13.1.14

"Jakim cudem tak często wyjeżdżasz?"


"Dobrze musisz zarabiać, skoro tyle jeździsz", "No nie możesz narzekać na pracę, skoro ciągle wyjeżdżasz", "Dziwne, bo mnie ledwo stać na jeden wyjazd w roku", "Znowu jedziesz? To chyba lekka przesada".

Często słyszę takie słowa od bliższych i dalszych znajomych. Nie odbieram tego jako złośliwość, zwykle w ten sposób okazywane jest zdumienie. Chciałabym Wam dziś pokazać, że nie trzeba mieć worka pieniędzy, aby móc podróżować. Zarabiam poniżej średniej krajowej, nie mam zobowiązań typu duży kredyt czy dziecko, utrzymuję się sama. W takiej sytuacji jak ja jest dużo osób które tak bardzo się dziwią i piszę to z myślą o nich. Żyję w pełnej świadomości, że wielu ludzi zarabia nawet znacznie mniej utrzymując całe rodziny i na pewno jest im ciężko. Nie zamierzam nikomu również wmawiać, że mając 1500 zł, studiując, wynajmując pokój w Warszawie zwiedzi się pół świata (chociaż przypuszczam, że wiele zależy od pomysłowości i też znalazłabym takie przykłady).

Ten wpis jest dedykowany Państwu Kowalskim, takim z przeciętną pensją, za którą ciężko "zaszaleć", mając wiadome koszty stałe każdego miesiąca. Muszą się oni zastanowić, jak rozplanować wydatki, aby starczyło na to, co muszą i na to, o czym marzą. W podobnej sytuacji jest wielu moich znajomych, tylko nieliczni zarabiają na tyle dobrze, aby móc pozwolić sobie na wszystko. Reszta musi podejmować decyzje, dokładnie jak ja.

Wszystko w życiu jest kwestią priorytetów, a co za tym idzie -  ekonomicznych wyborów.

Obserwuję znajomych i co widzę? Kredyt na samochód mieszkając w dużym mieście i praktycznie się z niego nie ruszając (benzyna, przeglądy, ubezpieczenie), samotne lunche na mieście, bo nie chce im się ugotować w domu, co rano kawa w sieciówce (przepłacona co najmniej 10-krotnie), w piątek wyjście do klubu, w weekend do multipleksu na film z colą i popcornem. Koleżanki (głównie) mają słabość do kupowania ciuchów, w których widzę je raz w życiu albo w ogóle, gdyż szybko lądują na dnie szafy. "Dobra przecena" mówią, niosąc do kasy rzecz, która zupełnie nie pasuje do ich stylu lub zwyczajnie nie jest im potrzebna. Tu 10 zł, tam 30 zł, gdzieś po drodze jeszcze 50 zł i nagle się okazuje, że cała pensja zniknęła z konta. Niektórzy lubią mieć markowe gadżety, nowe modele czegośtam. Robią zakupy w supermarketach, które są bardzo pozorną szansą na oszczędność, bo zazwyczaj kupuje się dwa razy więcej niż to konieczne i finalnie wydaje się dużo więcej.

I mój ulubiony temat - papierosy. Paczka 15 zł x 4 razy w tygodniu x ok. 50 tygodni = 3000 zł. Dokładnie tyle w 2013 roku kosztowały łącznie moje wyjazdy do: Irlandii, Budapesztu, Wilna, Londynu i trzy weekendy w Polsce.

Uważam, że każdy ma prawo wydawać swoje pieniądze na co ma ochotę i dopóki mu jest z tym dobrze, to super! Nie komentuję, nie robię uwag i generalnie mnie to nie interesuje. Zaczynam się denerwować dopiero, gdy ktoś zaczyna mnie rozliczać z wydatków na podróże. Ja szanuję, że ktoś ma potrzebę kupowania wszystkiego o czym napisałam powyżej oraz wielu innych rzeczy. Z podróżami jest tak, że jakoś ludzi kłują w oczy. Nikt nikogo nie pyta skąd miał kasę na samochód czy dobrej klasy zegarek. Kupowane rzeczy są łatwiejsze do przełknięcia dla osób trzecich. Z tym, że przedmioty dziś są, a jutro możemy je stracić. Dlatego w życiu stawiam na przeżycia, emocje, nowe spotkania, radość płynącą z poznawania świata. To jest bezcenne i nigdy nikt mi tego nie zabierze. 

 Trzeba zadać sobie pytanie - co dla mnie jest w życiu najważniejsze, co mnie cieszy? 

Dla mnie priorytetem na tę chwilę są podróże. Przy moich zarobkach jest to wybór - raz w roku daleko albo kilka razy w roku blisko. Dopóki praca pozwala mi na częste, krótkie urlopy, korzystam z tego i wszystkie swoje wydatki podporządkowuję temu, żeby móc wyjeżdżać. Nie piję, nie palę, nie mam TV, nie płacę za kablówkę, korzystam z komunikacji miejskiej, książki biorę z bibliotek, a jak przeczytam jakąś super, którą muszę mieć, proszę o nią Mikołaja albo kupuję używaną w Internecie za ułamek ceny. Poluję na tanie dni w kinach studyjnych, gdzie mam trzy seanse w cenie jednego multipleksie. Kawę piję rano w domu, na mieście jadam tylko z okazji spotkań z większą grupą znajomych, a z mniejszą umawiam wspólne gotowanie albo na piknik przy fontannach. Nie kupuję nigdy na zapas jedzenia czy kosmetyków, a ubrania kiedy są mi naprawdę potrzebne.

Nie chodzę po sklepach z ciuchami, aby sobie poprawić nastrój - najlepiej mi go poprawia szukanie biletów! Do kina chodzę często, czasem na koncert czy do teatru. Jedzenie kupuję w małych sklepach, aby nie kusiły mnie promocje. Warzywa i owoce - na bazarku koło pracy, bo mają produkty z pierwszej ręki, bez marży pośredników. Do metalowej skarbonki wrzucam każdą monetę 5 zł, którą wydadzą mi w sklepie - to z jednej strony mała kwota, a z drugiej bardzo łatwo wydać ją na coś zbędnego jak batonik czy puszka picia. Jeśli coś dorobię, zaoszczędzę lub dostanę to wpłacam na specjalne konto, do którego nie mam karty, więc stojąc w długiej kolejce w banku muszę się trzy razy zastanowić nim te pieniądze wypłacę i wydam. Może Wam się wydawać, że to są "żadne oszczędności", ale to nie prawda. W skali roku są to bardzo konkretne pieniądze, które wielu osobom przelatują między palcami.

