28.3.14

Miejscowość L'Estartit - wspomnień czar

Robię się ostatnio trochę sentymentalna. Lubię sobie usiąść i powspominać. O, na przykład pierwszy wyjazd za granicę. Był rok 2001 a ja miałam 16 lat, głowę pełną marzeń a entuzjazm prawie rozrywał mi serce. 28 godzin w autokarze i to nie klasy deluxe - żaden problem. Kolejki do toalety i kanapki zrobione przez tatę na kilka chwil przed opuszczeniem domowego zacisza. W autokarze siedziałam z nosem przyklejonym do szyby, podziwiając zmieniający się krajobraz i cieszyłam się, że jadę. Jechaliśmy, jechaliśmy... aż w końcu dojechaliśmy.

Mała miejscowość w północnej części wybrzeża Costa Brava - L'Estartit. Popularna głównie wśród nurków, dzięki pobliskim wyspom Medes. Pełna bloków, nieszczególnie urodziwa. Z niewielkim portem, położona w cieniu wysokiej góry. Nasze proste apartamenty bardzo daleko od plaży wydawały się luksusem na miarę dzisiejszego hotelu Hilton. Zresztą, liczyła się tylko WOLNOŚĆ! 14 dni tak daleko od domu, po raz pierwszy bez opieki. Ba, nawet bez ... telefonu komórkowego! Jak miałam ochotę, to szłam do budki telefonicznej, dzwoniłam za drobniaki na 2 minuty do domu, aby powiedzieć szybko "Kochani, żyję, paa"! A jak nie miałam, ochoty... :) Było pięknie. Zachody słońca na plaży, tańce w klubach do późnej nocy, a po nich cudne wschody słońca przy skałach na wybrzeżu. Dziś wiem, że swobody mieliśmy stanowczo za dużo - chociaż trudno w to uwierzyć, to nikt nas nie pilnował, mogliśmy robić co nam tylko przyjdzie do nastoletnich głów. I co jest ciekawe - nikomu z nas nie przychodziło nic głupiego. Byliśmy grzeczni, ostrożni i odpowiedzialni. Zamiast głupot były świeże bagietki kupowane w piekarni zaraz po jej otwarciu, maczane w potwornie słodkim kremie czekoladowym. Rześkie poranki, gdy miasteczko budziło się do życia, a właściciele kawiarni rozstawiali mokre od nocnej rosy krzesła. Owocowe sałatki na balkonie albo wyprawy na naleśniki z Nutellą. Potem graliśmy w karty, chłopaki w wiadrze podawali sobie różne przedmioty między piętrami - bo po co biegać po schodach? Opalaliśmy się, oblewaliśmy wodą i wygłupialiśmy. Jak patrzę na znalezione w sieci zdjęcia L'Estartit to się dziwię, że było takie malutkie! W naszych młodych oczach, było jak metropolia. Eh, w ogóle świat wyglądał wtedy inaczej. Bardziej naiwnie, ale dzięki temu bardzo kolorowo. Pamiętam, że cieszyło nas wszystko. Szkoda, że nie mam prawie żadnych zdjęć z tamtego okresu. Zostało mi jednak coś cenniejszego - znajomość z S, która trwa cały czas. Chciałabym, żebyśmy kiedyś mogły tam wrócić, chociaż na chwilę. Przejść się portem promenadą, ulicami, poszukać budynku w którym wówczas mieszkałyśmy, kilku dyskotek. Ciekawe, czy jeszcze istnieją? Na koniec popłynęłybyśmy stateczkiem ze szklanym dnem na wyspy Medes. Ah!

 Pamiętacie swój pierwszy zagraniczny wyjazd? Jak go wspominacie? Chcecie wrócić?

24 komentarze:

  1. Mój pierwszy zagraniczny wyjazd miał miejsce w podobnych latach. Było to chyba w 2002 lub 2003 roku. Był to też I lot samolotem. Miejscem, do którego leciałem była Malta. Od tamtego momentu jakoś to wszystko ruszyło i podróżuję do dziś, bardzo często czego dowodem jest oczywiście blog. Pamiętam, że był to bardzo emocjonujący wyjazd, a przecież byłem jeszcze dzieckiem to w ogóle. Frajdy co nie miara.

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmmm.... mój pierwszy zagraniczny wyjazd... to pewnie były Węgry i baseny w Hajdúszoboszló, w których pluskałam się od bladego świtu po zmierzch. Ale mało z tego pamiętam.... Chyba najmocniejsze wspomnienia mam z czasów nastoletnich, również z wybrzeża Costa Brava. To był czas szalonych dyskotek, jakich jeszcze nie było w Polsce (bynajmniej nie w takiej skali jak w Hiszpanii). Podobnie jak Ty, z perspektywy czasu myślę, że robiłam tam wiele nie za rozsądnych rzeczy... Ale przynajmniej jest co wspominać i z czego się pośmiać :-P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Większość znanych mi osób bywała za dziecka na Węgrzech z tego co słyszę... chyba muszę się poskarżyć rodzicom i spytać czemu mnie nigdy nie zabrali :D

      Usuń
  3. :):):) wymagania dzieci to wpływ tego, co słyszą w domu, moje nigdy nie marudzą na wyjazd ;), zawsze traktują to jak przygodę ;)
    a pierwszy wyjazd za granicę, chyba obóz w Czechach jeszcze ze szkoły podstawowej, sentyment do naszych sąsiadów mam do dziś ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a taki prawdziwy, samodzielny to studenckie praktyki we Francji, kraj Basków i całe 3 miesiące z prawdziwą szkołą dorosłego życia :)

      Usuń
    2. Zgadzam się z Twoją wypowiedzią na temat wymagań dzieci. Nigdy nie jeździłam z rodzicami do luksusowych hoteli, zawsze spędzaliśmy wakacje w sposób aktywny. Teraz nie wyobrażam sobie, aby pojechać na wakacje all-inclusive i pluskać się w hotelowym basenie. Nie wysiedziałabym tam nawet godziny.

