3.3.14

Wyspa Księcia Edwarda i Zielone Wzgórze oczami Bernadety

Ostatnio przeczytałam całą serię "Ani z Zielonego Wzgórza" Lucy Maud Montgomery. Po raz kolejny, po wielu latach. Leżałam chora i pochłaniałam jedną część za drugą, a gdy skończyłam miałam wrażenie, że to moja rodzina, mój dom, moje wspomnienia. Zastanawiałam się, co miała w sobie ta rudowłosa dziewczynka, że świat tak mocno ją pokochał. Chyba już wiem. Widząc jej postawę wobec ludzi, dobroć, bezinteresowność, brak zawiści i negatywnych uczuć czułam, że brakuje mi tego w otaczającej mnie rzeczywistości i że Ania jest wzorem, postacią, z której warto brać przykład, bo uczy jak być godnym, świadomym siebie, ale troszczącym się o innych, pozbawionym obłudy człowiekiem. Rozmawiałyśmy o tym z Mamą, która marzy, aby kiedyś wybrać się Wyspę Księcia Edwarda. Następnego dnia podesłała mi link do bloga Bernadety,  której się udało. Zainteresowała mnie jej historia i chciałabym dziś Wam ją bliżej przedstawić.

Na blogu napisałaś, że już od dzieciństwa uwielbiałaś Anię z Zielonego Wzgórza. Jak odkryłaś tę książkę? Co miała w sobie innego niż pozostałe, że wywarła na Ciebie tak duży wpływ a po jakimś czasie stała się inspiracją do spełnienia marzenia - podróży na Wyspę Księcia Edwarda?

Dostałam tę powieść jako 8-letnia dziewczynka i była pierwszą, którą samodzielnie przeczytałam. Dzięki niej zapałałam wielką miłością do książek oraz słowa pisanego. Już wtedy zrodziło się we mnie pragnienie odwiedzenia wyspy, na której rudowłosa marzycielka znalazła dom i kochającą rodzinę. Losami Ani emocjonowałam się przez kilka lat, a każda mała wzmianka o Wyspie Księcia Edwarda wywoływała u mnie szybsze bicie serca. Wierzyłam, że kiedyś zobaczę na własne oczy zachód słońca nad Zatoką Św. Wawrzyńca i te wszystkie niezwykłe, związane z książką miejsca.

Jak długo musiałaś czekać, by marzenia stały się rzeczywistością i co czułaś, gdy się udało? 

Na realizację tego marzenia czekałam ponad 20 lat. Dopiero we wrześniu 2006 roku wybrałam się w wyczekaną podróż do krainy znanej mi tylko i wyłącznie z książek Lucy Maud Montgomery. Trudno wyrazić słowami, co czuje człowiek, którego marzenie się spełnia... Emocje sięgały zenitu, uczucie bezgranicznego szczęścia mieszało się z niedowierzaniem, wzruszeniem i wdzięcznością... Miałam wrażenie, że znów jestem małą dziewczynką i że ktoś podarował mi gwiazdkę z nieba.



W takich sytuacjach zwykle mamy duże oczekiwania, bo w końcu mamy zobaczyć coś, co żyje w naszej wyobraźni. Rzeczywistość potrafi zaskoczyć. Jak było w Twoim przypadku?


Świat naszych marzeń jest idealny, gdyż są one manifestacją naszych pragnień i oczekiwań. Zdarza się, że rzeczywistość prześciga nawet najpiękniejsze wyobrażenia. Tak właśnie było ze mną i Wyspą Księcia Edwarda - nie sądziłam, że tak mocno ją pokocham. Po przejechaniu 13-kilometrowego mostu łączącego Nowy Brunszwik z najmniejszą prowincją kanadyjską, znaleźliśmy się w miejscu, w którym pamięć o Ani Shirley i Lucy Maud Montgomery kultywowana jest niemal na każdym kroku, a wszystkie drogi zdają się prowadzić na Zielone Wzgórze. W Cavendish, książkowym Avonlea, mieliśmy okazję spędzić niezapomniane 4 dni, w trakcie których kilka razy odwiedziliśmy znany nam z książki dom Ani. Kanadyjskie Parki, obecny właściciel farmy, postarały się, aby klimat domu i jego wystrój pasowały do fikcyjnego świata wykreowanego przez Montgomery. Największy zachwyt wzbudził we mnie mały pokój na facjatce - wyglądał tak, jakby był wciąż zamieszkany przez tę uroczą, rudowłosą nastolatkę. Miałam wrażenie, że za chwilę Ania wbiegnie do pokoju, rzuci się na łóżko i ucieknie w marzenia.

