9.1.14

Co warto zjeść w Portugalii? odc. 2

Czas zdradzić Wam oficjalnie, dlaczego nie chciałabym i nie mogłabym mieszkać w Portugalii, którą kocham i ciągle do niej wracam. Uwielbiam widoki, zapachy i .. smaki.   I ponad wszelką wątpliwość, gdybym tam zamieszkała, bardzo szybko przestałabym się mieścić w drzwi, nawet te podwójne do metra. Każdy wyjazd to wielki Festiwal Jedzenia.
Jedzenie w Portugalii jest FENOMENALNE i zaskakujące swoją wręcz niezwykłą prostotą. Tylko, że ta prostota bywa niestety mocno kaloryczna :) W Polsce nie jem w ogóle białego pieczywa, ponieważ smakuje jak coś między gąbką a tekturą.
Chleb i bułki w Portugalii w połączeniu z lekko solonym masłem lub pastą z sardynek bądź tuńczyka wprawiają mnie w zachwyt. Albo z kroplą fantastycznej oliwy i kilkoma oliwkami w oliwnej, ziołowej zalewie. Jest ciężki, mięsisty, chrupiący. 
Jedna z najmniej wymyślnych sałatek świata - sałata, pomidor, cebula, marchew cieszy mnie bardziej niż eleganckie sałaty ze wszystkim, które serwują w Warszawie w każdej niemalże restauracji. Świeże warzywa bez żadnych dodatków bronią się same. Albo zupy. Ahhh te ich zupy! Pyszne, sycące i tanie jak nie wiem co. Z przetartych warzyw to moja ulubiona, zawsze gęsta, idealnie doprawiona i bardzo aromatyczna. Na szczęście do kupienia na każdym kroku.
W czasie zamawiania mogą wystąpić pewne nieścisłości :) Ponieważ zazwyczaj chodzę do mało turystycznych, malutkich, prostych knajpek z ceratą lub papierowym obrusem jednorazowym, nie ma tam kart w języku angielskim. Często nie ma nawet żadnych kart, bo kuchnia jest malutka i gotuje się to, co udało się o poranku kupić.
Pewnego dnia miałam ochotę zjeść kalmary. Wielką, okrutną ochotę - znacie to uczucie, gdy wiecie, że nic innego Was nie uszczęśliwi za żadne skarby świata? Zapomniałam jednak jak po portugalsku się kalmary nazywają. Najbliższa brzmieniu (hahahah) była nazwa camarão, więc zaryzykowałam. Zamiast pięknych, pękatych kalmarów w złocistej panierce dostałam niezbyt zadowolone ze swojej sytuacji, gotowane krewetki, patrzące na mnie z wieeeelkim wyrzutem. A kalmary to lulas. No sami powiedzcie, czy ktoś mógłby na to wpaść, tak sam z siebie?!
Najgorsze ze wszystkiego są przystawki, serwowane do stolika po złożeniu zamówienia. Płaci się za nie później, ale to najmniejszy problem. Większym jest to, że tego się nie da  zjeść po prostu wszystkiego!! Świeże pieczywo, sery (boskie, rozpływające się w ustach), najlepsze wędliny, smażone pierożki z krewetkowym farszem i inne. Zachwyt i rozpacz :)
Zachwyt, bo wszystko jest przepyszne, rozpacz, bo gdy przychodzi danie główne, to się okazuje, że człowiek jest już wypchany na full i nie wepchnie w siebie nic więcej. I co teraz? No właśnie to, że ryba tak pachnie, tak kusi, tak zachęca, że nie można się jej w ogóle oprzeć.
Sięga się po nią nieśmiało, tłumacząc się w myślach przed samym sobą "przecież to zdrowe, ryby są zdrowe! I niskokaloryczne, przecież grillowane a nie smażone, prawie bez tłuszczu a do tego gotowane warzywa - przecież warzywa są zdrowe, lekkie, bez tłuszczu i ..." ekhm!
Ryby... Razem z winem, oliwą i korkiem jedno z największych dóbr Portugalii, bez dwóch zdań. Peixe espada, pescada, robalo, dourada, bacalhau, sardinha, atum, salmão, każdy znajdzie rybę, w której się zakocha już od pierwszego spotkania na zwyczajnym, białym, tanim talerzu.
Fani owoców morza też nie będą rozczarowani, Ocean kryje w sobie wiele niespodzianek.
Portugalczycy jedzą też dużo mięsa, przygotowywanego na różne sposoby, także jako dania jednogarnkowe. Ja mięsa jadam bardzo mało, w Portugalii to wyłącznie jak mi ktoś poda np. kilka plasterków szynki jako przystawkę to skubnę, ale sama nie zamówię. Jeśli ktoś jest zupełnie bezmięsny wliczając w to ryby, będzie miał problem, by zjeść cokolwiek poza np. omletem z frytkami (ale też trzeba uważać, bo często w środku mogą być krewetki).
Weganie w ogóle nie wiem jak funkcjonują w Portugalii i mówię to z zupełną powagą, bo w lokalach, które nie są stricte vegan/vege po prostu nie da się zamówić nic poza mixem warzyw.
    Na mały głód sięgnąć można po paszteciki z dorsza, smażone pierogi czy "ciastka" z mięsem.
 Albo kanapki, ja mam słabość do tych z ostrym żółtym serem w ... maślanej bułce.
Portugalii nie byłoby bez kawy. Pije się ją zawsze, wszędzie, w każdym ilościach.
Kawy nie słodzę, ale czegoś słodkiego do niej nikt przecież nie odmówi... I tu znów ten kraj bez serca wychodzi naprzeciw marzeniom, oferując dobra idealnie wchodzące w biodra.
Piekarnie, pastelarie, małe sklepiki, knajpki. Gdzie by nie spojrzeć, czeka coś mącznego, coś jajecznego i coś na pewno nie dietetycznego. Z kremem, z kokosem, z kandyzowanymi owocami.
Z dodatkiem cynamonu, z cukrową posypką, z nutą migdałową czy jakąś inną.
Ciężki los, jak się jedzie tylko na kilka dni, bo można oszaleć, gdy dookoła tyle smaków, aromatów i diabelskich pokus. Zło czai się za rogiem. I to za każdym rogiem, trzeba dodać.
Tak, dlatego nie mogłabym mieszkać w Portugalii. Nie chciałabym, aby mi to wszystko spowszedniało, lubię czekać na te chwile, gdy wrócę, pójdę do ulubionej tasca i zamówię to, za czym codziennie tęsknię. Wtedy każdy posiłek jest świętem, które warto celebrować. Przypominam, że dawno temu na blogu pojawił się już wpis "Portugalskie przysmaki odc. 1".
Jakie jest Wasze zdanie o próbowaniu lokalnej kuchni i przysmaków? Ja nie umiałabym pojechać za granicę z plecakiem kabanosów i innych przekąsek, żeby tylko było "taniej". Nowe smaki są dla mnie tak samo ważne jak nowe miejsca, nowi ludzie, nowe doświadczenia. Nie mam worka pieniędzy, rezygnuję więc z wyjść do restauracji w Polsce, staram się unikać jedzenia na  mieście na co dzień, by móc sobie odbić to w podróży.  Zapraszam Was też na kulinarne wpisy z:


