7.1.14

Jarmark Jagielloński w Lublinie - relacja

Na moją pierwszą wizytę w Lublinie termin wybrałam nieprzypadkowo. W jeden z sierpniowych weekendów odbywał się tam Jarmark Jagielloński, który chciałam zobaczyć. Czy było warto, jakie są moje wrażenia i czego możecie się po nim spodziewać - dziś na blogu.
Znalazłyśmy najtańszy nocleg (drogi i obskurny, w paskudnej lokalizacji - ceny w Polsce są dla mnie niczym nieuzasadnione i będę to powtarzać w nieskończoność), kupiłyśmy bilet na czerwony autobus :) i po wygodnej, niezbyt długiej podróży byłyśmy na miejscu.
Jarmark Jagielloński odbywa się od kilku lat i z założenia ma być kontynuacją Jarmarków Lubelskich, które odbywały się w XV i XVI wieku. Były to wydarzenia na międzynarodową skalę, organizowane z wielkim rozmachem, przyciągające kupców z różnych zakątków świata.
Wówczas przecinały się w Lublinie kluczowe szlaki handlowe, co powodowało rozwój oraz bardzo dobrą i stabilną sytuację ekonomiczną regionu. Do dziś jest to wyjątkowe miejsce, gdzie w dość naturalny sposób styka się kultura Wschodu z Kulturą Zachodu.
Stąd pomysł na podtrzymanie tradycji i zadbanie o dobre relacje z sąsiednimi państwami oraz ciekawą formę wymiany kulturowej jak też handlowej. Dla mnie ekstra, bo cenię takie inicjatywy i z przyjemnością biorę udział w tego typu wydarzeniach, jeśli tylko mam okazję! Byłam bardzo pozytywnie zaskoczona poziomem organizacji i całokształtem.
Jarmark odbywa się na bardzo dużym terenie, zajmuje praktycznie cały rynek, ale też okoliczne tereny zielone i ulice handlowe, dzięki czemu pomimo dużej ilości gości nie wyczuwa się tłumu, można swobodnie się przemieszczać i znaleźć wolny stolik, by w spokoju wypić kawę i obserwować co się dzieje dookoła. Podeszłam do chyba każdego z ponad 200 wystawców, by obejrzeć oferowane przez nich piękne produkty regionalne.
Można spotkać artystów z Polski, Ukrainy, Białorusi i Litwy, porozmawiać, zapytać czym się zajmują. Na zdjęciu powyżej pyszne i urocze pierniczki ozdobione lukrem z niebieskim akcentem - od razu skojarzyły mi się z portugalskimi kafelkami azulejos
Ważny, przynajmniej dla mnie, jest fakt, że organizatorzy sami wybierają twórców, których w danym roku chcą zaprosić do współpracy, co gwarantuje zarówno wielką różnorodność asortymentu jak też najwyższą jakość wykonania dostępnego rękodzieła.
 Wszystko do siebie pasowało: wystrój straganów, stroje sprzedawców, obrazy, dźwięki.
Co można kupić? Wszystko... a jak na złość większość rzeczy jest tak ładna, że od razu chciałoby się mieć je w domu. Haftowane chusty, lniane obrusy, kolczyki, bransoletki,
miękkie szale i czapki, ręcznie tkane dywany, kolorowe naczynia, zabawki dla dzieci, ciekawe dekoracje z drewna i słomy, wiklinowe kosze, tradycyjne stroje, obrazy i inne.
Szczególnie do gustu przypadły mi różne wyroby z drewna - zabawki oraz dekoracje.
Poza tym można było obejrzeć różne pokazy np. kucia monet a później je kupić na pamiątkę. W czasie trwania Jarmarku można było spotkać prawie na każdym kroku zespoły, grające baaaardzo różną muzykę (ale głównie tradycyjną, ze swoich okolic).
Wielką niespodzianką był dla nas występ zespołu z ... Portugalii! Wieczorem, gdy było już ciemno, spotkałyśmy ich w jednej wąskich uliczek, blisko rynku. Wzbudzali wielkie zainteresowanie, bo nie dość, że chłopaków było chyba 10, to byli niezwykle żywiołowi. Na drugi dzień śpiewali i grali także na scenie, dla większej ilości słuchaczy. Nie jest pewnie zaskoczeniem informacja, że jeden z nich ma dziewczynę Polkę i stąd się w Lublinie znaleźli.
Kulinarnie również nie mogłyśmy narzekać. A to kawa a to czekolada a to coś konkretnego, a to ciasteczko a to mnóstwo stoisk z lokalnymi przysmakami takimi jak domowe dżemy, miody z małych pasiek, sery, swojskie kiełbasy, pachnący kindziuk.
Próbowałyśmy m.in. smażonych pierogów z kaszą gryczaną mięsem, serwowanych w liściu kapusty. W Lublinie po raz pierwszy (i ostatni) jadłam też chleb ze smalcem.
Dla najmłodszych były przygotowane różne gry indywidualne i zbiorowe, zawody. Ludzie śmiali się, tańczyli w rytm muzyki, spotykali ze znajomymi, spacerowali całymi rodzinami i świetnie bawili, zamiast spędzać cały dzień w dusznym centrum handlowym ;)
Drugiego dnia pobytu wybrałyśmy się rano do Muzeum Wsi Lubelskiej, będącego zielonym skansenem na obrzeżach miasta. 
Weekend był bardzo udany, nakupiłyśmy różnych dodatków do mieszkań, smakołyków zza wschodniej granicy i po dwóch dniach wróciłyśmy do Warszawy. Marzy mi się taki wypad w tym roku, żeby nie jechać do samego miasta, ale też wziąć udział w podobnym wydarzeniu. Pytałam o to na fanpejdżu bloga, ale może też Wy macie jakieś propozycje?