Czy udało Wam się odwiedzić więcej miejsc znanych z powieści? Czy naprawdę one istnieją?

Tak! Po dokładnym zapoznaniu się z Zielonym Wzgórzem, czekał nas spacer po Lesie Duchów oraz Alei Zakochanych, które znajdują się obok. Ścieżka wiodąca przez las prowadzi do miejsca, w którym stał dom dziadków Lucy Maud Montgomery ze strony matki - pisarka mieszkała w nim od wczesnego dzieciństwa do 1911 roku, w którym poślubiła pastora prezbiteriańskiego Ewana MacDonalda. Choć sam dom już nie istnieje, warto zobaczyć miejsce, w którym powstała kochana przez tak wiele osób "Ania z Zielonego Wzgórza". Kilka kroków dalej znajduje się poczta-muzeum, do której koniecznie trzeba zawitać. Trudno w to uwierzyć, ale na początku swojej kariery Montgomery wysyłała wiele manuskryptów do wydawców, którzy często je odsyłali z powrotem. Taki los aż 5 razy spotkał też "Anię z Zielonego Wzgórza"! Pewnego jednak dnia przyszła pozytywna odpowiedź z USA, dzięki czemu świat mógł poznać losy niezwykłej marzycielki z Wyspy Księcia Edwarda. Dziś jest to książka kultowa, przekazywana z pokolenia na pokolenie. Pełna ciepła, życzliwości, dobrych słów i wzorców. W Cavendish utworzono Wioskę Avonlea - atrakcję turystyczną, która świetnie oddaje znany z książki klimat. Znajdują się też na jej terenie prawdziwa szkoła i kościół, które odegrały rolę w życiu pisarki. W wiosce można przebrać się w stroje z epoki wiktoriańskiej, spróbować słynnego soku malinowego, zaopatrzyć się w różne pamiątki - od kapelusza z rudymi warkoczami zaczynając, a na staroświeckich tabliczkach szkolnych kończąc. Prawdziwi fani na pewno z przyjemnością odwiedzą dom, w którym pisarka się urodziła, a także dom jej dziadka w Park Corner, w którym Montgomery miała okazję oglądać porcelanowe psy: Goga i Magoga oraz pić herbatę z serwisu w pączki róż. Tam też znajduje się Jezioro Lśniących Wód. Trzeba przyznać, że wiele wątków pisarka zaczerpnęła ze swojego życia.



A sama Wyspa Księcia Edwarda? Gdy zamykam oczy, widzę malownicze wydmy smagane wiatrem, małe domki przycupnięte gdzieś przy brzegu, lekko kołyszące się zielone korony drzew..


Wyspa Księcia Edwarda jest przepiękna. Miejsca związane z Anią przykuwają uwagę, są bardzo ciekawe, ale wyspa po prostu zapiera dech. Niemal za każdym zakrętem kryją się zachwycające widoki pól ginących w błękicie wód Zatoki Św. Wawrzyńca. Fotogeniczne plaże, czerwony piasek, spektakularne zachody słońca i wrażenie, że czas zwalnia sprawiają, że nie chce się stąd wyjeżdżać. Ta kraina, która wcześniej była dla mnie czymś z pogranicza marzeń i fikcji literackiej, nagle stała się rzeczywistością. Pragnęłam jej urok i czar zabrać ze sobą w pamięci, by móc do nich wracać, kiedy tylko zapragnę. Niezwykłe wspomnienia, mnóstwo zdjęć i emocje, pomogły mi przetrwać kilka lat.



No właśnie! Po kilku latach bowiem, znów wyruszyłaś w tamte strony. Opowiedz coś więcej!


Tęskniłam za Wyspą Księcia Edwarda i czułam, że muszę na nią wrócić. Udało się i to 2 razy! Trochę bałam się powrotu, by nie zniszczyć idealnych wspomnień. Nawet nie sądziłam, że kolejna wizyta może być równie piękna. Odwiedziliśmy znów "zakątki Ani", ale tym razem o wiele więcej czasu poświęciliśmy samej wyspie, tym mniej znanym zakamarkom. Odkrywaliśmy nowe miejsca, przeżyliśmy kilka wzruszających chwil. Pewnego dnia jadąc z Wioski Avonlea do Park Corner spojrzałam w prawo i zobaczyłam najpiękniejsze miejsce na ziemi. Odnalazłam Wymarzony Domek.

