25.2.14

Kradzież i utrata dokumentów w czasie podróży za granicę - co robić?

Wyjazd do Brukseli miał być jednym z najtańszych weekendowych wyjazdów w historii. Tanie bilety na samolot, jeszcze tańsze na shuttle bus, niedrogi nocleg w dobrych warunkach, niskie koszty na miejscu. Okazał się jednak jednym z najdroższych i były to niestety jedne z najgorzej    wydanych pieniędzy. Dlaczego? Ponieważ zostałyśmy tam okradzione i nie wróciłyśmy do Polski... Co zrobić w takiej sytuacji? Czy można się w pełni zabezpieczyć przed takim zdarzeniem?

Chce mi się śmiać przez łzy - jestem wzorem idealnego pakowania. Naczytałam się, nasłuchałam tylu przygód innych ludzi, że dmucham na zimne. Dowód w jednym miejscu, karty w drugim, pieniądze większe podzielone na małe pliki, pod ręką tylko 20 EUR na bieżące wydatki. Ile osób uważa, że ich to nie spotka, ich to nie dotyczy? Mnóstwo. I mówię Wam dziś - może to dziś lub jutro spotkać każdego z Was i musicie być na to przygotowani. Ten wpis niech będzie poradą, a zarazem przestrogą, że trzeba mieć oczy dookoła głowy i 100% koncentracji na każdym kroku.

W Brukseli było ok. Bez zachwytów, ale ok. Ładny Rynek, dobre jedzenie, pyszne gofry. Ale nie miałam ochoty zostać dłużej. Przez cały pobyt uważałyśmy na swoje tobołki. Wartościowe rzeczy schowane, w portfelu, który wyjmowałyśmy w sklepach czy kawiarniach było tylko kilkanaście EURO. W niedzielę o 12 przepakowałyśmy nasze małe plecaki, wykwaterowałyśmy się, zjadłyśmy obiad i kupiłyśmy w sklepie wodę. Zabrakło nam kasy ze wspólnego portfelika, więc mama wyjęła swój, idąc do metra włożyła go do kieszonki jeszcze mniejszego plecaczka, zapięła go na suwak i włożyła do torby lnianej którą miała pod pachą. Do przejechania raptem 3 stacje. Tłok. Rozmawiałyśmy, patrzyłam na nią. Nagle stacja, ludzie zniknęli. Lniana torba rozcięta a plecaczek rozpięty. Po portfelu ani śladu. Żadna z nas nie zauważyła, nie poczuła NIC. Złodziej był świetnym specjalistą w swojej dziedzinie. Byłyśmy w drodze na przystanek autobusu na lotnisko Charleroi...

W pierwszej chwili pomyślałam "Trudno, ładny portfel i kasa przepadły, ważne, że dowód i karty są bezpieczne w jakiejś kieszonce wewnętrznej", ale wyraz twarzy mojej mamy sprowadził mnie na ziemię. "W hotelu przełożyłam do niego wszystko, skoro już wyjeżdżamy, żeby było pod ręką". Poczułam, że nie mogę złapać oddechu i zaczynam się dusić a moja twarz robi się nienaturalnie blada. Wysiadłyśmy z metra, bo była to już nasza stacja, zaczęłam przeszukiwać otwarty plecak. "Wszystko, czyli co?" "Dowód osobisty, kartę płatniczą, 50 EUR, 40 PLN i bilet kwartalny ZTM". 


To był moment, w którym w głowie nie miałam nic poza pustą dziurą. Dodam, że na chwilę przed wyjazdem chciałam w T-mobile włączyć roaming, ale ponieważ umowę podpisałam w styczniu, to mi odmówili, bo nie opłaciłam jeszcze 3 faktur. Chcieli depozyt, ale zdecydowałam się go nie płacić. Mój dotykowy telefon pada jak mucha po 5h, a mama uznała, że jej super trwała bateria przetrwa weekend, więc nie zabrała ładowarki a poziom baterii był już na wykończeniu. Jako, że jestem w  naszym duecie jedyną opanowaną osobą, widząc jej panikę, musiałam się bardzo szybko ogarnąć.

Tak, daję sobie i Wam w takiej sytuacji 3 minuty na szok, niedowierzanie, rozpacz, złość na siebie, na cały świat i wszystkich dookoła. Na chwilę agresji, kopnięcie w barierkę, rzucenie plecakiem, użycie słów uznawanych powszechnie za niecenzuralne. 3 minuty to jest maksimum. Czas wrócić na ziemię.

Kolejne 5 minut to głęboki oddech i szybka analiza sytuacji. Za 3h odlatuje nasz samolot, na lotnisko jest b.daleko. Nie wylecimy. Nie wrócimy do Polski. Nie mamy noclegu. Nie mamy za dużo kasy, nie mam roamingu, nie mamy ładowarki, ba, nawet nie mamy gniazdka, by podładować mój telefon, nie ma nigdzie dookoła wi-fi. Nie pójdziemy jutro do pracy. Cholera jasna, ile czasu tu zostaniemy?!?!?!?

Nie było na co czekać. Pierwszy telefon do banku, aby zablokować kartę. Chcą numeru dowodu, by przyjąć dyspozycję. Nie ma, zginął! Na karcie boardingowej nie ma go wpisanego, w strefie Schengen nie są wymagane w czasie odprawy. Pan nie może nam pomóc. Rozłączam się i przypominam sobie, że kiedyś wysyłała mi go smsem, gdy bez niego nie mogłam załatwić pewnej sprawy. Dzwonię ponownie, blokujemy. Dzwonię do Polski, do taty, zapytać czy może nam wysłać pieniądze, bo nie mam ich dużo. Ale nie mam jak przekazać numeru konta: nie mam Internetu, a numer jest w mailu. Moim i mamy. Yh.

Dzwonię do koleżanki B, prosząc, by zadzwoniła do WizzAir czy mamy szansę dziś wylecieć. Nie mamy. Koleżanka J. wrzuca za mnie na Facebooka info, że potrzebujemy noclegu a ja się modlę, aby telefon  wytrzymał jeszcze chociaż chwilę. Jesteśmy na dworcu, musi być więc policja. Szukamy długo, ale jest.

