Przypomniałam sobie wpis o Porto, w którym pisałam, że deszcz ma swoje dobre strony. Ruszyłam więc dalej.

1.9.14

Sztokholm - czy naprawdę jest TAK drogo?

Sztokholm, Sztokholm i po Sztokholmie... Wielka szkoda! Chciałabym zostać w tym mieście dłużej i jestem pewna, że miałoby to sens, ponieważ 1-2 dni więcej wcale by mocno nie nadwyrężyły mojego budżetu a miałabym dużo więcej czasu na wszystko, na co tym razem mi go zabrakło. Kupiłam bilet tylko na 2 noce, bojąc się, że zbankrutuję. Dziś już wiem, że to był zły tok myślenia i że warto pojechać na dłużej. Prosiliście, abym po powrocie podała Wam informacje na temat cen, bo tego wszyscy obawiają się najbardziej. Założyłam sobie, że mój wypad piątek-niedziela ma się zamknąć w 1000 PLN/1 os już ze wszystkim. Na pewno da się zwiedzić to miasto dużo taniej, można zabrać plecak konserw zamiast ubrań, ale ja tak nie lubię..  Co z tego wyszło, czy starczyło pieniędzy czy nie i czy jest tak strasznie drogo? Przeczytajcie!

 PRZELOT WARSZAWA-SZTOKHOLM I TRANSPORT Z LOTNISKA

Chciałam lecieć tam latem. Marzyłam, żeby było zielono i słonecznie. Chciałam usiąść w parku, patrzeć na ludzi i nie śpieszyć się. W styczniu w WizzAir zobaczyłam bilet za 108zł /1 os na sierpniowy weekend (wyłącznie z małym bagażem podręcznym). Jak na wakacje to cena bardzo atrakcyjna. Port lotniczy Skavsta obsługujący tanie linie lotnicze położony jest 100 km na południe od stolicy. Nie ma się jednak czego obawiać, bo jest fantastycznie skomunikowany ze Sztokholmem. Shuttle bus nazywa się Flygbussarna, jest dopasowany do wszystkich przylotów i odlotów. Wychodzimy z terminalu i już miły kierowca na nas czeka. Bilet można kupić na miejscu (jest automat i dość długa kolejna chętnych) lub taniej i szybciej przez Internet na stronie flygbussarna.se. Koszt w dwie strony to 278 SEK (ok. 128 zł) nie jest ceną wygórowaną. Autobus jedzie ok. 80 minut non stop, kończy bieg na Cityterminalen (dworzec główny kolejowy i autobusowy) w samiutkim centrum Sztokholmu.


NOCLEGI W SZTOKHOLMIE 

Od razu po kupieniu biletów zaczęłam szukać noclegu i dobrze, bo im bliżej wyjazdu tym było trudniej znaleźć coś godnego uwagi w przystępnej cenie. Noclegi w Skandynawii są raczej drogie, chociaż w dużych miastach łatwiej o coś na moją skromną kieszeń. W miarę rozsądnie wyglądały noclegi w tzw. botelach, czyli po prostu na statkach zakotwiczonych przy brzegu wysp w obrębie miasta. Niewielkie kabiny z małym oknem oraz wspólną łazienką zaczynały się od 1000 SEK/ 2 osoby / 2 noce ( ok. 460zł). 
To bardzo popularna forma noclegu, ale ja nie byłam do końca przekonana, bo większość z nich była zacumowana w sporej odległości od Starego Miasta (Gamla Stan), które miało być naszą bazą wypadową. Po dłuższym szukaniu zorientowałam się, że w Sztokholmie mnóstwo hosteli w okolicach Old Town oferuje tanie, małe pokoje bez okna (także od 1000 SEK za 2 noce). Nie jest to extra standard, ale w pokoju prawie nie spędzam czasu. Zabukowałam hostel na samej Starówce, praktycznie przy jej głównym placu Stortorget za równiutkie 460 zł / 2 os. Szczęście mi sprzyjało, bo po miesiącu dostałam wiadomość, że w czasie naszego pobytu część bez okien  będzie w remoncie, więc proponują nam w tej samej cenie... znacznie droższy pokój z oknem :) Byłyśmy bardzo zadowolone, pokój był duży i wygodny, zaraz obok łazienki. Hostel miał małą wspólną kuchnię z lodówką i mikrofalówką. Lokalizacja obiektu fantastyczna, wszędzie blisko.