 Wymarzony Domek, czyli miejsce idealne, takie ze snów? Rzuciłaś wszystko i się przeniosłaś? :)

Hehe, nie! To nie takie proste. Ale po powrocie do domu wywołałam zdjęcia i mogłam patrzeć codziennie na ten niezwykły Dom. Gdzieś w głowie krążyła mi myśl, że chciałabym pewnego dnia przynajmniej wejść do środka. Dzięki pomocy kilku osób udało się - odwiedziłam go w 2013 roku. Mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości będę miała okazję tam zamieszkać, chociaż kilka dni...



Wyspa Księcia Edwarda nie jest w Polsce znana. Owszem, kojarzy się ją z książką i filmem o życiu Ani, ale ciężko znaleźć informacje o tym, jak dokładnie wygląda, jak się tam dostać, co zobaczyć itd.

To prawda, dlatego przed ostatnim wyjazdem stworzyłam bloga Kierunek Avonlea. Wiem, że wiele osób marzy, by tę wyspę odwiedzić i liczę, że dzięki tej stronie dostaną nie tylko namiastkę jej piękna, ale też poczują się zachęceni, by to marzenie zrealizować. Bo wyspa jest magiczna i naprawdę warto!

W trakcie naszej rozmowy o Zielonym Wzgórzu dowiedziałam się, że byłaś też w Zambii. Kiedy się okazało, że był to wyjazd w ramach wolontariatu, uznałam, że temat jest warty poruszenia. Kiedy zaczęłaś aktywnie działać na rzecz innych osób? Jaki był właściwie cel Waszego wyjazdu?

Moja przygoda z wolontariatem w zambijskiej misji polskich sióstr zaczęła się w lutym 2010 roku. Zaczęłam tworzyć projekty, a w 2011 zostałam koordynatorką nowego programu Adopcji Grupowej przedszkolaków uczących się w tamtejszym przedszkolu. W marcu 2013 pojechałam wraz z dwójką innych wolontariuszy do Zambii, aby zobaczyć efekty naszej 3-letniej pracy, a przy okazji pomóc na miejscu. W ramach pobytu zorganizowaliśmy urodziny dla ponad 200 dzieci, które nie są świadome, że w wielu miejscach na świecie to ważne wydarzenie. Poza tym przekazaliśmy zakupy dla kolejnych 200 dzieci, a dzięki akcji "Nasiona dla Afryki" powstały rozległe ogrody misyjne. Dla mnie jednak najważniejsze było to, że mogłam poznać i przytulić swoje adoptowane na odległość dziecko. Jest to marzeniem każdego rodzica adopcyjnego, ale tylko nielicznym udaje się je zrealizować. Mnie się udało!




Dało Ci to tak dużo szczęścia i wzruszeń, że postanowiłaś zrobić następny krok i kupiłaś bilet... 

... na Filipiny! Opiekujemy się z Mężem dziećmi z Zambii, Filipin i Etiopii, dając im szansę na lepszą przyszłość. Hermie, nasza podopieczna z Filipin, od samego początku adopcji była wyjątkowa. Od pierwszego listu czuliśmy mocną więź z tym nieprzeciętnym dzieckiem. Kiedy Hermie zaczęła dzielić się z nami marzeniami, w których umieszczała i nas, postanowiliśmy zrobić wszystko, by jej nie zawieść. Wyjazd 3 osób na Filipiny nie jest łatwą sprawą, więc blisko 2 lata rozpatrywaliśmy różne rozwiązania. W styczniu tego roku zapadła decyzja - lecimy! Chcę spojrzeć Jej w oczy i powiedzieć, że naprawdę warto marzyć, bo marzenia się spełniają. Sądzę, że będzie to jedna z najpiękniejszych chwil w moim życiu. Kolejny ważny moment, kolejny spełniony sen. Udało mi się spełnić marzenie z dzieciństwa, dotrzeć na Wyspę Księcia Edwarda. Po tej realizacji postawiłam przed sobą kolejne wyzwania, bo  jak napisał Paulo Coelho "To możliwość spełniania marzeń sprawia, że życie jest tak fascynujące".

Życzę Ci z całego serca ich realizacji i niech spotkanie z Hermie będzie dla Was niezapomniane!