17 komentarzy:

  1. Super! Bardzo podobają mi się te koniki bujane :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Było mnóstwo naprawdę pięknych przedmiotów z drewna, podobały mi się najbardziej!

      Usuń
  2. Uwielbiam jarmarki, co prawda nic na nich nie kupuję ale zdjęć przywożę całą masę :-) Walizki z kwiatkami wyglądają bombowo :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój różowy już wyzionął ducha, ale te pomarańczowe koleżanki do dziś cieszą oko :)

      Usuń
  3. Pięknie i kolorowo cieszę się że pokazujesz Polskę w taki sposób, że można byc z niej dumnym!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polska jest piękna i bardzo zaniedbywana, tak myślę

      Usuń
  4. Dwa lata temu, ale pewnie wydaje się jakby było to wczoraj, co? ;)
    Jarmarki wszelakie lubie bardzo. Zawsze jest na czym oko zawiesić, rozkoszować się czy delektować.
    Pozdrawiam gorąco ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Może rzeczywiście gdyby takich wydarzeń było więcej, centra handlowe nie byłyby punktami niedzielnej rodzinnej rozrywki :)
    I te rękodzieła! Może kicz, może folklor na pokaz,ale to jest właśnie ten żywy, zmieniający się folk :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jarmark Jagielloński to jedna z fajniejszych imprez lubelskich, można się dobrze bawić, obkupić ładnymi rzeczami, dobrze najeść... :) (Pierogi z kaszą gryczaną to lubelska tradycyjna potrawa). Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A są też serwowane w wersji bez mięsa tylko np. z jakimś warzywem?

      Usuń
    2. Szczerze mówiąc, nigdy nie spotkałam się z ich mięsną wersją, ale zawsze z serem (twarogiem). Pycha!

      Usuń
  7. nasza kultura barwami opisana :) cudowne miejsce i czas, takie akcje powinny odbywac sie czesciej :) Jestem absolutnie zachwycona tymi dekoracjami ze spiacymi ludzikami!!! pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny wpis. Mam nadzieję, że się nie obrazisz, jeśli dodam Cię do mojej listy najlepszych
    blogów o tematyce podróżniczej - blogipodroznikow.blogspot.com. Łatwiej będzie Twój blog znaleźć. Pozdrawiam, Ewka.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ale mi narobiłaś ochoty na pierogi!! Z kaszą gryczaną jeszcze nie jadłam, nie mówiąc o pierogach w liściu kapusty. A jarmark całkiem ciekawy, chociaż nie bardzo w moim stylu. Chętnie odwiedzę Lublin, jednak w czasie, gdy będzie tam cicho, spokojnie i słonecznie ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Lublin, Lublin mój :))

    dlaczego pierwszy i ostatni raz jadłaś chleb ze smalcem? dla mnie to kwintesencja smaku ludowego;)

    nie smakowało:)?

    OdpowiedzUsuń
  11. "ceny w Polsce są dla mnie niczym nieuzasadnione i będę to powtarzać w nieskończoność"
    racja: niski standard, wybujałe ambicje zarobkowe oferentów niewspołmierne do siły nabywczej przecietnego turysty z Polski, przelicznik chyba ze strefy euro..wszystko razem powoduje odpływ potencjalnych turystów czesto w mnie ciekawe strony..

    OdpowiedzUsuń

TOP