17.3.14

Najładniejsze i najciekawsze miejsca Majorki w dwa dni

Pomimo ciągłych zawirowań w ostatnich tygodniach, myślami jestem już w Sewilli. Cieszę się słońcem, dobrym towarzystwem, pięknym miastem i winem z pomarańczy. Uznałam, że idealnie z tym co teraz przeżywam, skomponuje się wspomnienie z Majorki. Chciałabym przedstawić Wam propozycję spędzenia dwóch dni na tej wyspie, uwzględniając najciekawsze według mnie miejsca.
To były chyba najcieplejsze dni, jakie spędziliśmy na tej hiszpańskiej wyspie. Niby wiosna, a prawie jak lato. Bezchmurne niebo, cudowne światło i krótkie rękawki. Nie wiem czy pamiętacie, ale na Majorce mieliśmy "blogowy zlot" - ja, Ewa, Aga i Nuno, a z nami moja koleżanka Justyna. Kiedy Ewa pracowała, my wynajęliśmy samochód, aby odwiedzić kilka najpopularniejszych miasteczek. Na początek Valdemossa, o której już kiedyś na blogu pisałam (Valdemossa. Cała w kwiatach oraz Powrót do Valdemossy).
Następnie, wzdłuż zachodniego wybrzeża przejechaliśmy do miejscowości Deia, gdzie po krótkim spacerze doszliśmy na wzgórze z kaplicą i niewielkim cmentarzem.
Dookoła spokój, dużo zieleni, śpiew ptaków, cytrynowe drzewka, niska zabudowa.  Kolejne 20 km i dojechaliśmy do urokliwego Sóller, którego życie koncentruje się wokół głównego placu z katedrą. Na pierwszym zdjęciu - Ferrocarril de Soller, którym można odbyć piękną widokowo podróż aż do stacji w Palma de Mallorca. Na trasie tunele i mosty, za oknem cudne krajobrazy.
Z tego co słyszałam, podobno jest to wycieczka dla tych, co nie mają żadnych problemów komunikacyjnych, ponieważ mocno trzęsie, a sam pociąg jest dość wiekowy. Trasa składa się z dwóch części - w Sóller można jeszcze przesiąść się do tramwaju, który docelowo jedzie do Port de Sóller (foto z parasolem). Bilet w 2 strony na całą podróż to koszt 28 EUR, a rozkłady jazdy znajdziecie na oficjalnej stronie kolejki. My nie mieliśmy okazji się nią przejechać, ale znalazłam w sieci blog z bardzo szczegółowymi zdjęciami z przejażdżki.
W Port de Sóller pokręciliśmy się trochę po uliczkach i po porcie, w którym zamówiliśmy lunchowe przekąski. Padło na krokieciki, panierowane kalmary i małe rybki, ale muszę przyznać, że raczej nie było to najlepsze danie z tego wyjazdu. Za tłusto i za ciężko. Ostatnim przystankiem było malutkie, położne w głębi lądu Fornalutx, gdzie usiedliśmy w cieniu i zamówiliśmy zimny sok ze świeżych pomarańczy. Pamiętacie wpis z tego miejsca?
Valdemossa jest miasteczkiem, w którym spokojnie można spędzić 3-4 godziny, jeśli chce się pospacerować po klimatycznych uliczkach, zwiedzić dawny klasztor kartuzów, coś zjeść. Deia to przynajmniej godzina, kolejna jedna lub dwie na Sóller oraz port, a doliczając do tego przejazdy, robi się nagle późne popołudnie. Oczywiście pędząc można zwiedzić nawet całą wyspę w jeden dzień, ale jaki to ma sens? My skończyliśmy na soku i ruszyliśmy z powrotem do El Arenal, podziwiając malownicze pejzaże za oknem i fantazjując o kolacji w La Rioja.
Kolejnego dnia wyjechaliśmy z samego rana, tym razem już w piątkę, bo Ewa miała wolny dzień. Naszym pierwszym celem była Pollença, miejscowość położona kilka kilometrów od brzegu Morza Śródziemnego. Z tych, w których czas płynie wolniej.
Kawałek od centrum znajduje się 365 (ufff ;) ) szerokich schodów prowadzących na wysokie wzgórze, wzdłuż których w Wielki Piątek znajdują się stacje Drogi Krzyżowej.
Weszliśmy. Niby nie tak wysoko, ale słońce grzało. Na szczycie czekała na nas kapliczka.
I przepiękny widok na miasteczko, a na dalszym planie również na wybrzeże, gdzie dotarliśmy po kilkunastu minutach jazdy, do Cala Saint Vincenç, o której już pisałam.
W międzyczasie postanowiliśmy coś przekąsić. Ewa miała ochotę na potrawę, o której dużo czytaliśmy, ale ciężko ją było gdziekolwiek znaleźć w menu - tumbet. Jest to jedno z tradycyjnych dań Majorki - bakłażany, ziemniaki, papryka z sosem pomidorowym i oliwą.
Kolejnym przystankiem był półwysep Formentor, z którego nie mam żadnych zdjęć, ale drogę wspominam jako zakręconą i bardzo wietrzną. Dookoła skały i morze, a w oddali gdzieś za wszystkimi serpentynami biała sylwetka wysokiej latarni morskiej. Magicznie.
Stąd już tylko kilka kilometrów dzieli nas od mojego ulubionego punktu zwiedzania. Najpierw pojechaliśmy do Port d'Alcúdia, gdzie przez chwilę pobiegaliśmy po plaży, przeszliśmy się głównym deptakiem, po czym ruszyliśmy na poszukiwanie jedzenia :)
Część uczestników wycieczki wybrała paellę z wieeeeelkiej patelni, a ja wybrałam przepyszną sałatę z cykorią, kurczakiem, awokado i jogurtowym sosem. Mniammm!
Najedzeni i zadowoleni dotarliśmy w końcu do miasta Alcúdia. W jego starej części na jakiś czas się rozstaliśmy i każdy poszedł w swoją stronę. Ja zgubiłam się w gąszczu ulic, obserwując życie mieszkańców toczące się przed domami i w niewielkich kawiarenkach. 
Całość zabudowań otoczona jest murem, więc pod wieczór były mocno zacienione. Żałuję, że nie mieliśmy już więcej czasu, bo chętnie bym pospacerowała jeszcze jakąś dodatkową godzinę, ale trzeba było wracać, bo do przejechania prawie cała wyspa!
Śpieszyliśmy z powrotem do El Arenal, na kolejną odsłonę Festiwalu Jedzenia! Tym razem, zamiast knajpy, zrobiliśmy większe zakupy w markecie. Hiszpańskie wędliny, tortilla, oliwki, sery, sałata, piwo a na deser sałatka z truskawek i bananów. Do nocy puszczaliśmy na youtube różne przeboje lat 90-tych, drąc się na całe gardło z zespołem Loft "Mallorca, extasy and motion, oh oh oh, That's Mallorca, Mallorcaaaaaaaaaaaaa!".
Poniżej, dla zainteresowanych, mapki odwiedzonych przez nas w ciągu 2 dni miejsc.
Na Majorce jest o wiele więcej ciekawych zakątków, np. zatoki na wschodnim wybrzeżu, Palma de Mallorca, groty i Jaskinie Smocze, Park Krajobrazowy Albufera i inne, ale nie da się wszystkiego zobaczyć w dwa czy trzy dni. Do Palmy wybraliśmy się autobusem kilka dni później, zrobiłam niewiele zdjęć, ale może na jeszcze jeden dodatkowy wpis się uzbiera.