Do tego muszę dodać, w jaki właściwie sposób podróżuję. Jakbym kupowała wycieczki z biura podróży, pewnie pojechałabym gdzieś raz do roku. Np. objazdówka po Szkocji w jednym z dużych biur kosztuje ponad 4 tys. złotych + wydatki na miejscu, a jadąc na własną rękę na 5 dni zamknęłam się w 1300 złotych, a zobaczyłam naprawdę sporo. Podróżowanie na własną rękę wymaga większego nakładu pracy: trzeba poszukać biletów, tanich noclegów, możliwości taniego przejazdu na miejscu itd. Ja to bardzo lubię, samo planowanie sprawia mi wielką frajdę. Pomysły na tanie podróże są na wyciągnięcie ręki, wystarczy po nie sięgnąć. Na wyjazdach śpię tanio - dopóki jest czysto, naprawdę nie potrzebuję więcej. Łazienka na korytarzu nie jest dla mnie problemem. Nie spędzam w pokoju dużo czasu, korzystam tylko z łóżka i prysznica. Wszystko się da, trzeba tylko chcieć, szukać, pytać. W podróży nie żałuję pieniędzy na lokalne smaki, nigdy bym nie pojechała na wakacje All Inclusive, aby opychać się hotelowym jedzeniem. Wolę wyjść z hotelu do mieszkańców, poznawać kulturę i kuchnię.

Prowadząc tego bloga, staram się Wam pokazywać, że naprawdę można zwiedzać przynajmniej Europę mając ograniczone środki. Podobne wpisy pojawiły się już na kilku blogach, myślę, że warto tam zajrzeć:

Gdziewyjechać.pl "Kiedy? Skąd? No jak? Weź spadaj!"
The Adamant Wanderer "Skąd masz kasę na podróże?"
Carrear Break "Jak sfinansować podróż"

Jak widać, nikt z nas nie ma magicznego konta dolarowego, cichych sponsorów, nie napadamy na banki ani nie dorabiamy na boku w podejrzanych branżach. Łączy nas jedno: mamy jasny cel, wspólne pasje i priorytety, dzięki którym nie odczuwamy żalu rezygnując z wielu rzeczy na co dzień. Nic na półce nie wygląda tak ładnie jak zdjęcia z podróży. Żadna rzecz nie wywoła takich emocji jak odwiedzone miejsca, spróbowane dania, poznani w podróży ludzie. Nie ma dla mnie ani jednego przedmiotu, dla którego warto byłoby żyć. A dla podróży chce mi się wstawać codziennie. Na tym świecie jesteśmy tylko na gościnnych występach, nikt nie wie, ile czasu tu spędzi, dlatego ja chcę wykorzystać te chwile najlepiej jak tylko potrafię. Kolekcjonować momenty, a nie przedmioty.

95 komentarzy:

  1. "Wszystko w życiu jest kwestią priorytetów a co za tym idzie ekonomicznych wyborów. Naprawdę!" - zgadzam się! Podeszłam do oszczędzania na podróże właśnie w ten sposób i cóż - da się. W 2013 wyjechałam kilka razy, w tym dwa na tygodniowe wakacje w Polsce (góry i Mazury), 3 razy na weekend (łącznie z piątkiem) i raz na 4 dni do Budapesztu. Żeby znaleźć na te wyjazdy pieniądze, zrobiłam "rachunek sumienia" wydawania gotówki na zbędne rzeczy - kawa i jedzenie na mieście, kosmetyki na zapas, kiedy poprzednich jeszcze nie zużyłam, kilka tytułów gazet w miesiącu, minimum jedna nowa książka miesięcznie, kupowanie kolejnych t-shirtów, mimo że ubrań mi nie brakuje. Okazało się, że przepuszczam całkiem sporo pieniędzy i choć jakąś tam przyjemność mi te rzeczy sprawiały, to chęć podróżowania jest znacznie większa. W tym roku też chcę wyjechać w kilka miejsc i jestem pewna, że zmiana podejścia do wydawania pieniędzy mi to umożliwi :-)

    /Kamila

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, małe oszczędności co miesiąc potrafią zdziałać cuda!

      Usuń
  2. Ja jeszcze dodam coś od siebie nowego, co zrozumiałem niedawno - już kilka miesięcy po tym wpisie, który zlinkowałaś (dzięki) "Wykorzystuj każdą chwilę na priorytety". Jeśli priorytetami sa podróże - dokładnie tak samo jak u Ciebie, to wszystko pod to podkładamy. Od niedawna dopiero jestem zmotoryzowany i trochę ubolewam, bo moje 10-letnie życie z komunikacja publiczną się mocno zmieniło. Również w kontekście oszczędności...
    Możliwości rodzą spełniania marzeń. Najpierw pomóż samemu sobie doprowadzić do "możliwości" a potem wykorzystuj je obficie.
    Zawsze może być czas "chudszy", gdy nie będzie już "możliwości". Czego osobiście bardzo się boję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Ja mam też zawsze w tyle głowy, że czas mamy dziś. Jutro to wielka niewiadoma, ani jak wtedy będzie ani czy w ogóle będzie.

      Usuń
  3. Nic dodac, nic ujac. Szkoda, ze trzeba sie publicznie "spowiadac" i takie proste rzeczy tlumaczyc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabym, aby chociaż jedna osoba uświadomiła sobie po tym, że chcieć, znaczy móc..

      Usuń
  4. "Nie ma dla mnie ani jednego przedmiotu, dla którego warto byłoby żyć. A dla podróży, chce mi się wstawać codziennie." piękne słowa...

    OdpowiedzUsuń
  5. Podróżuję podobnie jak TY, szukam tanich połączeń lotniczych i noclegów, nie korzystam z biur podróży. Tym sposobem udało mi się zwiedzić w 2013 trzy piękne stolice a mianowicie Londyn, Budapeszt i Paryż. Na prawdę można bardzo tanio podróżować po świecie!.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że można i chciałabym bardzo, aby ludzie to uwierzyli!