20 komentarzy:

  1. Dla samych widoków już warto się tam wybrać.
    Miłego dnia zycze

    OdpowiedzUsuń
  2. Odważna i wspaniała kobieta! Piękne marzenia, które się ziściły :)
    Chciałabym udać sie w kilka miejsc z moich ulubionych książek (lub filmów) - to musi być naprawdę coś magicznego! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. kolejny świetny wywiad, gratulacje!

    OdpowiedzUsuń
  4. Marzenia są piękne, a stają się jeszcze barwniejsze, kiedy się spełniają.

    OdpowiedzUsuń
  5. Taka podróż jest i moim marzeniem...

    OdpowiedzUsuń
  6. "Aby osiągać wspaniałe rzeczy, musimy marzyć tak samo dobrze jak działać" - Bernadeto, osiągnęłaś wspaniałe rzeczy i wiem, że jeszcze wspanialsze osiągniesz ! Gratuluję tego co już i czekam na to co jeszcze :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Chciałabym kiedyś wybrać się do Avonlea, ale może lepiej pozostawić to marzenie tylko marzeniem? :)

    OdpowiedzUsuń
  8. To niesamowite miejsce, a Ania zapada w pamięci i ja też wielokrotnie do niej wracam...

    OdpowiedzUsuń
  9. Piękny wywiad i piękne miejsce !

    JK

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo ciekawa podróż! Mam ochotę sie tam wybrać ;-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetna dziewczyna, która sięga w życiu po własne marzenia. Chyba każda dziewczynka wewnątrz nas marzy aby tam pojechać. Nie jestem wyjątkiem. Ale wzruszyły mnie też te adopcje. Dowiem się więcej na ten temat. Czytając ten tekst przychodzi mi na myśl jedno: to osoba, która nie marnuje życia. Piękne. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za ciepłe słowa pod moim adresem :)
      Kiedyś przez rok mieszkałam w Danii i wówczas natknęłam się na pewien cytat, ktory stał się dewizą mojego życia: „Jeśli zależy ci na czymś, musisz tego chronić – Jeśli masz szczęście, aby znaleźć sposób na życie, który kochasz, musisz zdobyć się na odwagę, aby zgodnie z nim żyć.” Ja już znalazłam :)))
      Pozdrawiam!

      Usuń
  12. Dziekuje Ci za ten wpis! Jest magiczny! Dziekii Tobie właśnie poznałam cudowna osobe, juz werstuje jej blog od poczatku do końca! Marzenie o Wyspie Księcia Edwarda jest tez moim marzeniem, Ania z Zielonego Wzgorza towarzyszy mi od 20 lat na kazdym kroku mojego zycia. Nawet decyzje o nauczycielstwie podjełam pod wpływem lektury ksiązek o mojej najelpszej przyjaciółce z dzieciństwa...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nancy, pięknie dziękuję :) Zapraszam do częstych odwiedzin „Kierunku Avonlea” i trzymam kciuki, aby i Tobie się udało.

      Usuń
  13. Agnieszko, bardzo dziękuję Ci za to, że tak pięknie zaprezentowałaś moją drogę na Wyspę Księcia Edwarda, która jest opowieścią o realizacji marzenia z dzieciństwa.
    Dziękuję również wszystkim, którzy zostawili tu miłe komentarze i gorąco zachęcam do odkurzenia marzeń i pragnień z dzieciństwa, gdyż one wpłynęły na to, kim każdy z nas obecnie jest.
    Pozdrawiam wszystkie Wielbicielki Ani, Lucy Maud Montgomery i wszystkie niepoprawne Marzycielki :)

    OdpowiedzUsuń
  14. To też moje marzenie z dzieciństwa :)

    OdpowiedzUsuń
  15. I przed takimi osobami chylę czoła. Cudownie spełniać swoje marzenia i być 100% wspaniałym człowiekiem. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  16. To się nazywa spełniać marzenia !

    OdpowiedzUsuń
  17. Piękna sprawa spełnić swoje marzenie z dzieciństwa i zwiedzić miejsca, o których się kiedyś tylko śniło. Myślę, że każdy zasługuje na taki prezent od życia! Gratuluję odwagi i życzę dalszych spełnionych marzeń!

    OdpowiedzUsuń
  18. Uwielbiam 'Anię z Zielonego Wzgórza', ekranizacje pierwszej i kolejnych części mogłabym oglądać regularnie. A miejsca robią wrażenie z pewnością:)

    OdpowiedzUsuń

TOP