32 komentarze:

  1. uroczo tam :) widze,ze i jedzonko smakowite :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Taki artykul sprawia ze az chce sie spakowac walizki i jechac na urocza Mallorce :) urzekly mnie te zdjecia na pewno bede zagladac tu czesciej.

    OdpowiedzUsuń
  3. Warto wsiasc do pociagu do Soller, jakis szczegolnych podkokow nie pamietam, ale lata cale minely i moze pamiec nie ta? Widoki, wiatr we wlosach i zapach rozgrzanego drewna pamietam. Chodzi mi po glowie zrobic wpis o pociagu do Soller, moze kiedys. Piekne zdjecia, zapachnialo mi Majorka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. NIe wiem, nie jechałam, wiem tylko, co czytałam, więc nie potwierdzam, nie zaprzeczam ;)

      Usuń
    2. Ja potwierdzam! :) Sama też mam w planach wpis o tym pociągu :)

      Ajka, przywołałaś mi cudne wspomnienia :D

      Usuń
  4. tak, są takie potrawy, niby 'must eat' danego miejsca, a jak przyjdzie co do czego, to w restauracjach tylko standardy turystyczne, typu właśnie panierowane kalmary:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lokalnego najedliśmy się do omdlenia w La Rioja http://cale-zycie-w-podrozy.blogspot.com/2012/12/328-zaczeo-sie-od-aioli.html !