      Usuń
  6. Szalenie mi się Twój wpis podoba. Nie cierpię zaglądania ludziom do portfeli, zupełnie nie mam takiego zwyczaju, a zauważyłam, że gigantyczna ilość osób go posiada. Dla mnie to wręcz takie... nieeleganckie, niefajne, jak dłubanie w nosie przy uroczyście zastawionym stole na wypasionej kolacji. A co do papierosów... ja nie piję alkoholu, nie palę papierosów i bardzo często spotykam się z tym, że ludzie patrzą na mnie po takim stwierdzeniu jak na UFO. Te same osoby potem narzekają na brak pieniędzy a ja te same pieniądze wpłacam na konto oszczędnościowe i serio, nie czuję, że czegoś mi brakuje przez to, że nie wypiję browara czy nie zapalę fajki.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chciałam, żebyście zrozumieli, że te pytania były agresywne czy niegrzeczne, bo tak nie było, dlatego nawet poprawiłam wpis. Miałam wrażenie, że są z ciekawości i lekkiej nieporadności, na zasadzie "chciałbym, ale nie wiem jak, pomóż mi, zainspiruj". Na szczęście o wyciąg z konta nikt jeszcze nie pytał ;) A co do reszty wypowiedzi, o ile papierosy ludzi nie zaskakują, to informacja, że nie pijam więcej niż kubek grzańca, lampka wina czy kieliszek nalewki, a od czasu do czasu jedno piwo, wzbudza w wielu ludziach niczym nieuzasadniony brak zaufania. Jakby nie lubienie wódki było przestępstem ściganym z urzędu...

      Usuń
  7. Szczera prawdziuchna! Można się od Ciebie uczyć oszczędności :-) Tez mam skarbonkę do której wrzucam każdy znaleziony (poza portfelem często się coś wala) pieniążek na poczet wojaży. Mam jeszcze drobny problem z ciuchami, butami i kosmetykami, bo po prostu kocham modę... Ale powoli leczę się z nałogu kupowania zbędnych rzeczy :-P Od dawna organizuję sama wyjazdy, dlatego, że są tańsze, ciekawsze, obfitujące w przygody, nikt mi nie narzuca tempa zwiedzania, mogę jeść to na co mam ochotę, a nie to co akurat serwuje hotel. Dla przykładu powiem, że na 14-dniowy wyjazd do Katalonii wydałam 1500 zł/za WSZYSTKO ( bilet, noclegi, jedzenie, zwiedzanie), w biurze podróży krzyknęli by pewnie z 3 tys... Przyznam, że ostatnio tanie loty sprawdzam częściej niż stan konta :-) PS. Tez nie mam góry dolarów pochowanych po skarpetach :-)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też lubię mieć fajne ciuchy, ale nauczyłam się już, że mogę je mieć małym kosztem :) 1500zł za 14-dni to świetny wynik, gratuluję! W biurze to by kosztowało co najmniej 3tys a do tego drugie 2tys pewnie by się wydało na miejscu :)

      Usuń
    2. No tez właśnie! Dodam, że póki mogę, latam poza sezonem np. w maju lub wrześniu, co też znacząco obniża koszty. Teraz kombinuję jak tu tanio zwiedzić Sycylię i Sardynię w ciągu dwóch tygodni :-)

      Usuń
  8. Dziękuję za ten wpis, mam plan na ten rok oszczędzać by wydawać na to co lubię, czyli podróże małe i duże :), teraz trochę trudniej bo maluszek nasz też chciałby świat poznać. I taki właśnie mój cel jest by pokazać mu cały świat. Pozdrawiam gorąco i życzę jeszcze więcej nowych. interesujących podróży

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cudownie, że chcecie maluchowi pokazać świat! Im wcześniej tym lepiej! :)

      Usuń
  9. Także staram się przekonać znajomych, że podróże naprawdę mogą być tanie, ale wiele osób wydaje mi się najbardziej boi się wyjechać samemu i wybiera wakacje w Egipcie zamiast w tej cenie wyjazd na 2 tygodnie na Kubę.... każdy ma wybór

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że tak! Ale nie lubię, jak się podejmuje takie a nie inne decyzje a potem narzeka...

      Usuń
  10. Święte słowa, wszystko jest kwestią priorytetów :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Które pewnie na różnych etapach życia się trochę zmieniają, prawda? :)

      Usuń
  11. Amen! Nic dodać nic ująć. Podpisuję się obiema ręcami ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Dobrze piszesz, wszystko sprowadza się do priorytetów i bycia konsekwentnym.

    Kiedy zapraszasz mnie na gotowanie? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W każdym terminie który uda nam się zgrać przed Twoim wyjazdem! O ile zechce Ci się przyjechać na mój przeciwny koniec świata :)

      Usuń
  13. Zgadzam się. Wszystko zależy od tego co dla nas jest ważniejsze. Trochę czasu poświęcone na szukanie lotów, dobra organizacja i chęci mogą zdziałać wiele.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepsze jest to, że ten poświęcony czas i organizacja są naprawdę fajne!

      Usuń
  14. no to ja niestety uprawiam rozpasanie kosmetyczno-ciuchowe:) ale nigdy bym nie zadała komuś pytania " a skąd na to masz?":) zgadzam się z tym, że podróżować można tanio, sama tak w czasach wczesnopostudenckich zwiedziłam dogłębnie pół Polski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak się spotkamy spytam skąd co masz i ile kosztowało! ;)

      Usuń
  15. Dla mnie to kwestia priorytetów. Jeśli o czymś marzę to stanę na głowie by to mieć i nie chodzi mi o nowego iPhone bo takiego nie posiadam i nie potrzebuję. Myślę tutaj o wygospodarowaniu pieniędzy na coś co wzbogaci mnie o nowe przeżycia i tym są niewątpliwie podróże. W zeszłym roku udało mi się być w wielu miejscach i nie wydałam na to fortuny. Ale podobnie jak Ty kupuję z głową i "nie ma dla mnie
    ani jednego przedmiotu, dla którego warto byłoby żyć". Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za wyrażenie opinii, cieszę się że właśnie takiej :) I też pozdrawiam!