24 komentarze:

  1. Masz szczęście, że zaraz idę na obiad bo inaczej chyba bym Cię znienawidziła za robienie mi smaczku... Chociaż i tak, za portugalskie przystawki dałabym się dzisiaj pokroić :) Albo sardynki z grilla. Albo oliwki. Albo bacalhau a bras. Albo pasteis de nata. Albo.. ech, idę jeść!

    OdpowiedzUsuń
  2. pięknie to wszystko opisujesz plus smakowite foto :) aż chciałoby się skubnąć tamtejszych pysznych smakołyczków, miłego dnia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Co tu dużo mówić - czyta się smakowicie:) Dobrze, że przeczytałem ten tekst w porze lunchu;)

    Pozdrowienia z Lizbony!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty to wiesz, zbierasz się z domu i idziesz na podbój kuchni lizbońskiej bez problemu! :)

      Usuń
  4. Tego nie da się czytać i OGLĄDAĆ z pustym brzuchem :)
    pysznie!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. o kurczę, ślinka pociekła:) doświadczeń z kuchnią portugalską nie mam żadnych poza tut. knajpą Portucale czy jak ona się nazywała, a tam było bez rewelacji, ale sądząc po Twoich zdjęciach i opisach to byłby kulinarny raj dla mnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że by Ci smakowało znając mniej więcej Twoje gusta kulinarne :)