Jestem pod wrażeniem policjantki, której zgłaszamy kradzież. Zarówno ona, jak też inni pracownicy są bardzo wyrozumiali, empatyczni, ciepli i pomocni. Wysłuchują nas w skupieniu i starają się pomóc. Pani daje nam wnioski do wypełnienia, wypytuje o nasze podejrzenia dotyczące złodzieja. Mam jakieś, więc wszystko recytuję. Dzwoni do Konsulatu, ale nikt nie odbiera (niedziela, już po godzinie 17.30). Potem dzwoni na lotnisko Charleroi i dowiaduje się, czy mamy szansę wylecieć na zaświadczenie, ale nie mamy. W tym czasie, średnio co 10 minut wchodzą kolejne osoby, które zostały okradzione na tej samej trasie. Zwyczajni ludzie, nikt nie wygląda bogato, nie przykuwa większej uwagi. Większość nie miała grubszych pieniędzy, stracili głównie dokumenty, co jest poważniejszym problemem niż gotówka czy karty bankowe. Możemy podładować mój telefon, wypełnianie wniosków trwa ok. 1.5h. Od taty dostaję numer telefonu Znajomego Znajomego, którego Znajoma może nas przyjąć na noc. W tym czasie napływają też smsy od Czytelników bloga, których nie znam osobiście. Życzą powodzenia, pytają, czy potrzebujemy pieniędzy, proponują nocleg. Jestem oszołomiona i naprawdę wzruszona. Pada mamy telefon, a po przełożeniu do mnie karty, nie mogę już odzyskać części numerów. Głupio mi, że nie mogę im natychmiast podziękować.

Na policji dostajemy komplet dokumentów do Konsulatu. Jedziemy do Pani Gosi, która czeka na nas
z gorącą herbatą i zupą, której z nerwów nie dałam rady skończyć. Ma też dla nas dużo dobrych słów,
trochę wskazówek, pomaga skontaktować się z Konsulem. Mamy być w poniedziałek o 9.30 w placówce. Ponieważ nie mam roamingu, nie odbiorę smsa z informacją o zaksięgowaniu pieniędzy od taty, bo udało mi się u Pani Gosi wejść na swojego maila i przesłać numer konta. Dzwonię do ubezpieczyciela, ale nie są w stanie nic nam zaoferować w takiej sytuacji. Nasz samolot odlatuje. Bez nas. Noc mija nam ciepło i względnie spokojnie, chociaż nerwy nas trzymają.


Rano pogoda jest przepiękna, może trochę na pocieszenie? Jedziemy do Konsulatu, który akurat w poniedziałki przyjmuje tylko na ustalone spotkania. Dowiadujemy się, że dokument tymczasowy kosztuje 40 EUR, które musimy zapłacić od razu oraz dostarczyć zdjęcie, którego w placówce nie możemy zrobić. Szukamy więc automatu, przy akompaniamencie pana grającego na skrzypcach udaje nam się przebrnąć przez francuską instrukcję obsługi. To wszystko jest tak abstrakcyjne, że myślę, że  to chyba tylko film a może sen? Automat pożera pieniądze, nie wydaje reszty, ale wypluwa zdjęcia. Nie wiemy ile procedura potrwa, więc boimy się kupować nowe bilety a kolejny lot jest za kilka godzin.. W konsulacie spotykamy dziewczynę, która też ma nim lecieć a dzień wcześniej złodziej wyrwał jej plecak z laptopem, ładowarką, dokumentami, pieniędzmi. Bardzo to wszystko budujące... Mamy po paszport wrócić po 12, więc idziemy na drugie śniadanie i do parku, gdzie witają nas kwitnące drzewa.

Odbieramy pachnący nowością dokument, dzwonię do znajomej w Polsce, aby kupiła nam bilety z odprawą na lotnisku. Stres powoli z nas opada, ale w szczęście uwierzę, gdy usiądę w samolocie...


Pamiętajcie, że to, iż dużo podróżujecie nie jest gwarancją bezpieczeństwa. Od pierwszej chwili miałam gdzieś w tyle głowy Włoski thriller Wędrownych Motyli, a wydaje mi się, że nie są to osoby lekkomyślne i beztroskie. Są sposoby, by się zabezpieczyć na tyle, aby w takiej sytuacji awaryjnej nie wpadać w histerię, nie walić głową w mur i bezradnie nie płakać.

Jak być bezpiecznym w podróży? Jak ułatwić sobie życie w sytuacji nagłej za granicą?

1. Przed wyjazdem zawsze należy przygotować informacje dotyczące lokalizacji najbliższego Konsulatu, numer kontaktowy, adres, warto też wydrukować sobie mapę dojazdu z jakiegoś popularnego punktu w mieście. Ja miałam przy sobie dane konsulatów m.in. w Lizbonie oraz w Londynie, a tego w Brukseli niestety nie. Poszłam na żywioł tym razem i akurat "się stało". Można też spisać numer miejscowej policji, miałyśmy to szczęście w nieszczęściu, że kradzież miała miejsce blisko dworca, ale jakby to było na ulicy, to musiałybyśmy szukać komisariatu.

2. Zeskanowany dowód osobisty i paszport warto mieć wysłany na e-maila

3. W zeszycie podróżnym, telefonie czy na mailu trzeba mieć spisane numery dokumentów, trzeba je podać by je unieważnić oraz żeby zablokować swoją kartę płatniczą. Nie wiem, czy ktokolwiek przyjąłby nasze wnioski bez numeru dowodu, a miałam go przypadkiem.
.
4. Myślę, że warto spisać sobie adresy 1-2 kafejek internetowych, gdzie w razie potrzeby można wydrukować skany dowodów, nowe karty pokładowe czy bilety na shuttle bus itd.

5. Nigdy nie trzymać dokumentów tożsamości, kart płatniczych, pieniędzy w jednym miejscu, a już na pewno nie w portfelu, którym płacimy na miejscu - może wypaść, ktoś może nam go w czasie płacenia wyrwać i uciec, można go schować niezbyt dokładnie i o problem już łatwo. Plecak też ktoś może nam zabrać, warto więc mieć te najważniejsze rzeczy przy sobie, np. w kieszonce wewnętrznej kurtki zapinanej na suwak lub innym "tajemnym schowku" jakich wiele.

6. Jeśli jadą 2 osoby lub więcej, każda powinna mieć swoją kartę płatniczą z awaryjnymi pieniędzmi oraz podać numer swojego konta komuś bliskiemu w Polsce, aby szybko mógł ją doładować. Warto mieć włączoną usługę sms na obciążenia i zasilenia rachunku, bo od razu wiemy, jeśli ktoś użyje skradzionej karty oraz jeśli środki od rodziny już nam wpłyną.