KOMUNIKACJA MIEJSKA W SZTOKHOLMIE 

Jest bardzo rozwinięta. Jest metro, szybka kolej podmiejska, są autobusy. Jest również bardzo droga. Uważam, że kupowanie biletów ma sens jedynie, jeśli naprawdę planuje się jeździć dużo i szybko się przemieszczać. Jeśli nie mamy spiny, by zaliczyć wszystko i chcemy po prostu pochodzić, trochę się pogubić w uliczkach miasta, zupełnie bez pośpiechu - w zupełności wystarczą nam nogi. Ja bardzo dużo chodzę, więc dla mnie to najlepszy środek transportu a przy tym darmowy. Bilet dobowy (już bezzwrotną opłatą na kartę na której jest rejestrowany) kosztuje 135 SEK (ok. 60 zł), na 3 dni 115 zł. My chciałyśmy jedynie zobaczyć kilka ze słynnych sztokholmskich stacji metra, nie była to więc forma transportu, dlatego zostałyśmy przy jednorazowym bilecie za 44 SEK (ok. 20 zł) ważnym przez 75 minut.
Stacje metra są naprawdę piękne i nie ma w zachwytach nad ich oryginalnością cienia przesady. Żałuję, że nie pomyślałam wcześniej o innym środku transportu - rowerze. Wybrałam się na wyspę Djurgarden i po godzinie stwierdziłam, że jestem przegrana - żeby ją przejść, potrzeba całego dnia. Wtedy zobaczyłam parę na rowerach i puknęłam się w czoło. Mądry Polak po szkodzie. Widziałam kilka wypożyczalni jednośladów (jedna z nich pod mostem prowadzącym na tę popularną wyspę) a po powrocie szukając informacji o cenach znalazłam stronę Djurgårdscykeln , gdzie oferują rowery za ... 10 SEK ( ok. 5 zł). Nie korzystałam, ale chyba turyści też mogą w ten sposób wypożyczyć. Wmieście jest dużo rowerzystów, mnóstwo ścieżek i dobre warunki do jazdy. Byłam zaskoczona jak dużo ładnych rowerów stało pod budynkami bez przypięcia czy innego zabezpieczenia. Inny świat?

ZWIEDZANIE MIASTA 

Sztokholm jest dużym miastem, położonym ma wielu wyspach, co nieco utrudnia zwiedzanie bez korzystania z komunikacji miejskiej. Przygotowałam sobie wcześniej poglądową trasę spacerową, ale w niektórych miejscach odległości okazały się naprawdę duże. Nie miałam wielkiego parcia na zaliczenie wszystkich "must see". W ogóle nie miałam dużych oczekiwań wobec Sztokholmu i raczej
planowałam sobie pochodzić tu i tam niż biegać z obłędem w oczach od punktu A do punktu B. Nie zobaczyłam wszystkiego na co miałam ochotę, w czym trochę przeszkodziła mi manifestacja nazistów, która miała miejsce w centrum miasta w sobotę i trwała kilka godzin. Była niezła zadyma a ja z moim szczęściem wylądowałam w samym środku, pomiędzy bandą facetów z zakrytymi twarzami a policją, wśród dymu i huku. Zwiewałam szybko, co nie było łatwe, gdyż wiele ulic dookoła było zamkniętych przez służby mundurowe. Plany pokrzyżowała mi też pogoda, bo w piątek prawie cały czas lał deszcz.
Chciałam pochodzić po Starym Mieście, po promenadzie przy porcie, wybrać się na kilka wysp: Skeppsholmen, Djurgarden, pospacerować po Södermalm i Norrmalm. Wiele osób polecało mi zakup Stockholm Card, ale długo zastanawiałam się czy warto. Stwierdziłam, że mi zupełnie się ona nie przyda. Dla kogo jest ta karta? Dla tych, co zamierzają naprawdę intensywnie zwiedzać zabytki, muzea i korzystać z komunikacji miejskiej. Na 1 dzień kosztuje 525 SEK (ok. 240 zł ), na 2 dni 675 SEK (ok. 311 zł), na 3 dni 825 SEK ( ok. 380 zł). W cenie są wstępy do głównych turystycznych atrakcji takich jak Skansen, Aquarium, Muzeum Vasa, Pałac Królewski i inne. Nie planowałam zwiedzać żadnej z nich, koleżanka natomiast miała ochotę wybrać się do Moderna Museet, które w piątki między 18 a 20 jest darmowe. W oceanarium byłam nie jednym, skansen widziałam ostatnio w Tallinie i chyba nie do końca kupuję tego typu rozrywkę, pałace z zasady ciekawią mnie mniej niż życie ulicy. Miałam ochotę na Muzeum Nordyckie, ale okazało się tak ogromne, że uznałam, że to nie ma sensu. 2 dni w mieście to za mało by zobaczyć to, co jest fajnego "na zewnątrz" a co dopiero mówić o tym, co jest "w środku". Może będzie okazja... Wracając do karty - na intensywne zwiedzanie jest ok, bo kupowane osobno bilety wstępów, bilety na przejazdy, rejsy (w cenie są dwa 45-minutowe do wyboru), wycieczki wyjdą drożej.