      Usuń
  6. Ale smacznie :) Lokalną kuchnię próbuję ile mogę, jeśli nie niszczy ona mojego budżetu. Jak ceny są podobne do polskich knajp, to moja dupa rośnie :] A portugalskie słodyczki z chęcią bym teraz zjadła!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to bym spałaszowała rybę z grilla! Najlepiej peixe espada... A na deser kawa i słodycz of kors! :)

      Usuń
  7. Wlasnie wysiadlam z samolotu , z Porto do Warszawy a Ty mi tutaj takie opowiesci snujesz, bylam 5 tygodni w Portugalii i jadlam caly czas...najgorsze jest to ze najsmakowitsze i najobfitsze jedzenie odbywa sie pora wieczorna...jest to czas na delektowanie sie i rozmowy przy stole.Boze! ile ja dan sprobowalam w czasie tych 5 tygodni!!! ile ryb, ile dorsza zjadlam, Najbardziej spodobal mi sie smakowo ten ktory sie zwie bacalhau com broa....koncze, bo musialabym duzo pisac a walizke trzeba rozpakowac...sciskam

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam podobnie kiedy jadę do Grecji, nie mogę opanować się od jedzenia. Jak widzę i z czego pamiętam kuchnia portugalska jest bardzo podobna do greckiej, tylko słodycze trochę inne :) pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  9. Patrze na zdjęcia i jem oczami! W kwestii odkrywania lokalnych smaków w pełni się z Tobą zgadzam :-) Nawet nigdy nie próbuję sobie odmawiać miejscowych rarytasów. Obżarstwo szczególnie mnie dotknęło w Grecji, której kuchnią jestem zachwycona. Jednak nie obyło się bez niespodzianek. Już kiedyś wspominałam, że zamawiając na Krecie danie o 'bezpiecznej' nazwie Traditional Cretan Lunch, ostatnim czego się spodziewałam było otrzymanie talerza pełnego ślimaków :-) Ale zjadłam, żyję i chociaż mam co wspominać :-) Z Katalonii też przywiozłam dodatkowe kilogramy człowieka do kraju... Pochłaniając ogromne ilości hiszpańskiej oliwy w towarzystwie szynki Serrano, kiełbasek Chorizo i chrupiących bagietek i... itd. itp.
    No i co narobiłaś?! Zgłodniałam :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Akurat na diecie jestem, a tu z rana takie obrazki! Co za zycie:) 'Za granice z plaecakiem kabanosow' -you mada my day!

    OdpowiedzUsuń
  11. Hahaha z tymi kabanosami to faktycznie hicior :-) Tez sie uśmiałam :-) Ale przyznam, że mnie to kiedyś dotknęło :-P Jak jechałam pierwszy raz do Tunezji, jeszcze jako nastolatka (w pierwszą podróż bez rodziców), przezorny tatuś próbował mi wepchnąć do walizki właśnie kabanoski i puszki z turystyczną ( bo się kiedyś tak jeździło...), w razie gdybyśmy na tym All Inclusive nie mieli co jeść ;D

    OdpowiedzUsuń
  12. Idę zjeść... Super są wpisy o kuchni z danego kraju. A jeszcze lepsza degustacja;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Oj tak byłam jadłam i polecam!!!

    OdpowiedzUsuń
  14. Zaintrygowałaś mnie tymi zupami! Dotychczas nigdzie nie udało mi się spotkać z tak pyszną i różnorodną "kulturą zupową" jak w krajach słowiańskich.
    Tym bardziej gorącej Portugalii bym o to nie podejrzewała!
    Teraz mam kolejny powód żeby udać się tam przy najbliższej okazji :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Oj jakie wspanialosci, no idealne dla takiego łasucha jak ja, no i świetne fotki :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Pyszności! Aż odrazu chciałoby się pojechać i w pierwszej chwili co zrobić to siąść w jakieś knajpce i smakować :)

    OdpowiedzUsuń
  17. A ja taka głodna jestem...Też piję kawę bez cukru :)

    OdpowiedzUsuń

TOP