7.  NIGDY nie należy chować ani wyjmować ważnego portfela, gdy ktoś może nas widzieć. Podejrzewam, że ktoś obserwował Mamę, gdy w biegu chowała portfel do tej właśnie  kieszonki w tym akurat plecaczku. Miała przy sobie 2 plecaki i torbę, jechałyśmy łącznie 4 minuty a ktoś idealnie wycelował akurat w tę lokalizację, innych kieszonek nie tknął, a ja nie jestem w stanie uwierzyć, że był to przypadek. Miałby chyba zbyt duże szczęście.

8. Kupując polisę zdrowotną, która i tak trochę kosztuje, dowiedzieć się, czy oferuje ona pomoc w takiej sytuacji jak kradzież/napad/rabunek/utrata pieniędzy. My miałyśmy dwie różne: pierwsza firma nie pomogła nic, druga by pomogła jakby to mnie napadnięto, ale tylko przy bankomacie. AKTUALIZACJA - zadzwoniłam do większości towarzystw w Polsce i jak do tej pory niestety NIKT nie oferuje ubezpieczenia od kradzieży.

 9. Nigdy nie wyjeżdżać bez roamingu i bez ładowarki. Ja uznałam, że dwa dni przeżyję, więc nie zapłaciłam depozytu T-mobile, a mama uznała, że przez 2 dni Jej telefon wytrzyma....

10. Jadąc na określoną ilość dni i przyjmując na stałe leki nie należy zabierać wydzielonej ich ilości. Mama przyjmuje 3 bardzo ważne lekarstwa, miała przy sobie dawkę o jeden dzień większą niż miał trwać wyjazd, jakbyśmy musiały zostać dłużej, byłby dodatkowy problem.

11. Mieć w Polsce osobę, która wie, gdzie jedziemy, gdzie planujemy spać i kiedy wracamy, dostawić jej numer konta, ustalić, że w razie potrzeby będzie naszym pierwszym kontaktem, mieć pewność, że pomoże nam przy ew zakupie nowych biletów, przedłużeniu polisy itd.

12. Ponieważ mam w domu kilka zdjęć paszportowych, na tyle zeszytu podróżnego doczepiłam małą kopertkę i tam włożyłam jedno, na wszelki wypadek. Za zdjęcie do paszportu i to takie z automatu zapłaciłyśmy 7 EUR i cieszyłyśmy się, że automat był i nie musiałyśmy go mocno szukać.

13. Pilnować siebie i swoich rzeczy do ostatniej minuty. Pod koniec wyjazdu jesteśmy często zmęczeni intensywnym zwiedzaniem, pełni wrażeń, jedną nogą już w domu, bo za chwilę, za moment już wracamy w podróż powrotną i wtedy naprawdę łatwo o małą chwilę nieuwagi.

Poniżej ja w chwilę po wyjściu z Konsulatu. Zmęczona, śpiąca, zestresowana, ale już troszeczkę uspokojona, chociaż ciągle ciężko uwierzyć mi w to wszystko. Jesteśmy już w domu, bezpieczne. Jedna chwila nieuwagi kosztowała nas blisko 400 EUR i chociaż wiem, że mogło być nawet gorzej, to są to bezsensownie stracone zarówno pieniądze jak też nerwy. Generalnie, nie polecam nikomu!


Raz jeszcze DZIĘKUJĘ wszystkim osobom, które nam pomogły realnie (Tata, Pani Gosia, Pan Darek, Pan Marek, Basia) oraz tym, które oferowały swoją pomoc i słowa wsparcia. To naprawdę dużo dla mnie znaczy wiedzieć, że w takich sytuacjach można liczyć na innych ludzi.  Padło też kilka słów, które mnie zszokowały i negatywnie zaskoczyły, więc muszę przyznać, że  takie zdarzenie jest sprawdzianem zarówno samego siebie jak też weryfikacją wielu znajomości.

81 komentarzy:

  1. Tak jak napisałaś, chwila nieuwagi, chwila zagapienia i szlag trafił cały wyjazd. Ale "dobrze" że to tylko portfel był, a nie np. cały plecak z aparatem czy elektroniką. I najważniejsze, że wam się nic nie stało.
    Teraz będę już ostrożniejsza na wyjazdach i w ogole tak..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, cieszymy się bardzo, że jesteśmy całe, usłyszałyśmy na miejscu historię o człowieku, który został wepchnięty na tory metra, by wyrywający mu neseser mogli swobodnie uciec... Pieniądze są niczym w porównaniu ze zdrowiem a tym bardziej życiem

      Usuń
  2. Współczuję i jednocześnie gratuluję opanowania i szybkich reakcji! Rzeczywiście ciągle nam się wydaje, że nas to nie dotyczy i nam się to nie zdarzy... Dużo cennych informacji zawarłaś, zwłaszcza o numerach dokumentów. Będę czekać również z niecierpliwością na wpis odnośnie przeglądu polis.
    Ps. w jaki sposób w takiej sytuacji może pomóc ksero dowodu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytaj wpis Wędrownych, im sporo pomogło. Czasem jest wymagany inny dowód potwierdzający Twoją tożsamość, jeśli nie masz inne dokumentu ze zdjęciem. Na policji musiałam się wylegitymować i poświadczyć za Mamę podane przez Nią dane, a co jakby mnie nie było? Nie wiem.

      Usuń
    2. Ok, teraz rozumiem. W sumie logiczne, że policja może nie uwierzyć nam na słowo, że się nazywamy tak jak się nazywamy. Wychodzi również na to, że w UE lepiej mieć i dowód i paszport bez względu na to, na który dokument się odprawiamy (pod warunkiem, że się ich nie trzyma razem). Motyle czytam na bieżąco ;) i tamten wpis też pamiętam. Czytałam wierząc, że oczywiście mi się to nie przytrafi...

      Usuń
    3. Tak, zarówno na policji jak i w konsulacie spytano, gdzie mamy paszport. Pomimo, że można się odprawiać na dowód, to właściwym dokumentem przekraczania granicy jest zawsze paszport i przez chwilę się bałam, czy nie będzie problemu wystawienia paszportu tymczasowego dla osoby, która ma ważny paszport w kraju, ale nie zna jego numeru nawet. Ale na szczęście się udało. Skan nie jest problemem, a zawsze lepiej go mieć niż nie mieć.