      Usuń
  16. Zgadzam się w każdym punkcie. Dodatkowa kwestia jest taka, że wiele ludzi dziwi się "skąd kasa na wyjazdy" bo widzi ceny katalogowe w biurach podróży a kiedy okazuje się, że trzeba samemu poszukać i biletów i hoteli i samemu zaplanować sobie na miejscu czas nie bardzo jest już zainteresowanych... I z jednej strony to rozumiem - bo wyrozumiała jestem :) ale z drugiej nie wiem jak to możliwe bo dla mnie szukanie biletów, hostelu, to pierwszy krok do podróży. Ja równie często spotykam się ze stwierdzeniem "po co tak często", "nie wystarczy Ci jeden, dwa wyjazdy" i to najczęściej ze strony najbliższej rodziny, która pomijając już kwestie finansowe (które też oczywiście się pojawiają) nie potrafi zrozumieć w jakim celu pakuję swój plecak czawrty raz w roku żeby przez weekend zobaczyć kolejne miejsce. I tłumaczenie, że skoro jest urlop, jest możliwość to dlaczego nie, nie pomaga....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja mówię, że póki mam zdrowie, nie zamierzam marnować czasu. Chociaż coraz częściej w ogólę przestaję się tłumaczyć, bo niby dlaczego miałabym to robić?

      Usuń
  17. No i tak trzymaj :) na mnie tez czasem patrzą dziwnie gdy nastawiam budzik na 23.55, żeby moc o północy kupić bilet na Thalys lub TGV , bo przy otwarciu sprzedaży jest najtaniej. I pewnie szukają się w głowę słysząc, ze raz lecę z pracy do domu do Barcelony a raz do Tuluzy, ale skoro mieszkam pośrodku to lecę tam gdzie taniej w godzinach które potrzebuje. Z drugiej zaś strony potrafię zrezygnować z wyprzedaży aby np pójść do teatru obejrzeć konkretnego aktora ( np wczoraj Gerarda Depardieu).
    Każdy ma prawo sam sobie ustalać priorytety i nic komu do tego. Co innego gdy ktoś mnie prosi o informacje jak podróżować czy chodzić do teatru tanio? A co innego gdy marudzi " ty to masz fanie" ale sam palcem nie kiwnie. Pozdrawiam i wielu nowych tanich podróży życzę :)
    Nika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też uważam, że każdy może robić co chce ze swoimi pieniędzmi, tak długo jak nie czepia się innych i nie marudzi!

      Usuń
  18. Aga, ludzie zawsze będą gadać - najwięcej Ci, którzy są zawistni i Ci zazdroszczą. Ci, którzy dobrze Tobie życzą, będą zawsze wspierali i motywowali do działania. Myślę, że większość zawistnych komentarzy miała właśnie na celu wywołanie burzy. Rób dalej swoje i myśl o tych, którzy razem z Tobą się cieszą z każdego wyjazdu. Wiem, jak bardzo efekt oszczędzania motywuje do dalszego gromadzenia pieniędzy. Co prawda u mnie z oszczędnością bywa różnie, bo lubię np. kupić jakąś książkę, mam też inne słabości :). Ale jak mam jakiś cel to potrafię ze wszystkiego zrezygnować. Teraz np. zbieram na dobry aparat i ciułam każdy grosz, zero ciuchów, zero wyjść bo cel jest jeden. Każdy z nas ma inny cel, inne priorytety, ja tak jak Ty wolę kolekcjonować wspomnienia niż np. buty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja nie czułam w większości tych pytań zawiści czy zazdrości, raczej zdziwienie i cichą prośbę "powiedz, że też tak możemy". Ludzie często nie wiedzą, nie mają świadomości ile pieniędzy po prostu przepuszczają. Ja też mam czasami momenty, gdy sobie kupię coś nieplanowego np dziś na witrynie sklepu zobaczyłam niedrogi, piękny szmaragdowy szalik i zrobiłam sobie tę przyjemność :)

      Usuń
  19. Piękna puenta! Zdecydowanie się z Tobą zgadzam. :)
    Znam ten problem, też często słyszę pytania skąd mam pieniądze na takie wyjazdy? Ale wszystko jest kwestią dobrego rozporządzenia naszymi finansami. Kiedy idę do sklepu, nie kupuję najdroższych rzeczy - od razu włącza mi się mechanizm przeliczania kwoty wydanej na jakąś rzecz, na to gdzie mogłabym za te pieniądze pojechać, co zobaczyć i zwiedzić. Zresztą podobnie jak Ciebie, dużo bardziej satysfakcjonuje mnie zakup kolejnego biletu czy decyzja o pojechaniu gdzieś, niż zwykły shopping.
    Inna sprawa ta fakt, że ludzie, którzy na co dzień korzystają z ofert biura turystycznego nie są w stanie wyobrazić sobie wakacji na własną rękę. De facto, organizacja takiego wyjazdu jest trochę praco- i czasochłonna, jednak suma summarum koszta maleją odwrotnie proporcjonalnie do włożonego wysiłku. I voila! Wymarzony wyjazd staje się rzeczywistością.
    Niestety, dzisiaj podróże wciąż kojarzą się z luksusem i portfelem pełnym pieniędzy, a historie o wyjazdach z kilkoma dolarami czy euro w portfelu mało kogo przekonują i wydają się być raczej szaleństwem niż przygodą. Jednak wciąż przybywa podróżników, którzy tę stereotypiczną teorię obalają. Przecież rzeczywistość jest zupełnie odmienna. Nie trzeba mieć fortuny i złotych klamek w domu, aby móc pozwolić sobie na częste wyjazdy. Czasem wystarczy odrobina szczęścia lub umiejętność organizacji i cięcia wydatków. :)
    Cieszę się, że zdecydowałaś się na opublikowanie tego posta. Mam nadzieję, że zmieni on podejście ludzi do zagadnienia podróży i podróżników. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam jak z Moniką o tym wspominałyście, Ona też opowiadała, że ludzie często o to pytają. Ja już mówiłam Wam, patrząc na Was - młode osoby, dopiero wchodzące w życie osoby z tak jasnymi celami i zainteresowaniami czułam wielką radość i bardzo Wam kibicuję!