ZWIEDZANIE SZTOKHOLMU STATKIEM 

Tak jak wspominałam, w cenie Stockholm Card są do wyboru dwa darmowe rejsy. Każdy z nich trwa ok. 45 minut i można je wykupić też osobno po 170 SEK (ok. 80 zł). Nie przypadły mi one jednak do gustu, bo są krótkie i pokazują to, co widać też podczas spacerów. Zaczęłam szukać w Internecie. Trafiłam na rejs, który uznałam za idealny - 3h pływania pomiędzy wysepkami archipelagu za 250SEK (ok. 115 zł). Był rewelacyjny, a relację możecie przeczytać tutaj

CENY JEDZENIA W SZTOKHOLMIE 

Tanio nie jest. Gdy zobaczyłam grzyby kurki za 298 SEK za 1 kg (ok. 138 zł) i kawałek sera za 198 SEK (90 zł) trochę zrobiło mi się słabo. Wiedziałam, że na restauracje nie będzie nas stać (obiady na Starym Mieście zaczynają się od 250 SEK, widziałam np. pieczone ziemniaki za 50 zł). Są lunche, które można kupić ciut taniej, ale nadal ciężko to nazwać dobrą ofertą. Kupowałyśmy zatem jedzenie w sklepie - na śniadanie kawa i cynamonowa bułeczka, na drugie śniadanie jogurt, potem na lunch sałatka z barku sałatkowego na wagę (119 SEK czyli 55 zł za 1 kg) w którym były także krewetki, kurczak, różne sery, kasze, makarony, awokado itd albo świeżą zupę z groszku do podgrzania w mikrofali, a do tego łosoś, pieczywo, ser. Jadłyśmy też fasolki na wszystkie sposoby. Bardzo lubię fasolę i jej obecność w dużej ilości w kuchni szwedzkiej mnie zaciekawiła. Byłyśmy raz w kawiarni na kawie i cynamonowym ciastku. Smakowała mi krewetkowräkröra. Miałyśmy zjeść w polecanej budce z burgerami rybnymi przy metrze Slussen, ale jej wygląd sprawił, że straciłyśmy apetyt. Część zakupów robiłyśmy w mini markecie na Gamla Stan (ceny nie były dużo wyższe niż w podobnych sklepach w mniej turystycznych regionach) a część w Lidlu, bo spisałam adres przed wyjazdem (Folkungag. 51 -53 w dzielnicy Södermalm). Można tam  kupić wiele niedrogich rzeczy  np. woda 0.5l za 1.75 zł, ciastka chokladbollar po 5 zł, małe jogurty po mniej niż 2 zł, popularne  chrupkie, pełnoziarniste pieczywo po 5 zł). Spróbowałyśmy kilku lokalnych smaków, nie byłyśmy głodne. Jestem zaskoczona, bo wydałyśmy na 2 osoby 800 SEK, czyli tylko pl. 180 zł na 1 osobę.

PODSUMOWANIE KOSZTÓW WYJAZDU WEEKENDOWEGO NA 1 OSOBĘ 

 Lot Warszawa-Skavsta-Warszawa z bagażem podręcznym 108 zł 
 Shuttle Bus na trasie lotnisko Skavsta-Sztokholm-Skavsta 128 zł 
  2 noce w sympatycznym hostelu na samym Starym Mieście  230 zł 
3h rejs po wyspach archipelagu sztokholmskiego 115 zł 
Bilet na 1 przejazd metrem, by obejrzeć kolorowe stacje 20 zł 
  Jedzenie w sklepach (2 śniadania, 2 kolacje, 2 obiady, przekąski) i picie 180 zł 

Razem to daje niecałe 800 zł, a przywiozłam ze sobą jeszcze 600 SEK, które zamierzam odłożyć w nadziei, że do Szwecji kiedyś wrócę. Gdybym została 1 noc dłużej, zyskałabym ponad 1 dzień a nadal spokojnie zmieściła się w planowanym budżecie. Nie taki diabeł straszny, jak go malują. Dla porównania, nieco krótszy weekend w Wilnie autokarem wyniósł mnie 350zł z przejazdem i zaledwie 1 noclegiem, a nie ma nawet co porównywać tych dwóch miast pod względem cen. 

   Jestem ciekawa czy byliście w Skandynawii i jakie są Wasze opinie? Da się jechać czy nie? :) 
TOP