      Usuń
  5. Uwielbiam takie klimaty :) Na Majorkę mnie aż tak bardzo nie ciągnie, ale przyznać muszę, że widoki piękne. Ale przecież w Hiszpanii nie może być inaczej :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj przywołujesz moje wspomnienia. Byłam, widziałam, smakowałam widoki i jedzonko. O Majorce, ktorą objechaliśmy wzdłuż i wszerz, też będzie o tym na moim blogu. Czeka w kolejce. W wolnej chwili zapraszam do mnie. Pojawiło się ostatnio kilka postów na temat Wenezueli. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak ładnie... Fajny pomysł z tymi mapami!

    OdpowiedzUsuń
  8. Piękne zdjęcia, też byłam na Majorce - jest pięknie:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Wino z pomarańczy??? Jejku, jak to bosko brzmi :) masz jakieś nazwy? Bardzo chciałabym spróbować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy to przypadkiem nie "domowa" robota :) http://www.pisanewsewilli.com/sewilla-i-wino-z-pomaranczy/

      Usuń
    2. Wielkie dzięki :) zaraz sobie poczytam / pooglądam :) w nowym wpisie również wspominasz o tym winie... ależ bym spróbowała! :) Mino wczesnej pory hahaha :)


      P.S. ;) serio serio... nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy, zwykle nie odczuwam przesileń i innych poniedziałków. Też uważam to za wydumane wymówki :) ale te ostatnie dni jakoś mnie ciężko dotknęły... może jakieś inne czynniki jeszcze mają na to wpływ... ale powoli się budzę :)

      Usuń
  10. Zazdroszczę podróży, zawsze chciałam podróżować niestety nie zawsze jest to możliwe. Pozostaje mi odwiedzanie Twojego bloga na dziś ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. majorka zawsze kojarzyła mi się z wyjazdami all inclusive i miejscem, gdzie oprócz hotelu z basenem i drinków z palemką nie ma nic ciekawego.. myliłam się! wygląda to na bardzo urocze miasteczko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dużo osób tak myśli ;) I dla nich już kiedyś powstał wpis http://cale-zycie-w-podrozy.blogspot.com/2013/08/rozne-oblicza-majorki.html

      Usuń
  12. Naprawdę, na tę wiosnę zbliżajacą się małymi kroczkami takie zdjęcia mówią juz tylko jedno - niedługo wakacje!!!! :))))

    OdpowiedzUsuń
  13. Mnie tez sie wydawalo zawsze, ze na Majorce nic dla mnie nie ma ciekawego, bo ja nie lubie kurortow dla wczasowiczów z basenami palmami i zajęciami w basenie dla znudzonych sloncem pańć! I jak mi ktos zachwala taki styl urlopowania to my w drugą stronę jezdzilismy wiec tam mnie nie bylo! A na Twoich fotkach pieknych, calkiem ciekawe miejsca!

    OdpowiedzUsuń
  14. Majorka - piękne miejsce. Mogę tam wracać co roku i ciągle odkrywam coś nowego.

    http://zycienienabogato.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  15. dobrze, że mam gdzie oglądać słoneczne zdjęcia w taki ponury dzień...:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Wspaniała architektura, urokliwe uliczki i słoneczko. Czego chcieć więcej?

    OdpowiedzUsuń
  17. takie masz piękne wpisy i zdjęcia, że będzie to jeden z kolejnych kierunków :) zbiera się ich coraz więcej, w dużej mierze dzięki Tobie :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Pięknie! Bardzo zazdroszczę (ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu). Tumbet wydaje się być bardzo ciekawą potrawą. Klimat przedstawiony na zdjęciach niesamowity. Ależ bym sobie wyjechała w takie miejsce:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Piękne zdjęcia. Też bym chętnie tam pojechał

    OdpowiedzUsuń
  20. Ale mi narobiłaś ochoty na wyjazd, w sumie to gdziekolwiek, byle by oderwać się do codzienności.

    OdpowiedzUsuń
  21. O jak pięknie (i smacznie :)) ! Byłam na Majorce jakieś 9 lat temu, ale chętnie odkryłabym tę wyspę na nowo! Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  22. Agnieszko, z radością pow.ędrowałam Twoimi ścieżkami, przypominając sobie swoją podróż sprzed czterech lat.Świetny opis, genialne wyczucie smaków i kolorytów wyspy.

    OdpowiedzUsuń
  23. Na Majorce byłam tylko kilka dni ale jest to miejsce, w które na pewno kiedyś wrócę. Piękne wybrzeża, szlaki do wędrówek i morze - jednym słowem raj na ziemi :) http://aktywnepodroze.pl/majorka-gory-i-morze/

    OdpowiedzUsuń

TOP