      Usuń
    2. Temat rzeka ;) Ale ja powtórzę jeszcze to, co zawsze. Biura podróży nie są takie straszne. Owszem, fajnie jest jechać samemu i pozwiedzać na własną rękę. Ale ja nie mam nic przeciwko temu, żeby kupić w biurze podróży na last minute jakiś dalszy wyjazd, gdzie lowcosty nie latają bez przesiadek (bo jedno małe opóźnienie i wszystko leży...), dobry hotel, gdzie można zjeść coś z lokalnej kuchni, wypić dobre drinki, poopalać się nad basenem, mieć blisko do oceanu czy morza. Wypożyczyć auto, zwiedzić wszystko. I wydać kilka groszy na pamiątki dla rodziny i wypożyczenie samochodu. Ja tak zrobiłam na Fuerteventurze i jestem prawie pewna, że nie wyszłoby mi taniej na własną rękę jak moim celem było poopalanie się na wydmach, poleżenie nad basenem, i zwiedzanie, które zajęło zaledwie 2 dni. Na 2 osoby wydałam zaledwie 400 zł na miejscu w tydzień. co na dwie osoby dało w sumie za cały wyjazd niewielką kwotę. Ale nie wyobrażam sobie jeżdżenia tylko i wyłącznie z biurem podróży i jeżdżeniem na "biurowe" wycieczki... Fajnie jest też jechać gdzieś bliżej i pozwiedzać, przespać się u kogoś z couchsurfingu, poznać miejsca dla mieszkańców ;)

      Usuń
    3. Monika, mówię o objazdówkach, nie o wycieczkach "na leżenie i wyskoczenie w jedno czy dwa miejsca" i odnoszę to do miejc w któych byłam w minionym roku. Umówmy się, Fuerta nie obfituje w możliwości intensywnego zwiedzania, więc musisz pojechać na pobyt. Objazdówka po Szkocji w first minute kosztuje 4tys zł + płatne na miejscu kilkaset złotych, Irlandia 3800zł + 140EUR, weekend w Londynie ponad 1800zł. Temat biur jako takich poruszę w kolejnym wpisie.

      Usuń
    4. A no to jeśli takie wycieczki jak napisałaś wyżej to zdecydowanie się zgadzam i ich w 100% nie popieram. Nie mogę się doczekać wpisu o biurach, na pewno będzie coś ciekawego!

      Usuń
  20. Często wpadam do Ciebie i czytam Twoje posty. Ja od lipca 2013 roku prowadzę blog, w którym opisuję moje wspomnienia z podróży oraz moje spojrzenie na modę. Spotkałam się z podobnymi pytaniami i uwagami typu: Ty to masz fajnie 2 razy do roku lecisz na wakacje i czasem jeszcze wypady w Polsce. Kiedyś jedna znajoma powiedziała: Znowu lecisz, przecież już byłaś parę miesiecy temu... Ta znajoma ma chyba 6 futer prawdziwych, pełno złotej biżuterii i ... Co ma, to jej sprawa, a moja - podróże. Coś za coś... Gdyby tylko praca i teraz też zdrowie pozwoliły mi, to podróżowałabym bez przerwy. Boże, jaka to frajda planować kolejną wyprawę. Znasz tę radość, prawda. Moja lista jest długa. Teraz muszę podreperować zdrowie. Z przyjermnością czytałam ostatnie Twoje posty o Portugalii. Planowałam w maju, ale nie wiem, czy mi się uda. Życzę Ci dalszych wspaniałych podróży. Pozdrawiam serdecznie. Barbarossa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę Ci w takim razie dużo zdrowia, abyś mogła wróćić do realizacji podróżniczych marzeń!

      Usuń
  21. Ja również wszystko odkładam na podróże i organizuję wyjazdy sama, ale mam ten problem, że nie umiem obyć się bez łazienki przy pokoju, za co niestety trzeba płacić 20-30 euro więcej. W 2013 byłam na jednym dłuższym wyjeździe i 3 krótszych, łączny koszt za 2 osoby to jakieś 13 tys. zł. Dużo, mało? Wydaje mi się, że w miarę okej. Niestety sporo pieniędzy w miesiącu ucieka mi na wynajem mieszkania :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. NIe wiem czy to dużo czy mało bo nie wiem jakie to były wyjazdy, ale nie mi oceniać czyjś budżet... Mój jest zdecydowanie niższy, ale i wymagania mam małe :) Ważne, że jesteście zadowoleni ze swoich podróży, tylko to się liczy!

      Usuń
  22. No wlasnie, o wszystkim decydują priorytety! Jedni domek ogrodkiem i dlugoletni kredyt, inni dobre auto co kilka lat, albo inne dobra materialne... a inni podróżują!
    I tak byc powinno, nie ma dwoch takich samych osób, byłoby nudno na świecie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, niech każdy żyje jak lubi, ale tak długo jak nie ma pretensji do innych, że żyją inaczej

      Usuń
  23. Świetny post, w 100% się zgadzam: fakt, podróż z rodziną, gdzie zarabia jedna osoba, to inny temat. Ale w miarę przeciętne zarobki dla osoby, która utrzymuje się sama, z powodzeniem wystarczą na kilka krótkich wyjazdów w roku.
    Ja nie mam konta, a tradycyjnie: skarbonkę. Zrobioną z puszki po chipsach, żeby było ekonomiczniej ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. Agnieszko!
    Jestem oczarowana Twoim sposobem na życie :)
    z pozdrowieniami, Ewa

    OdpowiedzUsuń
  25. W zasadzie... nie mam nic do dodania. Mogę tylko się zgodzić. Fajnie, że coraz więcej osób na różnych blogach udowadnia, że do częstych podróży wcale nie jest potrzebna góra pieniędzy, bogaci rodzice albo sponsorzy. To wszystko kwestia priorytetów i zachowania równowagi. Ludzie lubią wydawać zarobione pieniądze na różne rzeczy. Ja zamiast stołowania się na mieście czy też kupowania nowych przedmiotów (książki, bilety na koncert itp. są wyjątkiem ;) wolę odłożyć pieniądze na kolejną podróż, a sam wyjazd też staram się zaplanować w taki sposób, aby nie przepłacić. Oczywiście tak jak napisałaś, takie planowanie wymaga więcej czasu, szukania przelotów, szperania, czytania blogów, ale ja to uwielbiam :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Fajny wpis! Zgadzam się, wszystko jest kwestią priorytetów. Ja dodatkowo spotykam się z komentarzem: ty to musisz mieć strasznie dużo urlopu, żeby tak ciągle gdzieś jeździć. A tu się po prostu kłania zwykła umiejętność planowania :-) Wystarczy chcieć, a wtedy naprawdę można wiele zdziałać, w każdej dziedzinie życia. To truizm, wiem, ale jednak wielu jakoś o tym zapomina... Pozdrawiam serdecznie! :-)

    OdpowiedzUsuń
  27. ` Weszłam z ciekawości, bo ktoś z moich obserwatorów obserwuje również Ciebie i cholera - zostaję tu ! Po tym jednym poście mam ochotę na więcej ! Dzięki :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Dobrze powiedziane/napisane ;) Ludzie wyjdą kasę na głupoty, a później biadolą, że nie mają na inne potrzeby. Każdy chciałby mieć super płacę, przynajmniej z czterema zerami na końcu, ale nie czarujmy, nie wszystkim się to udaje.

    Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
  29. podróże wzywają mnie ostatnio głośniej, niż kiedyś. z wielką chęcią odwiedziłabym odległą przestrzeń. pieniądze skrupulatnie odkładam, ale jakoś samozaparcia i ostatecznej decyzji brak. trzeba wziąć to w garść i ułożyć myśli w jedną chronologiczną całość, tak by w końcu ruszyć się z dotychczas obleganego otoczenia : ) pozdrawiam .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, że dobrze wziąć się w garść i np. kupić bilety do tych wymarzonych Indii, Chin, itd. Jak masz bilet - to nie masz już za bardzo odwrotu. Potem już z górki - wiza, szczepienia, przewodnik, z którego wyczytasz wiele interesujących rzeczy, fora internetowe - opracowywanie trasy, wstępne szacowanie kosztów i nagle pół roku minęło i jedziesz!

      Pozdrawiam i życzę pięknych wojaży!

      Usuń
  30. Zgadzam się ze wszystkim.
    Też podróżujemy budżetowo - polujemy na tanie bilety lotnicze, noclegi często załatwiamy przez CS lub bierzemy tanie hotele/hostele, sprawdzamy, w jakie dni są darmowe wstępy do muzeów, i inne zniżki, itd. No i oczywiście mam konto oszczędnościowe, na które cały rok z mojej pensji (również poniżej średniej krajowej) odkładam kasę. I też nie mamy dziecka, samochodu, kredytu (jeszcze).
    Ale podobne pytania i komentarze niestety też słyszymy.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  31. Czytając ten wpis, poza atutami, które zauważyli inni komentujący, pozwolę sobie dodać dwie uwagi.
    Po pierwsze, po co się tak tłumaczyć? Co nas obchodzi, co inni o nas myślą, a ponadto, dlaczego mamy się tłumaczyć z przeznaczanych na podróże pieniędzy, skoro o finansach się nie rozmawia. To nasza sprawa.
    Po drugie, zamieszczając taki oto fragment (cytat poniżej), sama Pani ocenia negatywnie tych, którzy nie podróżują, wybrali i realizują inny styl życia. Po zwrotach nachechowanych pejoratywnie, takich jak: "nie chce się gotować", "półki w salonie uginające się od książek, z których tak naprawdę tylko 1/3 była
    warta była tego, żeby je w ogóle przeczytać" oraz negatywnym wartościowaniu, np. sieciówka kontra kawiarnia, multipleks kontra kino studyjne etc., spodziewa się Pani życzliwości do Pani wyborów i priorytetów?
    Warto się nad tym zastanowić.

    Pozdrawiam i życzę więcej życzliwych osób wokół.

    "Obserwując znajomych widzę takie obrazki: kredyt na samochód mieszkając w Warszawie i praktycznie
    się z jej nie ruszając (+beznzyna, ubezpieczenie), w tygodniu lunche na mieście, bo nie chce się gotować
    w domu, poranna kawa w sieciówce, w piątek wyjście do klubu, w sobotę do multipleksu na film z colą
    oraz popcornem. Do tego przepuszczanie połowy pensji na wyprzedażach i kupowanie ciuchów, które po
    tygodniu wylądują w szafie. W łazience na półce 4 balsamy, 3 żele pod prysznic, 2 szampony, bo każdy
    ma inny zapach. Albo półki w salonie uginające się od książek, z których tak naprawdę tylko 1/3 była
    warta była tego, żeby je w ogóle przeczytać. Iphone, gadżeciarski zegarek, nowymodelczegośtam".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie rozumiem zupełnie problemu? Wpis jest o tym, że dokonujemy wyborów. Jeśli ktoś chce chodzić do multipleksu, pić kawę z sieciówki i wydawać całą pensję na ubrania - jego sprawa tak długo jak nie marudzi mi za plecami, że ja wyjeżdżam a jego na to nie stać. Ja mówię o tym, że to generuje koszty, których ja unikam, bo zależy mi na podróżach i nie mam pretensji do nikogo o to, że ma markowe jeansy a ja nie - a osoby które je mają dziwią się wielokrotnie, że nie mają pieniędzy na wyjazdy. Nikogo do podróży nie zmuszam, wiele osób nie odczuwa potrzeby jeżdżenia i wydają pieniądze na to, co ich interesuje i jak napisałam "Uważam, że każdy ma prawo wydawać swoje pieniądze na co ma ochotę i tak długo jak mu jest z tym
      dobrze, to super!". Dostałam po tym wpisie dużo maili od osób, które chciały podróżować a faktycznie nie miały świadomości, że małymi oszczędnościami mogą sobie na to pozwolić i pieniądze im trochę uciekały. Na brak życzliwości nie narzekam na szczęście ani na blogu ani w życiu prywatnym, także proszę się nie niepokoić o mój los.

      Usuń
  32. Wszystko kwestia wyborów. Ja mam dokładnie to samo. Większość moich znajomych nie jeździ nigdy, albo co roku do Egiptu leżeć nad basenem, bo przyjęli plan na życie: kredyt na mieszkanie, samochód, urządzanie mieszkania i otaczanie się drogimi, a jak dla mnie zbędnymi rzeczami. Nie neguję tego, ich wybór. Nie wiem tylko skąd potem to zdziwienie. Właśnie oni gdyby sprzedali zaledwie połowę tego co posiadali mogliby zapewne zwiedzić pół świata. Mnie od czasu do czasu poniesie i zaszaleję z jakimś zakupem jak np. z wczorajszym swetrem, do którego przymierzałam się tyle czasu, ze zdążył stanieć ze 189zł na 50zł. Ale tych papierosów i puszczania pieniędzy i zdrowia z dymem to nie pojmuję. Moim zdaniem jak ktoś chce to zbiera i jedzie, a jak nie to idzie w wymówki, bo tak łatwiej. Bardzo fajny wpis. A myślisz np. o wyjeździe poza Europę czy nie bardzo? Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że i mi zdarza się kupić coś co chcę a nie potrzebuję, jak trafi się dobra okazja. Ostatnio chciałam zmienić wystrój salonu, więc kupiłam nowe firanki i zasłonki :) Czasem kupię fajny ciuch albo płytę. Nie bieduję i nie żyję na chlebie i wodzie ;) po prostu rozważnie wydaję pieniądze. A co do wyjazdu poza Europę - myślę, ale po wykreśleniu aktualnej "bliskiej" listy :) Póki mogę często a krótko, chcę to wykorzystać, potem pewnie już nie będę mogła tak szaleć z wolnym, więc będzie na dłużej i dalej, po dłuższym oszczędzaniu.