      Usuń
  3. O rany! Czytałam i czułam się jakby to mnie okradziono. Całe szczęście, że już jesteście całe i zdrowe.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kochana aż mnie zmroziło. Czytałam Twojego posta jak jakiś horror. Jeżeli Ty, taka przygotowana na każdą ewentualność miałaś taką gehennę po kradzieży spełniając te wszelkie wymogi to przyznam, że ja bym chyba została tam już do śmierci. Wstyd się przyznać, ale ja rzadko myślę o takich rzeczach za wczasu. Tzn. jestem z typu osób żyjących w myśl zasady będę się martwić po fakcie, a potem oczywiście bluzgam sama na siebie i ciskam się z bezsilności. Właściwie to ja jestem chyba bez reszty irracjonalna, bo pomimo mojego podejścia właśnie wciąż spodziewam się że ktoś mnie okradnie i jestem ciężko zdziwiona, kiedy udaje się wrócić bezproblemowo. W Paryżu i Barcelonie to właściwie była jedyna rzecz, co do której byłam praktycznie pewna, a tu miłe zaskoczenie. Za to w Polsce w autobusie mnie okradli w ten sam sposób i od tego czasu nigdy nie mam plecaka z tyłu w tłumie, a wprost przed sobą. Ale teraz przysięgam że zastosuję się do Twoich wskazówek. Świetnie, że je podałaś, bo w takim szoku ciężko przytomnie myśleć, a tak wszystko czarno na białym. Dobrze, że Ty taka zaradna jesteś i teraz możesz już tylko wspominać z bezpiecznego domu.

    OdpowiedzUsuń
  5. No nieźle. Ja często noszę ważne rzeczy i większe pieniądze w podróży w kieszonce na szyję na zamek którą mama uszyła mi na kolonię dawno temu :) Na piersi pod bluzką najbezpieczniejsze. Straszna ale pouczająca opowieść. Gratuluję opanowania:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chyba zostanę przy specjalnych majtkach z kieszonką, które nawet mam gdzieś w domu :D

      Usuń
    2. Zależy jak jesteś ubrany, często przecinają po prostu tasiemkę, te torebki przypinane w pasie też potrafią odciąć, torebki na pasku na ramię mega niebezpieczne - można odciąć lub wyrwać (choć są już takie z metalową linką w pasku). Nas okradli w Rzymie (też w metrze) w wigilię, wylot mieliśmy przed południem w pierwszy dzień po świętach, może kiedyś tu opiszę. Wszystkie rady udzielone tutaj są niezbędne aby przeżyć i wrócić z wycieczki.

      Usuń
  6. Przeczytałam już wczoraj na FB Ani Twój post, że wracacie i nie miałyśmy pojęcia co się stało i o co chodzi... A mówiłyśmy wcześniej, że chyba jesteś teraz w Brukseli... Ogromnie mnie zaskoczyło to wszystko. Bo przecież to dotyczy ludzi nieuważających, którzy nie pilnują swoich rzeczy, nie znają podstawowych zasad bezpieczeństwa za granicą itd. A tu jednak, kurcze, okazuje się, że dotyczyć może każdego. KAżda sytuacja w życiu czegoś uczy, teraz możesz być pewna, że Mama nie zapomni następnym razem zeskanować dowodu. My jeszcze zawsze mamy karty wydrukowane dwa razy- jeden komplet u jednej, drugi u drugiej. Tak w razie w. A co do portfela to chyba zawsze mam jeden.. plus skany dowodu w wersji komputerowej na tablecie i na laptopie jak jest. Nieświadomie, bo nieświadomie, ale większość Twoich rad dotyczących bezpiecznego podróżowania przestrzegam. Dobrze, że już jesteś w domu bezpieczna. A pieniądze-no trudno. Ważne że Wam się nic nie stało!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widać, może się to jednak zdarzyć każdemu, wystarczy jedna chwila nieuwagi, w naszym wypadku zaważyły zaledwie 4 minuty w metrze... i to w niedzielny wieczór, gdy wydawałoby się, że jest względny luz w komunikacji. Niestety, trzeba wyciągnąć dalsze wnioski i chyba wszyscy musimy pewne kwestie przemyśleć!

      Usuń
  7. Ajka, dobrze, że wróciłaś i że wszystko się dobrze (nie licząc straty i nerwów) skończyło.
    Zaskoczyłaś mnie informacją, że do blokowania karty potrzeba numeru dowodu. Mam konto w mBank i pamiętam jak gapa w 2010 r. zostawiłam portfel z pieniędzmi, kartami, dowodem i innymi dokumentami na lotnisku w Faro i pojechałam do Portimao, gdzie zorientowałam się, że nie mam go ze sobą. Pierwsze co to telefon do banku, gdzie zablokowali mi kartę natychmiast bez numeru dowodu (niestety nie pamiętam go, a dowód razem z kartą był w portfelu w Faro).
    I masz rację z tym, że oni najpierw obserwują ludzi. Pomysł z dwoma portfelami jest świetny, ja i mój ówczesny facet w ten sposób uniknęliśmy okradzenia jak wracaliśmy ze Sztokholmu przez Trójmiasto.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może zależy to od banku. Zawsze jednak lepiej mieć zapisane niż nie mieć...

      Usuń
    2. no to fakt, najlepiej ksero dowodu.

      Usuń
  8. o rany, co za przygoda! ciesze się, że zachowałyście zimną krew i że znalazły się osoby, które pomogły, cieszę się, że jesteście już w domu. Twój post jest ogromną przestrogą i wiem, że dzięki niemu będę ostrożniejsza. Jeżeli znajdziesz już jakąś godną polecenia polisę, podziel się! zwłaszcza w przypadku kradzieży! ściskam mocno, Marta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiam się, że nie znajdę, pierwsze telefony do kilku ubezpieczycieli pozbawiają mnie złudzeń..