      Usuń
    3. Ufff, to dobrze, że nie wszystkie dzieci mają takie zapędy ;)

      Usuń
  4. pierwszego zagranicznego wyjazdu nie pamiętam, ale pamiętam swój pierwszy wyjazd za granicę zorganizowany samodzielnie, bez biura, bez opiekuna, z grupą przyjaciół, bez przygotowania i bez pojęcia o świecie ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. ja chyba z rodzicami w Grecji i Turcji, a żeby tam dojechać, to samochodem przez pół Europy:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Pierwszy raz wyjechałam sama za granicę mając 18/19 lat. Skończyłam liceum, wsiadłam do busa i po około 20 h byłam w Paryżu :)
    Spędziłam tam cały miesiąc, trochę pracując i zwiedzając.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nasz pierwszy wyjazd? Hmmm...był 2002 r. Nie byliśmy wówczas nawet parą Byliśmy przyjaciółmi Pojechaliśmy do upragnionego Paryża. Podróż trwała 48 godzin a każde z nas miało po 100 euro w kieszeni. Pamiętam to podniecenie, gdy jechaliśmy przez Niemcy. Było ciemno a budynki pięknie oświetlone. Dla mnie to było niesamowite! Do dziś to wszystko pamiętam ~ Dawid/odkrywacswiat.pl, p.s. a dziś jesteśmy już małżeństwem z dzieckiem do tego :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mój pierwszy wyjazd był na Lanzarote - było wspaniale:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mój pierwszy zagraniczny wyjazd był do Czech, ale byłam wtedy małą dziewczynką :) Natomiast ten do Danii, w wieku 16 lat był najlepszą rzeczą, jaka mnie dotychczas w życiu spotkała. Piękne 6 dni, podczas których zmieniłam się o 180 stopni, jak nie więcej. Nie zamieniłabym tego wyjazdu na żaden inny :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Mój pierwszy zagraniczny wyjazd miał miejsce w 2001 roku i byłam wtedy w Chorwacji. Wspaniale wspominam i chętnie bym tam wróciła!

    OdpowiedzUsuń
  11. Ale to dokładnie pamiętasz. Mój pierwszy zagraniczny wyjazd był dosyć późno, bo do 18stki czekałam na paszport. Teraz sobie odbijam. A wówczas pojechałam aż na 3 tyg na Ukrainę do Lwowa i Kijowa i od tej pory przepadłam:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Mój pierwszy wyjazd za granicę był do Tunezji i diametralnie różnił się od tego jak podróżuję teraz:) Można powiedzieć, że podróżniczo dorosłam:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Wyjeżdżałam na taki niby dowód do NRD, albo przekraczałam granicę jedna stopą na Czantorii lub do Czechosłowacji jako ruch przygraniczny na legitymację. A samolotem to Moskwa i Leningrad na studiach i pociągiem to Węgry potem i koszmar - Bułgaria przez Rumunię w sypialnym. Ale dorosłam po latach, preferuje samochód i Europę. Inaczej podróżujemy, szukamy smaków, inaczej smakujemy i zwiedzamy i ciągle za mało...co ciągnie do wydawania pieniędzy na wyjazdy? że to uwielbiam i tęsknię?

    OdpowiedzUsuń
  14. Londyn, też w 2001 i też autokarem. Z wycieczką szkolną, paniami od angielskiego i wielką ekscytacją. Nie szaleliśmy, bo było tyle zwiedzania, że padaliśmy z nóg. To uczucie, gdy mieliśmy czas wolny i nikt nas na Piccadilly czy Trafalgar Square nie pilnował, pamiętam do tej pory. Że mogę - sobie - chodzić - przez - godzinkę - po - Londynie - niczym - jakaś - Angielka !!!

    Miałam 14 lat i byłam wcześniej na kilka dni w Czechach czy Niemczech (ale tak tam, z rodzicami, byliśmy na fajnym basenie a nie w Berlinie), to był pierwszy "prawdziwy" wyjazd. Najśmieszniejsze jest to, że tyle się od tego czasu najeździłam, kilkadziesiąt razy leciałam samolotem, a do Londynu (jeszcze!) nie udało mi się wrócić. Twoje wpisy zachęcają :)

    estrela

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no tak, to mi przypomina, że wcześniej byłam z Tatą w Czechosłowacji :)

      Usuń
  15. Fantastyczne wspomnienia. Może też kiedyś opiszę : Mój pierwszy raz - za granicą podróż oczywiście... Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  16. Pierwszego zagranicznego nie pamiętam co prawda, ale takie bardziej świadome zaczęły się jak dla mnie w 2005 roku, wtedy właśnie dopiero zaczęłam zwracać uwagę na widoki. Była to Chorwacja i poznając ją od strony natury bardzo ładna mi się wydała;) A wspominać uwielbiam i to nie tylko wyjazdy;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ach gdzie te czasy bez telefonow komorkowych czy tanich linii lotniczych... Teraz wszystko na wyciagniecie reki. Chyba troche zrzedliwie to zabrzmialo:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ach też tam byłam miałam 18 lat i również za dużo swobody nikt nas nie pilnował mieszkaliśmy u Pani Ewy szło się pod górkę super:)

    OdpowiedzUsuń

TOP