      Usuń
    2. Ja podziwiam dalekie podróże, ale mimo wszystko lubię te krótkie wypady w jakieś cudowne europejskie miejsca. W Europie niczego mi nie brakuje, choć chętnie zobaczyłabym więcej;)

      Usuń
    3. Myślę, że dalekie podróże na pewno są wspaniałe, ale też nie należę do osób, które uważają, że dalej = lepiej, tylko wg mnie dalej = inaczej.

      Usuń
  33. To z fajkami i kosztem podróży najlepsze jest :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, że mnie samą wynik przeliczony w myślach zaskoczył na tyle, że wzięłam do ręki kalkulator, aby się upewnić. Tym bardziej, że założenie to 7 paczki tygodniowo, a znam osoby palące paczkę dziennie i liczyłam 50tyg w roku, a zwykle jest ich więcej. To są ogromne pieniądze, pomijając kwestię zdrowia.

      Usuń
  34. Hey Ajko

    Z wcześniejszych lat, gdy bylem młodszy, potrafiłem podróżować przez cala Europe, za niezwykle niewielkie pieniądze. Wtedy miałem inny cel, i podroż była sposobem na życie.
    Teraz, gdy obracam sie wsrod ludzi bardziej majetnych, zaczynam zauwazac, ze pieniadz nie jest wcale towarem deficytowym, i ze sa rozne, uczciwe na niego sposoby. takie jak na przyklad dochod pasywny, umożliwiający realizacje pasji.

    Zgadzam się z Toba co do oszczędzania, po co wydawać na zbędne zapychacze. To robią ludzie bez celu.
    A ludziom z celem, łatwiej zarobić pieniądze na pasje!

    Pozdrowienia, Tomek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szukam magicznej metody zarobienia większych pieniędzy, póki co, bez skutku ;)

      Usuń
    2. Ajko, internet.
      To znaczy, strony affiliackie, sklepy internetowe.
      Ja teraz by się uwolnić finansowo i następnie mentalnie będę się całkowicie skupiał na stronach affiliackich, sprzedaż produktów innych, i otrzymujesz prowizje. Potrzebujesz znaleźć produkty w jednej niszy interesującej cie, zbudować stronę, pozycjonować ja i dbać o nowa dobra treść.

      Usuń
  35. Agnieszka, bardzo mądry i przydatny wpis :) Najwięcej wiedzą ci, którzy się nigdzie nie ruszają i to właśnie im najłatwiej przychodzi krytykowanie i wypominanie innym, czasami bezpośrednio, częściej stwierdzeniami typu "ty to masz szczęście", "tobie to dobrze". Na moją najdalszą podróż na Reunion uskładałam ze Stypendium Ministra, na kolejną z innego stypendium, czasami dorabiając opiekując się dziećmi, czy pracując przy projekcie międzykulturowym. I chociaż nie mam jeszcze pracy na pełen etat, staram się łączyć studia z jak najczęstszymi wyjazdami, na które oszczędzam tak jak Ty (gotuję w domu, rzadko chodzę do kina, knajpy, ubieram się w "grzebokach" albo na przecenach). Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zauważyłam, że przy wszystkich swoich wyjazdach jesteś jeszcze studentką i to nie w Polsce, więc jesteś kolejną osobą, która udowadnia, że chcieć znaczy móc.

      Usuń
  36. O! Dokładnie! Wszystkich pytających mnie skąd mam "tyle" kasy, będę od dziś linkowała do tego tekstu!

    OdpowiedzUsuń
  37. swietnie !!! takich osob jak ty coraz mniej na swiecie!
    ja mam wielu znajomych, ktorzy zarabiaja calkiem konkretne pieniadze, a ciagle narzekaja ze sa bez grosza- ja przy takich samych, albo mniejszych zarobkach, jestem w stanie kupic sobie cos ladnego, zaoszczedzic, dac na mieszkanie...

    jakim sposobem oni nie maja, a mi az nadto?
    proste... nie chodze na imprezy, na miescie jem zadko (chociaz mi sie zdarza), czasem sie tez skusze na jakas kawe na miescie- a inni codziennie kupuja sniadanie w barze, obiad na miescie, a weekend impreza...
    no coz
    chciec to moc! i prawda jest taka, ze wiekszosc ludzi po prostu nie umie oszczedzac (albo wydawac...)
    oby bylo wiecej takich osob jak ty!
    gratuluje takiej postawy!!

    OdpowiedzUsuń
  38. Świetny wpis :) Niestety u mnie jest podobnie i bardzo często udowadniam innym jak prostymi sposobami można zaoszczędzić na wyjazd. Dla niektórych wakacje/wyjazd to bardzo wielkie przedsięwzięcie wymagające ogromnych nakładów finansowych i do póki nie zobaczą że mozna wyjechac za niewielkie kwoty to dalej będą zrzędzić i zazdrościć... ;)

    OdpowiedzUsuń
  39. Świetny wpis, fajnie, że poruszasz ten temat, na pewno niejedną osobę skłonił do refleksji. Myślę, że łatwo wpaść w pułapkę myślenia, że "nie stać nas" na wyjazdy, bo mamy ograniczony budżet, a przecież wszystko zależy od tego, jakie to wyjazdy i jak je zorganizujemy. W czasach studenckich zwiedziłam spory kawał Francji, pracując jako wolontariuszka lub imając się wakacyjnych dorywczych prac - na pewno nie byłoby mnie stać, żeby wyjechać do Francji typowo turystycznie, a tak udało się połączyć przyjemne z pożytecznym i jeszcze poznać świetnych ludzi (w tym męża ;)) ). Od kiedy zaś tu mieszkam, zdałam sobie sprawę, jak bogata jest oferta tanich lotów z Polski, naprawdę, doceniajcie to! :) U nas problemem jest teraz najczęściej to, że większość atrakcyjnych cenowo lotów jest z Paryża a dostanie się do stolicy z naszego 'końca świata' niestety znacząco zawyża koszty podróży. W zeszłym roku przemieszczaliśmy się głównie lokalnie, dobre i to (no i teraz trzeba też uwzględnić w planach wyjazdowych powroty do Polski raz na parę miesięcy:) ), mam nadzieję, że w tym uda się nam wyjechać dalej, bo, tak, jak mówisz, chcieć to móc! :)