      Usuń
  9. Dlatego uważam, że najlepszym podróżniczym wynalazkiem są nerki! Nawet trzymając tam wszystkie dokumenty, zanim bandzior przetnie pasek, szybko da się odczuć że ktoś grzebie nam przy tyłku ;) A jeżeli nerka ma węższy pasek, zawsze można włożyć ją w szlufki spodni. Ot, taki mój sposób.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja myślę, że nerka podobnie jak saszetka na szyi nie pod ubraniem tylko na nim, aż się prosi żeby ją rozciąć i zerwać i niestety, nie podpiszę się pod tym pomysłem :)

      Usuń
  10. Cieszę się że wszystko skończyło się tak jak piszesz. Naprawdę te wszystkie kradzieże potrafią popsuć najcudowniejszy wypad. Ja w piątek lecę do Budapesztu i po Twoim wpisie zabezpieczę się podwójnie! Dzięki za ten post, bardzo pomocny! Mam nadzieję, że był to pierwszy i ostatni raz dla Ciebie i Mamy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że mówicie, że się przyda, jeśli chociaż 1 osobie zmniejszy on ryzyko wystąpienia takiego zdarzenia, to myślę, że warto było to przezyć!

      Usuń
  11. Dobrze, że wszystko dobrze się skończyło!
    Rzeczywiście wydaje się, że najlepiej mieć wszystkie numery, skany, na mailu. Ale ten też trzeba dobrze zabezpieczyć:
    Jeszcze jedna ważna przestroga!
    Mam koleżankę, która często podróżuje Dostałam pewnego dnia od niej maila, że jest na Cyprze, że została okradziona, plecak i dokumenty zniknęły, że przeprasza, że pisze w ten sposób, zabrano jej telefon i prosi o to, żeby udostępnić prośbę o nocleg. Był też numer konta (polskiego), prosiła, żeby w miarę możliwości przelać jej kilka zł.
    Co się okazało?
    Ktoś włamał się do jej skrzynki. Kradzieży nie było (przynajmniej nie kradzieży plecaka). Kilka osób dało się niestety nabrać (w końcu e-mail wysłany z adresu dobrej znajomej, telefonu nie ma...) i tak ktoś wzbogacił się o dobre kilka stów. Uważajcie!
    Także skany dokumentów warto dodatkowo zabezpieczyć, po włamaniu na skrzynkę można na ich podstawie np. wziąc kredyt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakie są możliwości zabezpieczenia skanów dokumentów na skrzynce?

      Usuń
    2. Nie no, to można po prostu oszaleć :) Jakie ludzie mają pomysły. Może warto pomyśleć w takim razie o jakimś haśle, które w takich sytuacjach potwierdzi, że ja to ja? Warte przemyślenia. Skan dokumentów można zamieścić z zamazanym numerem dokumentu, tylko żeby potwierdzić tożsamość ze zdjęcia. Ale prawda jest taka, że 100% nigdy nie będziemy pewni, bo złych ludzi jest tak wielu jak ich złych pomysłów :(

      Usuń
    3. No właśnie jest niewiele możliwości. Wiem, że w Stanach są takie "wirutalne banki" danych. Ja dzisiaj wymyśliłam, żeby - zamiast na poczcie - skany mieć na karcie micro SD (wszędzie ją można odczytać jak pendrive), a zajmuje minimalną ilość miejsca i można ją schować dosłownie wszędzie, w miejscu, które nie przyciąga uwagi złodzieja. Dokumenty na niej dodatkowo zabezpieczyć hasłem.

      Usuń
    4. Właśnie dziś, pamiętając o Twoim poście i "przygodzie", opublikowałam post o przechowywaniu kopii dokumentów. Przejrzałam wirtualne chmury, ale wg mnie karta micro SD jest najlepsza - można ją wszędzie odczytać (np. w komórce, aparacie). Ja ją trzymam w zatyczce od flamastra, który zawsze mam przy sobie :) Może to wydać się absurdalne, ale mieszkając na codzień w Turcji muszę bardzo uważać na dokumenty - w każdej chwili policja może "uprzejmie" o nie poprosić. Ale oby takie nieprzyjemności już nikomu się nie zdarzały, no!

      Usuń
  12. Bardzo Wam współczuję takich przeżyć. Nigdy nie wiadomo co może się stać. Jak "napisałaś" info na facebooku to byłam w szoku, że Ciebie to spotkało skoro wiedziałam, że jesteś bardzo ostrożna i masz wszystko dokładnie zorganizowane. Mnie raz okradziono i też złodziej dokładnie musiał widzieć gdzie chowałam pieniądze. Teraz jestem już bardziej ostrożna, a po tym co teraz przeczytałam będę pamiętać te wszystkie rady za które bardzo dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, jesteśmy obserwowani częściej niż byśmy chcieli a złodzieje mają oczy i uszy bardzo szeroko otwarte...

      Usuń
  13. Cieszy mnie, ze jestescie juz w domu. Powiem ,ze bylam w szoku, jak sie dowiedzialam, ze Was okradli. Kogo jak kogo, ale osobe, ktora wydawaloby sie, ze jest dobrze przygotowana, zna realia podrozy i w ogole... ?
    Nie chce sobie nawet wyobrazac jak sie wtedy czulas i nigdy nie chcialabym znalezc sie w takiej sytuacji, co mi przypomina, ze tez wiele razu odpuszczam proste sprawy, bo to przeciez niedaleko, bo na chwile itp....
    Dziekuje za ten post!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierz mi, ja też byłam w szoku :) Na drugie imię powinnam mieć "Przezorność" a moja Mama jest z tych co mają tysiąc scenariuszy każdej sytuacji, a jednak nie wszystko przewidzisz...

      Usuń
  14. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  15. Choć podróże są przyjemne i mają być formą odpoczynku, zawsze trzeba trzeźwo myśleć i mieć oczy dookoła głowy, bo nigdy nie wiadomo, co się wydarzy. Aż boję się pomyśleć, co by było gdyby... Na szczęście wszystko dobrze się skończyło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, udowodniono, że w podróży myśli się mniej uważnie, a trzeba się pilnować, bo będąc wyluzowanym łatwiej stać się ofiarą. Chociaż nie na wszystko mamy wpływ, uważać trzeba, bo czasy są dość brzydkie.

      Usuń
  16. Cieszę się, że dobrze się skończyło. Miałyście i tak szczęście, że stało się to w środku UE, a nie na przykład w Birmie lub podobnym miejscu... Ja sporo siedziałem w Brux, mam tam rodzinę i sporo znajomych, miasto jest raczej bezpieczne (poza kilkoma niespecjalnymi dzielnicami imigranckimi), więc miałyście pecha. Ja zostałem okradziony tylko raz, i to w miejscu, gdzie nigdy mym się tego nie spodziewał - na południowoczeskiej prowincji. Na szczęście "tylko" aparat fotograficzny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazwyczaj COŚ się dzieje, gdy najmniej się tego spodziewamy, niestety.

      Usuń
  17. Opowieść niesamowita, ale tak jak piszesz, nigdy nie wiadomo, co i gdzie nas spotka. Od jakiegoś czasu zawsze mamy przy sobie ksero dokumentów. Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za inne cenne rady.

    OdpowiedzUsuń
  18. Wszystko co złe też się kończy i pozostaje przestroga, którą wezmę do serca. Cóż kilka razy zostałam pozbawiona dokumentów i pieniędzy i wiem, że wtedy ta bezradność jest okropna. Fajnie mieć na kogo liczyć w takim momencie....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, poczucie, że można na kogoś liczyć daje siłę, aby dać sobie radę samemu! :)

      Usuń
  19. Podpisuje sie pod kazdym slowem touche porad. Dobrze, ze juz wrocilyscie.
    I rozumiem co czulas, bo jeden raz byłam w nieco podobnej sytuacji

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj Nika, dzięki Tobie czułam się o wiele spokojniej wiedząc, że mam "zaplecze", takie "w razie czego" - dziękuję!

      Usuń
  20. Horror normalnie Aga. I ze przytrafilo sie to akurat Tobie? Kurcze, zlosliwy ten los!
    Dokumenty i kase mozna tez trzymac w takiej malej torbkie na brzuch, pakujesz pod ubrania i raczej zlodziej nie da rady przebic sie przez kilka warst ciuchow, zeby Cie poskrobac po brzuchu.
    A swoja droga, oni chyba maja siodmy zmysl, idealnie znajduja schowek, jak u Was

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w następną podróż zabieram takie majty z kieszonką, co się je na zwykłą bieliznę zakłada i chowa tam ważne rzeczy! :)

      Usuń
    2. O, bardzo dobrze :D Tylko pamietaj, jak ktos Ci bedzie w majtach grzebal... badz czujna! ;)

      Usuń
  21. Jesteście dzielne i świetnie sobie poradziłyście pomimo trudnej sytuacji! W takich chwilach w obcym kraju zawsze znajdzie się wiele pomocnych osób, które wyciągną rękę. Najważniejsze, że wszystko dobrze się skończyło bez większego uszczerbku na zdrowiu. Jednak pewnie z powodu tej kradzieży Brukseli nie będziesz dobrze wspominała. My kiedyś zostaliśmy w zasadzie okradzeni przez policję (!) w Budapeszcie. Przez 10 lat miałam uraz do tego miasta ;-)

    Serdeczne pozdrowienia dla Ciebie i Mamy!
    E.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc i bez tego zdarzenia Bruksela jakoś mnie nie zachwyciła i nawet cieszyłyśmy się, że już wyjeżdżamy. Ta sytuacja nie zmienia / nie pogłębia jednak mojego ogólnego wrażenia, bo wiem, że mogło to się stać w każdym innym mieście, także w tych, które uwielbiam :) A co do tej historii w Budapeszcie - wow...

      Usuń
  22. Ale się Wam przydarzyło. Z drugiej strony ironia losu, bo komu jak komu, ale Tobie? No coż, bywa, samo życie. Odpukać jeszcze się mnie nie zdarzyło ale często upominam mojego O. który zbyt łaskawie patrzy na innych i nie wierzy do końca że ktoś mógłby go oskubać. W zeszłe wakacje zmusiłam go do zakupu małej torby, którą "wyzywał" od gejowskich i paniuśkowatych. Do dzisiaj Aga, do dzisiaj! Przetłumaczyłam mu całą historię i w końcu do chłopaka dotarło.

    A Tobie i mamie serdecznie współczuję wrażeń i przeżyć, no i gratuluję zachowania zimnej krwi. Nie wiem czy bym sobie tak dobrze poradziła w całym tym zamieszaniu. Silne z Was babki!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mi, tylko Mamie, ja jestem uważna i moje dokumenty były bezpieczne ;) Mama mnie nie słuchała i oooo, klops. Niestety, jak się jest uczciwym to ciężko uwierzyć w nieuczciwość innych, ale jest jej dużo ...

      Usuń
  23. Kiedy przeczytałam tego bloga, znowu pojawiło się w mojej pamięci zdarzenie, łudząco przypominające te z Brukseli. Trzy lata temu wybrałam się z mężem do naszych znajomych do Barcelony. W drugim dniu naszego pobytu zostaliśmy okradzeni w metrze. Też był tłok. Tłok był już na samej stacji, bo metro wcześniejsze nie dojechało. Mąż stwierdził, że może zrezygnujemy ze zwiedzania Sagrada Familia i wrócimy na kwaterę. Trzeba było go posłuchać, ale ja się uparłam, że mamy sporo czasu i jesteśmy już tak blisko... No właśnie... Mężowi ukradli portfel z dokumentami. Również należy do tych przezornych osób, które dmuchają na zimne, ale tutaj też stracił czujność. To był portfel, w którym miał tylko złotówki i to niewiele. Najgorsze, że był tam też dowód osobisty, prawo jazdy i karta bankomatowa. Zamiast zwiedzać Sagradę Familię zeznawaliśmy na policji. Również co chwilę przychodziły osoby, które zostały okradzione na tym samym odcinku metra. Było to dla nas niewielkie pocieszenie. Kolejne dwa dni spędziliśmy w konsulacie, załatwiając tymczasowy paszport, bo podobnie jak w przypadku pani Agnieszki, kopie dowodów zostały w domu, a paszportów nie braliśmy, bo przecież jesteśmy w UE. Na szczęście udało nam się załatwić wszystkie formalności przed odlotem, ale załatwianie nowych dokumentów w Polsce zabrało sporo czasu, nerwów i pieniędzy. Piękna Barcelona została przyćmiona takimi nieprzyjemnymi wrażeniami. Takie zdarzenia sprawiają, że człowiek nie ma już ochoty na podróże zagraniczne. Ja w każdym razie się zraziłam... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, historia faktycznie identyczna jak nasza, ale mam nadzieję, że jednak nie stracisz zupełnie ochoty na zagraniczne podróże, taka sytuacja może nas spotkać nawet w Polsce, każdego dnia. Warto jednak wyciągnąć wnioski i się jeszcze bardziej pilnować oraz nie tracić wiary w ludzi, bo wielu jest naprawdę dobrych i chętnych do pomocy!