    Pozdrawiam Cię ciepło!
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
  40. pięknie to ujęłaś :) mnie i męża też każdy pyta o to samo, a odpowiedz jest banalna jak sie okazuje, nigdy nie patrzylam na to tak jak to opisalas, ale chyba tylko dlatego, że dla mnie 1szampon, 1 żel pod prysznic (ja kupuj nawet plyn do kapieli - tanszy a tak samo sie pieni ;) ) itd wydawalo sie oczywiste,
    w zeszlym roku zaliczylismy 2x Teneryfe, Chorwacje i Martynike, a na ten rok już plan Gran Canaria i Gambia i pewnie nic wiecej bo trzeba jeszcze szczepienia porobic a tu niestety nie idzie zaoszczedzic na noclegach poprostu trzeba zrobic szczepionki w cenie ktora spokojnie starczylaby na chociaz 1 wyjazd...
    pozdrawiam
    Daga

    OdpowiedzUsuń
  41. świetnie napisane - lepiej tego nie mogłaś ująć :) chociaż wydaje mi się, że to i tak nie dotrze do tych opornych, którzy tak bardzo czepiają się skąd mamy pieniądze na wyjazdy. Dla nich zawsze będzie to podejrzane. A przecież to naprawdę niewiele kosztuje - wystarczy poszukać biletów wcześniej, poczekać na promocje przewoźnika. :) Tak jak napisałaś - cena wyjazdu z biurem podróży jest masakryczna. Chociaż nie powiem - sama wcześniej korzystałam z tego typu organizacji wakacji. ;) a teraz? nie ma mowy :) niedawno znaleźliśmy promocję na Mlecznych Podróżach i pod koniec kwietnia lecimy na tydzień na Malediwy za 1300 zł w dwie strony za osobę + 1000 zł za nocleg za 2 osoby. Grzechem byłoby nie skorzystać. ;)

    Pozdrawiam ciepło,
    A.

    OdpowiedzUsuń
  42. Bardzo fajny post. tak jak napisałaś: wszystko jest kwestią priorytetów, ale też rezygnując z małej rzeczy można uzbierać na jakiś ciekawy cel:)

    OdpowiedzUsuń
  43. Ja ostatnio usłyszałam na Facebooku, gdzie wstawiałam zdjęcia..no tak, taka to może sobie pozwolić na podróże bo nie pracuje..od mojej koleżanki z podstawówki..zapytałam..skąd pomysł że nie pracuję?
    Owszem w tym okresie nie pracuję, ale jeszcze na początku roku pracowałam z domu dla przykładu i mogłam sobie pozwolić w ramach tej pracy na wyjazd..ludzie myślą strasznie stereotypowo..owszem nie pracuję, ale sprzedałam mieszkanie odziedziczone w spadku i w ten sposób "przepuściłam " wszystko..no cóż..kwestia priorytetów..też każdemu powtarzam..chciałabym to odłożyć, pewnie i mieć oszczędności na czarną godzinę..ale wychodzę z założenia że teraz jest moja godzina..i do tego najlepsza..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludzie przede wszystkim za bardzo lubią zaglądać innym do łóżka i do portfela :) Ale to zazwyczaj ci, którzy są totalnie niespełnieni "żyją cudzymi życiami" jak to powiedział kiedyś kolega. Ja jak wyjeżdżałam dużo, to było źle , bo wydaję wszystko na podróże, jak teraz wolę wydawać więcej na życie w Polsce niż na podróże, to jest źle, bo zdradziłam ideały ;) Jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził!

      Usuń
  44. Zgadzam się z opisem - podobny styl życia prowadzilismy z drugą połówką do momentu pojawienia się dzieci. Tu pojawia się problem finansowy (dzieci uwielbiają podrozowac wiec to nie problem). Niestety koszta mnożą się razy 4 i przykladowo wyjazd na kilka dni zamiast kosztować 500zl kosztuje 2000zł. A wakacyjny na 10/12 dni kosztuje zwykle co najmniej 6tys i do tylko dlatego ze organizujemy go na własną rękę i dojezdzamy własnym autem. Jak dołożyć ważną informację czyli zawód nauczyciel, co wiąże sie nie tylko z niewielkim zarobkiem, jak przede wsyzstkim tym ze wyjazdy mogą odbywać się TYLKO w najwiekszym sezonie (nie ma innego urlopu poza feriami i wakacjami) czyli wtedy gdy ceny lotów i noclegow sa najdrozsze. Chyba zgodzisz sie ze moze byc trudno, co?? Ja osobiscie bardzo marze o powrocie do starego stylu zycia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że się zgodzę, bo sama aktualnie jestem w sytuacji w której na podróże sobie pozwolić nie mogę. Życie się zmienia, nasze możliwości i zobowiązania też. JUż w tekście pisałam, że mam świadomość, że nie wszystko się da i podtrzymuję to zdanie kilka lat później.

      Usuń
  45. bardzo dobry wpis, ludzie mają prawo uszczęśliwiać się tym czym chcą, ale ni znoszę jak ktoś sam zasłania się gadżetami, a Tobie zazdrości wyjazdu na wakacje

    OdpowiedzUsuń
  46. Hihi, my kiedyś w świeżo-po-studenckich czasach wrzucaliśmy do skarbonki dwójki a potem chodziliśmy do różnych wypasionych restauracji i tymi dwójkami płaciliśmy;)))

    OdpowiedzUsuń
  47. Masz rację, wszystko jest kwestią racjonalnego gospodarowania pieniędzy. W moim przypadku padało pytanie - w jaki sposób możesz tak dużo podróżować i studiować dziennie? ;)

    OdpowiedzUsuń

TOP