      Usuń
  24. Przeczytalam Twoja relacje z gesia skorka! Dobrze, ze juz wszystko w porzadku:)

    OdpowiedzUsuń
  25. O Matko Boska! Sytuacja nie do pozazdroszczenia! Włosy mi dęba stanęły na głowie czytając Twój post! No właśnie, sobie myślę, ze to az niemożliwe, ze Tobie cos takiego się zdarzyło????
    Ale to co napisałaś przywraca wiarę w człowieka!
    No i jednak to Twoja zasługa, umiejętność i doświadczenie, całkiem niezle sobie jednak poradziłaś, ja nie wiem czy dałabym sobie rade w podobnej sytuacji (oby nigdy do niej nie doszlo) dla mnie to dobra lekcja, chyba sobie wydrukuje Twoje rady, bo przyznaję, ze mam więcej szczęścia niz rozumu. zdarzyło mi się beztrosko bez większej ilości kasy, bez konta w banku i bez telefonu podrozowac po świecie.

    Wielki plus dla Japonii, tutaj jest bezpiecznie, kradną pewnie, ze tak, ale sporadycznie i tylko gdzies w prasie zachodniej o tym czytałam a widzac ludzi z portfelami wystającymi z tylnych kieszeni spodni wiem, ze jest bezpiecznie!

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie sytuacje często pozwalają zweryfikować swoje zachowania w podróży i trochę szerzej otworzyć oczy. To, że my jesteśmy uczciwi niestety nie znaczy, że inni też są... O Japonii słyszałam dużo dobrego w temacie bezpieczeństwa, więc na pewno coś w tym jest,

      Usuń
  26. Dobry post! Otwiera oczy. Uświadomiłam sobie, że ja na wyjazdach jestem bardzo nieostrożna. Żadnych kopii dowodu itd. , do tego średnio mówię po angielsku i sama nie wiem co bym tam na Twoim miejscu zrobiła. Chyba usiadła i płakała. :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Uff... nieźle się porobiło! Dobrze, że 'tylko' tak się skończyło, bo tak jak zauważyłaś, mogło wyjść znacznie gorzej. Dzielne jesteście! Ja bym pewnie wpadła w panikę. Faktycznie o wielu sprawach należy pomyśleć przed wyjazdem. Z reguły też jestem ostrożna, bo już nie raz mi się coś przytrafiło. Pocieszę cię, że być może za parę miesięcy, czy rok będziesz się z tego śmiała. Ja też musiałam kiedyś sporo dopłacić za nadprogramowy pobyt w Słowenii, gdyż popsuł nam się samochód w drodze powrotnej z Chorwacji... łącznie za tę 'przyjemność' wyszło ponad 800 Euro na dwie osoby. Także bywa różnie. Bardzo fajny post, bardzo przydatny! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też ładnie.... A co do paniki - nigdy nie wiemy jak się zachowamy w takiej chwili, czasem się wydaje, że tak czy inaczej, a w efekcie jest zupełnie odwrotnie ;)

      Usuń
  28. kurczę, beznadziejna sprawa. zawsze pilnuję paszportu, aparatu i biletu, ale teraz będę jeszcze bardziej uczulona.

    OdpowiedzUsuń
  29. Ciesze się, ze wszystko skończyło się dobrze (znaczy, na ile sytuacja pozwala). I wiem już, ze numer mojego dowodu osobistego będę miała wykuty na blachę jak pesel. Inna sprawa, ze to głupota jest trochę ze przy blokadzie karty potrzebny jest numer dowodu, bo zazwyczaj ma się je blisko siebie razem, wiec szansa utraty ich obu jednocześnie jest spora.
    Ściskam Cie mocno i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też byłam zdziwiona, może to zależy od banku, nie wiem. W każdym razie pomijając bank, jakbym nie miała zapisanego tego numeru dowodu to byłby problem, żeby go zablokować i nikt nie przyjąłby takich zgłoszeń a dowód przez te kilkadziesiąt godzin by żył swoim życiem...

      Usuń
  30. witam,
    rok temu mielismy z mężem podobne doświadczenie w metrze w Barcelonie. Mężowi wyjeli portfel z przedniej kieszeni spodni. Ja siedziałam , mąż stał przede mną, praktycznie stykaliśmy się kolanami i ja kompletnie nic nie zauważyłam!!! To sa niesamowici specjaliści, właściwie okradli nas na naszych oczach, dlatego jedynym sposobem jest po prostu nie brac dokumentów na zwiedzanie miasta. Zostawić wszystko w hotelu i miec tylko przy sobie parę euro. Nie ma innego wyjścia!
    Pozdrawiam serdecznie i życzę już tylko szczęśliwych podróży!!!
    Beata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My już byłyśmy wykwaterowane z hotelu, jechałyśmy na lotnisko, niestety...

      Usuń
  31. Byłam w Brukseli jeszcze za czasów liceum :) na szczęście mam milsze wspomnienia;) dobrze, że wszystko dobrze się skończyło! a rady przed podróżą super :)) faktycznie, człowiek wyjeżdżając nie myśli, że spotka go coś złego i w ogóle nie jest przygotowany na tego typu sytuację - a jak widać- trzeba być!
    życzę udanych i bezpiecznych podróży :))

    OdpowiedzUsuń
  32. Nie byłam w Brukseli, ale dzięki Tobie mogłam chociaż zobaczyć ją na zdjęciach :) Jest piękna :)
    Fajnie, że szczegółowo opisujesz wyprawy.. :) - Będę zaglądać :)
    Jeśli chcesz - odwiedź mnie!
    http://panna-makeup-anna.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  33. Wow! To zdecydowanie przebiło moją ostatnią historię z powrotem do domu. W skrócie samochód na parkingu w Anglii a klucze do niego w Polsce. Naszczęscie jestes cała i zdrowa :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Aga, dzięki za podzielenie się tą historią, cieszę się, że wszystko jakoś względnie dobrze i w miarę szybko się skończyło... choç wspomnienia i pewnie niechęć do bruxeli zostaną. moi znajomi prawie zawsze pukają się w głowę, że jestem przewarażliwiona gdy nie pozwalam pokazywaç portwela w miejscach publicznych lub nie spuszczam plecaka z oczu. a i to czasem mało jak widać. to prawda, że gdy wiele się podróżuje, można czasem wpaść w rutynę zapominając o bezpieczeństwie... zakładamy, że na pewno nic się nie stanie, że to przecież tylko na weekend. niestety życie czasem to wszystko weryfikuje. pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  35. Dobrze, że się skończyło, jak się skończyło...
    Osobiście nie miałam takich doświadczeń, ale jak piszesz, nigdy nie wiadomo...moją koleżankę okradziono w autobusie na Okęcie przed wylotem...odechciało jej się całego wylotu, na szczęście zginęło ubezpieczenie i trochę pieniędzy, paszport i bilet miała w innej kieszonce, więc suma sumarum poleciała.
    Co do ubezpieczeń, zazwyczaj jest opcja bagażu, ale nie dotyczy dokumentów....a to z nimi największy problem...w banku jestem zaskoczona informacją o dowodzie, u mnie jest indywidualnym kod potwierdzający tożsamość.
    Mam nadzieję, że to feralne zajście nie przyćmi Twojego entuzjazmu do podróży ;)

    OdpowiedzUsuń
  36. No cóż, mówi się, że podróże kształcą ;) Kiepskie pocieszenie, ale zawsze jakieś w całej tej sytuacji. Niestety takich akcji się nie przewidzi, można być, przynajmniej tak nam może się wydawać, przygotowanym i zapobiegliwym i zapewniać, że takie akcje nam się nie przytrafią, ale jednak. Ważne, że Wam się nic nie stało, a to w tym wszystkim jest najważniejsze. Zdrowie, bezpieczny powrót i teraz już tylko zostają wspomnienia. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  37. Szczerze współczuje :( Ale na szczęście już po wszystkim. Cieżko cokolwiek napisać w tej sytuacji! Trzymaj sie i uważaj na siebie!

    OdpowiedzUsuń
  38. Chyba nic gorszego jak kradzież przed długo planowaną podróżą nie może nas spotkać.
    Ewentualne zagubienie bagażu na lotnisku też nie jest przyjemne.

    OdpowiedzUsuń
  39. bardzo ciekawe rady :) Dzięki i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  40. Dziękuję za wszystkie wskazówki. Niedługo wyjeżdżam i na pewno z nich skorzystam ; )

    OdpowiedzUsuń
  41. Lizbona. 2 dni temu miałem włamanie do samochodu. z przyzwyczajenia zostawiłem dokumenty samochodu w schowku. rano zauwazyłem wybitą szybe pasażera, "wyczyszczony" i nie zamkniety schowek. znikły drobiazgi GPS, polar etc. wioze mnóstwo rzeczy. bez samochodu nie poradze. p.Konsul nie ma procedur aby mi w jakikolwiek sposób pomóc. radzi wrócic do Polski samolotem, uzyskac nowe dokumenty - dowód rejestracyjny + OC, wrócic do Lizbony i zabrac samochód. zastanawiam sie czy to jest żart czy własnie uzyskałem "pomoc". WARTA obiecała przysłac mailem polise OC. z zastepczym dowodem jest dużo wiecej schodów. poza tym ciagle mam wybita szybe i ponad 2 tys km do przejechania. Moja rada dla podróżnych. wjezdżasz do obcengo państwa - wejdż do pierwszego z brzegu sklepu i kup karte GSM prepaid lokalna z dostepem do internetu. kosztuje zwykle kilka Euro ale jest bezproblemowy dostep do internetu!!! pozdro. jacek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eh, no niestety kradzież to zazwyczaj duże komplikacje :(

      Usuń
  42. Pani Agnieszko czytając pani wpis idealnie rozumiem całą sytuację, również uważałem do tej pory ze takie rzeczy spotykają innych, nie uwazajacych, zamyślony itp,dopóki sam nie zostałem okradziony na teneryfie.pomoc ze strony konsula tylko mnie wyprowadziła z równowagi, podając mu iż straciłem wszystko dokumenty,gotówkę 1000 euro i karty każe mi poszukać kafeik internetowej by przesłać wydrukowany z ich strony formularz ,nie pyta się czy mam na jedzenie czy w jakiś sposób inny może pomóc a ja z dziećmi mam przy sobie 1,5 euro. Policja również jest tak pomocna ze po przyjeździe naa 3 komisariat i próbie wysłania mnie na 4 w końcu przyjmuje zawiadomienie bez żadnych szczegółów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety również nie wspominam najlepiej pomocy konsulatu... Szczególnie informacji, że mam sobie sama znaleźć miejsce, gdzie można zrobić nowe zdjęcie do dokumentu, w obcej dzielnicy obcego miasta...

      Usuń
  43. Stać się bogatym dzisiaj i podjąć ryzyko przekształcenia własnego life.Try i uzyskać czystą kartę bankomatową dzisiaj z (MR Wandy) i być wśród tych szczęśliwców, którzy korzystają z tej karty. Ten ZAPROGRAMOWANA puste karty ATM jest zdolny do włamania do dowolnego bankomatu, w dowolnym miejscu na świecie. Muszę o tym Puste karty ATM, gdy szukałem pracę online około miesiąc ago..It naprawdę zmienił moje życie na dobre i teraz mogę powiedzieć, że jestem bogata, bo jestem żywym świadectwem. Najmniej pieniędzy mam w ciągu dnia z tą kartą jest około $ 3,000.Every teraz, a potem utrzymanie pompowanie pieniędzy na moje konto. Chociaż jest nielegalne, nie istnieje ryzyko pochwycenia, ponieważ jest zaprogramowany w taki sposób, że nie jest zdolny, ma również techniki, które uniemożliwia CCTV wykryć you..For szczegóły dotyczące sposobu, aby uzyskać Ciebie dziś, napisz hakerów na: wandyhackersworld88@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  44. Też mnie to spotkało w 2015 w Gruzji. Ja w Batumi, ambasada w Tbilisi a samolot z Kutaisi. Jedna noc zarwana na podróż do ambasady, druga w samolocie. Mi na szczęście udało się zdążyć na samolot ale policja gruzińska niestety nic nie pomogła, wręcz zmarnowałam na nią sporo czasu. Rok później wróciłam do Gruzji żeby zatrzeć to złe wrażenie.

    OdpowiedzUsuń

TOP